Witam
Chciałem poruszyć tutaj pewien temat. Mianowicie, mam na myśli to, jak zachowujecie się w gronie znajomych kumpli. A raczej ich wpływ na Waszą pewność siebie. Jestem przekonany, ze większości problem tutaj opisany nie dotknie, ale z równie dużą pewnością stwierdzam, że nie jedna osoba na tym forum chętnie by ten temat podjęła.
Otóż wyobraźcie sobie następującą sytuację. Uwiedliście kobietę, jesteście z nią, ona jest przekonana o Waszej zajebistości, niepodważalnej pewności siebie, po prostu robicie z nią wszystko książkowo. I nagle przychodzi moment zderzenia z rzeczywistością. Spotykacie się we wspólnym gronie Wy oraz Wasi znajomi( załóżmy sytuacje, że jest to impreza, gdzie oni również znajdują się ze swoimi partnerkami). Mimo, że kobieta bobmarduje Was setką pytań i testów mających za zadanie sprawdzenie Waszej pewności siebie, radzicie sobie z tym. Wydawało by się, że odparliście wszystkie testy Waszej osobowości, kobieta jest Wami zauroczona. Jednak następuje test, którego większość może by tak nie nazwała.
Dziewczyna wiedząc, że pozna Waszych znajomych, jest przekonana, że jesteście w grupie, gdzie jest braterstwo lub też( co najczęściej może założyć), że to Wy jesteście liderami grupy. I bum! Następuje zderzenie z ziemią. Okazuje się, że nie tylko nie jesteście liderami, ale są też pewne osoby, które podkopują Twoją pozycję. A Ty nie wiesz jak się przed tym bronić. Chodzi mi bardziej o ten stan rzeczy, że kobieta i znajomi traktują Cię jako zupełnie innego człowieka- przed nimi zawsze jesteś jaki jesteś, znają Cię doskonale, nie kreujesz się wśród nich nigdy na siłę. Miejsce w grupie został już dawno, każdemu samoistnie przydzielone. Koledzy nawet nie robią Ci na złość, dla nich odbywa się normalna relacja. To panna jest zaskoczona, że mimo setek testów, dopiero teraz wychodzi, że nie jesteś do końca taką" skałą" za jaką Cię uważała.
Gdzieś wyczytałem, że nikomu nie będzie się podobał Twój rozwój w jakimkolwiek kierunku, gdyż wychodzenia za ramy i stawanie się lepszym będzie zawsze negatywnie odbierane w naszym społeczeństwem, że zgodnie z polską mentalnością, ludzie wokół będą robili wszystko, by utrudnić Ci wyjście poza ramy.
Rzecz w tym, że oni nie znają Cię z tej strony, takim jakim jesteś w kontakcie sam na sam z nowo poznaną i uwiedzioną kobietą. Przecież ona Cię nie znała, to była przypadkowa osoba spotkana na ulicy i mogłeś poprzez swoje czyny stać się dla niej kimkolwiek chciałeś. Stałeś się najwspanialszym mężczyzną jakiego spotkała- takim, jakim chciałeś być od kiedy ogarnąłeś wiedzę zawartą chociażby tutaj. Mimo, że ruchy jakie Ty wykonujesz w ich obecności i w kontakcie z kobietą są dla Ciebie i dla niej naturalne- znajomi jakby nie poznają Ciebie i w pewnym momencie sytuacja robi się niezręczna, co dostrzega również kobieta. Ciężko dalej brnąć w swoją ramę, wiedząc, że masz tutaj niejaki" konflikt interesów". Przyznam, że od pewnego czasu o wiele lepiej obcuje mi się z kobietami, zwłaszcza tymi nowo poznanymi, niż z innymi mężczyznami- bo wiem jakie podejście powinienem mieć do kobiet by uzyskać w jej głowie obraz siebie taki jak chce, a wśród samców niestety nie. Tu różni się PUA od Naturala, gdy od zawsze jest liderem swojej grupy, wszystko jest naturalne i jakby społecznie dopuszczalne. Bo laska widzi co jest grane i automatycznie spada jej zainteresowanie Twoją osobą. I tu pojawia się pytanie- jak radzić sobie w grupie? Jak radzić sobie z innymi mężczyznami i wychodzić poza ramy?
