
Jako, że właśnie upływa mi kolejna minuta za minutą ferii, które to niestety – albo i może stety – trwać wiecznie nie będą, postanowiłem zatem jeszcze jakoś pożytecznie wykorzystać ten beztroski – o ile można mówić o beztrosce, gdy MATURA TUŻ TUŻ – czas i zgodnie ze złożoną wam moi mili w poprzednim moim blogu obietnicą, dziś na łamach naszego wyjątkowego serwisu opublikuję dalszy ciąg moich miłosnych podbojów, a konkretniej to podboju, bo tylko jednego. Mam tylko nadziej, iż uda mi się zainteresować przynajmniej część – liczę tak po cichu, że jednak tą większą – z was i trzymam również mocno moje trochę już – a to dopiero początek bloga heh – spocone od walenia w spację niczym Adamek w twarz swojego rywala na ringu kciuki, że opowiedziana prze zemnie w tym blogu historia stanie się inspiracją, czy też nawet swego rodzaju drogowskazem wskazującym drogę do szczęścia. Zatem Let’s do this jak to mawia moja ulubiona postać z jednej z gier na konsole – Gears of war 2.
Podbój number 2:
Zacznę od tego, że był to dzień w gruncie rzeczy nie banalny, innych od pozostałych i na swój sposób szczególny, przypominający nam brutalną prawdę – jednak czyniąc to w wyjątkowo przyjazny sposób – o tym, że czas nieubłaganie gna niczym dziki wierzchowiec zostawiający za sobą tumany kurzu do przodu nie pytając się nikogo o zdanie. Tak jest, mowa tu o Sylwestrze oczywiście. Zatem Sylwester. Mroźny, nieco ponury wieczór...i ja przebywający jeszcze w ciepłym mym domostwie oraz zaciekle się po nim miotający. Powodem tego miotania się były gorączkowe i dość nerwowe przygotowania na imprezę sylwestrową na którą to zaprosiła mnie tydzień wcześniej moja dobra przyjaciółka – zawsze o niej myślałem w tych kategoriach toteż żadnych większych planów wobec niej nie miałem i wątpię żebym kiedykolwiek jeszcze miał – z klasy, mieszkająca ode mnie w odległości jakiś 40 kilometrów co zmusiło mnie poniekąd do zawarcia nazwijmy to paktu z moim stwórcą – mowa o ojcu rzecz jasna. A polegał on(ten pakt) na tym, że tatko tego dnia zrezygnuje ku mojej uciesze z picia alkoholu wcielając się w rolę mojego gustownego szofera i powożąc mnie w tą i z powrotem. Wiem, jestem okrutny. Jednak „kij ma dwa końce” jak mówi stare porzekadło. Nie inaczej było w tym przypadku i nie bez powodu nazwałem naszą – moją i ojca – umowę paktem, gdyż w zamian za przysługę byłem zobowiązany odśnieżać caluteńki styczeń tony śniegu w pojedynkę. Choć myśl ta mnie trochę przerażała, starałem się jej tego dnia wyzbyć, nie zaprzątać sobie nią nie potrzebnie głowę i skupić się na tym co wówczas było najważniejsze, czyli... na dobrej zabawie oczywiście. Dobra, trochę może przyśpieszę moją opowieść, bo skończy się tak jak ostatnio, czyli będzie zbyyyyyyyyt długoooo. Z koleżanką umówiłem się tak, że z tej racji, iż nie do końca orientowałem się w położeniu jej kwatery głównej, znaczy się domu, pełniącego tegoż właśnie dnia rolę czegoś na wzór dyskoteki, ojciec ma mnie i mojego brata(ON również został tam zaproszony) przywieść pod kościółek w jej miejscowości – był to bowiem świetny punkt orientacyjny – a z tam tond zabierze nas jej nieco starszy brat już prosto na właściwą imprezę. Koleżanka się na szczęście wywiązała i brat tak jak obiecywała, faktycznie czekał już żeby