Witam
Od trochę ponad pół roku jestem w związku z pewną na prawde wartościową dziewczyną, lecz od około półtora miesiąca bardzo często się kłócimy a ostatnio doszła do tego jeszcze kwestia mojego zaufania wywołana pewną nieprzyjemną dla mnie sytuacją...
Przyznaję że inicjatorem pierwszych sporów i kłótni byłem ja, chodziło głownie o to że ja czegoś nie raz juz obiecanego oczekiwałem a tego nie otrzymywałem.
Ostatnio zdarzyła się sytuacja że moja kobieta została zaproszona jako osoba towarzysząca na wesele, co oczywiście potwierdziła itd a dopiero później POINFORMOWALA o tym mnie (chyba trochę nieładnie, nieprawdaż?). Oczywiście nie spodobało mi się to dlatego też dobitnie ale spokojnie, bez kłótni i awantur powiedziałem jej że mi się to nie podoba i sobię tego nie życzę. Foch, całkowita cisza przez kolejny dzień. Wieczorem sms że wszystko odwołane, i foch dalej. Wesele się już odbyło, bez niej oczywiście. I od tamtej pory co się widzimy to foch że odsłownie się rozmawiać nie da.
Podczas kolejnej z naszych kłótni w około tego nieszczęsnego wesela doszło do sytuacji kiedy to ona stwierdziła że jej nie ufam. Sytuacja była taka ze w sumie najrozsądniejszym wydawalo mi się wtedy wyjściem było to potwierdzić, oczywiście po przypomnieniu jej jak już niejednokrotnie bardzo się na czyimś zaufanym "przejechałem". Tak też zrobiłem, co jak się okazało później było wielkim błedem. Od tamtej pory z jej strony otrzymuję tylko rozkminy w stylu "myslałam że jestem z facetem który mi ufa", "bez zaufania związek nie ma sensu, zaufanie jest dla mnie bardzo ważne", "musimy sobie to przemyśleć, nie wiem cyz mam już do tego siłę, czuję że po tym co powiedziałeś o zaufaniu nie potrafię już być przy tobie taka jak dawniej" itd itp... z moich natomiast przemysleń wychodzi na to że chyba nie najlepiej się określiłem, albo ona źle zrozumiała mimo mojego podkreślania że jestem o nią trochę zazdrosny, że nie chcę jej stracić itd... jak widać niby mamy się chyba ku końcowi, jednak wiem że ona bardzo mocno związała się ze mną uczuciowo i nie sądzę żeby to ona pierwsza zdecydowała się ode mnie odejść. Ja natomiast nie chcę tego związku kończyć gdyż uważam ją za na prawdę bardzo wartościową, szczerą i wrażliwą osobę i myslę że drugiego kogoś o podobnej chierarchii wartości na prawdę ciężko znaleźć, że już o połączeniu tego z jej urodą nie wspomnę. Wiem też że poprzednie kłótnie w miarę staraliśmy się załagodzić co nam nawet wychodziło, jednak akcja z tym weselem i zaufaniem strasznie dołożyła do pieca...
Tak więc chciałęm zwrócić się o poradę czy i jak można to jeszcze odkręcić...
mam też wrażenie że nie docierają do niej moje argumenty... przypomnę że nadal jesteśmy razem, nie zostałem przez nią zostawiony więc nie jest to zabroniony na tej stronie wpis o charakterze "jak wrócić do byłej". Od ponad roku często wchodzę na tą stronkę, nieraz już porady tutaj zawarte pomogły mi w relacji z kobietami za co chciałem wszystkim użytkownikom jak i adminowi podziękować i proszę o wpisanie jakichś pomysłów, każdy z nich mocno rozważę 
Z góry dzięki i pozdrawiam!
Zdajesz sobie sprawe z tego, ze gdybys powiedzial "ok, ale ja swoim kolezankom tez nie odmowie jak mnie zaprosza na jakas impreze" prawdopodobnie wszystko byloby ok?
