
08-08-2011 SMS MAMA:"Czy mógłbyś jutro jechać o 8:30 do hospicjum do Będkowa" odpowiedzieć brzmiała że oczywiście.9:45 wchodzę do hospicjum żeby zobaczyć się z wujkiem, emocję grają strasznie, w głowie miałem myśli przekraczasz bramy piekła, z opowiadań innych ludzi wiedziałem i miałem wyobrażenie co to jest hospicjum. W głowie myśl a jesteś PUA to Tobie nic nie straszne kozak jesteś przecież wyrwałeś już w swoim mieście co było do wyrwania, ostatnio zaliczyłeś miejską modelke wchodzisz rozmawiasz i jest jak zawsze, tak jak byście się znali...
Wchodzę do bloku C pokój 31 a tam same leżące i chodzące trupy, na sam widok tych ludzi ciarki i zimny pot, nie wytrzymałem tych krzyków z bólu i atmosfery śmierci...
W głowie tornado, wyjście na zewnątrz, papieros za papierosem, Widok ludzi którzy są w piekle a Ty między nimi, całkiem inne refleksje na temat życia, nawet swojego.
Anioł to było piękno w całej okazałości
Pale papierosa i pielęgniarka wywozi na wózku fizyczny ideała kobiety na dziedziniec. W piekle takie coś nie może być prawdą. Siedzi sama na tym wózku ze spuszczoną głową smutek przepełnia jej całe ciało, od stóp do głowy. Oczywiście zasada 3 sekund jestem przy niej. Jestem za całkowitym naturalem.
"Cześć mamy piękną jesień tego lata"
zero odzewu
"szczerze wiem że mówisz bo widziałem jak rozmawiałaś z pielegniarką, jestem Michał, nic piękniejszego jeszcze życiu nie widziałem oprócz Twojej kobiecości.
Tu z jej smutnych ust pada "jestem Daria nie rób sobie jaj w taki miejscu"
Więc chwyciłem za ten wózek i prowadzę go prze siebie a ona pyta się co robię odpowiadam jej wyprowadzam Cię z tego smutku.
Gadka z nią ogólnie PUA dała mi to że sam chcę dawać radość kobietą. oczywiście raport itp, ogólnie powiedziałem jej że jeszcze się zobaczymy. Takiego Raportu chyba nikt nie chciałby słyszeć
Wieczorem po pracy sms od 601-92-89** "Czy mógłbyś przyjechać do Da(teraz wiem że zmarły wujek dał do mnie nr.)
I Tutaj mój stary znajomy się pojawił Pan fafik z tą bestią nie miałem do czynienia sporo czasu. Tak mi zaczął rysować głowę że nie przepaliłem tego, opowiadając znajomym o całej sprawie, stwierdzili że jestem popierdolony i itp, żeby chorej dziewczynie nie dawać spokoju. Oczywiście od czego mam Swojego konsultanta i człowieka na którego mogę zawsze liczyć,czyli Karol.biz. Który rozwiał mi wszelkie wątpliwości i utwierdził w przekonaniu...
i tak co dziennie spędzałem z nią pół dnia na dawaniu jej szczęścia i radości nawet takie głupie zaczepki kawały przezywanie się udawane bicie wygłupy słuchanie muzyki i zrobienie sałatki owocowej, opowiadając jej o naszym forum o tym jak poznałem Karola i nawet Karol pokazałem jej sms którego od Ciebie dostałem. w sprawie tej 30stki.Kobieta była w innej bajce ta radość promieniowała od niej "nawet ją porwałem na romantyczny "spacer" wczoraj tak było KC itp. Taniec coś cudownego kurwa jebany sheek z Macdonalda dał jej tyle radości że ja pierdole, pierdolone youtube i jebany laptop i pokazanie jej nawet podrywaj.org skończyło się godzinnym śmiechem i wymianą poglądów.
Dzisiaj 16 telefon od Agnieszki pielęgniarki "Przyjedź ona tylko Ciebie chce"
Pani Agnieszko byłem 3 godz temu. " Nie gadaj przyjedź"
Stan Agonalny Mówię Daria stawaj idziemy na spacer.
"już jest moja pora na odejście tam gdzie nie ma smutku i cierpienia"
Ona leżała i takim spokojnym głosem mówiła wiesz Świat należy do Ciebie i tego Korola o którym tak mi dużo opowiedziałeś... Dałeś mi tyle miłości i szczęścia że nawet własna Matka mi tego nie dała.
Umierała trzymając mnie mocno za rękę i z uśmiechem na twarzy...
A ja Kurwa płakałem jak niemowlę
nie zapomnę je uścisku pożegnania i uśmiechu do końca życia
Odpowiedzi
brawo!
ndz., 2011-08-14 14:08 — Andy1brawo!
