
Chciałem was przywitać, ale jako nowy człowiek.
Jako nowo narodzony uwodziciel.
Wstydzę się swojej frajerskiej przeszłości, chciałbym o tym zapomnieć.
Początki cwaniaka i bycie nie sobą- też lepiej tego nie pamiętać.
Opowiem wam moją historię starając się wybierać najciekawsze i najistotniejsze dla mnie momenty.
Najistotniejsze= te z których wyciągnąłem najwięcej wniosków.
Hmm… Od czego zacząć?
Zacznę od początku.
Standardowo: Miałem problem z dziewczyną, szukałem w internecie, znalazłem podrywaj.org
Ale to mi niewiele dało. Poczytałem i gówno zrobiłem, bo tego nie rozumiałem- miałem mętlik w głowie, byłem zakochany…
Ja to lubię wszystko rozumieć, rozłożyć na czynniki pierwsze.
Kiedyś dopadłem nagrania z seminarium o NLS. Dużo zrozumiałem, wiele temu zawdzięczam, ale jeszcze nie dojrzałem do bycia uwodzicielem, ani podrywaczem.
Stałem się cwaniakiem- na szczęście na krótko.
Uszczyknąłem tylko próbkę wiedzy o kobietach a już myślałem, że wiem wszystko.
Z teorii byłem dobry, wszystko rozumiałem. Masę rzeczy wywnioskowałem.
Uważałem się za geniusza- iluzja… przesyt wiedzy. (jak na tak krótki czas)
Zaczęły się wakacje, wróciłem na podrywaj.org…
Tu była inna bajka.
Na NLS było nastawienie kochania kobiet, opisywane były techniki pod inteligentne ułożone babki, bo i sami prowadzący byli dojrzałym panami.
Na podrywaj.org był zasyp blogów nastolatków. Zakładano tutaj, że kobiety to zimne suki, trzeba być chamem i macho- skurwysynem na każdym kroku. W dodatku większość akcji działa się w klubach, które moim zdaniem były i są NIE najlepszym środowiskiem.
Sami autorzy blogów byli nie lepsi ode mnie- cwaniaki.
W pewnej chwili miałem dość podrywaj.org.
Za rzadko trafiały się wartościowe blogi by tutaj wchodzić.
Irytował mnie slang HB, SHB… to jak ocenianie książki po okładce…
Owszem, jak Ja podchodzę do kobiety to musi mi się podobać jej uroda… ale jak mi się podoba to jeszcze nie znaczy że podejdę.
Większą uwagę zwracam na jej wzrok, czy ma te inteligentne spojrzenie i na JEJ ZACHOWANIE.
Miałem dość chamów i zimnych suk. To nie to czego chce. Zrobiłem przerwę w odwiedzaniu podrywaj.org
Myślałem… musiałem skontaktować się z sobą, własnymi uczuciami… dowiedzieć się czego chcę.
Wydobywałem najlepszą wersję siebie. Dostrzegłem iluzję jaką wciskali poniektórzy „PUA”.
Że trzeba być chamem.
A ja to ujmę inaczej: Nie można być chamem, ani też pantoflarzem. Trzeba balansować gdzieś po środku- w miejscu najodpowiedniejszym dla nas.
Zauważyłem, że nie ma jednych cech charakteru, które określałyby PUA. Gdybyś my wszyscy byli tacy sami to by było nudno. Każdy jest inny i każdy PUA też jest inny. Nie! Nie mają takich samych cech, na które by leciały wszystkie kobiety.
Trzeba być sobą, ale w najlepszym wydaniu. Musimy wyeliminować te cechy, których nie chcemy, a rozwinąć te których pożądamy (i kobiety także), by stać się esencją samych siebie, a nie jakimś rozcieńczonym przez iluzje frajerem.
Dzięki Seminarium NLS miałem wgląd na jedną stronę, a dzięki tym szajowym chamskim blogą o podrywaniu zimnych suk widziałem drugą stronę kontaktów z kobietami.
Dwa światy. Niemal przeciwieństwa.
Podryw i uwodzenie.
W końcu zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi.
Musimy złapać równowagę.
Nic na siłę.
W którejś lekcji Gracjana było o ustaleniu zasad, cech które chcemy mieć…
Zgadzam się, ale nic na siłę. To trzeba na spokojnie, rozsądnie i dojrzale.
Jeśli przeczyta tą lekcję jakiś podłamany frajer, nawymyśla, ustali zasady, a potem nie będzie to się zgadzało z jego uczuciami to będzie nie mniejszym frajerem.