Wiem, to nie oni nas interesują w podrywie. Jednak ja chciałbym zmienić całego siebie- nie tylko to jak odnoszą się do mnie kobiety. Bo to zmienia tylko część mnie- ja chce stać się taki a nie inny na całej linii. To jest naszym celem. Przyznam, że mimo, iż nie odczuwam strachu przed innymi mężczyznami, jakiegokolwiek dystansu i staram się pielęgnować w sobie myśl, że to ja jestem najbardziej zajebistym kolesiem na świecie- to wśród innych mężczyzn nie jestem pewny siebie. Tak było od zawsze i mogłem to obserwować chociażby przez to, że przez wiele lat dzieliłem szatnie( grałem w piłkę) z różnymi ludźmi. I zawsze miałem tę samą łatkę- generalnie wszyscy mnie lubili, byłem" lajtowym gościem", ale jednak przeciętniakiem, szarakiem z tłumu. Nie mylić z" szarą myszką", bo nie w tym rzecz- po prostu od kiedy pamiętam lepiej czułem się w towarzystwie kobiet niż mężczyzn- bo one od początku miał świadomość, że to ja jestem facetem i ja jestem dominującą tutaj osobą( a może to właśnie ja miałem tego świadomość i dlatego tak było?). Dlatego zawsze lubiłem przebywać w dużej grupie dziewczyn i dlatego, że byłem wśród nich śmiały, miałem wśród nich jakieś tam powodzenie( ujmuję to dlatego, że mimo, iż na początku szkoły średniej uchodziłem za" najodważniejszego" wśród mężczyzn w klasie, który nie boi się rozmawiać i działać z kobietami, to jednak, gdy one same chciały się ze mną umawiać(!) potrafiłem zjebywać nawet takie miękkie piłki- oczywiście zrozumiałem swoje błędy gdy zaczynałem się interesować PU). Jednak co działo się później? Kobiety i tak dostrzegały, że w grupie kolegów, to jestem raczej szarą twarzą. Najlepiej zauważałem całą kwestię, gdy spontanicznie wychodziłem z jakimś pomysłem, tematem, byłem w centrum danego problemu- potrafiłem ustawić siebie w grupie tak, by to inni przysłuchiwali się mnie i podążali za każdym pomysłem- i dotyczyło to wszystkich, chociaż były osoby, które najpierw spoglądały na to jak zachowa się dana osoba, czy to poprze a potem dopiero uznała dany pomysł za" wspaniały"( ale nie o nich temat- to ludzie zależni od tego co powiedzą liderzy grupy, bez własnego zdania, lizodupy- nigdy taki nie byłem i nie chciałem się stać, może dlatego najbardziej podkopują mnie oni- gdyż widzą, że inni mają więcej szacunku do mnie niż do nich). Nigdy nie kreowałem się na siłę, ale gdy następował taki moment, gdzie poprzez swoją aktywność to ja przez cały dzień o wszystkim decydowałem, to gdy zaczynałem się nad tym zastanawiać- nagle czar pryskał. Coś jak ze świadomym snem- jak zorientujesz się, że to sen, nagle się budzisz
Ale życie nauczyło mnie analizować w każdej sytuacji- po to by później wyciągać z niej wnioski. I dzięki temu w relacji mężczyzna- kobieta problemu nie mam. Pewność siebie osiąga granice w sytuacji- kobieta/ y - ja i inni ludzie. Nie jestem już tak wolny społecznie jak w otoczeniu nieznajomych ludzi- mimo, że chce zrobić dokładnie to samo w stosunku do tej samej osoby, a na osobności nie mam oporów( mówię to o ogólnym zachowaniu). Liczę, że łapiecie kwestie opisywaną w tym tekście przeze mnie.
Rzecz w tym, jak sobie radzić? Jak budować swoją pozycję w grupie? Bo ten, który stara się zostać samcem alfa nim nie zostaje- po prostu przychodzi ktoś pewny swojej wartości i robi na co ma ochotę nie patrząc na innych- i prędzej czy później jest na szczycie grupy. Pytanie, jak się rozwijać wśród znajomych? Jak budować swoje relacje i okazywać zmiany, na tyle pewnie i stanowczo, by grupa ich nie odrzuciła, ale by też nie odsunąć znajomych od siebie? Tu nasuwa się wiele pytań- ale cały mój tekst to jedno wielkie pytanie.