Bardzo dawno już tu nie
ndz., 2011-08-14 14:17 — No5feratusBardzo dawno już tu nie zaglądałem...fenomenalny wpis, traktujący o prawdziwym życiu!!! ŚWIETNA postawa mike !
Prawdziwy mezczyzna.
ndz., 2011-08-14 14:21 — JaskierPrawdziwy mezczyzna.
Pierwszy raz czytam coś
ndz., 2011-08-14 14:21 — NihatPierwszy raz czytam coś takiego...Niesamowite..
Pozdrawiam Autora.
sm1ejc1e s1e ale po
ndz., 2011-08-14 14:32 — jaro1990sm1ejc1e s1e ale po przeczytan1u koncowk1 polec1ala łezka ;/
W życiu jeszcze mnie nie
ndz., 2011-08-14 15:15 — RAZOR94W życiu jeszcze mnie nie ruszył żaden tekst tak jak ten naprawdę szacun i jesteś WIELKI
http://www.youtube.com/watch?
ndz., 2011-08-14 16:24 — Ronlouishttp://www.youtube.com/watch?v=V...
Ten wpis zyskał dla mnie
pon., 2011-08-15 20:00 — BANETen wpis zyskał dla mnie pewną wartość osobistą.
Już precyzuję i wyjaśniam. Będzie to dość długi komentarz, ale wiadomo - kto zechce - ten doczyta do końca. Nie ma przecież żadnego przymusu.
Rozumiem, że piszesz o Ośrodku Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej w Będkowie [ściślej: ul. Będkowo 1, Trzebnica]?
Jak widzę, wszyscy się już zdążyli zalać łzami i rozanielić do tego stopnia, że chyba będzie trzeba poprzybijać ich tytanowymi gwoździami do ziemi, żeby nie odlecieli. Nie jesteś pierwszy, który zamieszcza tu taką łzawą historyjkę. Ostatni autor czegoś takiego [bardzo podobnego w treści] po tym jak ktoś [chyba Gen, ale nie jestem pewien <> tak czy inaczej pozdrawiam serdecznie] mu wypunktował niekonsekwencje i wytknął łzawość iście filmowego zakończenia [w tamtym tekście oprócz obowiązkowego "umierania z uśmiechem na ustach, trzymając za rękę" były jeszcze ostatnie słowa: "Dlaczego płaczesz, twardzielu?" (albo jakieś inne bollywoodzkie gówno w tym rodzaju) <> w Twoim tekście mamy z kolei "świat należy do Ciebie i Karola.biza" (jak się pięknie zgrało z awatarem Karola.biza) <> prześlicznie], po prostu przyznał się do ściemy i tekst zniknął. Po przeczytaniu tego tekstu, aż prosi się zapytać czy z Neytiri wszystko w porządku? I nawet nie chodzi o to, że dziewczynie, jak rozumiem w stanie agonalnym, w ciągu paru dni [w końcu wszystko - jak wynika z Twojego wpisu - rozegrało się na przestrzeni okresu 8.VIII.2011 - 13/14.VIII.2011 <> pięć dni? mimo widma śmierci? <> najlepszy PUA we wszechświecie <> "dałeś jej więcej miłości i szczęścia niż jej matka" [prawdziwie hollywoodzkie/bollywoodzkie], ale chodzi przede wszystkim o ową poetykę narracyjną, którą stosujesz. Widzisz , Kolego, JA - na różnych etapach życia - DZIAŁAŁEM PRZY KILKU HOSPICJACH [piszę "działałem przy", bo robiłem to na zasadach wolontariatu], a potem [po zrobieniu szeregu uprawnień] zacząłem przy nich regularnie PRACOWAĆ. W tym miejscu muszę parę rzeczy naświetlić szerzej, żeby było wszystko jasne. Nie jestem człowiekiem wrażliwym. Wyjaśniam skąd się to wzięło i dlaczego zostało. Brak wrażliwości wyniosłem z domu <> po tym jak już Ojciec mnie z niego wyjebał <> alkoholik gdy kończy bić przestaje potrzebować jakiegokolwiek towarzystwa. Mama [między mną a Nią również nie zawsze było dobrze, wszystko się jednak poukładało] była za granicą. Na tyle, na ile mogła pomagała finansowo, gdy ja zarabiałem, sprzątając magazyny wielkopowierzchniowych sklepów. Moja dalsza rodzina to <> podobnie jak bliższa <> strefa emocjonalnej klęski żywiołowej. Traktowali mnie z góry, co było pochodną ich nienawiści do córki, czyli mojej Mamy. Dzięki swoim zarobkom [i ambicji, której nauczyła mnie właśnie Mama, która nigdy nie straciła we mnie wiary, mimo że wcześniej, z dwóch szkół, za głupie numery, wyleciałem] oraz ojro z zagranicy, dane mi było skończyć dość prestiżową szkołę średnią, zdać maturę polską i międzynarodową. Dlaczego o tym piszę? Już wyjaśniam. Otóż segmentem międzynarodowej matury jest coś na kształt obowiązkowej aktywności społecznej [szczegółowo punktowany program - który jak każdy nienadzorowany może być odjebany na odpierdol, a może być też potraktowany poważnie]. Ja swój potraktowałem bardzo poważnie, bo były momenty, że nie miałem gdzie spać, a że jedna znajoma pracowała w hospicjum to zaoferowała, że od czasu