
Oto druga część ważnego dla mnie blogu.
Tym razem opowiem historię panny G.
Na przykładzie tej dziewczyny bardzo widocznie zauważam swoje postępy.
Wyda się długie, ale ja robię dużo odstępów i często przechodzę do nowej linijki więc się szybko czyta. Ale i tak jest długie… bo to długa historia, niemal 3 lata znajomości i wyrwać nawet momenty z tego to i tak wychodzi długo…
Ale to ważne dla mnie- wiele się nauczyłem na tej dziewczynie, zwłaszcza jeśli chodzi o ramowanie…
Wnioski też wyciągnąłem i mam nadzieję, że czyta się ciekawie tą historię. Nie piszę z myślą o zaciekawieniu was, tylko gołe fakty, nie będzie emocjonująco…
Ale może i wy dostrzeżecie jakieś wnioski poza tymi moimi i czegoś was nauczy ta historia…
Cierpliwości mnie nauczyła
Więc cierpliwie czytajcie. Nadrabiam straty na blogu, potem już będą krótkie wpisy. Może i mógłbym to podzielić ( i tak podzieliłem na 2) ale co by to zmieniło?
Dodam że większość z tego mam zapisane w dzienniku, w którym też nadrabiałem straty… wiecie jakie to męczące pisać tyle ręcznie? Szacunku i weźcie chodziarz to przeczytajcie 
Bez tego moje przemyślenia i kolejne wpisy nie będą miły większego sensu.
Poza powyższymi argumentami po prostu: Proszę was, bo to dla mnie ważne.
Do rzeczy:
Znam się z dziewczyną ponad 2 lata. Jesteśmy w tej samej klasie. Od początku się dobrze dogadywaliśmy.
Zaprzyjaźniliśmy się… mam co do tego mieszane zdanie. Są plusy i minusy.
Minął rok/ półtora znajomości. Zbliżały się ferie. Coś zaiskrzyło.
Najnormalniej w świecie się zakochałem.
Nie pamiętam co wtedy robiłem, jakie środki podejmowałem, ale wiem, że cierpliwości mi brakowało.
Ferie tuż, tuż. Przez 2 tygodnie nie będziemy się widzieć- straszne się to wydawało.
Jeszcze jedna rzecz zadecydowała o moim kroku. Ona była trochę niedostępna. Trudno było się z nią umówić, bo miała dziwne myślenie:
Spotykała się z koleżankami, przyjaciółkami, ale co do chłopaków to… małe rzeczy miały dla niej wielkie znaczenie. Przypuszczam, że dla każdej innej dziewczyny seks mniej znaczy niż dla niej pocałunek.
To, że się z kimś umawiała znaczyłoby w jej języku, że może z nim być… więcej- przyjacielskie spotkanie wzięła by za randkę gdyby było z chłopakiem. Dlatego z chłopakami rzadko było Ja widać.
Chore- wiem.
Ja jak to zakochany (czyli zauroczony- nie mylić z kochaniem kogoś) byłem od niej uzależniony. Stwierdziłem, że nie będę się pierdolić i wypaliłem. Stwierdziłem, że jesteśmy blisko i możemy być bliżej. Wprost jej powiedziałem, że się zakochałem. Ona znała zasadniczą różnicę pomiędzy kochaniem a zakochaniem/ zauroczeniem. Rozumiała o co mi chodzi.
Nieraz mówiliśmy sobie przy jakiejś okazji, że się kochamy- jako przyjaciele. Ona niejednokrotnie mówiła mi jak to mnie najbardziej lubi, jaki jestem super itp.
Ale dała mi kosza: „Kocham Cię ale jak przyjaciela. Nie potrafię z tobą być. Uwierz mi- nie potrafię”
Nic dziwnego- frajer nie dał jej emocji. Byłem przyjaciółką z fiutkiem.
Jakoś wtedy to odbiłem, pomimo, że nie miałem pojęcia o tym wielkiego:
„Spoko … to tylko zakochanie. Wiesz jakie to głupie uczucie, ja tylko chcę je złamać. Odkochać się. Dlatego prosiłbym Cię tylko byś mi w tym pomogła. Na chwilę mnie zostawiła”
Nie udało się to od razu odkręciłem sytuację i naprawdę chciałem się odkochać, bo wiedziałem, że dalsze działania nie mają sensu.
Ale ona mi nie pomagała. Pisała, a jak przerwa (ferie) przedłużyła się o moją chorobę to pisała mi, że tęskni i że mnie kocha… na młody niedojrzały i nieodporny na emocje umysł to działało jak cholera.