Nie mowie juz o tym, ze ona zasypuje cie tona testow np. to nieszczesne "myslalam, ze mi ufasz". Podejrzewam, ze je notorycznie oblewasz. Moze to samo zaproszenie na slub bylo testem, kto wie?
Mozesz z nia porozmawiac. W koncu zwiazek ma sie opierac na szczerosci i zaufaniu, wiec najpierw powinna porozmawiac z toba na temat tego partnerowania.
Innego pomyslu nie mam, zycze powodzenia.
"ona stwierdziła że jej nie ufam. Sytuacja była taka ze w sumie najrozsądniejszym wydawalo mi się wtedy wyjściem było to potwierdzić, oczywiście po przypomnieniu jej jak już niejednokrotnie bardzo się na czyimś zaufanym "przejechałem" "
I tutaj sobie sam w kolano strzeliłeś, i to dwa razy.
Po 1. - przyznałeś, że jej nie ufasz. Jeżeli wcześniej ustaliłeś z nią wszem i wobec znane zasady "Szczerość, szacunek i zaufanie", to w tym momencie laska dostaje sprzeczne sygnały z Twojej strony, a Ty wychodzisz na niespójnego gościa.
Po 2. - mierzysz wszystkich jedną miarą. Ktoś kiedyś zawiódł Twoje zaufanie, a Ty to wyciągasz w Waszym związku jako usprawiedliwienie/wytłumaczenie swojego zachowania.
Nowy związek = czyste konto dla partnera.
Co do wesela - powiedziałeś jej, że nie podoba Ci się to, że wybiera się na nie, czy to że po fakcie Cie informuje?
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Jedno i drugie. Po pierwsze nie chce zeby moja kobieta szla z kims na wesele, to chyba normalne. A po drugie chyba mam w tej kwestii cos do powiedzenia prawda? I na początku związku nie przeprowadziliśmy niestety takiej rozmowy o zasadach itd....
Od czasu kiedy dodałem ten post do teraz znowu sporo się zmieniło, znowu się pokłóciliśmy, ona chyba sugerowala żeby to skończyć (w prost nie powiedziała) a ja zaproponowałem zeby zrobic sobie "przerwe", nie spotykać się i trochę ograniczyć kontakt aby opadły złości itd... zgodziła się, oczywiście z negatywnym do tego nastawianiem... nie wiem jak to bedzie dalej nigdy przerwy w związku nie miałem i szczerze nie wiem jak to ogarnąć żeby nie stać się tylko jej przyjacielem...
Zawaliłeś przy weselu, twoja odpowiedź powinna brzmieć: Nie podoba mi się, że idziesz z kolegą na wesele na dodatek stawiasz mnie przed faktem dokonanym. Ja bym nie szedł na wesele z żadną swoją koleżanką będąc z tobą w związku i tego samego oczekuję od ciebie. Nie mam zamiaru ciebie do tego zmuszać ale chce abyś znała moje zdanie na ten temat. No coś w ten deseń jeżeli kategorycznie nie chcesz aby szła.
Miałem podobną sytuację, byłem gotów się zgodzić aby pojechała na wesele, bo jej ufam, zadałem tylko pytanie, czy jej by nie przeszkadzało gdybym to ja miał iść na wesele z koleżanką. Co się okazało, że nie czuła by się przyjemnie z taką wiadomością, nie musiałem jej już do niczego przekonywać. Ja postępuję wobec drugiej osoby tak jak chcę aby ona postępowała wobec mnie, po tych słowach więcej nie musiałem nic mówić!
Przerwa przy tym nastawieniu i z takiego problemu oznacza raczej koniec w waszym przypadku!
Pierdolicie
*Nie znam osobiście żadnej kobiety która mając faceta chodzi z innym na wesela(chyba że z bratem)
*Nie znam osobiście żadnego faceta który "pożycza" swoją kobietę komuś.
