
Ostatnio uświadomiłem sobie, że świat, w którym żyjemy jest jak szambo. Wszędzie ludzie, gówno, które w większości podąża w jednym kierunku. Wszyscy śmierdzą, chodź nie zdają sobie z tego sprawy, bo jest to społeczną normą. Niektórzy próbują się z zewnątrz zakamuflować przepływającym obok plastikiem, łaszkami albo rumuńskim złotem.
Ja, może i niektórzy z was, zatem My- ludzie, którzy tylko dlatego, że wychylili się ponad spływ gówna, zaczerpnęli trochę powierza i ujrzeli jak beznadziejna jest sytuacja, zdali sobie sprawę, że są bezwartościowym klocem w rzece ścieków- mamy problem.
Świadomość. Wiemy gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i wśród jakiego gówna żyjemy. Niewiele możemy z tym faktem zrobić, a powrót z powrotem w otchłań szamba, do błogiej nieświadomości i pozornego szczęścia jest już niemożliwy.
Jak się czuję?
Właśnie tak się czuję, jakbym wypłynął z głębi szlamu przedostając się przez gęstą srakę.
Zaczerpnąłem świeżego powietrza, rozjaśnia mi się w głowie, pomimo że wciąż czuję spływające po mnie gówno.
Czym jest szlam i jaka jest różnica w byciu w, a pływaniu po powierzchni?
Aby to wyjaśnić zacznijmy od początku mojej historii, która może nie jest niezbędna, ale to mój blog i chuj.
Dopiero w trzeciej klasie zaczęło się układać moje życie towarzyskie, stabilizować uczucia.
W końcu kontrolowałem emocje, dojrzałem, zrozumiałem pewne wartości.
Nie było idealnie, ideałów nie ma, ale po skrócie:
Nieduża miejscowości kilkanaście kilometrów od miasta, w którym mam rodzinę, znajomych, szkołę. Doturluje się autobusem w zawrotnym tempie 14km w 25 minut.
Ponadto niecały kilometr ode mnie mieszka mój najlepszy przyjaciel (A).
Po trzech latach nijakich znajomości w szkole zacząłem staranniej wybierać ludzi i z nimi wdawać się w bliższe kontakty. Lepiej się bujać z jednym dobrym kumplem niż z paczką zasrańców. Zacząłem wzbudzać większe zainteresowanie u dziewczyn, a im bliżej mnie poznają, tym lepsze robię na nich wrażenie- pociesza mnie to.
Sytuacja rodzinna się pogarsza. Ojciec z początku zaczyna pić, potem po kryjomu ćpać, gdy wysiadam z autobusu zostawiam tylko plecak i wychodzę na resztę dnia. Nie mam ochoty przebywać w domu.
Mam na to wyjebane. Nic swoim płaczem nie zmienię, nie zmienię cudzych postaw serca. Lepiej cieszyć się tym co mam.
Pewna dziewczyna, z którą się chwilę znałem i spotykałem ma podobne sytuacje, o czym dowiedziałem się gdy coś wspomniałem o swoich. To nas zbliżyło. Wspieraliśmy się. Zna moje zasady. Wie jak cenię szczerość i dotrzymywanie słowa. Jest ok. (nazwijmy ją „M”)
Są różne dziewczyny, z którymi mogę się umówić, kilka które na mnie lecą i wyraźnie podrywają, jeszcze mniej, które faktycznie mi się podobają i mam ochotę je bliżej poznać.
Panna G. 3 letnia bliższa znajomość- zwie mnie przyjacielem, czasem mówi, żem jej jak brat, co jest dziwne gdyż wyrażała wyraźny pociąg fizyczny w moją stronę. Najbardziej zakręcona dziewczyna jaką znam. Zaczęło coś się dziać, jakoś układało się, a ja naprawdę zacząłem dostrzegać plusy „przyjaźni” z kobietą. Przyjaciel bez fiuta i z trochę inną psychiką co było niejednokrotnie zbawienne... wszystko fajnie pod warunkiem, że będzie to szczera przyjaźń, a to już przestało być takie jasne.
Sytuacja w domu opłakana.
Moje życie super, jest prawdziwy przyjaciel (A), gość co mnie wesprze w chwili słabości, fajni kumple i jest dziewczyna (M), przy której czułem się potrzebny.
Cóż, że najlepsza kumpela ( panna G- rzekomo jeszcze dziewica taa, a napalona, że niejedna nimfomanka by pozazdrościła) na mnie leci, a mnie chuj swędzi. Nie takie numery już robiła.
Oj, będzie się działo..(?)
Sytuacja w domu... Psychiatryk, odwyk. Przeprowadzka 70km na południe kraju. Większe miasto. Kiepskie połączenie- komunikacją publiczną 2,5h (+ czas pomiędzy pociągiem, a autobusem).