Ale czas goi rany…
Zbliżały się wakacje:
Był może maj jak już troszkę wczytałem się w podrywaj.org- to mi pomogło się odkochać, bo zobaczyłem jakie wredne gierki prowadzi i jakiego frajera ze mnie robi.
O dziwo nie prosiła mnie o nic. Nie biegałem, nie pieskowałem. Robił bym to, ale nie chciała. Była w miarę porządku wobec mnie. Względnie- porównując do innych co to robią sobie piesków..
Pewnego dnia powtórzyłem, że musi trochę sfolgować z rozmowami ze mną i miłymi słówkami, bo to mi nie pomaga i cierpię.
Postarała się. Moje zakochanie ustępowało.
Dopadłem nagrania z NLS- to mi rozjaśniło umysł.
Nie wiem co wtedy robiłem, co stosowałem, ale pamiętam jedno:
Pewność siebie!
Szok… troszkę się zmieniło jej nastawienie do mnie.
Nieświadomie stosowałem chłodnik- postanowiłem mieć na nią wyjebane.
Któregoś dnia nastąpił ten przełom gdy nie wytrzymała chłodnika i zaczęła.
Siedziałem dumnie na ławeczce na Sali gimnastycznej. Z uśmiechem, pewnością siebie i mocą wyjebania spoglądałem na grających kolegów.
Podeszła panna G z koleżanką M. Usiadły po mojej prawej stronie. Pomiędzy mną a G siedziała M.
Coś tam gadaliśmy- nie pamiętam co. W pewnym momencie G wstała i powiedziała do M by się przesunęła, bo ona chce siedzieć obok mnie.
Niewiele pamiętam. Utknęły mi tylko cztery momenty z tego dnia i piąty- właśnie to co wyżej napisałem.
Drugi:
Rozmawiamy i coś przekląłem, a ja bardzo rzadko używam, a wtedy prawie w ogóle nie używałem wulgaryzmów- zwłaszcza przy kobietach.
M: Smuel pierwszy raz słyszę jak przeklinasz.
G zdziwiła się, zaśmiała, bo przy niej sobie pozwalam jak przy kumplach: To ty chyba w ogóle nie znasz Smuela.
M: No nie.
G: Żałuj, On jest taki zajebisty.
Ten tekst pamiętam jak dziś, potem jeszcze M próbowała ode mnie wyciągnąć numer (gg jak się domyślam, bo telefonu pewnie już od kogoś z klasy miała.. tak to już jest):
Ja: a wiesz… u mnie słaby zasięg jest i SMSy nie dochodzą, już nie mówiąc o połączeniach (udałem, że chodzi o telefon, bo na gg nie miałem wymówki- każdą by pewnie G spaliła)
G: a moje dochodzą.
Popatrzyłem się na nią znacząco
G: aha, no tak, to tylko te niektóre, wybrane dochodzą… i szybka zmiana tematu z jej strony- zrozumiała, że nie mam ochoty by mnie na gg nachodziła M… brrr.
Trzeci moment, który pamiętam. Teraz to się często powtarza.
Ja jestem bardzo wysportowany. Mam silne ręce- ostatnio nauczyciel WFu nie chciał wierzyć, że w ogóle na siłowni nie ćwiczę… ale fere run, PK, skakanie na rowerach i to że lubię na drążku akrobacje porobić naturalnie bardzo ładne mięśnie mi wyrobiło.
„Patrz jakie tu Smuel ma fajne” powiedziała G ściskając mnie za bicepsa- to było pierwszy, a teraz to się cholernie często powtarza, Ona tak to lubi i taką ma wtedy radość oczach, że mnie maca…
Wszyscy chcą mnie macać, och jaki jestem zajebisty 
Postaram się opanować humor, ale chyba dobrze jest żartować z przeszłości? Zwłaszcza tej której nie chcemy wspominać.
Więc przykre wspomnienia obracajcie w żart- śmiejcie się, śmiech goi rany.
Czwarty: To jak w pewnym momencie rozmowy przeskakiwała mi z oka na oko…
Zwróciłem na to uwagą, ale nie wiedziałem co robić… na Sali dwie klasy, a ona jeszcze nie dawno mi dała kosza… to była trudna jak na tamte czasu sytuacja.
Pięć: Minąłem się na schodach z kumplem, przywiałem się z nim… szła ze mną, za mną.. trudno to określić G.
Potem kumpel mnie zapytał czy to z G szedłem.
-skąd wiesz?
- widziałem jak na ciebie patrzyła
Miałem mętlik. Robiła co innego, mówiła co innego.
Push and pull z jej strony. Idealny.
Koniec roku.
Przefarbowała włosy na rudo. Coś tam powiedziałem, że chciałbym to zobaczyć, a ona pod tym pretekstem zaproponowała spotkanie… szok!
