Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O unieszczęśliwianiu siebie

Mam pewne spostrzeżenie, a nawet pewność, że w naszym kraju ludzie są mistrzami w unieszczęśliwianiu siebie. Wszędzie widzimy niezadowolone twarze, tak często wyziera z nas chamstwo i brak satysfkacji z życia. Nie dziwne więc, że młodzi chłopcy, którzy tu zaglądają, chcą być fajni, chcąc dobrze się bawić i być ponad tym wszystkim, być pozytywni. To świetna sprawa.

Ciężko jednak żyć w takim społeczeństwie i łatwo popaść w to samo. Zbyt dużo jest tego wokół, żeby nie było w stanie do Ciebie dotrzeć. Kiedy odwiedzam kraje Zachodu, dostaję niebagatelnego kopa i czuję się szczęśliwy. Kiedy wracam tutaj, stykam się z wiecznym marudzeniem, którego nie rozumiem. W końcu jednak, w poszukiwaniu własnego szczęścia, sam staję się marudą i przejmuję te cechy, których nie lubię. W planach mam wyjazd, za rok, zobaczymy, czy on coś w moim samopoczuciu zmieni.

Tymczasem teraz opowiem o tym, jak ja unieszczęśliwiam siebie. Zanim jednak to zrobię, podziękuję salubowi za komentarz do poprzedniego wpisu - dzięki, takich komentarzy, które pokazują ciekawy punkt widzenia i pewną wolność i swobodę, którą musimy sobie zostawić, chciałbym mieć więcej Smile.

W poprzednim wpisie opowiadałem o tym, jak to w momencie wejścia w związek zmienia się całe moje nastawienie, a zaczyna się problem. Problem, który jak się okazuje, jest nierozwiązywalny, a odbiera mi motywację, chęć do działania, życia, rozwoju. Taki sabotaż - nagle zaczynam myśleć, rozkminiać nie wiadomo co. Coś w stylu: "czy to jest na pewno ta dziewczyna", "Czy ja ja kocham?" i takie inne banialuki. Część rzeczy już się zmieniła, część odeszła, ale problem pozostaje ten sam - natłok myśli. Taki, który zmusza Cię do tego, by siedzieć i kwinić nad nim, żeby się go pozbyć. Błędne koło. Pewnie znacie historie, w których facet albo kobieta raz zostawiają, a po chwili wracają do partnera. Nie, nie mówię tu o 16-latkach, tylko o osobach dorosłych. To się wcale nie zdarza tak rzadko. Dodatkowo, znam dziewczynę, której facet również pochodził z domu alkoholickiego. Dziewczyna była trochę władcza i miała trochę w główce średnio, bo raz Cię lubiła a za chwilę nie (nie wiadomo, kiedy jej coś odpierdoli), więc jakoś za nią nie przepadałem, mimo że miała fajne cycki i nawet czasem miłą buźkę (haha, wygląda na to, że lubię laski za cycki i twarz Wink). Jej facet studiował w Warszawie, byli ze sobą ze 2 miechy, coś takiego. Po czym on zerwał i... zabrał swój tyłek z WWA, zrezygnował ze studiów i wrócił do siebie do domu... Bał się. To zresztą drugi przypadek, jaki znam, kiedy faceci mieli słabą psychikę, poddawali się i wracali. Nie zawsze chodziło o dziewczyny, czasem po prostu generalnie o życie.