Nowe miejsce, nowe otoczenie. Kontakt z znajomymi się urywa, bliżsi zostają na telefon.
Uczucie zagubienia, osamotnienia. Zabrano mi moje życie w najciekawszym momencie.
W międzyczasie panna G naprawdę mnie zaskakuje. Nie sądziłem, że może być tak kłamliwa i nieszczera.
Dziewczyna się już konkretnie zakochała.
Uzależnieni kłamią, ale aż tak? Okłamywać samą siebie?
Przekręciła całą sytuację, już nawet się nie denerwuję, brak mi sił.
W delikatny, acz stanowczy sposób opisuję jej co czuję i co myślę o jej postępowaniu.
Nieudolne próby tłumaczeń, z których dodatkowo wynika, że jednak myśli tylko o sobie zakańczam twardo.
„Widzę, że się co do ciebie pomyliłem. Myślisz tylko o sobie. Bardziej niż moja trudna sytuacja w domu obchodzi Cię gdy wspomnę co ktoś powiedział na twój temat. Twoje tłumaczenia są żałosne. Starasz się okłamać samą siebie i myślisz, że ja też będę tak naiwny by w to uwierzyć. Nie ma o czym rozmawiać, koniec.”
Już wcześniejsza dyskusja wystarczyła, co w połączeniu z twardo wypowiedzianym zakończeniem sprawiło, że nie miała odwagi się odezwać przez kolejne 2 miesiące. Zawiodła mnie jedna z osób, na których najbardziej polegałem.
Zacząłem sobie także zdawać sprawę, że się zmieniam. Nie wiem czy na lepsze, ale na pewno zmądrzałem. Idę do przodu, hartuje charakter.
Mój przyjaciel (A) stoi w miejscu. Zaczyna się między nami robić intelektualna przepaść. Jego rady zaczynają mnie irytować swoją głupotą. On drażni mnie swoim nicnierobieniem z sobą i swoim życiem. Czuję, że to już nie to samo. To koniec.
Tracę najbliższych. Czy to moja wina?
Wrażenia? Hmm... skakać z wiaduktu czy się nie ruszać ni centymetr i pozwolić się przewieźć nadjeżdżającym pociągiem niczym przywiązany kurczak do zderzaka mazdy naszego ochroniarza z TESCO?
Nie, myśli samobójczych nie miałem, ale stany około depresyjne tak.
Trwało to krótko. Znalazłem nowych kumpli, zajęcie. Przyjechał A, był tydzień- wtedy się zaczęło. Co niektórzy pewnie zdążyli sobie uświadomić jaka przepaść jest pomiędzy spotykaniem się z kimś/ kumplowaniem, a mieszkaniem choćby przez tydzień?
Ja rozumiem, są wakacje, więc chodzenie spać o 3, a wstawanie o 12 jest zwykłe. Tylko po kiego?
Przez pierwsze 3 tygodnie wakacji wstawałem o 6 rano, harowałem dla germanów nawet przez 14 godzin dziennie (o nie, nie przy jebanych truskawkach, a w budowlance. Ja, jeden z najtęższych w swoim roczniku chłopów oblewałem się potem jak otyły Amerykanin w słoneczny dzień.) po czym o 22 zasypiałem jak po wyczerpującym całowieczorowym zaspokajaniu dwóch niewyżytych nimfomanek.
Co to ma do rzeczy? Otóż to, że gdy wróciłem nie potrafiłem się opieprzać. Wstawałem najpóźniej o 7 i szukałem pożytecznego zajęcia, a gdy próbowałem starym zwyczajem spędzać czas przy komputerze miałem wyrzuty sumienia, że go tracę i nie potrafiłem wysiedzieć więcej jak godzinę, bo bym został zżarty od środka.
W to wszystko zawitał A. Niby super, dalej potrafimy się dobrze bawić ale jak tu do kurwy nędzy razem funkcjonować? Ja padam o 23, a dla niego to dopiero dzień się zaczyna. Ja jem obiad, on śniadanie.
Wtedy jeszcze bardziej zdałem sobie sprawę, że A to jak on sam powiada „kalesony, nie facet”.
Zupełnie nieogarnięty. Nie wie co chce robić, siedzi gapiąc się w ekran. Ja chcę działać, on demotywuje. Już wtedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Z frajerami się nie będę zadawać, a on się właśnie intelektualnie stacza na dno.
Z trójki ludzi, na których mi naprawdę zależało, w których widziałem coś więcej oprócz nietypowego jak dla gówna kształtu została jedna dziewczyna (M).
Szczera, bezkonfliktowa i pomimo godzin snu podobnych do planu A miała chęć coś robić, działać.
Z A dalej się zadawałem, dwa razy byłem w tamtych stronach przez tydzień przy czym raz u niego.