Ale dla mnie to było JUŻ przyjacielskie spotkanie.
Ona myślała inaczej. W pewnym momencie wydało się, a przecież wszystko było czarno na białym!
To miało być przyjacielskie spotkanie. Uzgodniliśmy, że już nic między nami nie będzie. Nie pamiętam czy to przypadkiem już wtedy powiedziała, że jestem dla niej jak bart po czym niejednokrotnie nazywała mnie „brat” i zwracała się tak do mnie, a ja też to robiłem, bo to pokazywało, że zmieniłem myślenie.
Wydało się. Jak?
Szliśmy jakimiś obrzeżami miasta. Pytam dlaczego lubi takie odludnie miejsca, ona, że po prostu nie lubi jak mija znajomych i musi z każdym się przywitać…
Akurat! Dzień wcześniej widziałem ją w parku z jej najlepszą przyjaciółką.
Podejrzane mi się to wydało.
Potem zeszliśmy na temat jednego ziomka z klasy, co chodzi z też z naszej klasy panną Ch i ona mówi coś w stylu: „Nie mogę jak widzę Ch z tym jej chudym chłopakiem”
- co?
- no z R
- to ona z nim chodzi, nie wiedziałem
- jaki to idiota i obgadywacz. Do wszystkiego się czepia. Jakby nas tak teraz zobaczył razem to by było zaraz „O, G chodzi z Smuelem”
O ile wcześniej miałem plany i chciałem ją trochę zabajerować i wydostać się z ramy tak tym mnie zbiła… pierdolę, za szybko zmienia zdanie, nie da mi się pobawić w przeramowanie.- trochę żartuję, ale po prostu byłem w szoku.
Wakacje minęły prawie bez kontakty. Przez 2 miesiące tylko dwa razy pisaliśmy ze sobą.
Teraz małe sprostowanie co do jej „zaginięcia” dla Italiano.
Nie wiem co mi w tedy odbiło… rozmawialiśmy kilka dni wcześniej… coś mi się odezwały jeszcze nie ugaszone uczucia. Zagrała mi na emocjach i potem bach. Nie ma jej.
A na gg była przynajmniej 12h na dobę. Miała w telefonie, więc jak była pod telefonem to i pod gg.
GGhiliczka 
A tu 2 tygodnie cicho… odstępstwo od normy= zmartwiony frajer.
Napisałem jednego SMS, czy żyje… na szczęście niezbyt poważnie.
Odezwała się dopiero tydzień później na gg… jak wróciła z zjazdu harcerzy w Krakowie.
Jak się odezwała? Pochwalić się, że ma chłopaka.
Dowiedziałem się, że właśnie tam go poznała i gościu mieszka na drugim końcu Polski.
Powodzenia powiedziałem ze śmiechem i bardziej szyderczo, że daje im 2 tygodnie…
Nie myliłem się.
Rok szkolny się zaczął. Nie widziała mnie 2 miesiące, a ja miałem trochę przygód, sporo się nauczyłem. Zwłaszcza ostatnie tygodnie wakacji dały mi do myślenia i wyciągnąłem wnioski.
Teraz byłem już na dobrej drodze. Miałem wyjebane, emanowałem pewnością siebie.
Od razu się zainteresowała. I jeszcze jedna dziewczyna z klasy zaczęła na mnie lecieć.
A tak przy okazji krótką historyjkę opowiem.
Ostatnio byliśmy na takim „ognisku”- wycieczka integracyjna.
Ja gadam z kolegą, jestem sobą- jestem zajebisty. Z 30 metrów od nas huśtała się A- ładna sympatyczna dziewczyna, ale nie za bardzo w moim typie. Nie ma raczej problemów z brakiem zainteresowania mężczyzn.. zresztą nie zastanawiałem się nad nią.
kolega: szkoda, że nie widziałeś, jak się A na ciebie popatrzyła
Ja: jak?
Kolego (w ogóle nie zna naszych technik, ale głupi nie jest): no… tak… z takim pożądaniem w oczach.
Spoko, zdziwiłem się, ale nie zastanawiałem się nad tym. Może po prostu chciała sobie popatrzeć na mnie, w końcu taki Alpha 
Wracając do G to było trochę zainteresowania z jej strony. Gadka bym z nią siedział na angielskim
- siedzę z K (Kuba) ale jak się wpiedolisz do mojej ławki to cię nie wyrzucę.
Przed następną lekcją Angielskiego znacząco zerkała na mnie… nie usiadła, ja za nią biegać nie będę.
Z jej strony foch… może z 2 dni.
I teraz ważne dla mnie odkrycie- awans?
Nigdy, ale to nigdy nie robiła mi żadnych ST… przynajmniej nie przyłapałem jej na tym, ale przypuszczam, że po prostu tego nie było.