Samochodu i kobiety się nie pożycza.
PS. I na dobrą sprawę nic nie zawalił
Wcale nie jest wartościowa, nie ubliżając jej, ale
dziecinadą mi śmierdzi jeśli wali fochy za to.
No chyba ze jej zależało barrrdzo na tamtym koledze
Może o czymś nie wiesz?
Dobra Panowie wszystko fajnie ale temat wesela już jakby zamknięty co było to było, aktualnie nie ma to już większego znaczenia. Bardzo chciałbym jej pokazać jak to jest z tym moim zaufaniem, ostatnio jak rozmawialismy powiedziałęm jej że chodziło mi tylko o tą jedną kwestię że nie chciałem jej stracić, że miałem kilka nieudanych związków i nie chciałem żeby i to się tak skończyło a przecież w każdym innym względzie to zaufanie jest, jestem z nią szczery wie o mnie tyle co nikt inny na świecie itd ale jakoś mam wrażenie że nie trafiają do niej moje argumenty... :]
Więc teraz moim problemem jest ta cholerna przerwa i jak to wszystko ogarnąć żeby jeszcze coś z tego było... ostatnio sobie uświadomiłem że przez ten czas przerwy zamiast ochłonąć uspokoić się to pewnie jeszcze bardziej się od siebie oddalimy i mogę od nej usłyszeć np "już nic do Ciebie nie czuje...." :/
Masz co chciałeś, chciałeś ostudzić jej emocje gdy już były wygasające to je pewnie zgasiłeś.
Baby tak mają, one nie pierdolą się z tym tak jak my, że gdy ona mówi dajmy sobie czas - to po tym czasie Ty latasz jak pies z wywieszonym jęzorem żeby jej nie stracić, a one ? Dajesz im czas, to gdy dała już sygnały że jest chujowo, to uświadamiają się w tym że bez Ciebie jednak jeszcze lepiej.
Chłodzi sie baby tylko wtedy gdy zaczynają być buńczuczne za bardzo w zwiazku a nie gdy zaczyna się jebać tylko dlatego że ów pani nie mogła powstrzymać ochoty od oderwania się od Ciebie do innego
Tylko ich własną bronią możesz z nimi walczyć, inaczej polegnie każdy prędzej czy później.
Może to nie czas na związek w Twoim życiu jeszcze, więc szalej, baw się, ruchaj na lewo i prawo, byle bezpiecznie, bo tak jak piszesz to mam wrażenie że każda nowopoznana dupa przez Ciebie to od razu przyszła żona
Ja po 4 latach jak się rozstałem to ruchałem wszelkiej "maści" kobietki zarówno 18tki jak i 28ki
żeby się wyszaleć, żadna nie była potencjalną kandydatką chociażby dlatego że na 2 lub 3cim spotkaniu szły do wyra jak Reksio do szynki 
"żadna nie była potencjalną kandydatką chociażby dlatego że na 2 lub 3cim spotkaniu szły do wyra jak Reksio do szynki"
hahahahahaha
o kurwa, bo jebne... Choćby dla tych tekstów warto tu zaglądać 
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Heh kolego tutaj się troche mylisz co do mnie, co do "żony" mojego podejscia itd ;p może o tym coś napisze, kiedyś.
ale spodobało mi się Twoje podejście do tego wszystkiego
Ale to jest tęga rozkmina i jak narazie wróćmy do tego że jak na aktualną chwilę chce naprawić to co się zjebało.