Za pierwszym razem było fatalnie. M zaczęło odpieprzać. Sama nie wiedziała czego chce, ja też zjebałem, bo zamiast pokierować za dwóch sam byłem niezdecydowany czego od niej wyczekuję.
Małe niedomówienia, jedna zlewka z jej strony i wydawało się, że to koniec.
Za drugim razem (2 tygodnie później) już było lepiej, ba myślałem, że wszystko się naprawia (poza tym, że A to dalej kalesony).
Zdziwiłem się gdy G spokorniała, wydzwaniała i spotkaliśmy się- z nią zawsze jest wesoło. Niczego nie oczekiwałem, chciałem tylko zobaczyć czy się zmieniła. Nie, to co zawsze, po staremu.
Niby miło i wesoło, ale widzę, że nic z sobą nie zrobiła, dalej nie jest warta mojego zainteresowania.
Po co tak naprawdę wydzwaniała? Chciała odzyskać kontakt? Przyjaźń?
Wątpię. Raczej szukała rozrywki, ewentualnie jeśli w ciągu tych dwóch miesięcy nikt jej nie zaruchał to utraty rzekomego dziewictwa, co chyba łatwo wyczuć gdy mówi „ah, jutro rodzice z młodym wyjeżdżają, chata wolna, pewnie gdzieś z kimś pójdę, potem może....”- brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony- „a w sumie to jeszcze nie wiem z kim i czy w ogóle”- znaczące spojrzenie z jej strony. Już ja ją znam.
Na drugi dzień jeszcze przed południem się kontaktowała „Co porabiasz?”. A nic, i tak zostanie- wibrator sobie kup. Ja nie jestem seks zabawką, wal się.
Oto uświadomiłem sobie, że dziewczyna, którą niegdyś uważałem, za najbardziej wartościową jaką znam jest jednak kupą gówna.
Z M sobie poważnie porozmawiałem, stwierdziła, że jednak jej na mnie zależy, zrozumiała swoje błędy i wykazała chęć zmian. Wow, przynajmniej ktoś chce robić postępy. Ucieszyłem się.
Wiedziałem, że daleko jej do ideału ale oceniam po czynach. Chciała się zmienić, być lepsza.
Zawiodła mnie znów. Wybaczyłem ale widzę, że to się sypie.
Jeśli wykaże inicjatywę utrzymamy kontakt. Chciałem jej pomóc, bo rozumiem jej sytuację rodzinną i wiedziałem, że potrzebuje prawdziwego faceta. Nie chama i macho ale opiekuńczego i czułego, a jednocześnie twardego mężczyzny. Nie miała wystarczająco jaj by po to sięgnąć.
Przytoczę taką rozmowę.
M: A ty co o mnie myślisz?
Ja: Na pewno chcesz wiedzieć?
M: Tak
Ja: Jesteś sympatyczną dziewczyną, co dla mnie najważniejsze naprawdę szczerą. Lubię z tobą spędzać czas, jesteś zabawna. Można z tobą mądrze porozmawiać na temat ludzi, postaw, ale...
wydajesz mi się zagubiona. Nie wiem dokładnie dlaczego, mogę się domyślać, że po części to przez sytuacje w domu, chodziarz pewnie już przywykłaś. Może to raczej taki wiek, czegoś albo kogoś ci brakuje. Szukasz miłości (?) nie tam gdzie powinnaś, natrafiasz na niewłaściwych ludzi, którzy dodatkowo Cie ranią (odnośnie wcześniejszego tematu rozmowy z nią). To stąd to zwracanie na siebie uwagi wyglądem. Po co?
M: Tak, masz rację. Nie wiem po co, tak o, lubię to. Szkoda, że Ty się wyprowadziłeś, wszyscy fajni ludzie są teraz daleko. (jeździ ok 100km do „lepszych” znajomych, śpi wtedy u brata. Mi też obiecała, że przyjedzie, i gówno z tego wyszło)- zero bajery, żadnych podtekstów, negów P&P i całego uwodzicielskiego arsenału. SZCZEROŚĆ (i zajebistość), oto największa broń, by rozmowa zmieniła się do tego stopnia, że dziewczyna sam od siebie zacznie Cie komplementować, mówić jak tęskni itp.
Kiedyś wywaliła, że mnie kocha... Jezu kochany, dlaczego ten świat jest taki prymitywny?
Może się zakochała, ale na pewno mnie nie kocha. Kocha to mnie moja matka i sam bóg.
I co z tego, że ja miałem dobre postawy, intencje i bardziej się angażowałem tylko dlatego, by ją uszczęśliwić- sam do niej już nic nie czułem, tratowałem ją raczej jak starszy brat, raczej na partnerskie relacje nie było co liczyć ale lubiłem czuć, że ktoś mnie potrzebuje. Chciałem być potrzebny. (aczkolwiek dupa niezła i miewałem brudne myśli na jej temat).