Pierw prośby:
Miałem w teczce 2 kartki (plastyka) Ona z przyjaciółką (nazwijmy ją Ż) siedziała za nami…
Ż zapytała czy mam kartkę- dałem jej. G poprosiła o to samo:
- sorry, ale jedna mi została- uśmiech i wracam do swojego zajęcia.
Potem na informatyce wołała mnie z drugiego końca Sali czy się zaloguję, bo ona nie umie. Ja się uśmiechnąłem i pokręciłem głową. Nie będę pieskował, kolo który siedział obok niej mógł 
Potem ST:
Pisała na gg, witała się po czym przechodziła do takich tematów by mnie się czepiać.
Zgasiłem ją mówiąc, że nie będę tak rozmawiał, powiedziałem dobranoc i poszedłem spać.
Na drugi dzień to samo. Zjebałem ją i powiedziałem, że jak tak robi to nie rozmawiam z nią- dalej byłem dostępny, ale się odwaliła.
Spokój, posłuchała, żadnych więcej ST- te które już zaserwowała odbiłem oczywiście.
Hmm… było spokojnie przez jakieś 3 tygodnie- ona się nie odzywa to ja chłodnik- lustro 
Co mogę zauważyć to to, że kiedyś (jak byłem frajerem) ja do nie pierwszy pisałem, ona pisała kiedy chciała, narzucała temat mówiła o czym chce.
Albo co lepiej pisała „cześć” i zawsze ja rozkręcałem rozmowę. Czułą się tak komfortowo, że mogła nie odpisywać przez pół godziny, a ja czekałem jak idiota.
Teraz to się zmieniło.. ja w ogóle nie piszę, Ona też ma inne podejście (w ogóle to dawniej było tak, że w szkole mało gadaliśmy, a dużo przez gg… teraz na odwrót- przez gg prawie wcale… świetnie!).
Jak już zaczynam rozmowę to zawsze padam ze śmiechu… już nie wie jak się witać! Nie chce być nudna, wmyśla setki nowych powitań, odpisuje od razu, jak nie pisałem przez 5 minut to pytała czy oś pisałem, bo jej czasem nie dochodzi, a jak znika na chwilę to mówi… nie pozwoliła by sobie na pół godzinne milczenie.
Wiadomo- z nową kobietą tak musi być, ale ja ją znam od lat i byłem w ramie, z której wyjść to nie tak łatwo jak zawrzeć nową znajomość…
Ale im więcej trudu tym więcej nauki płynie z tego.
Chłodnik trwa, w pewnym momencie finisz i Ona zaczyna 
A ja na spokojnie, wręcz dalej chłodnik…
Dobrze wszystko pamiętam, bo to zeszły tydzień. Trzy dni- trzy skoki na przód.
Wspominałem już, że kiedyś w ogóle nie było kina między nami?
No to pierwszy skok- ten wtorek:
Przełamała chłodnik, skończyła z tą grą pierwsza- wygrałem 
Jak? A więc mamy ostatnią lekcję- angielski, a w zasadzie już przerwę przed angielskim:
Siedzę rozwalony na parapecie (takie niskie mamy w szkole), gadam z koleżankami, podbija G.
Jakiś neg poleciał w jej stronę (wszystko spontan, nie myślę nad tym), P&P… ale gadam z koleżankami, a na nią niewielką uwagę zwracam.
Coś tam powiedziała… wiecie co lubię jej robić? Nie odpowiadać, ale patrzeć głęboko w lewe oko. Tak ot, albo coś ja mówię, albo ona, albo w ogóle jak patrzy w moja stronę to ja z tym szarmanckim uśmieszkiem- rumieni się wtedy i po tym zamyśla na chwilę.
Wbijamy do klasy (nauczycielki jeszcze nie ma)
G: Smuel, mogę siedzieć z tobą?
Orientuję się, że kolega, z którym siedzę siądzie z innym, który siedzi sam i mówię ok.
G pakuje się do ostatniej ławki (a było może 8 osób na tej lekcji- mamy na grupy, a jeszcze połowa naszej ma w tym czasie kółko chemiczne i są zwalniani).
Ja kładę plecak na stół, kolega zrzuca jej plecak i siada: „ja siedzę z Smuelem”- no nie, chyba nie będą się o mnie kłócić?
Ona się położyła na ławce i mówi, że nie odda tego miejsca… wygłupy 
Zrzucili ją, nie wiem kiedy, ale przyłączyły się do tego dziewczyny.
Ja się położyłem i mówię: mnie to nie zrzucicie… no faktycznie złączyłem ręce pod stołem i byłem nie do oderwania.
