
Witajcie panowie. Od dłuższego czasu przeglądam tą stronę, ale jeszcze nic tutaj nie pisałem. Bo właściwie nie miałem co opisywać. Postanowiłem sobie, że jeśli zrobię wreszcie jakiś duży krok naprzód to podzielę się tym. I moim zdaniem nadszedł ten moment. Akcję tę opiszę w następnym wpisie, teraz parę słów tytułem wstępu.
Każdy z nas startuje z innego poziomu. Jedni zmieniają się pod wpływem inspiracji, inni – z desperacji. Ja należę niestety do tej drugiej grupy.
Mam 20 lat i jestem dosyć mocno pokręconym człowiekiem. Wychowywałem się w dziwnych warunkach, z jednej strony próbowano mnie otaczać nadopiekuńczą miłością, z drugiej –mieszkałem pod jednym dachem z alkoholikiem (kto sam tego nie przeżył, ten nie wie co to znaczy). Wiem, że najłatwiej zwalić całą winę na otoczenie. A naprawdę w dużej mierze sam jestem sobie winny.
W szkole nigdy nie byłem zbyt popularny. Nie jakiś wyśmiewany, ale nieco poniżej przeciętnej pod względem popularności. Dziewczynami zacząłem interesować się w gimnazjum, jak chyba większość chłopaków. Tam, w 3 klasie spotkałem swoją „sercołamaczkę”, co było jedną z najgorszych rzeczy, jakie mi się przydarzyły… Gdybym mógł wrócić do tego czasu, to omijałbym ją z daleka ;p. To był typ imprezówy, do której startowała połowa szkoły. Ja też starałem się działać i mogę powiedzieć, że nie robiłem tego tak najgorzej;) Intuicyjnie stosowałem push&pull, droczyłem się z nią, czasem nawet dawałem nega. Wtedy nie miałem pojęcia o żadnych technikach uwodzenia, wszystko było moim własnym pomysłem (heh, może jest we mnie jakis potencjał;). Mimo wszystko nie udało się, co wprawiło mnie w konkretną deprechę.
Poszedłem do liceum. Tutaj byłem bardziej lubiany, miałem swoją „paczkę” kolegów, których naprawdę lubiłem. Z większością z nich wciąż utrzymuję kontakt. Jednak miałem w dupie dziewczyny (ehh, wspiąłem się wtedy na prawdziwe wyżyny debilizmu), chociaż było kilka takich, które okazywały mi swoje zainteresowanie, i to bardzo wyraźnie. Raz jedna zaczęła się po prostu do mnie przytulać w szkole na przerwie, chyba zniecierpliwiona tym, że nie reaguję na bardziej subtelne sygnały zainteresowania. Olałem ją, ciągle myśląc o tamtej. Trochę zaczęło mi przechodzić w połowie drugiej klasy liceum, ale do tego czasu laski, które na mnie leciały już dawno się znudziły. Także przez własną głupotę zostałem na lodzie, i do tego zapewne z etykietką „tego to dziewczyny nie interesują”. Na imprezy chodziłem rzadko, kontakty z płcią przeciwną zostały mocno zredukowane. Niestety, właśnie przez ten brak „obycia” z dziewczynami nie wiedziałem jak się zachować w strategicznych momentach ;p (pamiętam akcję z jednego ogniska, kiedy wyizolowałem jedną pannę, oddaliliśmy się od reszty i poszliśmy spory kawałek w las, gdzie… pogadaliśmy i wróciliśmy ;D ). Te niepowodzenia utwierdzały mnie w przekonaniu, że jednak jestem beznadziejny, a dziewczyny interesowały się mną, dopóki mnie lepiej nie poznały (jakoś tak dziwnie zapominałem, że przecież sam je od siebie odpychałem). Do tego doszły problemy uciążliwe problemy ze skórą, czyli po prostu syfy na ryju;p. I tak spadała pewność siebie, poczucie własnej wartości. Ogólnie rzecz biorąc, zaczynało być coraz gorzej. Dobiła mnie jeszcze studniówka, na którą zaprosiłem młodszą od siebie dziewczynę, która okazywała mi kiedyś zainteresowanie. Najpierw zgodziła się, ale przez moje WSN-owe zachowanie powiedziała mi : „Sorry, Winnetou”, na odczepnego dając mi jakiś beznadziejny powód, dla którego nie może ze mną iść.