Co z tego, jak Ona nie chce iść do przodu.
Tak, oto jak do 25 sierpnia straciłem trójkę najbliższych mi ludzi.
„Straciłem” to może złe słowo. Raczej zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie są mnie warci, tym bardziej, że teraz relacje kosztują bilet PKS+PKP
Wakacje, czas prania brudów i wyrzucania zużytych skarpetek, tudzież kalesonów.
Nie żałowałem. Nie było w końcu czego? Uwolniłem się od złudzeń.
Myślałem, że MOŻE w nowej szkole poznam wielu ludzi. Racja. Niestety to tylko kolejny kanał wypełniony po brzegi gównem. Nie wiem czy mam na tyle tchu by tam nurkować i szukać materiału, z którego mogą być porządni ludzie.
Nie żyję już w ciągłym szczęściu, nie mam już tych stanów. Szczęście to tylko chwilowe uniesienie.
Chwilami jestem szczęśliwy. Podczas gdy przebywam z kumplami i zapominam.
Poświęcam więcej czasu na pasję, 3run bo skoro już wiem, że nie warto inwestować w innych, to zainwestuję ten czas w siebie.
W końcu wiem czego oczekuję od ludzi. Czy będzie to przyjaciel, przyjaciółka czy, w końcu ta właściwa kobieta.
Bezwarunkowa szczerość. Nie tylko gdy pytanie padnie w prost, ale także zdolność do krytyki gdy coś robię źle w swoim życiu, zdolność by mnie opierdolić z góry na dół, a także zdolność przyjęcie tego w drugą stronę.
Mądrość i inteligencja potrzebna do powyższego. Nic mi z szczerego idioty. Zresztą nie dogadałbym się z takim człowiekiem.
Potrzebuje równego kompana, wzajemnego oparcia, człowieka z którym bym poszedł na koniec świata. Nie mogę czuć się lepszy, więc musi to być ktoś naprawdę zajebisty. Jak się czuję, jestem lepszy to zaczyna się robić relacja „starszy brat” i pomoc w jedną stronę, co nie będzie dla mnie zdrowe.
Ktoś z chęcią do życia, działania. Nie znoszę bezczynnego siedzenia w miejscu.
Stać podczas gdy reszta idzie do przodu to względnie się cofać.
Absolutny szacunek i bezgraniczne zaufanie.
Zrozumienie/ empatia. Podstawą jest w każdej sytuacji zrozumieć co czuje/ myśli druga osoba.
Konkretność, słowność. Jak mówi A to ma być A.
Facet z jajami by robić najbardziej szalone rzeczy.
Jeśli kobieta to też z jajami
By nie było, że gdy ja mówię „słuchaj, ukradnę starym samochód, podjadę pod ciebie i uciekniemy. Będziemy jechać przed siebie w stronę zachodzącego słońca dopóki nam nie braknie paliwa i pieniędzy.” (autentyk. Jazdy w domu i u niej i u mnie) to słyszę „eee... no nie wiem, lepiej nie”
Zrezygnowałem z takich przekonań jak wspólne zainteresowania, pasje. To tak naprawdę nieistotne, to można zmienić w ciągu chwili. Każdy ma swoje życie, a zawsze można to połączyć w piękną całość.
Nie sądziłem, że tak trudno jest znaleźć w/w osobę. Już nie wspomnę, by miała pożądane cechy fizyczne (jeśli mowa o kobiecie). Ideały nie istnieją.
Do niedawna twardo mówiłem „Nie wierzę w przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą”.
I wiecie co? Gówno wynikło z tych przekonań.
Twierdzenie, że z każdą kobietą z jaką się spotykam chcę się przespać i brać jak najwięcej z naszych relacji doprowadziło faktycznie do tego, że szło to w tym kierunku ale nie czułem się z tym dobrze.
Zorientowałem się, że wykorzystuję je, myślę przedmiotowo, nadgryzam skorupki wielu owoców nie próbując wnętrza, które to jest naprawdę ważne.
Jeśli coś nie wychodzi pierwszym sposobem to się nie upierajcie, tylko zmieńcie działania o 180 stopni. Zatem stwierdziłem, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną musi istnieć. To co ja do cholery mam żyć w poligamii tylko dlatego, że chcę być bliżej z kilkoma kobietami?
Doszedłem też do wniosku, by lać na schematy, ramy itp. Niektórzy rozkminiają „jesteśmy przyjaciółmi, czy już parą”... dajcie sobie kurwa spokój! Po co robić jakieś wyraźne granice relacji, związków etc.