Przewrócili ławkę.. czy wspominałem, że ja na niej leżałem?
I tu akcja, która mnie zaskakuje:
G stoi, tupie nóżkami (wygłupia się, udaje że ryczy jak mała dziewczynka) i już normalnym głosem mówi: Kuba, ja chcę siedzieć z Smuelem.
I nie wiem skąd jej to wpadło do głowy, ale jak z kosmosu padają słowa jednej koleżanki „Przytul się do Smuela to was nie rozdzielą” czy coś takiego…. No WTF kurwa?
To jest pytanie do was. Czy rozumiecie o co chodzi? Skąd takie codo cholery?
A co ciekawe G odpowiada „No co ty, nie będę się przytulała do brata”.. nie zwróciłem na to uwagi, nie zagrałem czyli nie przegrałem… olałem tego dziwnego ST, którego nie rozumiem. Kolo znowu się wjebał do ławki.
Ja: Kuba idź do Damiana, bo sam siedzi, a dziewczyna się tutaj zaraz popłacze.
Podniosłem gościa razem z krzesłem. Laski przed nami zaniemówiły, bo gość jest ładnie mówiąc przy kości. I go przepchnąć to sztuka.
Wyjebałem go, usiadłem jak gdyby nigdy nic, on próbuje mnie zrzucić (no to z kim w końcu chce siedzieć? Hehe, rozumiecie, takie szczeniackie wygłupy… wygłupy. Była masa śmiechu, miło, bo lubię się śmiać.. humory wszystkim się poprawiły i ciśnienie podniosło, bo już zmęczeni byliśmy) i wbija nauczycielka.
„Co tu się dzieje? Panowie proszę do pierwszej ławki”
Nim się obejrzałem G znalazła się tam i od razu woła, że „tu siedzimy”…
Trochę się powygłupialiśmy, dobrze się z nią „pracuje”…
Może wam to się wydaje głupie, ale ja widziałem, że ona całą sobą okazuje zainteresowanie.
W środę był krótki kontakt, ale lepszy.
Po prostu kryjąc się za mną przed jednym gościem objęła moją rękę, wtuliła się we mnie i nie chciała puścić… a ostatnio mówiła co innego.
A ja normalnie gadałem z kolegą nie zwracając na nią uwagi.
Staliśmy w grupie, na wzmiankę, że zbieram kasę, bo w piątek rozdajemy kwiatki nauczycielom z okazji czwartkowego święta (wolny dzień) G powiedziała, że nie ma, ale może mi oddać swoje zajebiste podkolanówki…
Piątek to moim zdaniem już przełamanie kompletne.
Kupiłem kwiatki- róże. Stoimy na korytarzu (pierwsza fizyka, na drugiej lekcji- matmie chciałem nas zwolnić)…
K (Kuba) miał mi pomóc i jeszcze postanowiłem wziąć dwie kobiety. Wiedziałem kogo chcę.
G i Ch (też fajna laska, ale z tym gościem chodzi, a zresztą mnie nie kręci- wspominałem) stały za nami G nawijała coś o jakimś chłopaku. Ch co chwilę zwracała moją uwagę, wymuszała bym się odwrócił, po czym G wracała o tematu… zdecydowanie chciała bym ego słuchał- chciała wywołać we mnie zazdrość…
pfff… przecież ja mam wyjebane.
Nauczycielka: Gadka szmatka, po złożeniu życzeń.
Ja: No i chcielibyśmy panią prosić by się pani nie gniewała że teraz pójdziemy te kwiatki rozdać (tak, nie proszę o zezwolenie, tylko by się nie gniewała)
Na: Aha i ten kwiatek to dlatego?
Ja z uśmiechem: Tak, to jest próba przekupstwa
Na: I myślicie, że wam się uda?
Ja: Szczerze wierzymy w panią (odkręciłem sytuację)
Roznieśliśmy, potem jeszcze na kolejnej lekcji się zwolniliśmy (religia) bo wcześniej nie było niektórych nauczycielek i teraz się zaczęło dziać. Dla mnie to inna bajka niż dotychczas z panną G.
Było tego dużo, ale wypiszę przykładowe najciekawsze momenty, bo już i ja się zmęczyłem pisaniem i pewnie wy czytaniem.
Kino… oh jak rozpromieniłem ją:
Najlepszy moment:
Roznieśliśmy, zostały dwie róże dla nauczycielek których nie było. Kolega je trzymał.
Mówię: Chodźcie ze mną jeszcze po papier kancelaryjny do papierniczego.
G: No nie, ja chcę mieć dobre zachowanie.
