Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

od zera do bohatera i z powrotem

Długo zastanawiałem się nad tym, czy warto opisywać swoją historię światu, gdyż tak naprawdę, kążdy znający język polski i mający dostęp do internetu będzie mógł się z nią prędzej czy później zapoznać. No ale zaryzykuje. Opisze historie swojego życia, pod kątem najważniejszych dla mnie kobiet, chociaż jeszcze ono się nie kończy a mam nadzieje, że wszystko co najlepsze jeszcze przede mną. Nie liczę na współczucie, czy poklepywanie po plecach, a raczej na konstruktywną krytykę...

Niedawno skoczyłem 28 lat..
Cofnijmy się w czasie o lat 10, gdy poznałem jak dotąd miłość swojego życia. Nazwijmy ją panna X.
Pochodzę z dużego miasta, czasem nazywanego przez samych mieszkańców "miastem grzechu". Pewnego dnia wracając z marketu autobusem zobaczyłem JĄ. Strzała amora trafiła w samo serce hehe jakby to okreśłił jakiś marny pisarzyna. Oczywiście nie podszedłem do niej, bo nie miałem na tyle odwagi, żeby podbijać do nieznajomej. Ale, że mieszkała na tym samym osiedlu, kwestią czasu było odnalezienie informacji na temat nieznajomej dziewczyny z autobusu. Po kilku tygodniach mając kluchę w gardle, zadzwoniłem na jej domowy numer i ... udało mi się ja przekonać na wspólny spacer. Musiała być nieźle zaskoczona, gdyż byłem dla niej kompletnie nieznajomym gościem.
Zapomniałęm dodać, że była ode mnie 3 lata młodsza.
W każdym razie po pierwszym spacerze, był drugi, potem kolejne, czasem się widzieliśmy na jakimś koncercie czy imprezie. Minęło kilka miesięcy, ale niestety nie udało mi się przejść ze stopy koleżeńskiej na coś więcej. (Szkoda, że wtedy nie było podrywaj.org Smile )Miotałem się jak ryba w sieci, aż pewnego dnia dowiedziałem się, że ma faceta. To był jej pierwszy facet w życiu z którym była przez kilka następnych lat.
Co się wtedy w mojej głowie działo to możecie sobie wyobrazić albo i nie. Odjebało mi totalnie. Sfrajerzyłem się totalnie. Niby to była moja koleżanka, ale napisałem jej kilka listów miłosnych (wtedy internet dopiero raczkował), wysłalem dziesiątki, jeśli nie setki sms`ów, że ją kocham etc. Na początku byłem wściekły na nią, jak tak mogła ze mna postąpić, obwiniałem ją, obraziłem, że zachowała się jak suka i takie tam LOL. Śmiech na sali. Byłem totalnym frajerem, niedojrzałym gówniarzem jak sobie o tym pomyślę.
Minęło trochę czasu, zacząłem studia, powoli zapominałem o "koszmarze minionego lata". Raz na jakiś czas, może jeszcze sms`a do niej wysłałem, ale jako, że je ignorowała no to sprawa śmiercią naturalną umarła. Na studiach zainteresowała się mną w miedzyczasie pewna dziewczyna, nazwijmy ją panna Y. Ja generalnie ją mocno zlewałem, bo po pierwsze po tamtej żadne laski mi się nie podobały, a po drugie nie wierzyłem w to, że taka dziewczyna jak ona (jedna z najładniejszych na roku), naprawdę seksowna dziewczyna, może się mną zainteresować. no i w końcu jednak zacząłem jej ulegać. Codzienne rozmowy pomiędzy wykładami czy w ich trakcie, przeniosły się do jej domu, gdzie znajomość przeniosła się na inny etap. No ale momentalnie po tym jak przeniosła się na ten bardziej intymny etap, dowiedziałem się od niej, że poznała kogoś i że chce żebyśmy zostali przyjaciółmi. To był dosyć mocny kop w twarz, z którego nie podniosłem się przez następne 2 lata... Żebym ja znał tą stronę wtedy, to bym nie dość, że podniósł się z tego syfu w ciągu paru tygodni, to w ciągu następnych kilku miesięcy bym ją owinał wokół palca. Patrząc z perspektywy czasu laska ta była tak schematyczna jak chyba żadna inna z jaką miałem doczynienia.