Z tego co pamiętam to Gracjan podawał kilka przykładów. Są to jedne z popularniejszych, ważnych zasad. Takich ogólnych. Do nich mogą się stosować nowi, ale ustalanie własnych…
To wymaga czasu, samo wychodzi, trzeba się zastanowić, nie można tak hop siup wypisać na kartce.
Odnalazłem siebie w tym wszystkim. Znalazłem swoje zasady, swoje cechy…
Udało mi się przebić przez ten ogrom syfu, różnych zdań, iluzji i cudzych zasad i cech.
Teraz JA jestem na wierzchu, a wszystkie techniki są drugim priorytetem.
Technika podrywu i wiedza nie może przysłaniać naszej osoby.
Nie chciałem by kobiety pociągało i by zakochiwały się w tym co robię, w technikach i wiedzy.
Chcę by zakochiwały się we mnie, bym to ja sam, moja osoba je pociągała.
Rozwinąłem się, wydobyłem tą część siebie, która jest lepsza i pchnąłem do przodu tak, by cały czas się doskonaliła w kierunku mojego najlepszego Ja.
Najlepsza technika podrywu: Podrywać sobą, na siebie. My jesteśmy najlepszą techniką. Bycie PUA.
Jestem z siebie dumny, bo przez wakacje stałem się kimś, o kim byciu kiedyś nawet nie marzyłem.
A teraz opowiem pewną historię z której nauczyłem się cierpliwości.
Wcześniej myślałem, że jak dziewczyna nie będzie mi przez 3 dni wchodzić na głowę to już jest stracona, a jakby tak tydzień się nie odzywała to pewnie o mnie zapomniała.
Przykład:
Miałem wakacyjną przygodę z pewną panną L -nazwijmy ją.
Pierw nakreślę sytuację mojego samopoczucia.
To był czas, gdy zacząłem się odnajdywać- cieszyłem się i nie było mi nic więcej potrzebne do szczęścia poza tym, że jestem sobą. Chwilowo miałem gdzieś dziewczyny- nie interesowałem się nimi bo nie czułem takiej potrzeby. Zaspokoiły mnie moje osiągnięcia, coś co się osiąga tylko raz.
Awans z frajera na podrywacza. (w tamtym czasie jeszcze nie uwodziciela- to jest drugi „awans”)
Byłem tak pewny siebie i tak świetnie mi się żyło…
Byłem z kolegą na basenie (wiadomo, że otwarty- lato, koniec czerwca albo początek lipca):
Świetnie się bawiliśmy. Robiąc obchód wokół basenu minęliśmy jakąś całkiem sympatycznie wyglądającą dziewczynę. Była ubrana i siedziała w dziwniej skulonej pozycji- trochę żałosny widok.
Popatrzyłem się na nią z politowaniem, a gdy podniosła wzrok i popatrzyliśmy się sobie w oczy uśmiech sam mi się nasunął na twarz. Wyglądała tak niewinnie. Podobało mi się jej spojrzenie.
Ale mieliśmy inne sprawy, bo już kolejka brzdąców które chciały być wrzucone „na motylka” się ustawiła i nas wołały.
Po pewnym czasie podbiegła do mnie jakaś dziewczyna z telefonem w ręku:
- moja koleżanka chciała by twój numer- powiedziała wskazując na tą dziewczynę którą wcześniej minąłem. Mówiąc to była pewna siebie. Laski są przyzwyczajone, że gdy to one proszą gościa o numer to im się nie odmawia… iluzje.
- a po co twojej koleżance mój numer?- niemal się roześmiałem, byłem bardzo pewny siebie
-a tak jakoś- już trochę zmieszana odpowiedziała
- dlaczego sama o niego nie poprosi?- już nie mogłem wytrzymać, banan że aż chyba dziwnie wyglądałem 
Dziewczynę przytkało, ale po chwili wymamrotała, że tamta się wstydzi…
- zastanowię się, ale nie pamiętam swojego numeru, jak będę w okolicy gdzie mam telefon to sprawdzę
Poszła, bawiliśmy się dalej i zastanowiłem się: stwierdziłem, że nic mi nie zaszkodzi się z nią raz umówić. Po 5 minutach poszedłem, zjadłem coś, sprawdziłem numer i wróciłem.
Jak tylko wszedłem na teren kąpieliska (taki ogrodzony prostokąt wewnątrz ogrodzonego całego terenu) od razu podbiegła do mnie:
- i co dasz numer?
- mam nadzieję, że to nie okaże się niebezpieczne- i dałem numer. Potem nawet nie zwracałem na nie uwagi, „olewałem”, a ona cały czas na mnie zerkała… Jakbym się na nią gapił to by było źle, każdy to wie: „Ja cię oleję, Ty się zakochasz”- dałem jej numer tak ot i miałem to gdzieś, jakby nic się nie stało, inny koleś by się podniecał.
