Na początek chciałbym się przywitać ze wszystkimi gdyż, jak pewnie zauwazyliście jestem nowy:) No ale przejdzmy do rzeczy.
Otóż mój problem przedstawia się tak;
Jestem w związku już około2,5 roku. Ogólnie dziweczyna jest wręcz cudowna, zawsze gdy jesteśmy razem jestem usmiechnięty itp. Niestety jestem z tych co są baaardzo zazdrośni i wg. mnie mam do tego powody po wybrykach mojej ukochanej.
Pierwszy był około dwa lata temu. Jak to delikatnie kręciła z innym chlopakiem. Na szcęście koles byl z grona frajerów, którzy nie szanują kobiet, no ale prawie doszło do ich spotkania. Skończyło się na tym że on jej coś tam napisał na gadu i ona go zjechała. Oczywiście mówiąc mi o tym wzięła mnie na łzy i słodkie "przepraszam". A ja zakochany po uszy przyjąłem ją bo w sumie nic sie nie stalo...
Drugi raz był na koniec poprzednich wakacji kiedy to musiała sprawdzić czy czuje coś do swojej dawnej, nie spełnionej miłości. To była chyba pierwsza impreza w naszym związku na którą poszła beze mnie, bo jak twierdziła chciała pojść z kolezankami. Skończyło się na tym że koleś ją zlewał i nawet ze sobą nie gadali.
No i tak się przewijali co jakiś czas jacyś fajansi.
Kiedy ona odeszła z gimnazjum a ja zostalem w gim bo jestem od niej rok młodszy poznała w nowej szkole koleżke. A zaczęło się od tego że jej koleżanka miała się go spytać czy moja luba się mu podoba i moja luba miała się spytac innego kolesia. Na nieszczęście koles okazał się tak suchy ze nie przyjął tego na zarty tylko z oburzeniem. Ola( bo tak ma na imie moja ukochana) zaczęła z nim pisac na nk bop chciała mu wytłumaczyć cała sytuację itp. W tym roku szkolnym popłakała się przez niego w szkole bo chciała z nim pogadac a on ja doszczętnie zlał. Uznałem to jako pozytywny znak ;] bo od niejakiego czasu mówiła ze chciałaby mieć przyjaciela faceta ;/
No i zaczęły sie osiemnastki jej rocznika. Na pierwsza byla zaproszona z osobą towarzyszaca ale nie moglismy przyjsc. Na kolejną, tj. wczoraj;p poszła sama. Na początku myslałem ze solenizant taka dupa i nie powiedział jej ze moze przyjsc z osoba towarzyszaca ale w ostatniej chwili wyszło od niej ze ja tez mogłem z nia pojść ale ona woli sama zeby pobawić się z koleżankami. ( ja na kazdej imprezie kiedy nie mogła ze mną pojść męczyłem sobie głowę tym jak bardzo bym chciał zeby była ze mną, pare razy sobie odpusciłem wypad z kolegami bo ona nie mogla isc). No i wiadomo ja wkurzony troche ze poszła sama a mnie wyciulała zacząłem jej pisać ze tak sie nie robi itp. a wszytstko przez to ze nasłuchałem sie od ojca ze powinienem zacząć wreszcie cieszyc sie swoim zyciem a nie patrzec tylko zeby ona w nim byla. Na dodatek tanczyła tam pare razy z tym dupkiem przez którego płakała i na którego tyle czasu psioczyła i obiecywała za jej na nim nie zalezy i ma go "gdzieś";p
Dzisiaj spotkłem się z nią na chwile zeby powiedziec jej ze nie chcem zeby na kolejne imprezy chodziła beze mnie i powiedziałem ze jezeli na kolejne 18-nastki chce wybierac sie sama to nasz związek nie ma sensu, bo ja sobie nia susze zawsze głowę a ona sama szaleje z jakimis fajansami.
Na koniec dobrze bylo by dodac ze bardzo ją rozpiesciłem;/ i jestem swego rodzaju pantoflarzem ;p typu ciągle jakieś prezenty, kwiaty, rano przychodzenie po nią na przystanek bo dojezdza autobusem, w szkole na kazdej przerwie latam za nią zeby choć chwile z nią pobyć, nawet przez nią zacząłem do kościoła chodzić ;p No i też musze powiedzieć że ona jest spokojną dziewczyną, dobrze ułożoną, i nigdy nic glupiego nie zrobilaby z innym chlopakiem tym bardziej ze nia przepada za alkoholem.
Cały problem jest w tym ze dzisiaj jej wygarnałem a teraz boję się że mogę ją stracić (tym bardziej ze jak próbuje z nia porozmawiac przez tel to nie chce i mowi ze musze jej dać troche czasu zeby wszystko sobie ulozyla) ale z drugiej strony wszystkie te sytuację które odwalała troche mnie przerastaly i w końcu nie wiem czy to ja przesadzam czy to ona powinna sobie przemyslec pewne sprawy. Sprawa jest jeszcze tego typu ze nie potrafie jej zostawic (teraz z miłości) a zaczęło się od tego ze na początku bylo mi jej szkoda bo kiedy zaczelismy sie spotykac zmarł jej ojciec
prosze o jakies trafne uwagi co do całego związku, co zrobić zeby nie odeszła i czy postawić jej jakieś nowe warunki jak chciałaby dalej być ze mną:)
przeczytalem tylko 1 i ostatni akapit i z czystym sumieniem moge odpowiadac.
po1 PRZESTAN BYC ZAZDRODNY - nawet jezeli masz powody - od tego sa kobiety, one robia sceny. To ze sie kreca wokol niej typy??? I kurwa dobrze! jak nie chcesz zeby sie krecili to wez se muzulmanke albo bazyla! Ludzie zrozumcie, wokol pieknych kobiet zawsze beda typy. Ty zazdroscia pokazujesz slabosc - pokazujesz ze sie obawiasz konkurencji! kumasz?
semper fidelis
Miłości ?!?! Dobrze, że nie piłem coli bo opluł bym monitor i to jeszcze nie swój.
Uno: Chcesz byś z kobieta, która Cię nie szanuje ?
Dos: Ogarnij się bądź facetem a nie wiernym PSIAKIEM.
Tres: Musisz być gotów ją stracić inaczej nigdy nie wyjdziesz spod pantofla.
Cuatro: Chcesz być w związku z kobietą ? W związku który Cię męczy lub coś Ci w nim przeszkadza ?
* Świat jest tragedią dla tych co czują, a komedią dla tych co myślą.
* Kontroluj swoje emocje a nie odwrotnie.
* Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie.
dobra, wszystko załapałem tylko powiedzcie co mam teraz robić zeby jakos w niej wzbudzić chęć do dalszego związku (albo zeby ta chęć nie ulotniła się)
<<<<<<<<<<<<<<<<<<
lewa
semper fidelis
oke, mysle ze juz jest dobrze
temat do zamkniecia bo chyba nikomu sie nie przyda 
No i też musze powiedzieć że ona jest spokojną dziewczyną, dobrze
ułożoną, i nigdy nic glupiego nie zrobilaby z innym chlopakiem tym
bardziej ze nia przepada za alkoholem.
ufaj....ufaj, wierny młodzieńcze, a kop w dupę już tuż tuż.
Kawałek mięsa a jaką ma moc!