Sprawa w uproszczeniu - spaliłem podryw bardzo ale to bardzo fajnej laski. Z innego miasta. Na przełomie 2010/2011 spotkałem się z nią 3 razy. Nie było łatwo, ale po 3 razie to już mi jadła z ręki. A naprawcowałem się nad nią jak nad żadną.
Sukces był na wyciągnięcie jednego spotkania. Niestety się nie udało. Najpierw jej sesja (więc co będę przeszkadzał stresującej się dziewczynie...), a później - dosłownie w tym samym dniu co miała ostatni egzam - wyjechała zagranicę do rodziny na 3 tygodnie. A właściwie to tyle miało być, było 4. Ja nie wiedziałem co z tym zrobić, zachwycony nie byłem, ale na takim etapie znajomości nie mogłem jej po prostu zabronić. I do tej pory grubszych błedów nie popełniałem.
A później straciłem kontrolę. Jak była zagranicą utrzymywaliśmy głównie kontakt mailowy, ale nie przesadnie intensywny. Zaczęło się luzować i iść w kierunku koleżanki z penisem. Jak wróciła to niby okej, ale tak bez entuzjazmu, co trzeci telefon odbierała, etc. I... znów wyjechała, tym razem na kilka dni na narty. Tutaj przyznaję się: rozegrała mnie, zaczełem za nią biegać, zaczeło zależeć, zamiast walnąć chłodnika.
Koniec końców spotkaliśmy się. Spotkanie - zajebiście. Bawi się włosami, patrzymy sobie w oczy, nawija... a na koniec dała mi jasno do zrozumienia, że koniec przytulania(szybki krok żebym jej nie objął, buzi tylko w policzek). Tydzień później zaproponowałem wyjazd na narty we dwójke, ona że nie nie ma mowy, bo rozumie o co mi chodzi i "jest za wcześnie". Powiedziałem, że mi się podoba i chcę ją po prostu lepiej poznać. Ona, że okej, rozumie i się co do naszej przyszłości wypowie, powie jak to widzi, etc. I nic. Pogadaliśmy sobie jeszcze o dupie marynie, trochę smsów i doszedłem do wniosku, że z jej strony to już jest olewka. Koniec, ja się nie odzywam.
Więc zapytam: czy jest sens, a jeżeli tak, to kiedy podjąć temat na nowo?
Co prawda teraz podbijam do innej kobiety, ale to tak w ramach odreagowania stresu. Zależy mi, ale w tym stanie co teraz to wiem, że nie osiągnę niczego. Ile trzebaby odczekać i zaatakować ponownie i czy w ogóle to się może udać?
"Czy to ma sens?" - Sam się dowiedz.
Nikt ci nie powie co robić.
Zapytaj siebie czego oczekujesz,
czego tak właściwie chcesz i to zrób.
Wiesz, ja bym chciał, wygląda na to że mi naprawdę zaczęło zależeć. Wkurwia mnie szczególnie to, że gdyby nie ten zasrany wyjazd, to bym ją miał. Tylko jeśli mam czekać pół roku i dowiedzieć się, że nic z tego, to po co czekać?
Ale działając badz czekając sie tego dowiesz.
Decyzja należy do Ciebie .
Naiwność jest głupotą...
Moje życie? moje kredki? To wypierdalaj z tymi mazakami!!!
Nie wiem. Nie wiem czemu tak się stało. Może po prostu zniechęciło ją to że mieszkam w innym mieście, może podbił do niej inny.
Ile odczekać w takim przypadku? Miesiąc? Trzy? Sześć?
Jedna rada: Masz problem, który można w prosty sposób rozwiązać. Co lepsze znasz to rozwiązanie. Po co więc szukać mamusi, która powie co dalej? Rób to co uważasz za słuszne.
No dobra, ale jak to właściwie zagrać. Za miesiąc napisać do niej czy idzie na browara?
Oczywiście wielu powie: tyle kobiet wokół Ciebie, motyw "jedynej" za miesiąc Ci przejdzie, spoko nie histeryzuj, bądź facetem a nie cipą. No nie do końca tak tych lasek wiele. Po prostu mam problem - pewnie dziwnie to zabrzmi - że jak na polskie warunki jestem bogaty. I nigdy do końca nie wiem czy ona jest ze mną dla siana, czy dlatego że jestem kim jestem. A w jej przypadku to odpada - ma bardzo dzianych starych. No i mimo to się jej podobałem. I chyba to założenie mnie gubi - za bardzo się staram z nią, za mocno angażuje. Jakbym traktował ją tak jak inne, tj. miał z lekka wyjebane, to być może poszłoby łatwiej.
"Miej wyjebane a bedzie Ci dane"
Chyba to jest najsłuszniejsza rada. Przyjdzie sama - to łaskawie przebaczę. Nie przyjdzie - niech spier****