Dlaczego poruszam ten temat? Bo wydaje mi się on trochę tematem tabu. Bo może większość nie ma z nim problemu. Może wielu nie widzi tutaj problemu wcale. Ale jestem przekonany, że jest rzesza osób, która podjęłaby ten temat, który jest dla nich naprawdę istotny i który bardzo może im pomóc w budowaniu własnego" ja". Bo własne przekonania i rozwój to obraz całości. Dlatego liczę też, że bardziej doświadczeni w" fachu" pomimo braku takich problemów też się wypowiedzą- bo takie osoby widzą cały obraz sytuacji i wiedzą, że jest to jeden z aspektów mogący sprawiać wielu problem, tudzież być kwestią, której do końca nie potrafią rozgryźć i ułożyć.
Miło by było gdyby rozpoczęła się dyskusja nad tematem, może ktoś napisał blog na ten temat, bo kwestie uważam za istotną.
Wybaczcie za długość tematu, ale jest to rzecz, którą chciałem jak najdokładniej naświetlić. Liczę, że dyskusja w temacie komuś pomoże, bo każda odpowiedź do czegoś prowadzi.
Pozdrawiam 
Stary ladnie sie rozpisałes..
Ta tematyka dotyczy bardzo wiele osób - jednakże jest zbyt obszerna, żeby ktokolwiek ja opisywal, chociaż Tobie sie udało.
Wiesz, moim zdaniem jest to zależne od 'bliskości' znajomych i standartow.
Wiesz np. u mnie, koledzy z klasy to poprostu wielka toksyczna bomba, która czeka by tylko wybuchnąć jeśli coś udaje mi sie lepiej niż innym. To takie zachowanie psa ogrodnika - sam nie zje i drugiemu nie da. Przez takie właśnie relacje zbyt ciężko mi podbić do nieznajomych lasek - a nawet znajomych. Dlaczego? Dzisiejszy przykład. Będąc na zawodach w siatkówkę w pobliskiej miejscowości zobaczyłem moją znajomą -> tzn laske którą raz widziałem i zbudowałem ogromną 'atrakcje' moją osobą. Jednak tylko do niej pomachałem bo poprostu nie chciałem, żeby mi skurwili przy niej opinie, bo zaraz by tak to wykrecili, że masakra..
Możesz pomyśleć, że to moje wymówki. Ale uzasadnię to tak, że np. na koloniach, czy wyjazdach integracyjnych ( z max 2-3 znajomych osób) poprostu jestem sobą a nie osobą za jaką jestem uważany w szkole. Na takich wyjazdach czuje się jak ryba w wodzie, gdyż mianowicie moge być kim chce, nic mnie nie ogranicza - tylko wyobraznia ( jak w świadomym śnie ;D ..) i dlatego tak je kocham.
Myśle, że choć troche pomogłem
temat rzeka, ale właśnie morał jest jeden. Ktoś kto udaje czy tez chocby wyuczył,nabył pewne zachowania, nie dorówna komuś kto ma te zachowania wrodzone, naturalne. I własnie taka konfrontacja- nowo nabyta panna + nasi znajomi to bomba. Zachowania przykladowo nabyte z tej strony, nie tylko uczą jak postepowac z kobietami, ale maja takze przelozenie na nasze relacje ze znajomymi. Od pewnego czasu znajomi mowią mi ze sie zmienilem, ze jestem inny jakiś. Ze nigdy taki nie bylem. Powiedzmy ze to nic zlego ale w pewnych sytuacjach moze miec nie korzystny wplyw na nowo poznaną panne.