do czasu mogę w jakimś kącie właśnie w hospicjum przenocować. Tak zaczął się mój wolontariat, który z miejsca podciągnąłem pod obowiązkową, programową, zaliczeniową aktywność w ramach międzynarodowej matury. Jak widać nie kierowały mną żadne względy, poza czystym egoizmem [to z kolei coś, czego między okładaniem po łbie, nauczył mnie Ojciec] i zwykłej chęci, w miarę godnego, funkcjonowania. I tak żyłem między zachlanym domem, a hospicjum. Tak było przez większy okres szkoły średniej, a potem przez okres studiów. Zajmowałem się tym, nawet wtedy, gdy już prowadziłem zajęcia ze studentami. Potem zmieniłem pracę, którą następnie straciłem [wspomniane w moim pierwszym blogu]. Jak pisałem - nie jestem człowiekiem wrażliwym - a przynajmniej się za takiego nie uważam. Co więcej, praca w hospicjum w żaden sposób mnie nie uwrażliwiła. Więcej nawet - jeszcze bardziej zobojętniałem. Do dzisiaj nie jestem w stanie sam sobie wyjaśnić dlaczego pomagałem tam dalej - nawet mimo tego, że finansowo zaczęło mi się powodzić bardzo dobrze. Chyba siła przyzwyczajenia. Nie wiem co to było. Tak czy inaczej - jak napisałem - zobojętniałem jeszcze bardziej. Czy, Drogi Autor, Karole.bizy, Hoony, zapłakańcy podblogowi i inni, z którymi śmiertelnie chore dziewczyny, zażywały "miłości życia", domyślają się dlaczego? Jak nie, to wyjaśniam. W prawdziwej śmierci [nie tych bzdurach i ściemach z tego wpisu], nie ma nic wzniosłego. Będąc, pomagającym wolontariuszem tylko słyszałem o tzw. hospicyjnej śmierci. Po uzyskaniu uprawnień do świadczenia części usług paliatywnych, miałem okazję ją zobaczyć. I to co widziałem, a widziałem w sumie siedem takich śmierci, w tym dwóch młodych dziewczyn, które nie były tak piękne jak Twój "anioł", bo jednej rak, a drugiej białaczka, jakoś nie czekając, aż napotkają parodniową "miłość piękniejszą od matczynej" odarł je z wszelkiej urody, zostawiając łyse, strupiaste głowy, szare sutki zamiast piersi, wystające, krzywe miednice i ropiejące odleżyny. Skąd takie szczegóły? Ano stąd, że gdybyś miał jakiekolwiek pojęcie, drogi Autorze, o śmierci hospicyjnej, to byś wiedział, że ludzie, których ona czeka w przeciągu paru dni, zazwyczaj nie są już w stanie z kimkolwiek przeżywać jakichkolwiek uniesień. I naprawdę sporadycznie "wozi się ich/je na wózku" o "piciu shake'ów" nie wspominając [cóż to za śmiertelna choroba, że jeszcze na parę dni przed śmiercią pozwalała nosicielce zaliczać McDonaldsy?]. Wiesz co się z takimi ludźmi robi? Ich się myje, ich się wyciera, ich się karmi, ocierając z często niekontrolowanego wypływu śliny i innych płynów, zmienia pampersy, dba się o to, żeby się załatwiali, walczy ze śmierdzącymi odleżynami, żeby zachowali tak dużo godności, jak to tylko możliwe. I stara się dokładnie po wszystkim domyć, żeby nie pozostać zajebanym tymi lepkimi odpryskami śmierci. Wiesz w ogóle, co to jest medycyna hospicyjna, czy ściślej paliatywna?! To medycyna, której nadrzędnym celem jest już TYLKO złagodzenie procesu umierania, zmniejszenie bólu [zazwyczaj wtedy już potwornego <> dwukrotnie zdarzyło mi się słyszeć jak dziecko dosłownie przez całą noc ryczało i darło się jakby opętał je sam Szatan <> darło się z bólu, a naprawdę jeszcze dwa dni wcześniej leżało, co prawda bezwładnie, ale wydawało się, że spokojnie. I że równie spokojnie odejdzie. Niestety.] i innych, niszczących człowieka, na tym etapie - już na każdym poziomie ciała i umysłu - dolegliwości. W sumie pracowałem w 5 różnych hospicjach. Wiesz co je wszystkie łączyło? Co łączyło ludzi, którzy wiedzą że umrą? Jęki, czasem tylko cisza i STRACH. Strach to jest to z czym może nauczyć Cię obcować praca w hospicjum. Tu nie ma kurwa, tak fantazyjnie, czy filmowo, jak w Twoim wpisie, Drogi Autorze. Nie widziałem, ani nie słyszałem od żadnej z osób działających przy, czy też pracujących w [a z jedną z takich pracujących w hospicjum dziewczyn, nawet przez parę miesięcy byłem związany] hospicjach, by z całą pewnością mogły zaświadczyć, że ktokolwiek z tych, których świadkiem odejścia były, odchodził spokojny [i to bez względu na opiekę i to, kto przy nim, w chwili śmierci, był]. Natomiast to, co