Wspomniałem wcześniej o ludziach, którzy zrywają, by za chwilę chcieć wrócić, by potem mówić, że nie wiedzą, czego chcą, by potem znowu zerwać i wrócić - i tak dalej. Mam to samo. NIe zawsze, ale czasem tak. Już raz ze swoją dziewczyną zrywałem. Zatrzymała mnie, bo bardzo jej na mnie zależało. Odwalałem różne akcje, bo coś tam było mi źle. W sumie to czasem czuję, że też mam ochotę coś takiego zrobić. Odsunąć się od niej raptownie, powiedzieć coś niemiłego, w zasadzie to zasabotować to wszystko, zrobić sobie kuku, zrobić kuku jej. Próbowałem to rozwiązać, ale na razie mi nie idzie. Zapisałem się na coaching, robiłem hipnozę i inne szmery bajery, by w końcu okazało się, że tak naprawdę to szukam uwagi. Chcę zwracać na siebie uwagę, bo mi to zabrano w dzieciństwie, bo mało się mną interesowano w domu. Nie, nie piszę po to, by narzekać, ale po to, by po prostu o tym opowiedzieć, tak jak pisałem w moim pierwszym wpisie.

Z podrywem też jest związana jakaś uwaga - ile to razy można przeczytać we wpisach: "podszedłem do niej, zagadałem, odszedłem, potem patrzyła na mnie", itp. Zbieranie odznak zainteresowania, podbudowanie się, wyjście poza przeciętność, poza całą gamę nudnych kolesi. To wzmacnia, jest ciekawe i ekscytujące. Znam to i doskonale rozumiem Smile. Nie sugeruję, że wszyscy, którzy się zajmują podrywem, mieli mało uwagi, ale nawet sam Mistery pochodzi z takiej rodziny i o ile dobrze pamiętał to miał sporo problemów z byciem z kimś blisko.

Ja chyba jestem już taki, że lubię nad czymś pracować, lubię, jak coś jest procesem, jak do czegoś ma doprowadzić. Dlatego rozkminiam i może dlatego też czynię siebie nieszczęśliwym. Mając jednak w pamięci to, jak dużo szczęścia i uwagi, i pozytywnych emocji daje podryw, trudno jest być w związku. Mój coach mówi: znajdź rzeczy, które sprawią, że dostaniesz tę uwagę z powrotem, że otrzymasz ją bez tych dziwnych akcji, które robisz. Chyba powoli muszę zacząć zapełniać tę listę...

Ciekawi mnie, czy potrzeba "wybawienia się" to tak naprawdę potrzeba uwagi ze strony otoczenia? Czy to może tylko wzmacnianie swojego ego, przekonywanie się o swojej "zajebistości"? Coś, co pozwala zaistnieć w towarzystwie? Ciekawi mnie, czy ci chłopcy coś nadrabiają? I, jeśli tak, to czym to można zastąpić?

Pozdrawiam Was, a niedługo trochę więcej szczegółów o tym, co jest nieciekawego, a co chciałbym zmienić, a jeszcze do końca nie wiem jak. A dodatkowo - jak wyglądał mój rozwój, jakie nieudane projekty miałem i czego w relacji się boję i co powstrzymuje mnie przed byciem szczęśliwym i spełnionym.

Do następnego! Smile

Odpowiedzi

Portret użytkownika Hedoniz

Świetny wpis, śledzę od

Świetny wpis, śledzę od początku Twojego bloga i z każdego artykułu coś wyciągam, oby więcej takich przemyśleń Smile

Portret użytkownika farciarz

jak tak bardzo nie lubisz

jak tak bardzo nie lubisz Polski i Polakow to prosze bardzo, wyjezdzaj sobie kiedy chcesz, zegnamy, krzyzyk na droge

Portret użytkownika dzorcz

farciarz ten Twój komentarz

farciarz ten Twój komentarz to właśnie to o czym afireinside napisał. A wpis bardzo fajny, też mnie to wkurza, że dookoła jest tylu ludzi narzekających na wszystko i wiecznie marudzących.

Bo polacy zrzędzą i taka jest

Bo polacy zrzędzą i taka jest prawda,pod tym względem wychodzimy na prowadzenie w europie. Natomiast jeśli chodzi o wzięcie się do pracy i zrobienie czegoś ze swoim życiem, haa, to już inna bajka.

Portret użytkownika Chaninng

Oby do nastepnego lepszego ;D

Oby do nastepnego lepszego ;D pozdrawiam dobry wpis;D