W każdym razie była z tym kolesiem, ja wciąż miałem z nią kontakt, bo niestety dałem sobie narzucić ramy przyjaciela (fuck!), powierzyciela jej problemów. No ale, że nie zgłupiałem do reszty to jednak często się buntowałem, ale niestety ona też nie była do końca głupia i podlewała swoją roślinkę raz na jakiś czas, dając mi nadzieję, że ten gość się dla niej nie liczy, że to tylko przygoda, że to ja jestem najważniejszy etc (a to dobre! )
w końcu nadszedł 3 rok i po obronie licencjata postanowiłem zmienić szkołe, żeby uwolnić się od niej totalnie. Niestety w czasie gdy cały czas miałem z nią kontakt, nie byłem w stanie rozpocząć poważniejszej znajomości z żadną inną kobietą. Owszem zmuszałem się i chodziłem na imprezy, czasem udało się poznać bliżej jakąś dziewczynę, ale to wszystko kończyło się po kilku spotkaniach, gdyż ciągle mi coś nie pasowało.
Uwolniłem się od niej, zacząłem magistra w innej szkole. Kontakt mieliśmy już rzadszy i... standardowo jak to bywa w takich przypadkach zaczęła za mną tęsknić. W końcu nadszedł mój czas. Święty gral zdobyty hehe. Byliśmy ze sobą... 4 może 5 miesięcy... i znowu zostawiła mnie z dnia na dzień. Po weselu mojej siostry zrobiła mi awanturę, obraziła moich rodziców etc. Parę dni później dowiedziałęm się, że "zakochała się" w naszym wspólnym koledze ze studiów z licencjata. Zabolało po raz kolejny, lecz tym razem wiedziałem, że nie mogę zbyt długo rozpaczać, bo nie ma za czym. Postanowiłem, że za rok pojadę do USA. Zawsze o tym marzyłem, mam tam rodzinę, więc postanowiłem zweryfikować rzeczywistość z tym co do tej pory widziałem tylko na filmach. Tak jak postanowiłem tak też zrobiłem. Udał się wyjechać, w chyba najlepsze miejsce w stanach, gdzie trawa jest w dużym stopniu legalna i... nie powiem, ale poszerzyłem dzięki temu mocno horyzonty. Po prostu zeszło ze mnie wszystko, cały ten syf jaki się uzbierał w mojej głowie przez te lata. Śmiałem się sam z siebie jak mogłem być takim głupcem, jak mogłem tak serio podchodzić do kobiet, jak mogłem je uważać za cel swojego życia. Postanowiłem, że od tego momentu skupię się tylko na sobie, a w międzyczasie może los przyniesie mi coś dobrego.
Wróciłem po prawie pół roku do polski i... odnowiła się znajomość z panną X. (skłamałbym mówiąc, że przez te lata nie mieliśmy żadnego kontaktu. kontakt był ale ograniczał się raczej do wysyłania życzeń sms`owych na święta czy też urodziny). W każdym razie już dokładnie nie pamiętam jak to się stało, ale z Panną X kontakt się odnowił. Pomogłem jej w paru rzeczach, zawiozłem tu i tam, umówiliśmy się tu i tam... podchodziłem do tego wszystkie uwierzcie mi z bardzo, ale to bardzo dużym dystansem, po tym co miało miejsce kilka lat wcześniej...
No ale stało się... było cudownie. dokładnie tak jak sobie to wyobrażałem przez te wszystkie lata. Spędziliśmy kilka cudownych miesięcy. Przyszedł czerwiec i mój kolejny wyjazd do USA znowu na prawie pół roku. Wiedziałem czym to grozi, więc jeszcze przed wyjazdem zapożyczyłem się i kupiłem dla niej bilet. Przyjechała do mnie, spędziliśmy razem miesiąc, gdzie w każdej wolnej chwili od pracy spędziliśmy razem czas, podróżując i zwiedzając wschodnie wybrzeże... było cudownie.
W końcu przyszedł październik i wróciłem. Czekała na mnie. Byliśmy znowu razem, wciąż było cudownie. Czasem były jakieś tam drobne sprzeczki, no ale wiadomo że każda para ma jakieś drobne tarcia.
