Witam, krótko i konkretnie. Dziewczyna z którąjestem ok. 6 miesięcy mówi mi teraz, że po około miesiącu od kiedy z nią jestem dowiedziała się o komórkach nowotworowych na jajnikach. Czyli przez okres ok. 5 miesięcy okłamywała mnie na każdym spotkaniu. Od tego czasu gdy to się stało zaczęło się pogarszać między nami. Powiedziała mi, że jej świat się zawalił i po prostu udawała przedemną, a po spotkaniu płakała w poduszkę zawszę.
Wiedziałem, że coś się dzieje tylko szukałem ciągle klucza do tego, bo z dnia na dzień nigdy nic się nie zmienia. Podpowiedzcie mi, co ja mam teraz zrobić? Ona mi mówi, że nie czuła dostatecznie we mnie poczucia bezpieczeństwa, że jestem wrażliwy i nie dała by rady podnosić nas obojga z tej sytuacji. Nie wie czy chce być nadal ze mną, ja jej powiedziałem, że to jest wykreślone kilka miesięcy z naszego zyciorysu w takim razie, że mógłbym zaufać jej drugi raz, ale musi mi to udowodnić.
Dodam jeszcze, że wiele zwaliłem na jej kłamstwo, chorobę, że większość złego między nami wynikło z tego.
Ona nie wie, gdy zapytałem wprost co chce. Mówi nie wiem. Myslicie, że jedynym wyjściem jest powiedziec wprost, żeby dała znać kiedy będzie wiedziała? Bo nie będę kimś na zasadzie, że jest fajnie jak się spotykamy ale nie wiąże z Tobą przyszłości...
aha, dodam że operację przeszła parę dni od momentu gdy się o tym dowiedziała płacąc grubą kasę, jednak jak wiadomo, są szanse, że wszystko będzie ok, ale może być tak że będą przeżuty, a ona nie chce mi marnować życia bo jestem młodszy od niej o 4 lata. W tym czasie zaufała tylko jednej osobie, był to jej przyjaciel. Obecnie wiedzą o tym trzy, ja, on i jej siostra.
Stary, wiesz jak to jest. Czasami ludzie sie wstydza choroby, czasami nie chca martwic swoich bliskich. Ja uwazam, ze to klamstwo jest do wybaczenia. Moze bala sie, ze cie straci, jak uslyszysz o jej chorobie? Nowotwor to bardzo powazna sprawa. Ja, jako mezczyzna, wsparlbym ja. Ona tego potrzebuje. To jest smiertelna choroba, ona potrzebuje ciebie.
A jezeli myslisz, ze to jest marnowanie twojego zycia, to nierozumiem.
Jak dla mnie choroba wszystko tlumczy.
Ale to moze dlatego, ze jestem wrazliwy na takie rzeczy.
"Ona nie wie, gdy zapytałem wprost co chce. " Ty jesteś przewodnikiem stada i Ty masz wiedzieć... Nie zwalaj wszystkiego na jej chorobę, to że taka jest dla Cb nie znaczy, że to przez to. Ja dopatrywałbym się pretekstu dlaczego chce urwać z Tb kontakt, może byłeś dla niej nudny ? Nie pytaj jej, zeby dala znać, jak sama uzna to za stosowne, ja bym urwal kontakt na stosowny do tej akcji czas.
To ona, mi tak mówi że nie chce mi życia marnować ja ją wspieram, bo przezyłem cos takiego kiedy ja byłem bardzo mocno chory swego czasu, chodzi o takie zjawisko jak litość. Chorzy ludzie tego nie potrzebują!
Facet o takie pierdoly sie obrazasz, wez przestan ciekawe co by bylo jak by cie okłamała gorzej.. Wesprzyj ja niewiadomo ile jej zostalo jeszcze, jezeli ja kochasz badz z nia do konca jezeli nie to twoja sprawa.
Ja się nie obrażam, dałem jej naprawdę konkrety do myślenia o tym, że ją rozumiem. Będę ją wspierał.
Chodzi o to, że mniej więcej od czasu kiedy ona się o tym dowiedziała zaczęło się między nami coś powoli dziać niedobrego.... Co było normalne i wytłumaczalne właśnie tym w dużym stopniu. Jednak ostatnio ona mówiła mi, że nie wie czy to ma sens, że mnie Kocha, ale miłość nie jest najważniejsza w związku... Mówiliśmy kiedyś co oczekujemy w związku. Duży nacisk kładzie na poczucie bezpieczeństwa, i mówi mi że nie wie czy jestem w stanie jej to dać w wielkim stopniu.
Jak widzicie jest to osoba o mocnej psychice, tyle czasu nie dawała na sobie poznać takiej tragedii jaka przezywala dla mnie, czy dla najblizszej rodziny.
Powiedziała mi coś takiego, że nie chce być dla nikogo ciężarem, a na pewno nie dla mnie. Nie potrzebuje litości, zebym przemyslal wszystko, i że ona da radę.
Pomóżcie trochę, bo tak naprawdę trzymam wszystko w sobie, nie mam z kim pogadać bo wiadomo co to za sprawa, po za tym zostałem poproszony o to, żeby nikomu nie mówić o tym.
Jak widać jestem młody i nie mam takiego doświadczenia... Czy dalej jest sens w takim wypadku to kontynuować coś czego tak naprawdę ona nie wie po takim okresie ile jesteśmy razem... Czuję, że to coś poważnego, ale nie mam dobrego pomysłu jak "ocieplić" ten związek.
Był taki okres w jej chorobie przed nowym rokiem, gdy mogła się kochać, wtedy doczekaliśmy się tego(przeżyłem swoj pierwszy raz)który był udany. Następnie były kolejne, nie które z nich kończyły się na tym, że przez stres mój żołnierz nie chciał wstać. Ona powiedziała mi wtedy, że rozumie. Ale teraz jak mi opowiadziała o chorobie, i o tym że nie wie czy jest sens dodała, że własnie to ją odepchnęło problemy z seksem, oraz właśnie te poczucie bezpieczeństwa.
a jak ukryła przed tobą fakt operacji, wyjazd do sanatorium, wczasy u Babci. No przecież taki zabieg nie odbędzie się na poczekaniu.
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Spotykaliśmy się wtedy, bo był to początek znajomości rzadziej, raz w tygodniu, dwa. Mieszkamy ok. 50km od siebie, ona ma służbowe auto, z darmowym paliwem. Także, było tak że raz ja do niej raz ona do mnie najczęściej. Z tego co wiem, było tak, że operacja została przeprowadzona szybko, a potem była na urlopie zdrowotnym, mówiąc mi, że jest ciągle w pracy, opisując nawet dzień co tam robiła. Oczywiście w tym czasie prawie w ogole się nie odzywała, był to okres gdy pisalismy jeszcze dużo sms... Zabieg był za grubą kasę, także był na poczekaniu. Z kliniki odebrał ją właśnie ten zaufany przyjaciel.
Nie mogła nic za bardzo wymyśleć, bo jak mówię wiedzą o tym trzy osoby, ja, jej kolega i jej siostra jedna.