Gdy to zaakceptowałem, i to, że mogę się tylko przyjaźnić z kobietą i nie wszystko musi dążyć do jednego od razu ulżyło mi sumienie. Wcześniej miałem pewien wyrzut spotykając się z dwiema kobietami niemal równocześnie. „Bo w końcu na której Ci zależy, nie bądź rozwiązły”- ta...
...ale przecie z kumplami się spotykam 10cioma równocześnie, nie zastanawiam się jak blisko jesteśmy, tylko spędzamy miło czas i nie ma problemu?.
Ok, jak się umówię z dwiema laskami w jednym czasie i wyjdzie trójkąt to będzie lipa, ale to z racji ich ograniczeń. Dla mnie to niezaszufladkowane relacje, które sobie parabolicznie zmierzają w górę mego serca.
Jedynym problemem jest określenie ograniczonym do ram ludziom waszej relacji. „Przyjaciółka, czy dziewczyna... jak ją nazwać byś zrozumiał to w swoim wąskim postrzeganiu świata”
Staram się traktować kobiety (nie pod wszystkimi względami, drewna rąbać nie muszą) równo. Doświadczyłem, że można się z dziewczyną świetnie bawić będąc przyjaciółmi.
Wiem, że potrafię się przyjaźnić z kobietą niemal tak samo jak z mężczyzną.
Różnica jest taka, że przyjaciela tylko okolicznościowo przytulę. Jestem mocno heteroseksualny i brzydzą mnie czułości z facetem.
Zasadnicze pytanie. Czym się różni prawdziwa przyjaźń z kobietą od związku/ „bycia z sobą”?
Wg powyższych wymagań... wymagam tego samego od jednej i drugiej. Będzie chemia, będzie związek. Nieznaczna różnica będzie w uczuciu.
Znacząca różnica może być w obcowaniu fizycznym- kwestia gustu dwóch stron. Jakiekolwiek przytulanie nie wydaje mi się problemem. Spanie na jednym łóżku (spanie dosłowne!) nie wydaje mi się problemem. Co do „przyjacielskiego seksu” to kwestia tego, że wtedy to już się robi tak zwany „otwarty związek”...
.. i git!. Róbmy co chcemy, lejmy na schematy.
Co do przyjaźni damsko-męskiej.
W angielskim jest to fajnie określone. Mamy przyjaciół „friends” (domyślnie facetów) i „girlfriend” czyli przyjaciółkę tudzież dziewczynę. Wynika, że przyjaźń z kobietą to już związek.
Prawda, coś w tym jest ale ja leję na schematy.
Ludzie się wiążą tylko dlatego, że się przyjaźnią. W ten sposób się nawzajem blokują, bo nie dają sobie szansy poznać prawdziwej miłości.
Nie czujesz tego do dziewczyny?
Nie wiąż się z nią tylko dla seksu, czy faktu „bycia z nią” przed znajomymi etc.
Bądźmy SZCZERZY w tym co robimy. Bez pozorów, bez kłamstw.
„Czym jest szlam i jaka jest różnica w byciu w, a pływaniu po powierzchni??”
Szlam to ludzie.
Uogólniam, bo ilu znacie, którzy spełniają powyższe wymagania? Wyjątek potwierdza regułę.
Niestety, musimy akceptować ludzi dalekich świetności. My też jesteśmy gównem, nikt z nas nie jest idealny ale możemy sobie zadać pytanie „Jaki wg mnie powinien być naprawdę wartościowy człowiek, taki na którym by mi zależało?”, zapisać to...
i nie tylko szukać takich ludzi, ale samemu zmienić się, stać się swoim ideałem.
By ktoś Cie mógł pokochać pierw sam siebie musisz pokochać.
W tym celu możesz albo używać hipnotycznych sztuczek czy chuj wie co i się w pełni zaakceptować takim gównem jakim jesteś, albo się zmienić w takiego człowieka jakiego bez trudu w pełni zaakceptujesz i uznasz za zajebistego.
W szlamie pływa większość. Ludzie samotni, sami, wdowce i rozwódki, małżeństwa, zakochani i dzieci.
Większość z nich żyje w iluzji, fikcyjnym świecie wykreowanym przez nich samych. Świecie lepszym. Są szczęśliwi, albo raczej mają złudzenie szczęścia. Mówią, że kochają, a potem się rozwodzą. Rzucają słowa na wiatr. Cóż w dzisiejszym świecie znaczy „kocham Cię”? Nastolatki mówią to gdy tylko poczują pierwsze motyle w brzuchu, a gdy tylko usłyszą „nie” są w stanie zwyzywać „ukochaną/ ukochanego” od kurw i frajerów.
Taki świat.
Gdzie tu jakaś szczerość? Szczerość samemu przed sobą w swoich słowach i czynach.
Gdzie jest szacunek do ludzi?
Gdzie prawda?
Gdzie prawdziwa miłość?
Kto oglądał Matrixa ten wie, że można świat porównać do „macierzy”.