nas zgarnąć, na parkingu pod kościołem. Ładujemy się – ja i mój brat – do auta, podczas wsiadania towarzyszy mi dźwięk obijających się delikatnie o siebie butelek z wiadomą substancją w środku;P. Po przejechaniu około 1kilometra Łukasz – bo tak na imię ma brat koleżanki – ku mojemu zaskoczeniu zaczyna stopniowo zwalniać, aż pojazd całkowicie się zatrzymuje. Rozglądam się dookoła szukając powodu tego postoju i oczom moim ukazuje się dość słabo widoczna – jak już pisałem był wieczór, więc ciemno było, a tam drogi słabo oświetlone – seksowna postać kobiety o długich czarnych włosach – choć tego dnia nie było to aż tak widać, gdyż były odpowiednio ułożone – i idealnym wprost tyłeczku, którym to chcąc, nie chcąc uroczo zamyrdała wsiadając do auta, co wywołało u mnie coś w rodzaju ślinotoku – zresztą nie tylko u mnie heh;P. Od tego właśnie momentu wiedziałem, że muszę spróbować ją bliżej poznać i sobą oczarować. Wiedziałem też, że jeżeli chcę to zrobić, to nie nie mogę za wiele pić. Trudno, pomyślałem sobie. Coś za coś, są rzeczy ważne i są rzeczy ważniejsze. Zresztą tak na marginesie powiem wam, że jedną z zasad jakie postanowiłem wprowadzić do mojego światopoglądu jest to, że przed każdą większą, zaznaczam większą imprezą wytyczam sobie limit kolejeczek, najlepiej bezpieczny oczywiście. Na tą akurat imprezę założyłem sobie, że wypiję max 4 kolejki i basta, więcej choćby mi dolarami płacili nie wypiję. Teraz krótki dialog, przy okazji oznaczenia wprowadzę, a przynajmniej jakąś ich część. Ja – J, mój brat – to B, Łukasz – Ł, a seksowna pasażerka(jak dla mnie to HB10) – M
Ł: Cześć Marzena
M: No hey.O widzę, że ktoś jeszcze z tobą jedzie
Ł: Tak to Mateusz i panko poznajcie się, bo będziecie się razem bawić
M: Cześć jestem Marzena
B: Mateusz
J: Cześć a ja jestem panko i gwarantuje Ci, że zabawa u mego boku będzie czymś naprawdę wyjątkowym i nie zapomnianym heh
M:(delikatny uśmiech) To fajnie, mam tylko nadzieję, że to nie są czcze przechwałki i faktycznie będzie jak mówisz
J: Spokojnie Marzena możesz mi zaufać , bo ja tak się akurat składa, że kłamstwem to się brzydzę i co za tym idzie od niego również stronie(pewny siebie uśmieszek)
M: To ładnie ja też nie lubię kłamstwa(uśmiech nie znika z jej uroczej buźki)
J:Widzisz Marzena jak wiele mamy ze sobą wspólnego?(delikatny śmiech)
M:(trochę się rumieni) Rzeczywiście
2- 3 minut ciszy
Ł: Jak tam wasze samopoczucie hmm?
M: W porządku(delikatnie się uśmiecha)
J: Powiem tak. Świadomość, że za chwilę nagrzmocimy się jak świnie i radośnie, w rytm muzyki będziemy chrumkać sobie pod stołem, jest jak najbardziej budującą perspektywą heh(śmiech)
M:(Śmieje się na całe auto) A więc to miałeś na myśli mówiąć mi na początku o nie zapomnianych przeżyciach?
J: Upsss, zepsułem niespodziankę(śmieje się i wyraźnie się do niej uśmiecham)
Ł: Chłopaki, a jak zamierzacie później wrócić, bo ja was już raczej nie będę w stanie odwieść
J: Spoko coś się wymyśli hmmm...masz może sanki?
Ł:(śmieje się bardzo głośno) Sanki?
J: Tak sanki. W okolicy na pewno biega trochę bezdomnych psów, a te z kolei można by do tych sanek przywiązać i wuala mamy środek transportu. W życiu trzeba być trochę pomysłowym i zwariowanym hehe
M:(Nie może powstrzymać śmiechu) Naprawdę jesteś aż tak zwariowany?