Minął kolejny rok, przyszyły kolejne wakacje, znowu pojechaliśmy do USA, znowu zobaczyliśmy całą masę pięknych miejsc. Oświadczyłem się nad brzegiem oceanu spokojnego przy zachodzącym słońcu.. bajka... (jak to mój kolega dobry powiedział "byłeś królem") Wróciliśmy. Miesiące mijały, oboje pracowaliśmy, widywaliśmy się w zasadzie codziennie wieczorem, taka mała rutyna. No ale po ponad 2 latach w związku to normalne. Nagle okazało się, że firma dla której pracuje postawiła mi ultimatum. Albo przylatuje do L. (jedno z największych europejskich miast) albo tracę robotę. Postanowiłem, że wyemigruję, gdyż pomimo wszystkich minusów (rozłąka z rodziną) była to dla nas duża szansa na to, żeby w końcu zacząć żyć na swoim. Pojechałem a ona została jeszcze na 4 miesiące, żeby dokończyć studia. Odwiedziła mnie dwukrotnie w międzyczasie. W końcu przyjechała na stałe... I niestety wszystko było inaczej niż się spodziewałem. Była totalnie nieobecna. Obecna tylko ciałem, ale nie myślami. Jej myśli zostały przy jej mamie i dużo młodszej siostrze. Przed moim wyjazdem byliśmy bardzo blisko ze sobą a przez te 4 miesiące bardzo mocno żzyła się ze swoją małą siostrzyczką. Chociaż zawsze była z nią zżyta, gdyż od samego początku pomagała swojej mamie w wychowywaniu jej. W każdym razie wracając do wątku głównego od samego początku było bardzo źle. Bardzo tęskniła za rodziną, za mamą (każda rozmowa na skype kończyła się płaczem, inicjowanym niestety zawsze przez jej mamę!). Była ciągle w złym humorze, bardzo starałem się ją w tamtym okresie wspierać. Na szczęście w miarę szybko udało jej się zacząć pracę (nie najgorszą) i wydawać by się mogło, że powoli wychodzimy na prostą, że powoli zaczynamy sobie układać życie w nowym kraju. Minęło pół roku, które jednak oceniam bardzo średnio, ale nie najgorzej. Kłóciliśmy się czasem o pieniądze, gdyż ja nie mogłem zrozumieć dlaczego ona pomaga swojej mamie, która postanowiła chyba już nigdy nie wrócić do pracy odkad urodziła ostatnie dziecko, czyli już 7 lat. Ojciec pracował. A dzieci przysyłały pieniądze. Nie mieściło mi się to w głowie, gdyż moi rodzice są dużo starsi od jej a wciąż pracują, i nie oczekują żadnej pomocy ode mnie czy mojej siostry. Tym bardziej, że byliśmy młodą parą na dorobku.
Postanowiliśmy, że zmienimy nasze małe mieszkanko, na dom w którym zamieszkamy wspólnie z jej bratem oraz bratową, którzy już od kilku lat mieszkali w tym mieście(tak więc w przeciwieństwie do mnie miała na miejscu rodzinę i to na dodatek najbliższą). Zamieszkaliśmy i... niestety to był początek końca. Ostateczna rozgrywka. Mój wielki błąd, ale niestety zgadzając się na to chciałęm dobrze. Liczyłem, że będąć bliżej brata, łatwiej się zaaklimatyzuje w nowym miejscu i że będzie bardziej szczęśliwa.
No i się zaaklimatyzowała...
Niestety jej brat i jego żona to ludzie ulepieni z totalnie innej gliny niż ja, że się delikatnie wyraże. W ciągu minionych miesięcy mieliśmy parę mocnych spięc, także na sylwestra gdzie chcieli zwyczajnie zrobić ze mnie głupka, pokazać mi, że ja do tej rodziny nie należę, że jestem co najwyżej chłopkiem roztropkiem, który przychodzi w zaloty do X a nie narzeczonym panny X. A, że niestety łatwo mnie sprowokować, gdy na czymś mi zależy, to zrobiłem dobrą awanturę w sylwestra, przy jej rodzicach i paru innych osobach i powiedziałem co o tym myślę.. Wcześniej też mi jej brat robił jazdy o jakieś głupoty, ale że nie daję sobie w kasze dmuchać to odpłacałem się tym samym.