My, pływający po powierzchni i widzący wszystko z góry wyszliśmy z matrixa. Wiemy, że to wszystko było złudzeniem.
Z początku może jesteśmy podekscytowani. Czujemy wyższość nad innymi, bo to my jesteśmy oświeceni, my znamy prawdę.
Jednak z czasem prawda okazuje się straszna. Chcemy wrócić do błogiej nieświadomości i życia w naiwności. Tak było łatwiej.
Każdy kto wypłynie na powierzchnie ma szanse znaleźć prawdziwe szczęście, prawdziwą miłość, bo wie czego szuka, wie jak szukać i jak to osiągnąć. Ma szanse prześwietlić siebie i doskonalić.
Jednak tym samym traci prostszą drogę do zadowolenia. Błogie życie w nieświadomości i uczucie równości z innymi. Naiwne spojrzenie na świat.
Wiem kim jestem.
Wiem jaki chcę być i dążę do tego.
Wiem czego oczekuję od ludzi.
Wiem kogo szukam.
Nie wiem tylko czy taki ktoś istnieje i czy znajdę.
Ludzie to egoiści. Staram się być lepszy.
Zawsze wysłucham.
Jeśli wiem jak to poradzę.
Jeśli potrafię to pomogę.
Współczuję, w trudnych chwilach wspieram.
Niewiele znam osób, które takie są, czy starają się być.
Większość to egoiści. Nazywają Cie przyjacielem gdy jesteś im potrzebny, gdy potrzebują pomocy, mają problem, chcą pogadać ale gdy przychodzi chwila gdy to ty potrzebujesz tego wszystkiego to nawet Cie nie wysłuchają. Mało kto ma chęć robić za psychoterapeutę w chwili słabości. Nie interesują ich twoje problemy.
Niewielu można ufać, o mało kogo warto się starać.
Mało jest szczerych i prawdziwych ludzi.
Nikt nie jest idealny.
Pomimo młodego wieku już czuję się emocjonalnie wypompowany.
Chyba zostanę starym, cynicznym kawalerem, bo nie zamierzam inwestować w ludzi tego nie wartych, dawać kredytów zaufania ani wiązać się z nikim innym jak prawdziwą miłością.
Ale kota nie kupię 
Wypłyńcie z tego szamba. Przetrzyjcie oczy. Zobaczcie, że tak naprawdę jesteście otoczeni gównem.
Zrozumcie, że Ta jedyna prawdopodobnie też gdzieś w środku śmierdzi. Musicie tylko wygrzebać te srakę z kokonu swoich iluzji, ujrzeć ile tak naprawdę syfu jest w bliskim wam ludziach i w nas samych.
Powodzenia w szukaniu prawdy.
„Czasem myślę, że może koniec świata mamy już za sobą, a my jesteśmy w piekle.”
Odpowiedzi
Nie chce wypływać. Świat
sob., 2011-09-03 19:56 — SekalekNie chce wypływać. Świat który przedstawiasz jest straszny, nie ma w nim przyjemności, radości i przede wszystkim szczęścia, a przynajmniej nic takiego nie napisałeś. Polecam ci książkę "przebudzenie". Gracjan ją kiedyś polecał. Myślę, że ona ci dużo pomoże i wtedy naprawdę odnajdziesz świadomość. Bo na razie, tobie tylko wydaje się, że ją masz. Życzę Ci, żebyś odnalazł szczęście. Obserwuj świat, to jaki jest, ale nie oceniaj innych ludzi. Każdy postępuje tak, jak został wychowany, tak jak ma poukładane w głowie. Nie można oceniać ludzi za ich poglądy, za to że nie interesują się samorozwojem, dlatego są gorsi. Nie. A najlepiej w ogóle zostaw innych ludzi, jakie oni mają znaczenie? Jestem z siebie dumny, że wszystko przeczytałem, a skoro mi się udało, no to postanowiłem dodać coś od siebie
Jest w moim świecie wiele
sob., 2011-09-03 20:17 — SmuelJest w moim świecie wiele przyjemności. Nie ma o tym w blogu, bo ma on raczej inny cel.
Chodzi o to, że zbyt idealizujemy świat i ludzi. Ja przedstawiam swój pogląd.
Dawniej liczył się honor, szacunek, ojczyzna. Ludzie mieli wartości.
Teraz słowa nic nie znaczą, szczerość to pojęcie obce, a zaufaniem się podciera tyłek.
Chodzi mi o to, że niektórzy ludzie są zaślepieni myśląc o innych poważniej: w kategorii prawdziwych przyjaciół, czy związku.
Wielu nie wymaga tego co ja, bo sami nie są w stanie tego zaoferować.
Dla mnie P&P, ST, NEGi i cały ten kram jest tylko narzędziem w podrywie/ flircie, który jest tylko zabawą, tak jak wyjście na dyskotekę, albo na kręgle.