J: Tak, mówiłem już chyba, że brzydzę się kłamstwem, więc tego nie praktykuje. A Ciebie jak zasłużysz, to może podwiozę na owych sankach do domu w otoczeniu uroczo szczekających i fetujących w ten sposób nadejście nowego roku piesków zaprzęgowych(śmieje się)
Dojeżdżamy już na miejsce. Oczom moim ukazuje się w tym momencie ślicznie i bardzo klimatycznie przystrojony domek w liczne ozdoby świąteczne oraz uroczo migające lampki świąteczne, aż się łza ze wzruszenia zakręciła – lubię świąteczny klimat, to wszystko. Wychodzę powoli z auta i pewnym krokiem przekraczam próg obcego domu, pamiętając jednak cały czas, iż jest to mieszkanie mojej przyjaciółki, zatem pełen luz. Witam się po kolei z wszystkimi, zatrzymując się trochę dłużej przy jednej z mojej znajomej z klasy(tylko to nie ta koleżanka która opowiadaną prze zemnie imprezę zorganizowała, tylko jeszcze inną, będącą tak samo jak ja, czy mój brat gościem) z którą to drzemy koty od dawna, więc na dzień dobry parę shit testów z jej strony usłyszałem. Ehh, zaczyna się robić chaos, więc wprowadzę dalsze oznaczenia i przy okazji kruciótki dialog. Przyjaciółka organizująca imprezę – to Klaudia(K), a ta koleżanka za którą mniej przepadam - to Anka(A)
K:Cześć wam! Fajnie, że już jesteście. Czujcie się jak u siebie w domu. Rodziców nie ma, więc nie musicie się absolutnie krępować
J: Cześć ja również się cieszę, nie zrozum mnie źle, z chęcią poznałbym twoją mamę, ale dziś to w sumie lepiej, że jej nie ma heh(śmieje się)
A: O panko nie wiedziałam, że też będziesz
J: Ta, na pewno się cieszysz Anka(szyderczy uśmieszek towarzyszy tym słowom)
A: Jeszcze jak(odwzajemnia szyderczy uśmiech)
Później Aneczka okazała się być tak kochana, że raczyła mnie przedstawić reszcie gości – była na imprezie wcześniej niźli ja, więc zdążyła już większość poznać –
A: Hey dziewczyny to jest panko, ten głupszy z brat o którym trochę wam wcześniej mówiłam
J: Dzięki Anno za to w jak piękny sposób przedstawiłaś mnie gościom. Naprawdę kapitalną reklamę mi zrobiłaś
Po tym trudnym dla mnie wstępie usiedliśmy przy jednym wystarczająco dużym stole zastawionym po brzegi alkoholem i wszelkiego rodzaju frykasami. Ja osobiście nie czaiłem się ani chwilę i widząc, że do ów stołu jest przysunięta kanapa postanowiłem wygodnie na niej usiąść – nikt inny nie miał chyba odwagi zajmować tak wygodnej pozycji, zwłaszcza, że kanapa była ulokowana na końcu stołu, co oznaczało bycie w centrum uwagi, co mnie chyba nie muszę wam mówić bardzo odpowiadało. Pozostali zaś wybierali skromniutkie krzesła. Kolejny atak Anki:
A: Mówiłam Ci panko, że bardzo podoba mi się twoja fryzura?(powiedziała to ironicznym głosem tak, że każdy to odczuł, więc musiałem działać)
J: Tak Aniu, właśnie dlatego się obciąłem
M:(najpierw śmieje się głośno wraz z innymi, prócz Anki rzecz jasna, a później uśmiecha się do mnie zalotnie)
W całym pokoju zapanowała nie zręczna cisza. Postanowiłem, więc coś z tym zrobić, jakoś temu zaradzić.
J: To gdzie zamierzacie spędzić Sylwestra?
Na szczęście się mi udało. Po zadaniu tego pytania cały pokój wypełniał głośny śmiech gości z których to najbardziej cieszył mnie zdecydowanie ten Marzeny, która cały czas mi się przyglądała. Po tym wydarzeniu zrobiło się znacznie swobodniej, luźniej. Każdy nareszcie zajmował się sobą. Postanowiłem to wykorzystać i dosiadłem się do Marzeny, która akurat siedziała sama – chłopak, który koło niej siedział poszedł w tany z Klaudią(K). Widziałem, że siedzi od dłuższego czasu trochę przybita. Coś wyraźnie ją nękało.
J: To trochę dziwne, że przychodzisz na imprezę, żeby ostatecznie siedzieć sama przy stoliku i to na dodatek ze spuszczoną głową w duł, dokładając jeszcze do tego mocno skwaszoną minę
M: Tak, a co z tobą? Sam też nie tańczysz...
J: Prawda, tylko, że ja bawię się na razie w inny sposób aniżeli taniec. Jest tu sporo nieznanych mi osób, które fajnie było bu poznać. W ogóle lubię zawierać nowe znajomości. A Ty?
Tutaj nawiązała się dłuższa rozmowa która okazała się na tyle udana, że w końcu zostałem przez nią zaproszony do tańca. Pomyślałem sobie w tedy:Łał!. To ja chciałem ją zaprosić z tym, że trochę ten moment odwlekałem, ale w cale nie dla tego, że się bałem, po prostu fajnie nam się gaworzyło;). Na parkiecie postanowiłem zagrać vabank...dobra trochę przesadziłem, ale na pewno chciałem zagrać nieco śmielej i odważniej.