dostrzec mogły prawie zawsze, to strach. Człapiący, kurwa, oblepiający, pełgający strach. Obojętnie czy pacjent był świadom, czy już nie, to i tak strach się pojawiał. Czy to w próbie kurczowego zaciśnięcia dłoni, czy też rozszerzającej się, załzawionej źrenicy. Strach, rozumiesz? Jakby nic tam dalej nie było. Jakby właśnie umierający zobaczył, że nie ma się na czym oprzeć <> że została tylko ciemność. Więc daruj sobie takie pełne patosu pierdolenie. Właśnie, a propos patosu. Nie tak dawno ktoś [chyba Saverius, ale nie jestem pewien] zarzucał i wyśmiewał "jako typowo polskie" [czy jakaś inna tego typu pozbawiona treści wrzutka] "umiłowanie patosu". Okazuje się jednak, że patos nie we wszystkich wpisach przeszkadza. No właśnie. Rozumiem, że patos we wpisie Mike_'a już nikogo nie drażni i stracił swoje "typowo polskie" [padło też, zaczerpnięte od R. Ziemkiewicza określenie "polactwo"] właściwości, na które tzw. "młodzi, wykształceni, z dużych miast" są tak bardzo wyczuleni? Bazując na swoich doświadczeniach mogę powiedzieć jedno - śmierć to nie patos. Śmierć to strach. I to strach najgorszego rodzaju - strach narastający. Na czym polega? Też wyjaśniam. Otóż, z tego co widziałem, to jest to, w skrócie rzecz ujmując, tak, że im bliżej śmierci, tym strach, podszyty paniką, większy. To co mnie autentycznie zszokowało, to to, że człowiek przewlekle chory, czuje że kończy mu się czas, jednocześnie mając świadomość możności, tylko w przybliżeni określenia ostatniego momentu. Stąd stwierdzenia chorych: "Że to już koniec", "że blisko" itd., itp. I wszyscy czekają. Sama śmierć jest krótka, to poprzedzające ją załamanie organizmu jest przewlekłe. Powtarzam - śmierć jest krótka, nie wiem jak to określić, ale wydaje się mała i przyziemna. Trochę brudna. Tak jakby łatwo było ją ominąć i nawet nie zauważyć. Ktoś przy łóżku chorego płacze, ktoś tylko czeka, może jakiś lekko zadumany kapłan wyznawanej przez umierającego religii, główna pielęgniarka każe szeptem wylać innemu choremu mocz z baseniku. Przyziemne? Proste? Chodzi o to, żeby chory i rodzina zachowali godność. Nie ma patosu. Jak jest szczęście, to jest miłość przybyłej rodziny, rodziny we łzach. A jak nie ma szczęścia, to jest oczekiwanie. Godne, smutne, poważne, ale tylko oczekiwanie. Ja przy pierwszej śmierci złapałem się na tym, że wręcz byłem ciekaw tego ostatniego momentu. Momentalnie zrozumiałem jak obrzydliwe to było, ale po prostu nie potrafiłem emocjonalnie związać się z chorym. Nawet w tej ostatniej chwili. Najzwyklej w świecie, to była dla mnie zupełnie obca kobieta. I zwyczajnie, najprościej - nie poczułem nic. Właśnie dlatego, że byliśmy sobie obcy. Wtedy zrozumiałem w pełni określenie [chyba stosowane <> choć nie jako definicja <> przez Johna Broadusa Watsona], które usłyszałem kiedyś na zajęciach z behawioryzmu - rozdzielenie imperatywów emocjonalnych. Upraszczając - nieosiągalna jest jedność doznań z kimś zupełnie obcym, z kimś, kogo poznało się, choćby w wyjątkowych okolicznościach, nawet w chwili śmierci. Jeszcze prościej? Proszę bardzo <> Dobrze, że spotyka to kogoś innego. Nie mnie. Takie pojawiają się myśli. Smutne? Może niegodne? Pewnie tak. Przede wszystkim prawdziwe. Ludzie boją się umierać, bo w ostatniej chwili, nie są w stanie ogarnąć tego, że trwanie się kończy. Że ich linia ma jakiś koniec. Jakieś zamknięcie, kres. Podkreślam - cały czas piszę o przewlekle chorych - ze świadomością bardzo rychłej śmierci. A sam moment śmierci? To mnie chyba utwierdziło w tym, że pewne rzeczy - wydawałoby się wzniosłe - są - jakby to określić - integralnie przyziemne. W mojej pamięci to po prostu urwany oddech. Ani głębszy, ani płytszy. Po prostu ostatni. Miałem wręcz wrażenie jakby sam chory [najczęściej już nieświadomy przez farmakologię i ból], z najczęściej, wciąż otwartymi oczami [chociaż widziałem też takiego, który musiał mieć oczy zamknięte, bo stwardnienie rozsiane zdegenerowało go tak, że nie kontrolował już odruchu zamykania powiek, co powodowało wysychanie gałek ocznych i naloty ropne pod powiekami] w ostatnim momencie, migotliwego rozszerzenia źrenicy, był zaskoczony. Tylko i aż tyle.