Mylisz się również co do niej i co do tego "innego". Znam ją na tyle i na tyle obserwuję że po prostu wykluczmy tego "innego", uwierz mi na słowo
Tak więc wczoraj postanowiłem właśnie zadziałać czynami a nie słowami i przyszedłęm po nią pod szkołe. Sytuacja jest taka że ja studiuje kilkaset kilometrów od domu a ona jest tutaj (jest w liceum). Miałem być w piątek (i ona tak też myślała) a przyjechałem w czwartek bo tak wyszło. Więc sprawdziłęm na naszej klasie (przypomnaiłem sobie że cos takiego istnieje, na szczęście miała konto) zobaczyłem która to dokładnie klasa, później do szkoły, obadałem kiedy kończy i ok przyszedłem jeszcze raz później, czekam na nia pod ta szkoła na mrozie jak debil, w ogóle tak dziwnie czułem się jak za małolata jak czekałem na matke po wywiadówce (przypał)
ok wyszła. Patrzy na mnie tak dziwnie i "??... a co Ty tutaj robisz?" ja ją przytuliłem i mówie że teskniłem że nie potrafie tak bez kontaktu z nia itd i że specjalnie wcześniej przyjechałem żeby się z nią zobaczyć że w piątek wieczór nie dałbym rady. A ona na to "jutro i tak nie miała bym czasu, mam zajęty wieczór" (!!!!!!!!!!!) tym to mnie wkurwiła jak nie powiem co, takie zachowanie nie wiem... coś pomiędzy suką a bezczelną gówniarą. Ale mniejsza z tym, zachowuję spokój że mnie to niby nie ruszyło. "pogadamy?" "spoko." To jej zaproponowałem że ją odwiozę do domu. No to ok. Idziemy do auta a od niej wręcz bije temperaturą otoczenia (-21stopni), wyciąga telefon i psize sms. Jedziemy, przez całą kurwa drogę pisze sms. Słów może kilka do mnie bardziej na odpierdol odpowiadała w sumie na to co zagadywałem. U niej pod domem zadzwonił jej telefon, jakiś kolega coś jej w szkole pomaga załatwic to tak gadała jakby tą rozmowę chciała przeciągać. No mniejsza skończyła, "sorki". Ja jej gadam że nie mogłem spać że mnie to wszystko męczy że chciałbym żeby było OK, że się staram, że chce naprawić to całe zaufanie, mówię że nie mam w życiu szczęscia do ludzi (o czym ona się nawet na własne oczy przekonała jakie świństwo mi mój "najlepszy kumpel" odjebał i to w jej obecności), że nie chciałem jej stracić, wiecie smenty itd
trzymam ją za rękę a ona nic. Gadamy ona mówi że jej się nie podoba że ustalamy jedno (przerwa) a robimy drugie, że mieliśmy ochłonąc i że ona jeszcze nie ochłonęła. Chwile posiedzieliśmy, na kolejne moje "chcę Ci zaufać chcę to naprawić" ona mówi "a nie uważasz że to za późno"? (chodziło jej o to zaufanie że tak powinno być od poczatku związku) ja na to "nigdy nie jest za późno żeby naprawić coś tak pięknego". Cisza posiedzieliśmy, "musze isc pa". Poszła. o_O zachowała się jak suka, tego się nie spodziewałem. I jak na granie typu "ok stara się to spoko ale troche go jeszcze pomęczę" to było w ch*j za ostro. Moim zdaniem. Tego wieczoru później napisała mi 2 sms takie typowo sprawdzanie czy żyję i standardowo "dobranoc" :] odpisałem. Dziś kończy się dzień po tej sytuacji i cisza cały dzień, ona nic nie pisze i ja też nie mam zamiaru.