Ja: Będziesz miała, tylko pytanie czy idziesz po dobroci. Oczywiście uśmiech, bo żartujemy- takich rzeczy bym nie mówił poważnie, bo musiał bym być jakimś psychopatą 
G: Jak mnie chcesz zmusić?
Ja: Nie zmusić. Po prostu cię wyniosę
G: Nie dasz rady…
i w tym momencie chwyciłem ją nad biodrami, podrzuciłem do góry, w locie złapałem za pośladki (musiałem, bo tak wygodniej… ale nawet jakbym nie musiał;) ) i przewiesiłem przez prawy bark.
Prawą ręką delikatnie trzymałem ją za uda by mieć ją pod kontrolą. Śmiała się/ krzyczała… same miłe odgłosy 
Pewnym krokiem zszedłem ze schodów , otworzyłem drzwi, zszedłem z kolejnych schodów, byliśmy przed szkołą, zrzuciłem ją przed siebie, tak, że okręciła się na moją lewą stronę i zatrzymała w objęciu lewe ręki… ojć, troszkę za wysoko trzymałem dłoń i zamiast ją objąć za biodro moja dłoń wylądowała na jej piersi. Nie przeszkadzało jej to, wręcz widziałem, że jej się podoba jak ją trzymam…
Po chwili niby uciekła z powrotem do wejścia, K i Ch wyszli i K zagrodził jej drogę, chwyciłem z powrotem…
wygłupialiśmy się, ale nawet jak na wygłupy to odważne kino: pośladki, pierś…
Przełom! Czuję się lepiej, jakbym miał nad nią większa władzę 
Testowała mnie? Testowały! Jakiś spisek 
Stoimy tak, ta znowu do Ch o tym chłopaku: mówi, że ostatnio dzwoni do niej, ze jest pod jej klatką i by wyszła… i nie wyszła, bo grała w kurkę wodną… padłem ze śmiechu, bo ona sama się z tego śmiała.
Szacunek to do niego ma, nie ma co.. niegroźny koleś;-)
Ch: Smuel, nie myślisz, że to nie fair jej strony?
G: No mógł uprzedzić mnie?
Ch: Chciał Ci zrobić niespodziankę.
G: No ja dziękuję za taką niespodziankę. Był późno.
Ch: 20? Nawet twoi rodzice wypuszczą cię o tej godzinie.
G: No ale ja nie chciałam.
Kolo totalnie nie groźny… tylko ma wywołać u mnie zazdrość. Nie zdziwił bym się jakby nawet z nim chodziła, bo i tak bywało 
Ja: G nie lubisz niespodzianek?
I trzymając różę dotknąłem twarzy kwiatem muskając ją w policzek niczym przy pocałunku. Zaśmiała się co ja robię, a ja tylko się uśmiechnąłem i popatrzyłem swoim spojrzeniem. Jak ona się ładnie rumieni!
Ktoś się zapytał co zrobimy z tymi różami.
G: Możesz dać mi jedną
Ja: Nie zasłużyłaś sobie (z uśmiechem). Chodźmy do Pani pedagog.
Jakieś dziewczyny na którymś korytarzu malowały coś na wielkiej kartce. (kilka połączonych szarych papierów). Zatrzymaliśmy się dziewczyny mówią by już wracać na religię.
Ja daję G różę: Masz, dam ci potrzymać różę, gdy nie pójdziesz… czy coś w tym sensie
Ch: Co?
Wszyscy zdziwieni
Ch: Bo ja usłyszałam „dam Ci różę, jak zrobisz mi loda”
G wcale się nie popatrzyła jakoś dziwnie tylko się do mnie śmiała.
Potem idziemy, po czym ja skręciłem tak, że wyrosłem przed nimi na pierwszych schodach, zagrodziłem i mówię „Straż graniczna. 5 zł”
Byliśmy już tak rozbawieni, że śmialiśmy się na głos.
Ch starała się przecisnąć między mną a barierką którą trzymałem odrywając moją rękę. Przyciągnąłem ją do siebie, a G się schyliła i mówi „Smuel, rozszerz bardziej nogi to przejdę pod tobą.” I już z śmiechem i bardziej do Ch „może od razu dostanę tę różę”
No dobra, pośmialiśmy, podotykałem, ale było już8 minut do końca lekcji i chciały wrócić na koniec no i plecaki wziąć, bo zostawiły.
Żartuję sobie „No to jak to tak? Ja wam załatwiam taką fuchę, że możecie ze mną kwiatki roznosić a wy mnie na koniec zostawiacie?” Ch cały czas żartując „przepraszam” i przytula się do mnie…
No jak widać to już trzecia z mojej grupy, przez ostatnie 3 dni chce Siudo mnie przytulać. Co one jakoś grupowo fazy mają? 
I tu dziwne:
G: Ja się do ciebie nie będę przytulać.