Wieczorem przyszedł SMS… nie miałem specjalnej ochoty się z nią umówić więc rzuciłem jej test dlaczego sama nie podeszła, ja lubię odważne kobiety
- bo wydawało jej się, że byłem z rodziną i to tak głupio
- nie głupio. Byłem z kolegą a to był tylko jego stary z jego młodszym bratem i sąsiadka. Zlepka ludzi.
Stwierdziła, że brzuch ją bolał… miała rację, bo faktycznie siedziała jakby jej się coś działo. Wyznaczyłem termin.
Ogólnie na początku zrobiła na mnie wrażenie, ale potem okazywało się, że w ogóle nie pokazywała swoich złych cech (logiczne), ale dobre naciągała i nieraz mnie wręcz okłamywała. Chciała być lepsza niż jest. Kłamstwo ma krótkie nogi.
I to się Panowie tycze też was.
Nie można udawać kogoś kim się nie jest, trzeba tym kimś się stać. Stać się lepszym sobą.
Ale z początku większość udaje- to dosyć dobry sposób wprowadzania w siebie cech które chcemy mieć. To co z początku udajemy w końcu się w nas zakorzenia.
Skończyło się, nie spasowała mi. Zależało jej, ale mi się to nie podobało…
Była trochę próżna, jak się z nią rozmawiało to bystra, ale za bardzo przejmowała się tym co myślą inni. Taka z typu co chce by ją wszyscy lubili…
A gdzie tu o cierpliwości? No tak, uznajmy to za przydługi wstęp.
Cierpliwość- wstęp po wstępie:
Po fajnym popołudniu (wtedy jak dla mnie było dużo kina, wcześniej w ogóle nie dotykałem kobiet- frajer byłem) jakieś 3 dni później wyjechała z tekstem „zostańmy przyjaciółmi” kategorycznie odmówiłem, wygarnąłem jej, że trzy dni temu wydawało się że jej zależy… powiedziała, że wszystko przemyślała i doszła do tego wniosku. (o, a jak wcześniej po tym, jak pomimo obietnicy kontaktu tuż po powrocie z wakacji nie odzywała się tydzień i jak z daleka minęły mnie i kumpla gdy siedzieliśmy na ławce na rynku „bo jest krótkowidzem” chciałem z nią skończyć to omal nie umarła… no i zależało jej). Na moją odmówią odpowiedz męczyła mnie potem jeszcze z 3 dni. By mi dała spokój powiedziałem, że muszę się zastanowić... pokłóciliśmy się i pa. Po kolejnych 3 dnia pisze, a ja odpowiedziałem, że chyba postawiłem sprawę jasno. Odpowiedziała, że popełniła błąd itp. itd… przyjąłem to chłodno, potem jeszcze chwilę ją bajerowałem (bawiłem się wsadzając jej różne fantazje do głowy) i skończyłem po ostatniej akcji gdy mnie znów wnerwiła.
Cierpliwości… pokłóciłem się z nią a ona po tych 3 dniach zmieniła zdanie i znowu jej zależało.
Czasem trzeba pokazać, że ma tylko opcję postawioną przez nas i nigdy nie zrobimy tego co nam nie pasuje.
Trzy dni. Ja już zapomniałem o niej, a ona wręcz odwrotnie.
Ja jestem szybki, ale widać, ze kobiety rozwlekają w czasie. Przynajmniej nie będę miał problemu, bo nie przekroczę ich granic czasowych np. jakimś naturalnym chłodnikiem typu nie chce mi się z nią gadać np. przez 4 dni, bo to dla niej będzie do wytrzymania.
Mam jeszcze jeden przykład i przy okazji historię którą chcę opowiedzieć, bo jest dla mnie ważna i może też jakieś wnioski wyciągniecie, albo moje wam pomogą.
Jednak jak zauważyliście chcąc podać krótki przykład rozpisuję się, nie potrafię wyrwać czegoś kontekstu. Nie chcę.
Więc kolejną historię o pannie G, „siostrze” opiszę na drugim blogu- na blogu o moich przełomach w praktyce, o zmianie nastawienia i o przeramowaniu.
Być sobą. Nie udawać tylko być. "Kłamstwo ma krótkie nogi"
Znaleźć równowagę w uwodzeniu jak i w życiu- nie popadać skrajności- być pomiędzy Don Juanem a Bad Boyem w takim miejscu, które do nas pasuje, w którym nam dobrze.
