witam
chciałem sie poradzić ekspertów bo od bardzo długiego czasu nurtuje mnie pewien problem...
otóż mam problem ze zbliżeniem się do dziewczyny z która się umowie (chodzi mi o każdą z którą mam randke ) rozmowa przebiega na luzie wszystko ok , usmiecha się itd i nagle gdy siedzimy np na ławce w odległosci od siebie gdzies poł metra to nie potrafie zrobić pierwszego kroku aby się do niej zbliżyć (nie wiem jakaś bariera w mózgu) po prostu mam głupie mysli ze moze nie chcieć albo po prostu nie wiem jak się za to zabrac... należę do osób dość nieśmiałych chociaż potrafie normalnie nawiązywać kontakty z ludźmi ...
ps. czytam już dość długo poradniki zamieszczone na tej stronie i cały czas nad sobą pracuje 
pozdrawiam i liczę wsparcie
Ja robię tak: opowiadam kobiecie jakąś sytuację, która wywarła na mnie wrażenie. W pewnym momencie kładę nacisk na część mojej wypowiedzi (że niby jestem pod szczególnym wrażeniem czegoś) i jednocześnie delikatnie dotykam pannę w przedramię. To jest pierwszy krok, ważny krok. Jeśli nie odskoczy jak sparzona (jeszcze mi się nie zdarzyło), to muszę koniecznie eskalować dotyk. Zasadą małych kroczków dochodzę do sytuacji, kiedy panna akceptuje dotknięcie w udo i dłuższe przytrzymanie ręki. Ważne jest patrzeć jej wtedy w oczy, głęboko i długo:-) Wtedy ona przekonuje sama siebie, że to nie jest ingerencja w jej sferę intymną tylko "tak po prostu się dzieje, to siła wyższa".
Trudno to wszystko wpisać w sztywne ramy, dla mnie przełomowy jest moment kiedy siedzę koło panny, ona trzyma dłonie na stole/kolanach, zapada cisza a ja patrząc jej w oczy nakrywam jej dłonie swoimi. Następnym krokiem jest już pocałunek:-)
J.w od początku dotykaj dziewczynę w trakcie rozmowy. Gdy dotykasz jej rąk, pleców, kolan, gdy siedzicie, to jest naturalne. Ja robię to już odruchowo.
Żeby dodać coś nowego, to zawsze, gdy idę z dziewczyną po prostu chwytam jej rękę i wkładam razem z moja do swojej kieszeni(jeszcze mamy okres kurtkowy). Najważniejsza jest Twoja pewność siebie, to Ty ja prowadzisz.