Nic one nie znaczą w prawdziwym życiu, bo te opiera się na PRAWDZIE, SZCZEROŚCI. A wyżej wymienione to iluzja, wpajanie kobietą różnych rzeczy by je przelecieć. Gra, czy też jak to nazwałem- szambo.
Smutne jest to, że wielu ludzi żyje grą. Ich życie to fikcja. To tak jakbyś nie wiedział, że poza światem widzialnym w monitorze istnieje inny.
Jeśli wszyscy są w grze Ja nie mam z kim żyć.
Ja leję na te wszystkie techniki. Jeśli chcemy coś na poważnie to szczerość i prawda jest najlepszą i jedyną drogą.
Nie można zbudować związku/ przyjaźni na NLP, P&P czy udawaniu PUA.
Masz rację. Związek musi
sob., 2011-09-03 21:32 — SekalekMasz rację. Związek musi opierać się na prawdzie i szczerości. Ale to już trzeba rozgraniczyć, czy mówimy o podrywie, czy o prowadzeniu związku. Ja akurat prowadzę już dość długi związek i wiem o czym mówisz. Emocje często zaślepiają prawdę, jeśli się myśli świadomie, jest się wolnym.
Traktujemy podryw jako
sob., 2011-09-03 21:51 — SmuelTraktujemy podryw jako zabawę. Niejednokrotnie na jedną noc.
Dawniej dziadek mówił "jak kiedyś poderwałem waszą babkę". Podryw powinien służyć do poznawania kobiet i znalezienia tej właściwej. Zatem związek to wyższy stopień podrywu.
Zatem wspominając o ramach najlepiej już na etapie podrywu opierać wszystko na prawdzie i szczerości, by potem nie trzeba było na początkowym etapie związku zmieniać ramy z ramy zabawy sobą nawzajem i gry na wspomnianą szczerości i prawdy.
Tego nie trzeba rozgraniczać, to zlewa się w jedność.
Jednak masz rację. "podryw" w naszym mniemaniu jako społeczności trzeba rozgraniczyć od związku. Pod żadnym pozorem nie mieszajmy prawdy i szczerości z grą.
Napisałem blog w chwili słabości, wtedy wylewam emocje na "papier". Wrzuciłem, bo byłem ciekaw reakcji. Trudno do końca zrozumieć o co mi chodzi, bo moje myśli prawdopodobnie tylko ja mogę zrozumieć ale ty widzę wyłapałeś tę pozytywną stronę wpisu, zrozumiałeś o co mi chodzi, o prawdę i szczerość obcą wielu ludziom i nieobecną w dzisiejszym podrywie.
Hm, właśnie mam pewien temat. Dzięki.
Pozdrawiam i życzę udanego związku.
Zamiast odrzucać innych,
sob., 2011-09-03 20:24 — SemperFiZamiast odrzucać innych, rzekomo "gorszych" zainspiruj ich swoim działaniem i postawą. Sam staram się obracać w towarzystwie ludzi lepszych ode mnie, ponieważ daje mi to motywacje, przykład i siłę do dalszych działań, ale w żadnym wypadku nie kategoryzuje i dziś mogę powiedzieć, że jestem w stanie porozmawiać z każdym jak równy z równym a co więcej, jest to dla mnie przyjemność i doświadczenie. Nie popadaj w pychę. To, że zająłeś się samorozwojem nie czyni Cię automatycznie kimś lepszym od otoczenia. To tylko jedna z dróg. Pamiętaj, że człowiek inteligentny, z dystansem do siebie jest w stanie nauczyć się wiele choćby i od dresa.
Masz rację i dziękuję Ci za
sob., 2011-09-03 20:33 — SmuelMasz rację i dziękuję Ci za to co powiedziałeś.
Nie popadam w pychę, wiem, że też jestem kupą gówna.
Są ludzie lepsi pod wieloma względami.
Ja jednak czuję, że brak mi ludzi mojego pokroju.
Znam takich co to by inni powiedzieli, że są mojego pokroju.
Ale to tylko kwestia sposobu bycia, zainteresowań, inteligencji.
Mało kto stara się dążyć do wspomnianych przeze mnie kryteriów.
Niestety właśnie to co rzadkie cenię najbardziej. Tak bardzo cenię szczerość.
Wielu ludzi motywowałem i popychałem do samorozwoju i robię to. Tylko ty możesz im otworzyć drzwi, dać im kopa ale jak nie będą chcieli to nie wejdą w głąb i tylko zajrzą stojąc w progu. Czyiś intencji i postaw nie zmienisz.
,,Odór życia,,? No to ostro
sob., 2011-09-03 20:40 — Paradygmat,,Odór życia,,?
No to ostro poleciałeś w nastroje dekadenckie..