Słusznie zauważyliście, że doświadczenia nabyte na stronach takich jak ta zmieniają wiele- nie tylko w relacjach ale i w postrzeganiu świata. Przestajemy wierzyć w iluzje- właściwie w jakikolwiek temat, którego nie znamy wgłębimy się dostatecznie, odkryjemy, że ogół ma zdanie zupełnie przeciwstawne do realiów- to doświadczenie nas zmienia. Rzecz w tym, jak takie zachowania przekładać na grupę znajomych? Ja powiem szczerze, siedząc z kumplami sam na sam nie pokazuje mojej zmiany wcale- mówię sobie, że to przez to, że tu jestem na sto procent prawdziwy- ale tak nie jest. To bardziej przyzwyczajenie i jakby wewnętrzna blokada, że" tego i tak nie zmienię". Znajomi zaczynają zauważać zmiany w zachowaniu dopiero, gdy nakręca się jakaś akcja z płcią przeciwną- i jeśli jest to kwestia jak piszecie 2- 3 kumpli, to wszystko idzie ok, ale spróbujcie tylko pokazać się z" lepszej" strony przed grupą znajomych- zjedzą Cię żywcem.
Tak naprawdę to wiele takich ekip jest toksycznych i mimo, że mam w swojej ekipie prawdziwego przyjaciela na którym zawsze mogę polegać i kilki bardzo dobrych kumpli- w większej grupie nie lubię przebywać- bo to tworzy mieszankę wybuchową. Rzecz w tym jednak, by nie uciekać, lecz stawić czoło problemowi- ja nie ukrywam, moim problemem jest czasami zachowanie się w grupie mężczyzn. Dlatego nie do końca pojmowałem, gdy czytałem, że" z nowo poznaną dziewczyną możesz rozmawiać na prawdę o wszystkim, nie powinno Ci to sprawiać problemu. Przecież gdy rozmawiasz z kumplem nie zastanawiasz się co mówić, tylko mówisz". Otóż w moim przypadku prędzej dogadam się z laską, niż z kumplem, którego widuję raz w miesiącu, niewiele nas łączy i tak naprawdę np. droga powrotna do domu w autobusie może okazać się męczarnią. Ale nie ten problem tu poruszamy. Chciałbym się dowiedzieć, jak radzicie sobie w grupie znajomych, gdy ktoś ewidentnie działa na Twoją niekorzyść? I robi to, by samemu pokazać się w lepszym świetle? Chodzi mi o takie typowe szuje- niestety pełno takich. Wiem, zachować spokój i bez histerii odstawić go na swoje miejsce. Ale to jest truizm. Bo w momencie, gdy ktoś Cię ewidentnie poniża, wiesz jak się zachować i co zrobić by więcej nie przyszło mu to do głowy- jeżeli nie, gadką się nie ograniczam. Lecz niekiedy są to" żartobliwe" sytuacje, gdzie gościowi nie wygarniesz. Bo mimo, iż wszyscy na około widzą, że robi coś z premedytacją, to jest to zwykła" docinka". Nazywam takie osoby" szczurkami", osoby, które starają sobie tym podnieść samoocenę i poprawić swoją pozycję w grupie. Chodzi mi o ogół problemu, bo powiem szczerze, że jak dla mnie utrzymanie wysokiej pewności siebie przy kobiecie/ wśród kobiet jest pestką w porównaniu z grupą znajomych, czy ludzi, w stosunku do których nie mam" konkretnych" zamiarów. Gdy bierzesz się za dziewczynę, robisz tak a nie inaczej i jesteś przekonany o słuszności Twoich działań- poza tym, gdy jesteś pewny, że coś robisz dobrze, nie zastanawiasz się nad tym i samo to dodaje Ci niesamowitej pewności siebie- że idziesz po swoim torze do celu.