J:(Podczas tańca) Ładną masz szyję.
M:(Rumieni się) Dziękuję
J: Wiesz co? Śmiem twierdzić, że z moimi ustami na niej wyglądała by jeszcze piękniej(po czym zbliżam się do niej i całuje delikatnie jej szyję)
M:(jest rozgrzana jak prawdziwy piec hutniczy, aż parzy mój język przesuwający się po jej szyi;P)
Kończy się powoli piosenka, zatem delikatnym ruchem odpycham od siebie Marzenę, co wywołuje u niej nie małe zdziwienie. Siadamy z powrotem przy stole. W trakcie drogi do stołu, jeden z kolesi(G) – spoko gościu swoją drogą – zaczepia mnie tekstem:
G: Padnij powstań...
J:Powerade(szeroki pewny siebie uśmiech). Też oglądałem tą reklamę he.
Marzena i G rechoczą jak dwie żabki;)
J:W ogóle ja wam jeszcze nie mówiłem, ale miałem grać w tej reklamie. Tak jest, dobrze słyszycie. Złożono mi taką właśnie propozycję, ale uznałem, że penigra jet mi zdecydowanie bliższa. Pamiętacie tego byka z reklamy? To byłem ja. Ludzie się mnie później pytają czy serio mam takie duże, dorodne jaja, a ja odpowiadam w tedy, tak mam
Tym oto sposobem udało mi się jeszcze bardziej zatrudnić do jeszcze bardziej intensywnej pracy struny głosowe zebranych w pokoju ludzi, które były im wówczas potrzebne do wydobywania z siebie coraz to głośniejszych dźwięków, zwanych potocznie śmiechem.
Później zawiązała się pomiędzy mną, a Marzeną rozmowa o wakacjach, więc była okazja do poopowiadania ciekawych historii – a takowych kilka miałem. Temat okazał się strzałem w samą 10, gdyż Marzena wreszcie się przede mną otworzyła. W końcu zaczęła dużo mówić, naprawdę sporo gadała i co ważniejsze, mówiła o swoich problemach, o tym co ją trapi, bo jak się okazało przyczyną jej smutków, które przedtem udało mi się wyłapać były wydarzenia mające miejsce właśnie w wakacje. Pomyślałem sobie zatem: Bingo! Na zakończenie tej opowiastki dodam, że resztę imprezy Marzena spędziła w moich skromnych objęciach. Dostałem od niej jednak coś znacznie znacznie więcej aniżeli miłe uściski i namiętne pocałunki – chociaż tym również nie pogardziłem;) – bowiem przytulając się do mnie w pewnej chwili przybliżyła swoje usta do mojego ucha szepcąc mi:
M: Cieszę się, że Cię poznałam panko
J:(celowa chwila ciszy z mojej strony) No ja też się cieszę, że poznałem G, to naprawdę fajny koleś(mówiąc to towarzyszył mi bez przerwy delikatny śmiech)
Na koniec imprezki wręczyłem jej do rączek moją gustowną komóreczkę i zleciłem wpisanie jej numeru. Polecenie wykonała z uroczym, szerokim i szczerym uśmiechem na swojej diabli ładnej buzi.
Dzięki śliczne tym, którym udało się to wszystko przeczytać. Ten wpis miał być krótszy, a jest o ironio chyba nawet dłuży od ostatniego. Chyba zmienię sobie nick z panko na sadysta heh;P
Pozdrawiam całą naszą kochaną wspólnotę!MOC!
Odpowiedzi
Otwarty, pozytywnie
pon., 2011-02-07 21:07 — SinclarOtwarty, pozytywnie nastawiony i z góry skazany na sukces;D
Czytając ten wpis odczuwam
pon., 2011-02-07 21:36 — szustiCzytając ten wpis odczuwam lekką nutkę sztuczności tudzież cwaniactwa. Słowo "tudzież" zostało użyte celowo. Ty tak cały czas piszesz, starając się udawać wykształconego (nie wiem jak to odebrać), ale może to tylko moje dziwne odczucia. Pozdrawiam
Wydaje mi się że takie zwroty
wt., 2011-02-08 07:25 — BahlenWydaje mi się że takie zwroty jak "tudzież" mają podkreślić tylko powagę wpisu i nie widzę w tym nic złego żeby ich wykorzystywać do tego celu ;D
A wpis bardzo dobry , masz cholernie zajebiste poczucie humoru
Bahlen po pierwsze chcę Ci
wt., 2011-02-08 09:53 — PankoBahlen po pierwsze chcę Ci podziękować, że stanąłeś w mojej obronie, ale nie musiałeś tego robić, jestem już dużym chłopcem i umiem sobie poradzić heh;). Jednakże doceniam to;P. Po drugie miło wiedzieć, że ktoś jeszcze docenia moje, przyznaję trochę zwariowane i dość specyficzne poczucie humoru.