Nie wiem, Drogi Autorze, jak to było... Może przyszedłeś po sobotnich baletach i na lekkiej bani stałeś się twórczy niczym James Cameron, piszący swoje niebieściutkie "Pocahontas". Może po prostu z pełną świadomością, że większość na stronie, mając się, z jednej strony, za wielce "dojrzałych", "twardych", "doświadczonych", co to "wiele widziało", "bad boy'ów", "skurwieli", hoony i nie hoony, sweet witche i inne takie, z drugiej gładko, bezrefleksyjnie łyka takie ckliwe pierdoły, które nawet nie silą się na zachowanie choćby pozorów prawdopodobieństwa. A nawet jeżeli, ewentualnie, dostrzega ściemę to nie napisze nic, bo przecież wirtualny ostracyzm, bo zaczną piszczeć, gryźć i atakować "Że jak to?! Takie pikne, jak tu nie wierzyć można?! Trzeba być skończoną gnidą!" Oznajmiam: nie wierzę absolutnie w nic, co jest zawarte w tym wpisie. W tym miejscu również uprzedzam wszelkie saveriusowe i saveriusopodobne zarzuty typu: "Frustrat", "Żałujesz, że Ci młodość uciekła?"; "A ty nic niezwykłego nie przeżyłeś?"; "Wirtualny kozak, a w realu pizda"; "Gówno wiesz" itd. itp. Wyjaśniam: nic mnie specjalnie nie frustruje, powodzi mi się bardzo dobrze [zarówno finansowo (pracuję w dużej, prestiżowej instytucji)], jak i osobiście (wszystko w jak najlepszym porządku)], nie biadolę nad upływającym czasem, ani żadne takie. Po prostu uważam ten wpis za stek bzdur. I już.
Quasi epilog na koniec tego kurewsko długiego wywodu.
Trochę wbrew sobie, ale dzięki pracy w hospicjach nauczyłem się jednego. W tej krótkiej chwili, oprócz docenienia tego, że jest się zdrowym i życie trwa, można zobaczyć wiele - piękno poświecenia jednych dla drugich, łzy, czasem tylko - śmiech, ale nie poszukiwanie miłości. Kurczowa wiara w przetrwanie - tak. Nadzieja, że to jeszcze nie teraz - tak. Strach, że to jutro, zaraz, może już nawet ten moment - z całą pewnością i przede wszystkim. Żadne tam jazdy z umierającą pięknością na wózku po budynku hospicjum, albo McDonaldsach. Nikt [wyjąwszy oczywiście filmowe czy książkowe romanse], kto przez długi czas żyje ze świadomością własnej, zbliżającej się śmierci, nie zamieni się w pięć dni w urzeczonego, zakochanego podlotka [i jeszcze niezwykłość tej przewlekłej, nieuleczalnej, wymagającej już posługi paliatywnej, choroby, co to pozwoliła Twojej, drogi Autorze, "Darii", zachować całą urodę <> doprawdy wyjątkowe], obojętnie jaki wszechmocny PUA komandos się za nią weźmie. Po prostu strach, ból tłumiony farmakologią, wychudzenie i powolna zapaść. I ta odrobina godności, którą dzięki tym wszystkim wspaniałym, bezinteresownym, pracującym w hospicjach, świadczącym posługę paliatywną ludziom, udaje się umierającemu zachować. Dlatego właśnie warto. Uwieńczeniem przewlekłej śmiertelnej choroby jest jeden zawieszony w próżni oddech, po którym już następnego nie ma. Tak wygląda obserwacja procesu umierania. Tyle ode mnie w temacie.