Nie chodzi tu o jakiś mój osobisty problem- wiem po prostu, że ludzie mają z tym kłopoty. Że bardzo często to powoduje obniżenie poczucia własnej wartości i pewności siebie- a tego nie chcemy. Ale przyznam, że też nie mam tego do końca poukładanego, stąd ta dyskusja. Bo myślę, że szeroko pojęta debata w temacie pewności siebie- lecz o dziwo nie przy kobietach, może tu wielu ludziom pomóc. Racja- temat rzeka, ale nie bójmy się rozmawiać o problemach bo z każdym słowem jesteśmy bliżej jego rozwiązania
Jest tu ktoś, kto jest zdecydowanym liderem w swojej grupie najbliższych znajomych( chodzi mi o to, bo o dziwo jeśli znajduję się wśród ludzi, których nie znam od dziecka, problem znika całkowicie)? Chodzi mi o to, by przedstawić doświadczenia jakie z tego wynosi, czym się kieruje, jakie działania uznaje za pozytywne a jakie za szkodliwe i co robi by dany stan utrzymać. Swoją drogą Tical pisał na jednym z blogów o swojej ekipie, o tym, że jest w niej liderem, dlatego skojarzyło mi się to pisząc te słowa, bo każde sensowne zdanie w temacie mile widziane
Pozdrawiam
Masz totalną racje ja miałem tak że byłem z dziewczyną przy kolegach no i śmieli się z niej że to taka nie taka. Ja to olałem prawie wcale się do nich nie odzywałem(być może to był błąd). Nieraz to potrafią nas pokazać z jak najgorszej strony lub dają do zrozumienia że ona się nie nadaje że to głupia i w ogóle ale trzeba by być naiwnym żeby w to uwierzyć. Sporo dziewczyn nie wie o takich rzeczach i wolą się nas pozbyć bo to taki nie taki. Myślę że dziewczynie trzeba nieraz pokazywać swoje oblicze tylko powoli i delikatnie aby jej nie wystraszyć.
W grupie także trzeba pokazać pewność siebie i mieć w dupie czy im się to podoba, czy też nie.
Skoro was nie zaakceptują przez to to ich strata, Ty rób swoje, doskonal się a w końcu kiedyś będą potrzebować Twojej pomocy w jakiejś sprawie.
A co robię, jak ktoś działa na moją niekorzyść? Mam go w dupie i się nim nie przejmuje... gdy nagada innym głupstw o mnie to po jakimś czasie się przekonają jak jest na prawdę.
Po prostu nie będą wiedzieć, co tracą a potem będą mogli podziękować tylko jemu.
W wiekszosci waszych przypadkow ta grupa to "zbieranina" - nie ma sie wplywu na to kogo do klasy przydziela.
W szkole zawsze sobie radzilem z grupa, po prostu "majac ich w grupie". Jestem takim typem, u ktorego kazda zmiana przynosi raczej ciekawosc w otoczeniu niz nienawisc. Jesli wiec pojawialo sieu mnie cos nowego, zazwyczaj bylo "co Limba tym razem wykombinowal?". Taka pozycje latwo wam bedzie sobie wyrobic, teraz po zmianach "z lewej strony". Oczywiscie nie z dnia na dzien, ale to najlepsza pozycja. Pozowanie czy uzurpowanie pozycji lidera na pewno bedzie zle odebrane. Poza tym bedac klasowym czy grupowym "ekscentrykiem" jestescie atrakcyjniejsi niz lider, ze wzgledu na nieprzewidyalnosc tej roli.
Teraz mam juz tylko wlasciwie dobranych znajomych. U mnie grupa to zbiorek dosc specyficznych ludzi. Praktycznie nie ma miajscaani na samce ani na samice "beta". Lacza nas podroze. Znam sie z nimi od lekko ponad roku, poznali mnie jako samca "gamma" - samotnika. Nie znali mnie z czasow, kiedy bylem gamma z silnym pierwiastkiem alfa (ktory wydusila we mnie byla, z ktora rozstalem sie zaim ich wszystkich poznalem). I teraz czesto slysze "Limba, ja Cie nie poznaje". Ale u mnie nikt nie przeszkadza, chopaki sa raczej zaciekawieni, szczegolnie dwoch najbardziej "alfa". Grupa jest miesznana (nie same chlopy) i raczej zyskuja nowy fajny gatunek sosny niz kogos, kogo trzeba "sciagac w dol". Nawet bardziej sie z nimi zzywam w tej chwili, kiedy dostrzeglem ze sa wsrod nas kobiety a nie tylko kolezanki. I ze od poczatku byly mna mocno zainteresowane. Bo w tej chwili sporo czerpie z kontaktu z nimi i sporo daje. A wytlumaczenie jest proste - mialem swoj bardziej "izolowany" okres w zyciu kiedy mnie poznaliscie.