Nie liczyć na techniki tylko na siebie.
Pozdrawiam,
Smuel
Odpowiedzi
Samuel bo wciągnął mnie
sob., 2010-10-16 17:33 — ItalianoSamuel bo wciągnął mnie kiedyś twój wpis na forum o przyjaciółce , która ci "zaginęła" - tutaj chyba nie ma nic o niej wspomniane - nie dokończyłeś tam i nie odpowiedziałeś odnalazła się ?? hehe ...
Pozytywny wpis , dobre wnioski teraz ciągle do przodu ... Trochę namieszane z tym opowiadaniem ale może być
EDIT:
Zapomniałem dodać : podoba mi się podejście
Tamta przyjaciółka to długa i
sob., 2010-10-16 17:36 — SmuelTamta przyjaciółka to długa i skomplikowana historia.
Właśnie w drugim wpisie o tym napiszę, bo ona trochę zmieniła- ja zmieniam jej podejście do mnie.
Robi się ciekawie, ostatni tydzień to naprawdę postępy z dnia na dzień, a przez lata nie potrafiłem nic ruszyć.
Poza tym Ona sama nieźle kombinuje z tego co widzę, ale..
Nie będę się tu rozpisywał. Jutro napiszę;)
Dzięki, zmotywowaliście mnie nagradzając opowieść o moich staraniach, czyli pośrednio moje starania dobrym słowem i oceną.
Do jutrzejszego wpisu
Po przeczytaniu tego chyba
sob., 2010-10-16 19:07 — MuayThai89Po przeczytaniu tego chyba zrozumiałem czemu ostatnio mi tak beznadziejnie idzie, chyba właśnie stoczyłem się do poziomu "cwaniaka" jak to opisałeś. Dobry wpis
Naprawdę niezły wpis chociaż
sob., 2010-10-16 17:18 — VenomNaprawdę niezły wpis chociaż troche dlugi, ale pokazuje właśnie to o czym często zapominamy czytając jakimi to technikami , openerami, sekwencjami itp. ktos poderwal jakies dziewczyny.
Szczerze mowiąc siedze w podrywaniu już prawie rok i dopiero od niedawna zacząłem rozumieć o co tak naprawde w tym chodzi, ale żeby to zrozumieć trzeba to cały czas czytać, ćwiczyć i w końcu następuje moment w którym zaczynamy mieć wyjebane na to wszystko i zaczynamy być sobą...
ŚWIETNE !!!
Dokładnie, o tym samym
sob., 2010-10-16 17:30 — SmuelDokładnie, o tym samym mówimy.
Widzisz. Po roku jesteś sobą, a tu przychodzą tacy, posiedzą tydzień i już się mają za PUA.
Ja się za siebie wziąłem z pół roku temu i cieszę się ze swoich postępów.
Cieszę się, że je doceniacie.
Dzięki za dobry komentarz.
Nic tylko pogratulować,
sob., 2010-10-16 17:34 — czesio199029Nic tylko pogratulować,
bardzo trafne spostrzeżenia też zaczynam troche to rozumieć ale potrzeba jeszcze czasu
A wracając do tekstu to jeśli dobrze zrozumiałem że dla dziewczyny 4 dni to niewiele żeby zatęsknić?
To znaczy, że nie mamy ich
sob., 2010-10-16 17:41 — SmuelTo znaczy, że nie mamy ich mierzyć swoją miarą.
Dla mnie 4 dni nie odzywania się po kłótni to już zdążyłem ją wykreślić z swojego życia.
Dla niej to czas, w którym rozkminiła jakim wartościowym facetem jestem i, że źle zrobiła.
W skrócie:


Jeśli dziewczyna nie odzywa się dłuższą chwilę to nie znaczy, że o tobie zapomniała- może nawet o tobie non stop myśli
Albo jeśli chwilę się nie odzywa po np. napiętym tygodniu gdzie jej zamieszałeś w głowie to nie odzywaj się. Daj jej odpocząć, zastanowić się.
Jakbym się odezwał na drugi dzień to by to nic nie dało, a tak to sam widzisz
To samo z chłodnikiem...
Zamierzałem o tym jutro pisać przy historii z panną G.
I tak zrobię, a tu rozjaśniam o co mi chodziło
Pozdrawiam
Moim zdaniem po roku, dopiero
sob., 2010-10-16 17:42 — VenomMoim zdaniem po roku, dopiero zmieniamy pogląd na życie, na siebie, i dopiero w tym momencie kiedy bedziemy już wiedzieć kim jesteśmy, można poważnie brać podrywanie. Tak wogóle zauważylem też niedawno, że strona ta bardziej uczy życia niż uwodzenia, bo zawarte tutaj rzeczy tyczą się nie tylko tych którzy chcą być podrywaczami, ale każdego innego człowieka.