Znowu ten sam tekst, a co innego robi
Nie rozumiem tego i po raz drugi proszę o tłumaczenie.
I jeszcze ostatnie i przy okazji drugie pytanie, bo nie wiem czy nie zrobiłem źle.
Od pewnego czasu, znowu kiedy tylko G ma okazję to się zachwyca moim bicepsem mówiąc do każdej dziewczyny, z którą rozmawiamy (w grupie zazwyczaj, bo tak to w szkole jest) „patrz jakie on ma tutaj fajne”
Tego dnia (piątek) zrobiła to mówiąc do Ch i wtedy powiedziałem cos w stylu „Jejku, daj już z tym spokój” i pokazowo napiąłem mięśnie.
Potem zastanawiałem się czy to o czymś nie świadczyło, że może się pochwaliłem, ale zrobiłem to z taką powściągliwością…
zresztą nie zauważyłem podejrzanych oznak z ich strony. Tyle że Ch też się zaczęła zachwycać i wywiązała się gadka, którą szybko przerwałem.
Już nie mają mnie za co komplementować?
Chyba „zajebisty” określiło cały mój charakter tak dosadnie, że nic dodać nic ująć;)
Od was bym prosił o odpowiedzi na te dwa pytania. Wiem, że na blogu nie zadaje się pytań, ale te dwa małe szczegóły to kropla w morzu w porównaniu do obszernego wpisu, więc nie poczuwam się do złamania zasady;)
Więc proszę szanownych moderatorów o czepianie się, ale czego innego 
W porównaniu do ramy przyjaciela frajera i pieska… teraz jest zajebiście. A to chłodnik i 3 dni akcji.
To dziewica, ja jestem prawiczkiem (przyznaję, nie wstydzę się tego, bo młody jestem, a nie rucham czego popadnie)… kiedyś postanowiłem sobie, że pierwszy raz chcę przeżyć z po pierwsze dziewicą, a po drugie z kimś, do kogo będę coś czuł na tyle, by dać jej tą pierwszą przyjemność, bo chcę by to dla obu stron było coś niesamowitego i byśmy miło wspominali pierwszy raz. Nie chcę niczego żałować.
Ale powiem wam tak co do tej dziewczyny:
Nie zależy mi na niej tak jak zależało kiedyś. Po prostu sprawdzam się, ćwiczę, bo dlaczego tego nie robić jak mam okazję. Ćwiczę przede wszystkim przeramowanie i zmianę nastawienia (wyzbycie uprzedzeń).
Zobaczę co z tego wyjdzie- nie śpieszę się z nią, bo nie mam do czego 
Najlepiej się uwodzi jak nam nie zależy- moc wyjebania.
Mam plan i cel.
Jaki cel? Jakiś musi być, muszę wiedzieć do czego dążę.
Chcę zawładnąć jej myślami i duszą
Chcę ją po prostu rozkochać, rozgrzać do czerwoności.
I przelecieć
Tzn. jak sobie zasłuży to będzie tą pierwszą…
Chcę być uwodzicielem, a nie skurwielem, więc nigdy nie krzywdzę kobiet.
Nie skrzywdzę jej swoimi grami- bądźcie spokojni.
Nie macie do czynienia z kolejnym zranionym kolesiem który chce się odegrać.
Macie do czynienia z młodym uwodzicielem 
Wnioski:
- Cholernie się rozpisuję- muszę pisać regularniej to mniej tego będzie 
- Cierpliwość jest bardzo ważną cechą:
-Nie przerywamy pierwsi chłodnika. Niech rośnie w niej napięcia do tego stopnia, by pękła.
-Nie mówimy wprost co czujemy. Chyba, że ona czuje więcej i nam o tym powiedziała.
- Ważniejsze są czyny od słów. Więc nawet jak sobie mówi, że nas nie chce przytulać, a robi to, to znaczy, że chce.
- Zawsze trzeba mieć powściągliwość- to wyjebanie. Nie poświęcać jej całej uwagi jak jesteśmy w gronie. Mogłem ją przytulać, a rozmawiać z kimś innym- Widziałem wtedy uległość w jej oczach.
- Nic za darmo. Chce kwiatka to niech zrobi loda ;)- taki żart.
- Totalne wyjebanie jak mówi o jakiś facetach. Widziałem jak się starały zwrócić moją uwagę, a ja jak zwróciłem to zmieniałem temat np. mówiąc, że zabieram je do roznoszenia kwiatków, albo pytając czy lubi niespodzianki.
- Kino- no rzesz kurwa, jaki głupi byłem, że się tak bałem. Nawet w żartach działa- widzę jaka jest rozpromieniona i jak chodzi przy mnie. Śmiało dotykać pod byle pratekstem 
- Podejście!
