Pierwszy wpis. Jedziemy.
Zacznę nieciekawie, ale pewnie jak wielu. Jakiś miesiąc temu rozstałem się ze swoją byłą dziewczyną, byłem z nią 2 lata, a ostatnie 4 miesiące mieszkaliśmy razem. Powiem że laska ma bardzo silną osobowość, przez połowę związku to ja jednak dominowałem i nie dałem jej dojść do niczego , sam wszystko organizując i decydując, ale potem i to ze zwykłego lenistwa nieświadomie zacząłem oddawać jej stery. Ona zaczęła podejmować decyzje, gdzie, gdzie co robimy, mi się nie chciało ich podejmować, ale nie chciało mi się również tych decyzji słuchać, tak więc babsko gadało swoje a ja robiłem i tak swoje. Jak to się dalej rozwijało można się domyślić. Wszystko było niby OK, ale ja coraz częsniej chciałem innej kobiety która nie będzie mnie denerwować swoimi idotycznymi wymysłami. Oczywiście, prócz klasycznych decyzji typu "gdzie dziś zjemy kolacje" dochodziły inne sprawy, takie jak czemu ona nie może sobie znaleźć pracy, co ma robić z tym i owym i tak samo jak z decyzjami nt. kolacji to tak i na te poważniejsze sprawy miałem już wyjebane. Dochodziło do tego że jedyne o czym mażyłem to żeby wrócić do domu, zapalić jointa i nie specjalnie jej słuchać. No i tyle, skończyło się pięknego dnia, walizji po powrocie od kumpla spakowane i tyle. Poczułem maksymalną ulgę, wziąłem walizy i wprowadziłem się do kumpli.
2 tygodnie mineły spoko, ulga, ale potem przyszła maksymalna deprecha, dół nad stratą, chciałem panicznie do niej wrócić, na szczęście skończyło się tylko na jednej wizycie, mailu i 3 smsach. Kto mnie powstrzymał? A no Gracjan i wszystko co tu jest napisane. Teraz wiem że byłem po prostu frajerem, dałem babie przejąć stery, a ona się tym znudziła i przy okazji dobrze mnie zmanipulowała. Statek się rozbił i tyle. Nie dziwie sie jej i nie mam absolutnie żadnego żalu. Nie chce już do niej wracać bo to po prostu nie ma większego sensu.
Teraz już mi znacznie lepiej, nie myślę o niej non stop, oczywiście jest mi trochę smutno, ale wiem że wkraczam na zupełnie nową drogę, dzień tego wpisu jest dniem totalnej mojej odmiany. Zacząłem już z laskami na ulicy gadać, na początku było ciężko. Na razie jestem na etapie pytań o godzinę, jak trafić tam, gdzie tu można dobrze zjeść itp. Ale zazwyczaj rozmowa trwa kilka sekund, jednak idzie coraz lepiej. Trenuje przy tym mocno BL, barwę głosu, gesty no i oczywiście pewność siebie.
Póki co mam problem z przejściem dalej, w sensie rozpoczęcia samej rozmowy o czymś innym niż o pytaniu które zadałem. Ale moja odmiana dopiero trwa dwa dni. Dużo przede mną.
Co jeszcze zauważyłem że gdybym wiedział to co wiem teraz to moje związki były by zupełnie inne i lepsze, a moja była by chodziła na paluszkach w domu. Raz lenistwo wygrało, ale po raz ostatni...
Odpowiedzi
dobrze godosz
śr., 2010-04-28 10:42 — Hoolturadobrze godosz
Witam! Powodzenia w dalszych
śr., 2010-04-28 12:59 — averytwineWitam! Powodzenia w dalszych zmianach na dobre