A teraz ta gorsza część komentarza, na której to pisanie nie mam specjalnie ochoty, no ale cóż. Jak mus to mus. szusti zgadzam się z tobą. Tak dobrze przeczytałeś przyznaję Ci rację...to faktycznie tylko twoje BARDZO dziwne i dodałbym jeszcze do tego trochę głupie odczucia. Rany, co się z tym Światem stało do cholery?! Jak człowiek stara się pisać w miarę kulturalnie, aby okazać tym samym szacunek wobec innych użytkowników oraz tak jak już słusznie Bahlen zauważył, podkreślić poprzez stosowanie trochę bardziej wyrafinowanych zwrotów, powagę i znaczenie jakie dla mnie mają oba wpisy, to od razu musi być sztuczny? To na pewno jakiś cwaniak? Wydaje mi się, że to nie zemną jest coś nie tak, tylko z osobą która tak właśnie uważa. To poco ja do kurwy nędzy chodzę przez dobrych kilka już lat do szkoły, bo chyba nie po to żeby przez całe życie nie potrafić sklecić jednego zdania bez słowa na k, na p, czy też na ch? Poza tym bardzo smuci mnie twój brak wiary w istnienie ludzi wykształconych, bo jeśli byś w tak owych wierzył, no to nie nazywał byś mnie cwaniakiem. Fakt, że chodzę do liceum jest według twojej opinii dowodem na to, że do ludzi wykształconych ja się na pewno nie zaliczam? Już na starcie mnie przekreśliłeś. Nawet przez myśl Ci nie przeszło, że w istocie jestem wykształcony. Coś Ci jeszcze powiem. O tym czy człowiek jest wykształcony, bądź też nie, w cale nie musi świadczyć o tym ilość zdanych przez niego egzaminów, czy też ilość zdobytych tytułów naukowych. Zresztą, jak byś uważniej czytał mój poprzedni blog, to wówczas byś wiedział, że pisałem tam głównie o zmianach jakie postanowiłem wdrożyć do mojego już nie tak skromnego życia. Jedną z tych zmian, było między innymi to, że ostro wziąłem się za sposób w jaki nawiązuje z innymi dialekt i cieszę się z poziomu jaki już osiągnąłem. Poza tym, ja Cię do czytania moich wpisów w cale nie zmuszam, jeśli fakt, iż moje wpisy nie są nacechowane zbędną ilością wulgaryzmów jest dla Ciebie czymś złym, no to ich po prostu nie czytaj. Dla takich jak Ty polecam za to czasopisma typu bravo girls - to do póki nie dorośniesz intelektualnie do poważniejszej lektury.
Pozdrawiam
Fajnie się czytało,
wt., 2011-02-08 17:51 — CCCFajnie się czytało, zajebiście to rozegrałeś na imprezie
Naprawdę masz takie bycze
wt., 2011-02-08 18:32 — Power_LoadedNaprawdę masz takie bycze jądra?
Słyszałem że to znany przysmak w Hiszpanii.
No cóż. Powiem nie skromnie,
śr., 2011-02-09 12:42 — PankoNo cóż. Powiem nie skromnie, że owszem mam i szczycę się tym na okrągło, zresztą wydaje mi się, że nie ma nic w tym złego, bo chyba każdy będąc na moim miejscu - a właściwie mając we właściwym miejscu podobnych rozmiarów fiu...ehh przyrodzenie;P - postąpiłby tak samo. Chociaż, może to tylko moje nieuzasadnione do końca przypuszczenia? Sam już nie wiem heh;). Ale jednego jestem pewien. Jądra, to ja mam jak dwie dobrze napompowane piłki do koszykówki wielkie(pisaniu tego dość specyficznego zdania towarzyszą mi dwa okrągłe rumieńce barwy różowej heh;P).
PS> Dobrze, że nie byłem jeszcze w Hiszpanii - i raczej już nigdy się tam nie wybiorę, choćby mi mieli zapłacić. Dzięki, że mnie ostrzegłeś, moje jaja są Ci wdzięczne heh;).