Jako że od dawna mam
pt., 2011-08-19 12:25 — baudelaireJako że od dawna mam "przyjemność" obcowania ze śmiercią, mogę tylko potwierdzić, że to co napisałeś to prawda.
Kompletnie mi się nie mieści w głowie, że młoda dziewczyna pięć dni przed śmiercią na opiece paliatywnej funkcjonuje jakby miała przeziębienie.
I tyle w temacie.
BANE, będąc czystej krwi
ndz., 2011-08-14 16:47 — saveriusBANE, będąc czystej krwi Żydem moje "wrzutki" nie są aż takie pozbawione treści
Stary.. jesteś wielki...
ndz., 2011-08-14 16:54 — varvikStary.. jesteś wielki...
BANE dobrze pisze przecież,
ndz., 2011-08-14 16:59 — FanBANE dobrze pisze przecież, też mi zamydliło w połowie oczy, bo altruizmu w tym wszystkim od początku nie widziałem.
"Śmierć to strach. I to strach najgorszego rodzaju - strach narastający."
Strach dla ludzi, który boją się nieznanego i mają jakieś przekonanie na temat śmierci. A śmierć może być przyjemna, co? Nie wiemy tego, bo nie umarliśmy. To może być tak w chuj zajebiste uczucie, gdy uwalniasz się od ciała... itd itd- halucynacje.
No to teraz chyba będę czekał na historię niczym "Weronika Postanawia Umrzeć", ale postaram mieć swój rozum.
Do końca nie wiem czy to prawda, czy nie prawda. ALe wkurwia mnie fakt, że autor został wzięty za BOHATERA ALTRUISTĘ:
"Anioł to było piękno w całej okazałości
Pale papierosa i pielęgniarka wywozi na wózku fizyczny ideała kobiety na dziedziniec. W piekle takie coś nie może być prawdą."
Zrobił to dla podrywu, laska mu się spodobała i chciał przeżyć niezapomnianą przygodę hoolywoodzką, przekoloryzowaną na blogu.
Dzięki BANE za komentarz
BANE ma racje. A cały czas
ndz., 2011-08-14 17:36 — BoreaeBANE ma racje. A cały czas jest powtarzane na stronie żeby myśleć za siebie. Widać jak wielu ludzi potrafi przemyśleć coś co im się poda. Ale co do blogu to i tak ja traktuję to jako metaforę. Tego powinniśmy się uczyć - dawanie szczęścia, a nie kombinować jak wykorzystać tą czy inną. Wszyscy napewno tego do serca sobie nie wezmą ale mam nadzieję że część wyciągnie z tego wnioski. A czy historia jest prawdziwa? Może tak, może nie. Prawdę zna jedynie autor i dla mnie to jakoś mało ważne chwilowo. Pozdrowienia a dla BANE'a szacunek że nie ma klapek na oczach.
BANE mądrze piszesz. Ciekawe
ndz., 2011-08-14 17:38 — MateonBANE mądrze piszesz. Ciekawe co autor na to.
A ja tu wszedłem znowu, bo zastanowił mnie jeden element - żadnej rodziny przy niej?
Bane dobrze prawi, ale zawsze
ndz., 2011-08-14 18:08 — LuksonBane dobrze prawi, ale zawsze miło przeczytać i wyobrazić sobie coś takiego...
Bane, ja ze swoich
ndz., 2011-08-14 18:17 — vagabondBane, ja ze swoich doświadczeń ( co prawda byłem świadkiem wyniszczajacych chorób i śmierci głównie osób starszych ) mogę potwierdzić to co piszesz. W samą sytuację i jej przekaz wierzę, nie wiemy na co chora była ta kobieta, mogła byc pogodzona ze śmiercią, która nastąpi niespodziewanie. Znalazł się ktoś kto dał jej trochę uśmiechu. To się zdarza. Fakt, patos jest przeobecny, ale weź też pod uwagę przeżycia samego autora. On potraktował całą sytuację bardzo emocjonalnie i równie emocjonalnie ją opisał, bo dla niego to była wyjątkową sytuacja.
hm... Zasiałeś Bane ziarn
ndz., 2011-08-14 19:33 — JacekDrwalhm...
Zasiałeś Bane ziarn niepewności... Sam w te wakacje pracowałem w szpitalu na oddziale chirurgii. Miałem do czynienia z cierpieniem ludzi, widziałem jak ich organizmy degenerowały, jednak samego momentu śmierci (mimo dwóch zejśc w czasie miesiąca mojej pracy) nie widziałem.