Wypie**l ten shit który trzymasz,bo go stosując zranisz siebie samego i bliskich...
Ludzi trzeba inspirować a szkoda,że tak postępuje niewielu ; )
Wymagania które przedstawiłeś mają się jak g**wno do samej idei uwodzenia ,tym bardziej prawdziwego życia w którym czlowiek może się spelniać i realizować.Dysocjuj się dalej a wyjdzie Ci to na dobre.. To ,,gówno,, o którym piszesz to zło i gniew, które trzeba w sobie spalać aby nas nie zalało..
"prawdziwego życia w którym
sob., 2011-09-03 21:08 — Smuel"prawdziwego życia w którym czlowiek może się spelniać i realizować." właśnie o prawdziwym życiu mowa.
"To ,,gówno,, o którym piszesz to zło i gniew, które trzeba w sobie spalać aby nas nie zalało.." i właśnie z tego staram się wydostać. Taki jest świat, a my musimy z tego wypłynąć, bo zwalczyć nie damy rady.
Nastrój bloga ponury, bo uświadomiłem sobie, że chcąc być lepszym dla innych nie ma po prostu dla kogo jeśli oczekujesz wzajemności.
"Wymagania które przedstawiłeś mają się jak g**wno do samej idei uwodzenia" Kolo, jaka idea uwodzenia? Jakie gówno?
to czego oczekuję od drugiej osoby to moja sprawa. Cenię swoje wartości, a jak Ty masz inne to nie pierdol, że moje są złe.
Zresztą po pierwsze uwodzenie to co innego niż podrywanie.
Po drugie to nawet jeśli te wartości by się nijak miały do idei uwodzenia, to one mają się mieć do życia.
Cenię szczerą krytykę i doceniam co mówicie, ale akurat kolega Paradygmat jest jeszcze gdzieś wewnątrz tej brei.
Jeśli już komentujesz to rób to z głową, bo pomimo, że koledzy wyżej zrozumieli blog i mieli dużo racji to z tobą się w ogóle nie zgodzę.
Serdecznie pozdrawiam i gdybyś chciał kontynuować dyskusję na co mam wątpliwą ochotę to zapraszam na PW.
Ufff, doczytałem do końca. I
sob., 2011-09-03 22:32 — Biały JeleńUfff, doczytałem do końca. I warto było.
"Lejcie na schematy" - sama prawda. Zanim coś zrobisz (np. właśnie powielisz schemat społeczny), to POMYŚL po co to robisz i czy Tobie to pasuje?
Przykłady:
1. Edukacja. Zobaczcie ile ludzi u nas studiuje? Po co? Żyją w pierdolonej iluzji, że studia są im potrzebne do szczęśćia i bez literek "Mgr" przed nazwiskiem będą mniej wartościowymi ludźmi i nie dadzą sobie rady. I jak to później wygląda? Kończą studia i robią kurwa w Tesco. I chodzą wkurwieni i pierdolą, że życie ich oszukało.
I żeby nikt mi nie pierdolił zaraz, że cisnę po studentach - sam studiuję. Jestem przeciw robieniu papierka, tylko dla papierka. Bo później masz papierek, który nadaje się tylko do podtarcia dupy.
2. Związki. Haha, to jest dopiero dramat. W sumie to tragikomedia raczej. Ludzie formalizują swoje związki, bo rodzice naciskają. Albo koleżanka już się hajtnęła, to ja też już muszę. Albo robią dzieci, bo starzy chcą już mieć wnuka.
Czy to nie jest kurwa pojebane??
Autora rozumiem i nie dziwie się, że wpis jest taki, a nie inny. Zresztą z bloga można wszystko wyczytać.
Smuel - czytałeś "Przebudzenie" A. de Mello?
Jeżeli nie, to gorąco polecam.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że spijemy kiedyś browara razem,
Biały
Zgadza się podszedłem do
ndz., 2011-09-04 09:32 — ParadygmatZgadza się podszedłem do tematu trochę za bardzo emocjonalnie.Racja każdy ma własne wartości którymi kieruje się w życiu. "Wszędzie ludzie, gówno, które w większości podąża w jednym kierunku" z tego zdania już sporo wynika..
Mistrzu świata zacznij szanować siebie i innych
OK PW.
Kolego przyznam się ,że
ndz., 2011-09-04 11:42 — NieZwykłyKolego przyznam się ,że doczytałem tylko do połowy..

Ale blog zapowiada się świetnie
Leci do ulubiunych skończe potem
Zajebioza. Szczerze, bardzo
ndz., 2011-09-04 19:19 — rzemykZajebioza. Szczerze, bardzo mi się podoba, przeczytałem wszyściutko.
Pochwalisz się, ile masz lat? Pytam tak z ciekawości, możesz napisać na PW.
Pozdrówka