Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O sobie. Zacząłem patrzeć i dostrzegać.

Portret użytkownika Nostradamus

W sumie powinienem był od tego zacząć, ale dziś postanowiłem coś o sobie napisać. Ma to związek z tym, że każdy dzień przynosi nowe wnioski, które sprawiają, że czuję się bardziej wartościowy w oczach kobiet. Zaraz wytłumaczę dlaczego zaczęło się to dziać tak późno. Ale od początku.

Wielu chłopaków zaczyna swoje wpisy tym, że byli chowani pod kloszem mamusi/tatusia/obojga rodziców. Ze mną nie było inaczej, ba! moja mama dalej jest nadopiekuńcza i mimo, że już drugi rok mieszkam i studiuję poza rodzinnym miastem, to podejście dalej daje o sobie znać. Cóż taka jest jej natura. Nie zwalam na rodziców winy absolutnej za to, jak do niedawna podchodziłem do kobiet, ale napchali mi łeb iluzjami najgorszego rodzaju, jakiego można sobie wyobrazić. Najgorsza z nich to chyba ta, że kobiety są delikatniejsze psychicznie i łatwo je urazić, a jak już ją urazisz, to nie będzie odwrotu. Takiego wała! Dlaczego? Bo jak wynika  z tego, co zaobserwowałem i co notorycznie pojawia się we wpisach czy to na blogach, czy na forum, kobiety owszem, lubią być adorowane, ale adorowane z polotem, a nie poprzez robienie z siebie cipy, pantoflarza i pieska na każde zawołanie! To, że rzucisz nega, odpowiesz ciętą ripostą, wcale nie sprawi, że kobieta poczuje się dotknięta do żywego, odwróci się od Ciebie i nie będzie chciała na Ciebie spojrzeć, a wręcz przeciwnie, zainteresuje się Tobą i kto wie, może dojdzie nawet do dłuższej relacji czy związku.
Żyjąc tą iluzją, wcielałem ją w życie. Co zyskałem? Wiele "koleżanek", którym w danej chwili byłem potrzebny. Bo Nostradamus raz, drugi, czy piąty napisał zadanie z angielskiego, ale jak już chciał się umówić na głupią kawę sam na sam to wała! Komplementował ubiór, zachowanie, ale zyskał wielkiego włochatego (sami sobie odpowiedzcie co), bo robił to tak nieudolnie, że aż żal dupę ściskał.
Owszem, byłem przez jakiś czas w związku z dziewczyną, na początku było ok, ale potem przerodziło się to w relację miałką jak gówno pod butem. Zerwaliśmy ze sobą, ale nawet nie cierpiałem przez to za bardzo, a skoro ja odczułem, że coś jest nie tak, to ona musiała mieć tego serdecznie dosyć.
Chciałbym jednak na chwilę powrócić do wątku z kloszem, bo nie było tak, że siedziałem pod nim do momentu odkrycia tej strony. Opamiętałem się jakoś na początku gimnazjum, a to za sprawą prostej przyczyny, że kumple po szkole szli na boisko, a ja musiałem wracać do domu. Powiedziałem sobie wtedy, że tak nie będzie, bo czemu niby JA mam nie iść grać w piłkę, biegać po skałkach, skoro to JA mam lepsze oceny i lepiej na mnie patrzą. Zdałem sobie sprawę z tego, że w domu tak naprawdę niewiele czasu poświęcałem na naukę, za to słuszną jego większość pochłaniał komputer. Jeżeli dodać do tego, że w podstawówce było podobnie, to już pewnie wyobrażacie sobie za jakiego nerda i ciotę byłem uważany. Tak więc wszcząłem bunt. Zacząłem chodzić z chłopakami na wagary, podpalać papierosy, pić piwka, ale o dziwo moje oceny na tym nie ucierpiały. Zmieniłem towarzystwo, zadawałem się z ludźmi bardziej wygadanymi, pewnymi siebie. I to pewnie dlatego sam stałem się taki jak oni. Już nie bałem się walczyć o swoje i być stanowczy. Z klasowej cipy, stałem się jednym z przywódców stada. Potrafiłem domagać się czegoś, jednocześnie nie będąc nachalnym. Zacząłem dorastać.
Opisana wcześniej sytuacja miała miejsce w czasach liceum. Chyba nie muszę dodawać, że to wtedy młodzieńczy bunt przybrał na sile, a w wieku 17 lat był w rozkwicie. Zacząłem nałogowo palić,często imprezowałem, ale liceum przeszedłem z buta i z podniesioną głową, dostałem się na dobre studia(gdzieś chyba pisałem, że na medycynę).

Moja decyzja o zmianie siebie w relacjach z kobietami miała miejsce stosunkowo niedawno. Bo trzeba Wam wiedzieć, że byłem w kilku związkach, ale każdy kończył się tak, jak ten opisany na początku. Dodam, że ta decyzja nie była łatwa- miałem poczucie wartości zbudowane na doświadczeniu, więc skorzystanie z tej strony było formą samokrytyki(jak się później okazało bardzo ostrej), więc gdzieś tam na pewno godziło w moją dumę.
Zacząłem oczywiście od lekcji Gracjana, czyli tak jak się powinno. Przeczytałem pierwsze 2- i zamknąłem stronę w cholerę. Czułem się, jakby ktoś obserwował mnie z boku, notował każdy mój błąd, a później zebrał to wszystko do kupy i skrzętnie, bezlitośnie opisał. Dało mi to do myślenia, przeczytałem wszystkie lekcje i nagle przejrzałem na oczy. Przypomniał mi się każdy błąd, każda porażka, jakiej zaznałem w relacjach z kobietami, ale przede wszystkim dostałem solidnego kopa w dupę i motywację do działania. Teraz wiem, że mogę być pewny siebie, gdy rozmawiam z kobietami, mam świadomość, że nie są zrobione z gorącego żelaza i mogę ich dotykać nie tylko w intymnych sytuacjach, ale zawsze, gdy mam na to ochotę. Zaczynam dostrzegać znaki.
Słowem, zmieniam się na lepsze. Patrząc z perspektywy tego, jaki byłem mam świadomość, że osiągnąłem dużo, ale wiem też, że dzięki pracy nad sobą mogę osiągnąć jeszcze więcej. House kiedyś powiedział "pracuj mądrze, a nie ciężko". I miał rację, bo praca nad sobą poprzez trening podrywania jest nie tylko przyjemna, ale też jest najlepszym sposobem w dążeniu do każdego celu, jaki sobie obierzesz.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Masti234

Super opisana Twoja zmiana ,

Super opisana Twoja zmiana , pozytywna zmiana, Smile
pozdrawiam

ja miałem tak jak ty w

ja miałem tak jak ty w podstawówce byłem pod kloszem i w gimnazjum tez na początku sie zbuntowałem chodziłem na wagary zmieniłem towazystwo i wogóle i tak jak u ciebie moje oceny nie uległy zmianie i teraz jestem w liceum i załuje ze straciłem tyle czasu na granie na kompie przy którym spędzałem wiecej czasu niż na inne zeczy teraz wiecej czasu spedzamz kumplami i ostatnio tez interesuje sie podrywaniem dziewczyn.pozdroo

Portret użytkownika chchiyan

Teraz patrząc na podobne

Teraz patrząc na podobne artykuły, których coraz więcej na stronie, zaczynam zauważać, że to nie odosobnione przypadki, a raczej wpływ społeczeństwa. Dobrze, że ludzie wyrywają się z takiego stanu, przykładem jestem choćby ja, miałem IDENTYCZNY problem co Nostradamus, życzę dalszych sukcesów.

Pozdrowionka