Pierwszego kopa w twarz dostałem po około 2 miesiącach wspólnego mieszkania.
O co poszło? niestety znowu o pieniądze. Ja od samego początku wychodziłem z założenia, że skoro mieszkamy razem, że skoro jesteśmy zaręczeni to powinniśmy jakoś wspólnie dążyć do tego, żeby za jakiś czas wziąć kredyt na dom czy na mieszkanie czy generalnie mieć na swoje potrzeby. Zaznaczę również, że od samego początku składałem się na nasze życie w proporcjach 2:1, ze względu na to, że zarabiałem dwukrotnie więcej. Niestety, ale panna X miała trochę inne priorytety. Na pierwszym miejscu jej mama i siostra w Polsce, na drugim (jak się potem okazało nawet nie na drugim) gdzieś my... Dziwnym trafem zawsze jej brakowało pieniędzy, w końcu pewnego dnia nie wytrzymałęm i się zapytałem na co wydała tyle pieniędzy, bo to już zaczyna być smieszne (brakowało jej na bilet do polski a powinno wystarczyć na 5!). Ja się domyślałem na co idą pieniądze. Jej bratowa ciągle pół żartem, pół serio sugerowała jej, że ja to jestem chciwy, że mam węża w kieszeni etc. Jak dla mnie nie mogła znieśc myśli ze zarabiam dużo więcej od samego początku niż ona po 4 latach w L. I cały czas takie chore docinki, chore zagrywki na każdym kroku.
No i jak wspomniałęm na początku akapitu, dostałem kopa w twarz. Wielka awantura, spędziłem weekend samotnie , a ona wraz z bratem i jego żoną pojechała sobie na grilla (z perspektywy czasu i informacji jakie do mnie dotarły później wtedy miał miejsce układ monachijski w mojej sprawie)d o znajomych świetnie się bawiąc. Nastęnego dnia zadzwoniłem do niej i prosiłem ją o to, żebyśmy pogadali, żeby to wyjaśnić, ale ona pierwszy raz w życiu zachowała się w stosunku do mnie jak zimna suka. W końcu jednak po paru dniach się pogodziliśmy, jednak z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Coraz czestsze sprzeczki, coraz więcej pretensji z jej strony. Generalnie byłem winien wszystkiemu, chyba także za głód w Afryce. Według niej jak coś powiedziałem to się wymądrzałęm, jak nic nie mówiłem to miałem focha - kwadratura koła. I tak źle i tak nie dobrze. Ale mimo wszystko wierzyłem w nas, że uda się ten kryzys zażegnać. Zaplanowaliśmy nawet wspólne wakacje. W końcu po 2letniej przerwie, gdyż ze względu na przeprowadzkę rok wcześniej tych wakacji nie mieliśmy. Kupiłem bilety, zarezerwowałem samochoód, nocleg zaplanowałem.
Spędziliśmy świetną niedzielę, w końcu sami w domu bez jej brata i bratowej. Seks cały poranek, potem poszliśmy do parku, spacer za rękę, wspólne zakupy. W końcu było tak jak kiedyś. Bez nerwów, bez żadnych oskarżeń, kłótni. Następnego dnia wróciła bardzo późno z pracy, powiedziała, że poszła jeszcze na drinka z koleżankami z pracy. O godzine 23:30 zadzwonił do niej telefon. I nie była to koleżanka... KOlega z pracy... Ja jej powiedziałem, że do koleżanek z pracy o tej godzinie to ja nie dzwonię. Wytłumaczyła to jakoś, ale pozostałem czujny.. 2 dni później wróciła jeszcze później... czekałem na nią na drodze, którą powinna wracać z pracy, ale dotarła jakąś inną. Doszedłem do wniosku, że musiał ją ktoś przywieźć samochodem. Powiedziałem, żeby sie wyniosła z naszego pokoju i spała na kanapie, bo przesadziła i że jak tak ma być to nie możemy dalej mieszkać ze sobą.
Następnego dnia mocno się pokłóciliśmy przez telefon, powiedziałem parę słów za dużo może, ale zostałem chwile wcześniej sprowokowany przez jej pojebaną bratową, która zagroziła mi, że mi zabierze telewizor i inne rzeczy jak im nie dam depozytu! Ale tak jak mówiłem często kieruję się emocjami. Mój błąd.
Przyszła niedziela. To było takie pożegnanie jakby. Ta ostatnia niedziela jak się okazało, zaledwie tydzień po tej cudownej niedzieli. Pakowała swoje rzeczy|(przenosiła się do innego pokoju w tym domu), ja próbowalem z nią rozmawiać, nawet się rozpłakała, ale to głównie dlatego, że jej wkręciłem troche wspomnień et. Skończyło się szybkim seksem.. następnego dnia znowu nie było jej do późna w nocy. Wyglądałem przez okno mając przeczucie, że przyjedzie samochodem... i przyjechała.. 1 w nocy i podwiózł ją jakiś koleś. Weszła do domu i się pytam kto to był, co cię z nim łączy. Wiecie co odpowiedziałą ? "Ostry sex".
