Mam taki mały problem poznałem fajną dziewczynę na studiach ( oboje pracujemy tam od niedawna jako pracownicy administracyjni) jest trochę młodsza ode mnie.
Sytuacja wyglądała tak
Dzień 1: poznajemy się , widzę że laska jest mną zainteresowana gada ze mną jak najęta ,podoba mi się, oboje się śmiejemy żartujemy, jest super, pytam ja o osobiste sprawy ( gdzie mieszka itp?) odpowiada pozytywnie gadamy długo, czasami sami, wyciągam ją na coca colę ( środek tygodnia w pracy).
Zbliża się koniec pracy wchodzę do niej i widzę ze z kilkoma innymi koleżankami gada z moją znajomą z innej uczelni, zapraszam laskę ponownie, ale ona rozplotkowana odmawia grzecznie ok myślę: jest zajęta nic takiego.
Wtedy ta znajoma krzyczy z radości na mój widok i o mało się na mnie nie rzuca, wali mi słodkości że dawno sie nie widzieliśmy itp ( nic z nią nie było wcześniej, ot koleżanka możne się jej podobam/łem, nie wykluczam) Laska która mi się podoba gapi się na to krzywo i z podejrzliwością. Widzę to i wykorzystuje fakt ze idzie mój kumpel i niby muszę z nim pogadać -spadam z stamtąd mówiąc coś takiego: aha super itp grzeczne bzdury ale z dystansem.
Dzień 2.
Od rana laska jest jak ściana niby gadam z nią, grzecznie odpowiada, ale zero uśmiechu i kontaktu wzrokowego. Nie wiem co jest grane wcześniej już miałem jej nr tel. (wczoraj) a tu ZONK. Przychodzę do niej i ściana, w porównaniu z tym co było wczoraj różnica ogromna, nie reaguje na żarty itp, nie pytam dlaczego, zaczynam się wściekać.
Myślę sobie przejdzie jej za kilka godzin. Przychodzę później to samo. Myślę sobie to robi się widoczne ( te przychodzenia do niej pod pretekstami ) a ja robię z siebie palanta i zaczynam się za nią uganiać jak dzieciak. Dzisiaj miałem ją już zapraszać na randkę ale nie będę gadał do ściany, szczególnie ze nie chciałby spotkania z takim nastawieniem, na moje gadki krzywi się itp. Myślę może foch? albo coś tamta nagadała i to już. koniec.
Wiec robię inaczej pod pretekstem przychodzę tam z kumplami i przy niej sobie żartujemy świetny humor itp , nawet nie spojrzę na laske zachowuje się jakby jej nie było . Widze ze robię na niej wrażenie żartami itp. zastajemy sami (+z jej koleżankami z pracy) dostaje od niej bez niczego tekst, że długo u niej siedzę. OK wychodzę bez słowa
Problem jest taki ze to jest praca i nie mogę doprowadzić do tego by doszło do jakieś kłótni bo pracuje z tą laską. Problem jest taki że nie wiem czy to foch i poczekać czy sobie odpuścić czy uznać to za koniec?
Wkurza ją mnie zachowanie szanuje siebie i nie ma zamiaru latać za nią na kolanach wiec na razie wchodzę tylko i rzucam cześć nic więcej ale jest to impas mija już kilka dni i nic się nie zmienia. Ostatnio awansowała wczoraj i paru moich kumpli złożyło jej gratulacje za całusami ( ja też ale bez wylewności) od razu humor jej się poprawił myślę sobie może to był foch powinien jej przysłodzić ( nie robię tego jak dostaje kopa) i od razu było by lepiej. Teraz laska jest w lepszym humorze i nawet zaczynamy lepiej gadać ( o pracy) ale jest dystans.
Mógłbym ja zaprosić i podejrzewam by nawet by sie zgodziła bo jest wolna ale z takim charakterkiem jaki ma obecnie ta randka to byłaby porażka? Co wy na to? W co ona gra?
Zignoruj ja, jak nie to nie, pamietaj to jest jej strata. Inne tez maja, szkoda czasu na taka laske.
Flirt w pracy jest Ok, podryw w 90% ma złe skutki. Jest takie powiedzonko: "Gdzie się uczy i pracuje tam się chujem nie wojuje".
Ale jak Ci bardzo zależy to proponuje 2-3 dniowy chłodniczek- zero gadki, przychodzenia i robienia z siebie frajera. Ona ewidentnie z Tobą pogrywa, może za bardzo to widać, że coś kręcicie a ona nie chce psuć sobie opini wzorowej pracownicy. W każdym razie 2-3 dni chłodu i umów się z nią po pracy.
Zrobiłem kilkudniowy chłodnik, zaczęła mi okazywać zainteresowanie, jednak bez bycia miłą ot tak jakby była tylko ciekawa co ze mną. No to zacząłem ponownie do niej zagadywać. Walnęła mi dwa lekkie negi w pierwszej rozmowie, ze niby czegoś nie jestem w stanie zrobić itp. Nie mogłem uwierzyć, jest niepoważna czy co? Nie wie jak się zachować jak ja facet podrywa?.
Skreśliłem ją momentalnie. Teraz musiałaby odwalić ciężka robotę bym znów się nią zainteresował. Dobrze, że za nią nie latałem i nie zrobiłem z siebie frajera. Jak to się mówi, dupa potrafi czasami oczy przesłonić (i rozum).