Hej, jestem tu nowy, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Chodzi o to, że tak jak większość facetów, nie wiedziałem dotychczas, o co chodzi.
Żeby nie pisać w próżni, parę słów o sobie: mam 29 lat, jestem po rozwodzie i ciężkim zerwaniu z dziewczyną (w przeciągu pół roku takie dwie małe katastrofy).
Od któregoś momentu życia zacząłem bać się płci przeciwnej. Teraz uświadamiam sobie, że nigdy nie miałem koleżanek. Bałem się, bo mnie fascynowały, a fascynacja ta została zrepresjonowana przez bliskich mi dorosłych jako niestosowna, wiążąca się z czymś zakazanym. W okresie dojrzewania zupełnie odjechałem w onanizm, a mój pierwszy raz miał miejsce w burdelu. Nadmieniam, że mam spory temperament i ciężko go czasem opanować.
Jak widać, nieciekawe dokonania, ale to jeszcze nie wszystko - przez okres dobrych kilku lat uprawiałem ekshibicjonizm w różnych odludnych miejscach. Straszyłem dziewczyny, nie umiałem inaczej. I teraz jak podchodzę do kobiety, to wraca tamten sposób postępowania, czuję się jakbym robił coś złego i cholernie trudno mi się pozbierać.
Co do małżeństwa - żonę kochałem(to ona mnie poderwała;)), ale to nie wystarczyło na tzw. całe życie. Mit wiecznej miłości znalazł dobrego wyznawcę, jednak w końcu uświadomiłem sobie, co jest nie tak - pociągały mnie inne kobiety, a próbowałem się oszukać, że jest inaczej, że dam radę to opanować. Nie dałem oczywiście i odszedłem od żony. Próbowałem podrywać, ale bez ładu i składu - w końcu jednak poderwałem wspaniałą dziewczynę i... zakochałem się. Wiedziałem już jednak, że miłość nie trwa wiecznie i powiedziałem jej, że to musi się kiedyś skończyć. Nie pozostało jej nic innego, jak zostawić mnie po kilku dniach. Czułem, że dziewczyna była na progu zakochania i nie pozwoliłem jej na to, bałem się, że będzie jak z żoną. Spadłem na ryj, podłamałem się mocno.
No i teraz jestem w dupie. Próbuję od zera, kurewsko trudno jest zdawać sobie sprawę z własnych błędów i przezwyciężać to, co zbiera się w głowie przez lata. Nabyłem chujowych przyzwyczajeń - jestem stałym konsumentem pornoli i jaraczem marihuany. Nie przerobiłem jeszcze podstawowych lekcji, szybko się zniechęcam, ale próbuję.
Ogólnie największy problem mam z tym, o czym gadać;)
Mam nadzieję, że komuś przyda się ten psychoanalityczny trochę wypływ świadomości.
Odpowiedzi
Każda porazka jest lekcją
czw., 2010-07-01 08:45 — gregoryb1Każda porazka jest lekcją zycia.
Jesli tylko wyciagniesz z niej wnioski to podniesesz sie z kolan i ruszysz do przodu.
Postaw sobie cele i je realizuj - i nie ma opcji ze boli , ze jutro.
A jesli chodzi o rozmowe to tak jak pisze Hoon , jest masa tematów
Ja zawsze wsuchiwałem sie o czym mowi najchetniej a pozniej rozmawialem na ten teamt i pokrewnyi z tego na nastepny poiązany. Jesli sie na czyms nie znam to mowie prosto ze nie jest to moj najsilnejszy temat , slucham zadaje pytania , poprostu tak zeby czuła ze sie interesuje.I nie staram sie na siłe udowodnic ze wiem wszystko.
Dzięki, dosyć się obawiałem
czw., 2010-07-01 14:57 — reweDzięki, dosyć się obawiałem reakcji, ale widać że ludzie kumają te problemy:)
Dokładnie... Tak jak piszą
czw., 2010-07-01 15:25 — BarTDokładnie... Tak jak piszą wyżej ;D Ja ostatnio się przekonałem ile można zdziałać samym patrzeniem, ale o tym jeszcze później napiszę bloga...
rewe. A jak Ty to zrobiłeś,
pt., 2010-07-02 07:03 — Przemorewe. A jak Ty to zrobiłeś, że dwie panny się w Tobie zakochały (czy tam prawie zakochały) skoro byłeś pieskiem i nudziarzem? Musiałeś zrobić coś, żeby je do siebie przyciągnąć. Mówię to nie tylko dlatego, że tego nie rozumiem, ale też dlatego, że może powienieś znaleźć tą magnetyczną cechę w sobie i ją rozwijać. Takie moje zdanie. Czekam na odp. Co prawda nie wiem jakiego pokroju były te panny. Może mocno pasztetowe desperatki a może jednak atrakcyjne. Oceń je jakoś we własnej skali HB. Pozdro.
Jeśli o to chodzi, to słyszę
pt., 2010-07-02 15:37 — reweJeśli o to chodzi, to słyszę i wiem, że jestem atrakcyjny (aparycja) i niegłupi. Mam wszystko, co trzeba, jedynie wprawy mi brak. A kobiety wybieram te, które mi się podobają, nie lecę na wszystko, to już nie te czasy. Intuicyjnie stosowałem metodę podchodzenia do najpiękniejszych, tyle że robię kupę błędów, bo brak mi narzędzi takich, jak ta zbawienna stronka:)
Panny w mojej prywatnej skali były na najwyższym pułapie. Nie rozpisuje się o tych, które były 'przygodnie' - z tego nie ma satysfakcji. Pzdr.
No teraz pojawiają się nowe
pon., 2010-07-05 06:11 — PrzemoNo teraz pojawiają się nowe fakty, co znacząco zmienia obraz tego co napisałeś. A dużo było tych przygodnie? I wbrew pozorom istotne pytanie czy te 'przygody' to były raczej zdystansowane randki czy tak konkretnie domknięte pocałunkiem bądź łóżkowo? Nie oczekuję oczywiście konkretnej liczby jeśli ich było dobre kilkadziesiąt. Po prostu próbuję Cię usystematyzować w pewnej grupie, sam się czegoś nauczę i może Tobie doradzę, bo chyba wiem o co chodzi
Nie, przygód było mało,
pon., 2010-07-05 14:51 — reweNie, przygód było mało, możesz to wrzucić do worka 'kilka' z tych, które zakończyły się łóżkiem. Ogólnie to słaby ze mnie randkowicz, często powtarzam, że w tym względzie nie wyszedłem z nastolęctwa i chcę nadgonić 'stracone lata'.