Przyznam, że mnie również w momencie czytania kilka rzeczy zazgrzytało - (że wziął dziewczynę na wózku z dziedzińca - a gdzie była pielęgniarka, pozwoliła obcemu typowi po prostu zabrać sobie pacjentkę? KC z śmiertelnie chorą - nie wiedząc co to za choroba to gest co najmniej mało rozważny). Jednak chyba gdzieś tam chciałem uwierzyć w tak emocjonalną historię. Heh. Wylałeś mi kubeł zimnej wody na głowę - ale dzięki.
I nagle wszyscy popierają
ndz., 2011-08-14 18:38 — BartuśI nagle wszyscy popierają Bane'go, chociaż po przeczytaniu na pewno mieli zdanie takie samo, jak ci przed jego komentarzem. Cóż, zajebiści z was "praktykanci" tej strony. Co do mojego zdania na temat bloga: Autorowi w jakiś sposób cała ta historia pomogła, dała mu nowe doświadczenie - niezależnie od tego czy jest fikcją czy prawdą. Dobrze, że BANE naświetlił nam trochę jak to wygląda, ale każdy z nas powinien myśleć za siebie i spojrzeć na fakty (dokładnie, przeczytać ten blog, nawet dwa razy i zastanowić się czy nie przypomina on fabuły melodramatu -> wcale nie mówię że tak jest), a nie pisać komentarze typu "łączę się z tobą w bólu" itp. Za bardzo nie wiem po co autor napisał ten blog, ja bym się takim przeżyciem nie chwalił, jeżeli na prawdę tak zmieniłoby mój pogląd na świat jak to jest napisane.
A ja pozostanę przy swoim
ndz., 2011-08-14 19:49 — DrMentorA ja pozostanę przy swoim zdaniu. Wpis co prawda porusza, ale fakt "KC" mówi sam za siebie. Gra na emocjach czytelników, takie historyjki wyciskają łezkę z każdego, kto nie obcował jako tako z "żywym trupem". Zgłosiłem na główną tylko i wyłącznie dla tego, gdyż poza łzawym opowiadaniem widziałem metaforę tego, jakie przesłanie niesie uwodzenie - dawanie radości kobietom. Co do wypowiedzi BANE'a, konkretnie i na temat, aczkolwiek cholernie długo:D
Dzięki gen, ze nazywasz
ndz., 2011-08-14 22:34 — salubDzięki gen, ze nazywasz rzeczy po imieniu. Przede mną jeszcze dużo pracy nad sobą....
Pomijam fakt, ze mimo,ze bane ma dużo racji w tym co pisze, to śmiechu warte jest ilu ludzi,którzy wcześniej zostawili komentarz "złapało sie za głowę" po jego wpisie..
Przyznam się, ze poczułem się
ndz., 2011-08-14 22:48 — JacekDrwalPrzyznam się, ze poczułem się infantylne w trakcie czytania komentarza Bane'a.
"pierwsza Wigilia z pustym
ndz., 2011-08-14 22:59 — brooner"pierwsza Wigilia z pustym miejscem przy stole, Brak życzeń Noworocznych..."
Dla mnie najgorsze było jak mając te naście lat śnił mi się normalny dzień sprzed śmierci matki. Takie przyziemne proste czynności. Wszyscy gdzieś się krzątają, matka woła na śniadanie. Plany na dzień, rozmowa, żarty. I wrażenie że to się dzieje teraz, bo ona nie umarła tylko wyjechała na kilka lat. I potem budzisz się, lecisz do niej się przywitać po tych wielu miesiącach rozstania i w połowie drogi zdajesz sobie sprawę, że to wszystko jedno wielkie gówno, ułuda, sen. Porażające uczucie pustki.
kiedyś byłem młody i
ndz., 2012-01-29 01:48 — PowoLNYkiedyś byłem młody i naiwny...
zerwała ze mną dziewczyna którą bardzo kochałem.
zabroniła mi ze sobą rozmawiać i odzywać się do siebie.
byłem do tego stopnia naiwny że posłuchałem jej zakazu.
jako że zapomnieć o niej nie mogłem bo pracowaliśmy w jednym zakładzie i to w dodatku naprzeciwko siebie jakieś 5 metrów i słyszałem o czym rozmawia z innymi.