Wyjebanie to podstawa. Jak nam zależy to się boimy, że nam się nie uda. Musimy myśleć „zobaczmy co się stanie gdy…”, musimy eksperymentować i sprawdzać- Bawić się!
Spontan! Masz ochotę coś zrobić? Podrzucić panienkę, przenieść? Rób to! To cholernie doładowuje pewność siebie, a pewność siebie to nasza siła- główne paliwo. Nie bój się, że laska zapyta dlaczego to zrobiłeś. Jak zapyta to plus dla ciebie bo powiesz „bo miałem ochotę”/ „bo tak chciałem” i dodatkowo wyjdziesz na faceta, który robi co chce, który ma jaja!
I przede wszystkim podejście uwodziciela. Każdej napotkanej kobiecie mamy przekazać część naszej radości, która i tak się odbuduje gdy tylko spojrzymy jak ją rozpromieniliśmy 
Nie wiem co jeszcze dodać… na dzisiaj tyle!
Mam w dzienniku jeszcze trochę zapisanych przemyśleń, ale są nie do tematu.
Tu opowiedziałem pewną historię, która mnie dużo nauczyła i może nauczy was.
Chciałem to napisać i napisałem. Dzięki za przeczytanie. Widać cierpliwości wam nie brakuje, próbę zdaliście ;)- żart.
A, i ciekawostka:
Po tym wszystkim te 8 minut do końca lekcji poczekałem:
Byłem tak pewny siebie i tak pozytywnie doładowany, że rozwaliłem się na parapecie w bardzo luzackiej pozycji. Emanowałem pewnością siebie.
Gdy zadzwonił dzwonek pierwszy z klasy wyszedł N- taki samiec alpha… metal, wyjebane na wszystko, ale nie jest w temacie- naturalne zdolności ma.
Podszedł do mnie stanął i nie wiedział co powiedzieć. Po prostu chyba moje wyjebanie i spokojne patrzenie lekko w górę przed siebie go przyciągnęło.
Powiedział, że zajebista lekcja i szkoda, że mnie nie było bo zrobilibyśmy prowokację polityczną.
Tak, mają teraz jakąś dziwną siostrę… a ja nie chodzona katechezę bo jestem protestantem (to tak dla informacji by nie było zbędnych pytań)… wymyślili bym wszedł na lekcję podszedł do siostry, siadł kwiat róży i dał jej samą łodygę mówiąc coś szatańskim głosem… dziecinada, ale ich to jara.
Chyba tyle, chyba, że jeszcze jeden przykład siły wyjebania- siły alpha która działa też na facetów.
Idziemy od dworca z dwoma kumplami, ja przechodzę przez przejście- zawsze skręcamy w lewo… oni idą za mną- prowadzę.
-Gdzie idziesz?
- Do kwiaciarni
I dalej idę pewnym krokiem
Po chwil
- skręcimy tutaj, bo nie chcemy się spóźnić
nawet słowa nie powiedziałem, uśmiechnąłem się… tego dnia miałem wszystko zaplanowane i byłem pewny siebie
Skręcili i się wrócili!
- Skręcimy na rynku…
No niemal odprowadzili mnie pod kwiaciarnię;)
Tak, wiem, że ten wpis można by podzielić, ale już o tym wspominałem.
Następnym razem będzie krótko i konkretnie. Prawdopodobnie zastosowanie metod rozkochiwania w praktyce. Przykłady, teksty… może NLS na moich tekstach.
Analizuję reakcje kobiet na dane techniki i co chwilę coś dopisuję do „Planu” w dzienniczku.
Więc do zobaczenia! Następnym razem moją konkretnością wynagrodzę waszą wytrwałość.
Pozdrawiam.. i pamiętajcie: Cierpliwości! Napaleńcy to frajerzy.
P.S. Pamiętajcie o pytaniu. Kto wie niech odpowie, bo zastanawiam się nad tym i nie mogę tego rozkminić.
Odpowiedzi
Nie wyciągnąłem z tego
ndz., 2010-10-17 17:19 — capo93Nie wyciągnąłem z tego żadnych wartości dla mnie ale co z tego - miło się czytało
powodzenia ze swoim celem
ja Ci niestety niewiele mogę pomóc bo bardziej zaawansowany od Ciebie nie jestem 
Taaak... to po prostu
ndz., 2010-10-17 17:30 — SmuelTaaak... to po prostu opowiadanie.
Fajnie, że się dobrze czytało, bo sporo tego i źle by było jakby przynudzało.
Tu faktycznie nie za wiele do wyciągania, tyle co w podsumowaniu. Chyba pierwsza część była mądrzejsza.