Poszedłem na studia. Wciąż zachowywałem się jak rasowy WSN. Mniej więcej w tym czasie pierwszy raz wpisałem w Google słowo „uwodzenie”. Trafiłem najpierw na inną stronę, gdzie znalazłem dużo dobrych rad, w większości pokrywających się z tym, co później znalazłem tutaj. Najpierw czytałem jak głupi, chłonąłem każda informację, jednak gorzej było z praktyką. W końcu, po długim czasie przełamałem się. Pamiętam jak stresowałem się przed swoim pierwszym podejściem na ulicy i zapytaniem o godzinę ;p Zapisywałem każde otwarcie, wszystko, co mówiłem oraz odpowiedzi, które dostawałem. Pamiętam euforię, której doznałem po pierwszej trochę dłuższej (5-7 minutowej) rozmowie z nieznajoma dziewczyna;). Jednocześnie zacząłem zabawę z „uwodzeniem” przez Internet (zdecydowanie nie polecam, udało mi się umówić z jedna dziewczyną, która okazała się 10kg „starsza” niż na zdjęciach ;p). Powoli zacząłem sobie uświadamiać własne frajerstwo i to, że zmarnowałem ładnych parę lat. Wziąłem się za książki o tematyce uwodzenia (oczywiście z „Grą” na czele), starając się jednocześnie jak najczęściej działać. Na dobre otworzyły mi się oczy kiedy poznałem gościa ze społeczności. Wtedy tak naprawdę uwierzyłem w to, co przeczytałem, unaoczniłem sobie, że to jest możliwe. Zrozumiałem jednocześnie, że nie wystarczy po prostu chodzić i zagadywać sety. Trzeba się zmienić dogłębnie, zaczynając od samego środka, być najlepszą wersja samego siebie w każdej sytuacji. Nie powiem, że już to osiągnąłem, bo jestem wciąż na początku drogi; ale kiedy widzę, jak ludzie zaczynają patrzeć na mnie inaczej, liczyć się ze mną to wiem, że idę w dobrą stronę. Dzięki tej – wciąż jeszcze niezbyt wielkiej - zmianie wkręciłem się na studniówkę – zawsze to jakieś wynagrodzenie za moją własną, na której byłem sam.
W chwili, w której to piszę, mam na koncie 40 otwartych dziewczyn. Większość to były krótkie rozmowy, choć zdarzyło się też kilka dłuższych. Nie chwalę się tym, uważam, że liczy się jakość, a nie ilość. Jakieś 3 tygodnie temu dokonałem rzeczy, która dla was może być codziennością, ale dla mnie, odbudowującego wiarę we własne siły, jest czymś niezwykłym;). Po raz pierwszy, dzięki temu, czego się tutaj nauczyłem, dostałem numer od zupełnie mi wcześniej nieznanej dziewczyny. Ale to opisze w następnym wpisie.
Dzięki za cierpliwość. Ciekawe, czy ktoś dotarł do końca?
Odpowiedzi
Wspaniały wpis, czytając to
ndz., 2011-02-06 11:46 — Camper47Wspaniały wpis, czytając to myślałem że czytam swój życiorys
Ale później obrałem inny kierunek.
Życzę powodzenia w zdobywaniu doświadczenia, w nazwijmy to "relacjach z kobietami". Czekam na kolejne artykuły
Dzięki;) Tego bloga zaczynam
pon., 2011-02-07 15:51 — MiguelDzięki;) Tego bloga zaczynam prowadzić, żeby poprawić swoją motywację;). Kiedy działałem sam, czasem było z nią ciężko. Moim celem jest, żebym przynajmniej raz w tygodniu mógł opisać jakąś niezłą akcję. Mam nadzieję, że się to uda;)