2 lata się do mnie nie odzywała. ja cały czas ją kochałem.
przez pierwsze pół roku ... każdej jednej nocy dosłownie każdej jednej bo po pewnym czasie liczyłem na to że coś innego mi się przyśni, dlatego taką uwagę przyłożyłem do powtarzalności jednego scenariusza snu.
z tąd mam pewność że przez pierwsze pół roku co noc śniło mi się że się godzę z nią i wracamy do związku ze sobą. i zawsze kiedy już zapadła decyzja że spróbujemy dalej być razem... w tym momencie się budziłem i uświadamiałem sobie że jest na mnie wściekła i nie wolno mi z nią rozmawiać.
teraz się z tego śmieję, ale wtedy jako młody chłopak który kształtował dopiero w sobie jakiś obraz miłości przyznam że przeszedłem piekło które dziś czyni mnie niezniszczalnym.
i szczerze mówiąc nie jestem z tego dumny bo zabito we mnie wszelką umiejętność kochania. co bardzo podważa we mnie potrzebę dalszej egzystencji. bo jaki jest sens walki skoro wiem że i tak wygram. wygram bo nie poczuję bólu.
może ten wpis nie jest zbyt monotematyczny ale odnośnie wpisu BANE z ciekawością czytałem cały artykuł. a sny o matce skojarzyły mi się po prostu z moimi przeżyciami.
a jeśli ktoś uważa że autor bloga chwali się zbytecznie to jedno przysłowie kwalifikuje ludzi takich czynów.
"wiedza nadyma małego, dziwi przeciętnego, a mądrego czyni pokornym"
Kurwa mam lzy w oczach,
ndz., 2011-08-14 20:53 — RamoselKurwa mam lzy w oczach, pierwszy raz od czasu gdy bylem frajerem i zerwala ze mna jakas pinda ; )
To byla jedyna i najlepsza
ndz., 2011-08-14 21:06 — OldTo byla jedyna i najlepsza rzecz jaka mogles jej dac... Dzieki tobie wiem ze wiedza tu zebrana nie jest tylko dla nas samych ale aby dawac radosc innym
jeżeli to prawda, słowa
ndz., 2011-08-14 22:46 — broonerjeżeli to prawda, słowa uznania za ulżenie w śmierci. Napisałem "jeżeli", bo widziałem będąc w podstawówce śmierć własnej matki po miesiącach walki. W zasadzie to śmierć cienia pięknej kobiety, jaką była przez całe życie. Przez te miesiące poznałem kilkanaście osób, które krótko potem odeszły. Śmierć nie jest piękna, nie jest ulgą - jest poniżająca, przerażająca i ochydna. Nie mi osądzać czy napisałeś prawdę - rozważ to w swoim sumieniu.
Nie podoba mi się za to sam fakt, że to opisałeś tutaj ani sposób w jaki to zrobiłeś. Tego tłumaczyć nawet nie zamierzam.
Na stronie tej goszczę od
ndz., 2011-08-14 22:50 — ManekNa stronie tej goszczę od kilku miesięcy, czytałem już najróżniejsze blogi i wpisy, lecz nigdy nie kwapiłem się do komentowania. Dziś jednak BANE zainspirowałeś mnie, by pisać, komentować i jak bardzo by nie było to kontrowersyjne, wyrażać swoje zdanie. Za to Ci dziękuję.
Co do samego blogu, historia ta, aż ocieka taką słodkawa miłością, jakiej jeszcze na tym świecie nie było...;] Ale ten komentarz jest już i tak zbędny po moich poprzednikach.
Bane pojechales bardzo równo
pon., 2011-08-15 07:08 — SneakersBane pojechales bardzo równo hehe:) ostro praktycznie ale prawdziwie! Od kiedy przyszedlem na podrywaj.org odrazu rzuciles mi sie w oczy swoim konkretnym profilem i osobowoscia:) taki maly artorytet..
no ale wracajac do wpisu to musze sie z Bane zgodzic w 100%... i co do historii to z przymruzeniem oka podchodze..
AUTORZE jesli to prawda to podziwiam Cie naprawde, nie to ze nie...
ale panowie czy nawet zacne czyny sa powodem by odrazu sie nimi...chwalic? Takie sytuacje trzeba zachowac dla siebie... i mimo ze to bylo (prawdopodobnie) wspaniale co zrobiles.. to w moim przypadku poczulem niesmak, ze tym sie chwalisz.. i opisujesz to rodem z jakiegos dramatu obyczajowego...
Mysle, że podrywaj.org w swoim zakresie daje nam wskazowki jak sie zachowywac FAIR...i tak sie zachowales, lecz moim zdaniem zupelnie niepotrzebnie ta sytuacje przedstawiles... troszeczke pod pozerstwo mi tu zalatuje..no ale niech Ci bedzie...
można by to trywialnie
pon., 2011-08-15 09:12 — agm88można by to trywialnie porównać do tego jak ktoś chwali się ze szczegółami jak obracał jakąś pannę(ostatnio był taki blog).
początek wpisu niezbyt ale
pon., 2011-08-15 07:31 — Fotopoczątek wpisu niezbyt
ale reszta świetna
ile jestem w stanie dać dla tego swiata, ile jestem w stanie z tego świata wyłapać