Po tym nie miałem już więcej pytań.Nie wiem jak udało mi się zasnąć tej nocy, ale udało się. Następnego dnia, gdy wróciłem z pracy, spakowałem swoje najważniejsze rzeczy (w tym także całą elektronikę - dlaczego to napiszę później) i wyniosłem się na kilka dni do koleżanki z pracy. Nie mogłem po prostu przebywać z nimi pod jednym dachem. To było dla mnie za wiele. Potrzebowałem odpocząć. Nie wróciłem już do tego domu przed wyjazdem. Poleciałem na wakacje sam, chociaż ona też miała wydrukowany bilet i do końca gdzieś tliła się we mnie nadzieja, że może spotkamy się na lotnisku. Nie spotkaliśmy się. Wakacje spędziłem sam. Tzn zatrzymałem się u kumpla ze szkolnych lat, który tam mieszka, dzięki temu nie było tak źle. Nie byłem sam na sam w 4 ścianach.
Wróciłem po 2 tygodniach do domu i ... dom był pusty, tak jak oczekiwałem (gdyż powiedziałem im wyporowadzając się, że złożyłem wypowiedzenie i muszą ten dom opuścić przed określonym terminem - do tego otworzyli list adresowany na moje imie i nazwisko w którym była informacja o wypowiedzeniu). Dom był pusty nie tylko dlatego ,że ich już nie było i zabrali swoje rzeczy. Zabrali także wszystkie moje rzeczy. Wszystko poza moimi ubraniami. Zabrali wszystkie rzeczy, które kupiłem po przyjeżdzie do tego kraju, łącznie z koszem na śmieci, koszem na bieliznę, czajnikiem, naczyniami, garnkami, kocem, po prostu wszystkim. Nawet jedzenie z zamrażarki zabrali. Zabrali też klucze do tego domu (musiałem wymienić zamki). O ile spodziewałem się tego po jej bratowej (która przed wyjazdem groziła mi, że zabierze mi TV jeśli nie oddam im depozytu) to nie spodziewałem się tego po niej. Po prostu żenada. Zatkało mnie. Żenada na maxa. Nie dość, że poszła w komis z innym to zabrała wszystko. Wszystko poza kilkoma maskotkami, które jej kupiłem i gąbce w kształcie serca.. Ale powiem Wam, że pomimo iż to był na początku dla mnie szok to jednak sprawił, że dzięki temu zmieniłem o tej dziewczynie zdanie o 180 stopni. Nie twierdzę, że jestem w tym wszystkim bez winy, bo były sytuacje w których się mogłem lepiej zachować, może zachować więcej spokoju, ale uwierzcie mi, że mieszkanie z jej bratem i bratową to było piekło na ziemi. Mimo to uważam, że jednak mogła to lepiej zakończyć, z klasa. Wyszło beznadziejnie, bez klasy. Czy jest mi żal tego 3,5 letniego związku? Na pewno trochę żal. To była naprawdę ładna, sympatyczna dziewczyna o buzi aniołka. Nie wiem co ją tak zmieniło. Może wpływ jej prostackiej bratowej, a może wcale nie była dużo inteligentniejsza od całej reszty swojej rodziny. Nie dochodziłem kto ją przywoził do domu, z kim zaczęła romansować. To już mnie nie interesowało. Ten związek, ta znajomość dla mnie zakończyła się tej nocy, gdy ona ją przywióźł a ona powiedziała mi jedynie te dwa słowa. Od momentu wyprowdzki na kanapę do koleżanki nie widziałem jej. Nie wysłałem jej żadnej wiadomości mailem czy przez telefon. Zablokowałęm na facebooku, wyrzuciłem ze skype oraz gg. Totalnie się odciąłem
Prawie 9 lat znajomości, 3,5 letni związek. Wielka miłość i wielkie rozczarowanie na koniec. Mam 28 lat i jestem sam. Sam w wielkim mieście i pomimo, iż mam jakiś plan ułożony to jednak jest ciężko. Wciąż muszę pozałatwiać sprawy z tym domem, będę musiał opłacić karę, która przewyższy wysokość depozytu, ale to są tylko drobe sprawy. Nigdy nie traktowałem pieniędzy jako celu samego w sobie, ale tylko jako środek do celu.
Muszę się skupić teraz na swoim życiu zawodowym i znowu liczyć, że los przyniesie mi coś dobrego. Na razie wyleczyłem się z jakiś poważnych planów związanych z drugą osobą. Z jednej strony chciałbym, żeby się odezwała do mnie, chciałbym usłyszeć przepraszam. Ale to chyba tylko moja zraniona duma się tego domaga. W sercu wciąż są jeszcze duże pokłady uczuć do niej, ale nawet jeśli by się odezwała to jednak nie wyobrażam sobie po takich akcjach być z nią ponownie.
Czy uważacie, że się do mnie odezwie? Bane to pytanie kieruje osobiście do Ciebie