żeby znaleźć siebie, swój styl, własną technikę, trzeba najpierw zmienić nasz system myślenia, zresztą o tym jest już napisane na tej stronie, wiec po co ja to pisze ... ;]
,a więc w drogę .... do szczęścia !!!
Widzę, że Ty już jesteś sobą.
sob., 2010-10-16 18:18 — SmuelWidzę, że Ty już jesteś sobą. Napisz coś na blogu jak będziesz miał wenę, albo okazję o czym, bo poczytał bym jakie masz myślenie.
Szkoda, że duża część nowych ludzi którzy tu przychodzą nie dochodzi do tego etapu.
Cały czas się zmieniamy.
Ostatnio myślałem nad różnicą bycia podrywaczem a uwodzicielem.
To drugie to cel, do którego się zbliżam.
Patrząc z zewnątrz różnica niewielka, ale różnica myślenia i podejścia duża.
O tym też słów kilka wtrącę, bo to w końcu moje przemyślenia, postępy i o tym mogę/chcę pisać.
Ktoś ostatnio poruszył ten temat i zamierzam troszkę dodać od siebie.
Wydaje mi się, że tamten wpis został skasowany, o ile to ten który mam w zakładkach. Raczej tak.
Ciekawe dlaczego.
no ciekawe ;] jeszcze jedna
sob., 2010-10-16 19:20 — Venomno ciekawe ;] jeszcze jedna rzecz mnie ostatnio zaciekawila, a mianowicie to jak ludzie są napaleni na podrywanie, i tak jak mówisz po tygodniu myślą że już są PUA, a po miesiącu, czasem krócej już nic nie pamiętają i dalej są tymi samymi frajerami.
przykład: wraz z moim dobrym kumplem z którym od roku bierzemy się za siebie i wspólnie idziemy dalej, wtajemniczyliśmy w podrywaj.org też jednego z dobrych kumpli. I co się okazało - tydzień jarał się tym jakby znalazł ścieżkę życia. kiedy chcialem chociazby żeby poszedł z nami do klubu to pierdolił o tym że jest jeszcze za wcześnie i musi jeszcze czekać... po miesiącu pytam go jak tam sprawy w podrywaniu, odpowiedź: nooo.. już się naczytałem tego, i nie chce mi sie tego czytać bo wszędzie to samo piszą... krótko mówiąc wogóle nie zmienił swojego sposobu myślenia, bo on jak i 90% facetów przez zwykłe lenistwo nie chce zmieniać się nawet na lepsze, bo łatwiej jest pozostać tym kim się jest albo nie jest i żyć sobie spokojnie "waląc gruchę w domowym zaciszu"
;]
Mój kumpel to samo. Jedyne co
sob., 2010-10-16 21:39 — SmuelMój kumpel to samo. Jedyne co to nawet nie do końca przesłuchał jednych nagrań, które ja słuchałem 3 razy i za każdym razem wyciągałem nowe wnioski, a z całym szacunkiem jestem bystrzejszy od niego.
On nawet nie wszedł na podrywaj.org... czytał tyle ile miał na telefon (z symbianem) przesłane ode mnie i tyle co ode mnie się nasłuchał. Jak jest przy kompie to nawet nic nie poczyta.
Nawet raz z jego stwierdzenia wynikło jakby uważał, że więcej ode mnie, a jak byliśmy na wspólnej akcji to tylko mnie demotywował.
Najlepsze jest to, że niby zna NLS i uważa, że umie go stosować. Ci co umieją stosować wyłapują go. Ja się w to niewiele zagłębiałem i zauważam.
A on nie zauważa jak na nim zastosowałem, jak raz się podłamał i nie chciał iść na drugi podryw (głupie czasy- chodziło się na podryw. Teraz się to robi przy okazji,a w zasadzie nie robi tylko się jest) to go do kolejnego zmotywowałem stosując przy tym podstawowe techniki NLS i wizualizacje pewności siebie...
Żałośni są tacy kolo. To tylko o ich głupocie i niedojrzałości świadczy. Ja sobie z tamtym dałem spokój w tym temacie- działam sam z nikogo znajomego nie będę robił podrywacza.
Pracowitość- masz rację, tego trzeba. A ja codziennie systematycznie czytam w tym temacie, robię i myślę a następnie wyciągam wnioski... kształcę się.
Więc życzę tobie jak i sobie, a także całej reszcie powodzenia w zmienianiu się- chyba jesteśmy na podobnym etapie