Spodziewałem się nico innej reakcji tym bardziej że jak do tej pory miałem ją za na prawdę BARDZO WRAŻLIWĄ osobę, że zauważy i że może jakoś doceni że się staram że specjalnie wcześniej przyjechałem dla niej, zapierdalanie do szkoły 2 razy, stanie na mrozie odworzenie itd. Szczerze to nigdy nie latałem za panną, nie dawałęm kwiatków nie czekałen pod szkołą. Jak się jebało to od razu "nara piąteczka" ewentualnie jedna rozmowa moja w celu przekonania panny a jak nie to nie i tyle, zero kontaktu. Chciałem po prostu sprawdzić panny reakcję na coś takiego, jakoś na jej emocje zadziałać że "wow jemu zależy stara się specjalnie przyjechał i czekał" jak widać się przeliczyłem. I oczywiście spodziewam się teraz regularnej zjeby od tych stałych użytkowników którzy to przeczytają
Oh przepraszam, napisała mi właśnie moja księżniczka "dobranoc"
ona to chyba traktuje jak danie gówniarzowi lizaka żeby się cieszył 
Aha i @Travolta powiedz mi tak przy okazji jeszcze co oznacza wyrażenie "buńczuczne"? Bo mnie to lekko zaintrygowało ;D
Haha rozwalil mnie ten tekst:D
P.S wracajac do twojego problemu zjebales troche to odbicie i niepotrzebnie powiedziales dajmy se przerwe w zwiazku... Mow czynami nie słowami...
"I oczywiście spodziewam się teraz regularnej zjeby od tych stałych użytkowników którzy to przeczytają"
A za co ta zjeba? Zjebaleś kilka rzeczy, ale to jak każdy tutaj kiedyś (a nawet teraz). W końcu - jak to mówią - człowiek uczy się na błędach (szkoda, że tak rzadko na cudzych). No i co najważniejsze, to chociaż piszesz jak ogarnięty człowiek i widzisz co się dzieje. I nie robisz z niej ksieżniczki i "tej jedynej", bo Ci agenci, którym nie można nic przetłumaczyć, bo widzą laskę przez różowe okulary, to dopiero wrzód na dupie.
Ode mnie: jak tak się zachowała, to teraz wyjebka z Twojej strony. Bo jak zaczniesz za nią latać, to pieska z siebie zrobisz. Kumam, że mogła być wkurwiona o to wszystko, ale bez przesady, żeby aż tak w dupie kogoś mieć. Te smsy mnie rozjebały. Trzeba było ją z auta wysadzić
Jak dla mnie - wóz albo przewóz. Ty rękę do niej wyciągnąłeś, a jak ona ma za dużo w dupie, to sorry. Chyba, że lubisz być wyprowadzany na smyczy.
P.S. Tak na marginesie - bądź konsekwenty. Nawet panienka Ci to wytknęła: "Gadamy ona mówi że jej się nie podoba że ustalamy jedno (przerwa) a robimy drugie".
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Haha wyjebanie z auta to średni pomysł tym bardziej że na nic się nie umawialiśmy randka to nie była wiec mogłem tak na prawdę spodziewać się czgokolwiek. Niemniej jednak przegięła
A jeśli chodzi o olewke z mojej strony to oczywiste tylko jak by to tak ładnie rozegrać bo przecież to ja zaproponowałem tą całą przerwę więc w nieskończoność nie mogę się nie odzywac prawda...? W walentynki się z nią na pewno będę chciał ugadać, dzień razem spędzić jakiś kwiatek czy inna pierdoła wiadomo, no i znowu o tym wszystkim gadać mam nadzieję że już ochłonie. I że na spokojnie ustalimy czy jesteśmy razem czy osobno czy nas więcej dzieli czy łączy itd :] Ale do tego jeszcze ponad tydzień czasu. Z pisaniem słabo, co najwyżej mi napisze "dobranoc" i tyle... :/ a po takim nie pisaniu i prawie się nie odzywaniu przez tydzień nie sądzę żeby mi ona w ramiona wpadła :] w ogóle dziś taki mam przejebany zamulony dzień z moimi rozkminami... ratunku 
Buńczuczny - http://www.sjp.pl/bu%F1czuczny
Nie rób z siebie frajera przed nią już
Widzisz sam ze Cię olewa, pisze smsy kiedy Ty z nią
próbujesz nawiązać kontakt? - Gdzie jest szacunek dla Twojej
osoby?