ps. tekst ten pisałem kilka tygodni temu. Długo zastanawiałem się, czy go opublikowac. Kilka dni temu odwiedził mnie M. kuzyn X oraz jej brata. Pomogłem mu w trudnej życiowej sytuacji, ale zastrzegłem jeden warunek. Nie możesz powiedzieć, że masz ze mną kontakt. Udało się, nic nie powiedział, a oni się nie domyślili. Chcąc nie chcąć dowiedziałem się pare faktów o sobie o tym co naprawdę miało miejsce. Już ponoć przez ostatnie 2 miesiące jej bratowa namawiała ją, żeby mnie kopnęła w dupe. To ona zaaranżowała spotkanie z tym nowym gościem. No i ponoć mam jeszcze oddać im za depozyt...

Odpowiedzi

Portret użytkownika Alejandro

Zycie zaskoczy nie raz,

Zycie zaskoczy nie raz, dobrze ze sobie z tym poradziles.

Nie martw sie, odezwie sie, pewnie bedzie chciala kase za depozyt. Najlepiej, o ile to mozliwe zmien nr, oderwij sie calkowicie od niej, zapomnij.

28 lat to nie koniec swiata, duzo zycia przed toba chlopie ; )

jestes dalej w L.? podrywaj co sie rusza, zdaj realcje jak nasze metody dzialaja za granica.

Portret użytkownika Marlboro

Przeczytałem całość i zatkało

Przeczytałem całość i zatkało mnie. Ja pier*ole, ta bratowa to horror. Dobrze że to opublikowałeś, za depozyt nie oddaj, albo postaw warunek, że mają ci oddać wszystkie te rzeczy, które ci zabrali. A zwykle to teściowa daje najbardziej w dupe Laughing out loud Jest taka zasada "Nie wracam do byłych". Jeśli wrócisz nic z tego dobrego nie wyniknie. Pozdrawiam, wielki szacun za to że się nie poddałeś

Za co Cię tu krytykować?

Za co Cię tu krytykować? Można jedynie współczuć... Choć ciesz się, że już z tego wyszedłeś i teraz jesteś wolny jak ptak Smile korzystaj z życia na nowo Smile

Portret użytkownika Trancer

uhh chłopie, to się nazywa

uhh chłopie, to się nazywa dostać w dupe od losu.....
Nie dość że zdradziła, to jeszcze wycyckała cię z rzeczy osobistych.....
a ta bratowa to koszmar...
Nic tylko wziąć szarpnąć za kudły, zaciągnąć pod ścianę i kula w łeb...
powiem ci że w twej historii jest pewna analogia do mojej: matka mojej byłej w pewnym momencie też nakłaniała ją, aby mnie kopnąć w dupę, mimo że byliśmy już jakieś 3,5 - 4 lata ze sobą...
wyrazy szacunku ode mnie za dobre wyjście z tej sytuacji....
dobrze zrobiłeś, trzymaj się i nie poddawaj !!!
Jestem przekonany, że sobie poradzisz z tym wszystkim....
pozdro ode mnie.
Trancer.

Portret użytkownika Maltesse

Jeżeli coś miedzy wami

Jeżeli coś miedzy wami naprawdę było to twoja była narzeczona wróci na kolanach do ciebie =].
A jak wnioskuję po przeczytaniu tego. To byłeś dla niej za dobry...

Portret użytkownika Guest

aż mnie ciarki przeszły...

aż mnie ciarki przeszły... grrrr
jak powiedział do Klaudiusza (cesarza) jego najlepszy przyjaciel - Herod Agryppa: "Pamiętaj, nikomu nie ufaj!"

Masakra przeczytałem

Masakra przeczytałem wszystko. No ale co fajnych chwil trochę spędziłeś. Ja sobie nie mogę wyobrazić takiego długiego związku bo ja zawsze chciałbym zagadywać do innych Tongue Obym nigdy nie trafił na taką chora rodzinkę. Moje kondolencje Laughing out loud

Portret użytkownika baudelaire

A ja powiem tylko tyle.

A ja powiem tylko tyle. Zabiłbym taką kurwę co mnie dyma z kasy, na którą ciężko pracuję.
I szacunek wielki, że wyszedłeś z tego z klasą.

Witam! Bardzo długi artykuł,

Witam!
Bardzo długi artykuł, ale najważniejsza informacja z niego to chyba ta że podchodzisz do kobiet "emocjonalnie" i to jest największa bolączka faceta we współczesnym świecie.Laughing out loud
Nikt cię na tej stronie za to nie skrytykuje bo każdy kiedyś przeszedł podobną przynajmniej historię, tutaj nie trafiają ludzie idealni;)
Na pewno nie zachowałeś się źle wykasowanie wszystkich numerów kontaktowych to dobre posunięcie w takiej sytuacji i nie szukaj z nią kontaktu (choć być może czujesz że chciałbyś postąpić inaczej).
Jedyna rada jaką mogę udzielić "Czym się zatrułeś tym się lecz" rozmawiaj dużo z innymi kobietami "koleżanki z pracy" mogą okazać się bardzo pomocne. Nie daj się samotności wyznacz sobie cele do osiągnięcia niekoniecznie związane z kobietami możesz poświęcić się pracy.

P.s. Nie wiem czy to reguła ale ja też miałem podobnie że moja "pierwsza wielka miłość" zdradziła mnie tydzień po wspaniałej niedzieli (po latach się z tego śmieję i ty też będziesz;D). Może one robią to specjalnie by uśpić naszą czujność.

Pozdrawiam i 3maj się!

Portret użytkownika knokkelmann1

widzę że cię zdrowo grzeje

widzę że cię zdrowo grzeje cała ta sytuacja......

co masz na myśli pisząc

co masz na myśli pisząc "zdrowo grzeje"?

Portret użytkownika knokkelmann1

męczy,żre, nie daje spokoju

męczy,żre, nie daje spokoju

no niestety, trochę męczy,

no niestety, trochę męczy, tym bardziej, że przez kilka dni był u mnie jej kuzyn, który na szczęście jest trochę inny niż jej reszta rodziny, i któremu szczerze było głupio za to co zaszło. Ale równie dobrze wiem, że muszę także z nim kontakt urwać na razie, póki nie stanę na nogi zupełnie.

Jak sam zauważyłeś podstawowy

Jak sam zauważyłeś podstawowy błąd popełniłeś zaczynając mieszkać z jej bratem i bratową. Pamiętaj. Z bratem swojej wybranki to możesz raz na miesiąc wódkę wypić, a nie mieszkać. Jej bratową to chyba bym nakopał za to co zrobiła. Szmata bez sumienia. Szponcić za pelcami to największe kurewstwo.
Nie jesteś jedynym, który miał podobne problemy z rodzinką panny. Ja mogę Ci śmiało powiedzieć: Witaj w klubie!

a co do bratowej to

a co do bratowej to niestety... to co tu napisałem to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Big Momma (dosłownie) nie znosiła sprzeciwu i każdy musiał się jej podporządkować. A że ja mam trochę inne spojrzenie na świat no to konflikt był. I potem dostałem nóz w plecy. Nie chce wybielać ani siebie, ani mojej ex, zrzucając winę na bratową. ale masz racje "ukasz26", że z bratem to można raz na miesiąc się spotkać i wódki napić. Mój błąd, który może i faktycznie dużo mnie kosztował, ale może jednak też uratował przed czymś gorszym w przyszłośći, biorąc pod uwagę to do czego się posunęli na samym końcu..
Dzięki za Wasze wszystkie komentarze. mam nadzieję, że również Bane zajrzy któregoś dnia i wypowie się krótko i na temat Smile

Portret użytkownika skaut

cos sie zmienilo przez ten

cos sie zmienilo przez ten miesiac od upublikowania artykulu ?

nic. zycie toczy sie dalej.

nic. zycie toczy sie dalej. ja nie nawiazalem zadnego kontaktu, ona tez nie.

Portret użytkownika knokkelmann1

no i dobrze. z czasem

no i dobrze. z czasem przejdzie.