Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Świadkowie Jehowy

Portret użytkownika Mendoza

Nie będzie tutaj o kobietach, blog jest wrzucony w offtop.
Ostatnio wiele emocji we mnie się wzburzyło względem organizacji jaką są Świadkowie Jehowi.

Nie będę pisał pochlebnie o owej religii.
A wypowiadam się z tego względu - iż w środowisku Świadków Jehowych obracałem się kilka lat.
Dodam na start - w tej religii byłem wychowywany od małego, czasami wręcz zmuszany na uczestnictwo w ich zebraniach przez swoją rodzicielkę która myślała, że lepiej ode mnie wie, co jest dla mnie dobre. Do czasu...
W wieku nastoletnim miałem już dość, widziałem intuicyjnie że coś tam nie gra, coś nie trybi, są braki spójności.
I przestałem tam uczęszczać, nastały "piękne" manipulacje ze strony matki, brata czy też "kolegów" ze zboru, które miały na celu wzbudzenia we mnie poczucia winy, co jeszcze bardziej mnie odrzuciło. Namawiali - odmawiałem, coraz bardziej stanowczo i kończąc definitywnie temat.
Aż w końcu się odpierdolili.

Religia - według mnie szukają jej ludzie zagubieni, którzy nie chcą (z różnych względów) prowadzić swojego życia samemu.
I jak będziecie chcieli z nimi walczyć na słowa - nie ma sensu, to ich życie, odnaleźli tam szczęście którego w swoim życiu nie potrafili znaleźć. Lubią być prowadzonymi, oni nie chcą władzy nad swoim życiem, boją się jej i wolą ją komuś oddać. I pójdą za tym szczęściem tak daleko, jak będzie trzeba, czy to z bombą przy pasie, czy z czasopismem w ręku.

Tak ładnie mi w głowie najebali, że sam chciałem wmawiać ludziom co jest dobre a co złe (a przecież to co złe czy dobre, każdy z osobna wybiera sam - co nawet jest w biblii napisane - każdy człowiek bowiem przez boga dostał wolną wolę), oraz to - że religia którą wyznaję jest lepsza od innych, dlatego każdy innowierca był z góry szufladkowany jako człowiek drugiej kategorii.
Odbiegając od tematu - o wartościowaniu ludzi i płynących z tego konsekwencjach już pisałem w swoich blogach.
Oraz powracając. Religia ta pierze mózgi, i to nieźle.

Schematy działania są podobne do sekt
1. Oddzielenie "wiernych" od społeczeństwa, poprzez wmówienie im, że niewierni są "gorsi", "fałszywi".
2. Gdy się już oddzieli, dana osoba zaczyna trzymać jedynie kontakty z ludźmi którzy są (jak to mówią o sobie ŚJ) w "prawdzie".
3. Jak już to zrobi - no to jest w głuchej piździe, bowiem wszyscy danej osoby znajomi są w kręgu owej religii, trudno jest tak po prostu odejść od tego, gdzie się budowało życie.
Warto zauważyć, że uczęszczają tam zazwyczaj ludzie SŁABI psychicznie, którzy lubią przerzucać swoje wady na innych, którzy nie akceptują tego świata...

A tam ...

w zborze...

ludzie się do Ciebie uśmiechają, pytają jak u Ciebie. I gwarantują życie wieczne w idealnym raju.

Czy może być coś piękniejszego?
Czy może być coś piękniejszego dla pełnego żałości człowieka który nie akceptuje swojego życia?

4. Uczestnicy organizacji namawiają ludzi innych wyznań, by do niej wstąpili, ciało kierownicze (bo ktoś tą organizacją kieruje Smile ) nie musi NIC w tej sprawie robić. Klienci owej religii sami bowiem tworzą kolejnych odbiorców, założona jest również szkółka teokratyczna (zajęcia na których uczy się, jak namawiać ludzi do wstąpienia w ich szeregi) - (a porównajcie sobie to do AMWAYA np, czy piramidek zyskowych, w których im więcej namówisz - tym więcej zarobisz, tyle, że u Świadków jest tak... że tak Ci najebią, że będziesz zadowolony sam z siebie, i nie dostaniesz ANI jednego centa za to, że propagujesz i wojujesz słowem produkt (religię) którą sprzedają ludzie z Brooklynu z Ameryki którzy założyli tą religię.)

A kasa z datków płynie...

I bardzo ważny wniosek:

Nie darzyłem ich od czasu mojego odejścia sympatią, aż spotkałem pewną kobietę pociągu z którą miło mi się rozmawiało, po półgodzinnej rozmowie, w pewnej chwili pociągnąłem ją za język bowiem rzuciła w pewnym zdaniu cień tego, z czego mógłbym wywnioskować, że wyznaje religie Świadków Jehowy. Trafiłem - powiedziała, że jest przeszczęśliwa, że odnalazła Świadków, i nie wyobraża sobie jak jej życie by się potoczyło bez tego.
Przypomniało mi się - że mam książkę w torbie, która obala bardzo dużo fundamentów owej religii, i mógłbym ją wyciągnąć i polemizować, tym samym obserwując zwiększające się pogubienie i strach w oczach owej kobiety...

ALE

Czy ja jestem tym, który chce odebrać komuś szczęście?
Czy mam narzucać jej swoje poglądy odnośnie wiary?
Skoro wyznawanie tej religii, dało jej szczęście, to za kogo musiałbym się uważać, żeby narzucać jej swoje zdanie?
Mam swoje. Nie wierzę - Ona chce, niech wierzy, byle by mnie nie namawiała, bo jak już mówiłem - każdy ma wolną wolę. I to co mi daje szczęście - nie koniecznie musi dać drugiej osobie ( i na odwrót ).

Jeżeli ktoś ma problem z ludźmi owego wyznania - polecam książkę :
Poczytajcie, zrozumcie - potem spróbujcie wciągnąć w polemikę któregoś z wyznawców Smile

"Prorocy z Brooklynu - Wspomnienia byłego Świadka Jehowy" R. Solak
Ta książka naprawdę MIAŻDŻY.

PS. Świadkowie wychodzą z założenia, że opierają się na PRAWDZIWEJ biblii, a reszta wyznań Chrześcijańskich opiera się na "fałszywej".
Fajnie... - Tyle że organizacja ŚJ przetłumaczyła Biblię również po swojemu, dodając niektóre rzeczy które w pierwowzorach NIE ISTNIEJĄ.
Dodam jeszcze, że ich biblię przetłumaczyli ludzie ANONIMOWI czym samym zrzucili odpowiedzialność z siebie za to, co przetłumaczyli. A żeby jeszcze było śmieszniej, wpierw przetłumaczyli z języków oryginalnych na angielski, a potem z angielskiego na inne języki Smile
To tak jakby Sapkowskiego przetłumaczyć najpierw na niemiecki, a potem z niemieckiego na hiszpański...

Jak sobie przypomnę, że wśród nich często przebywałem, oraz łykałem to co mi mówią jak przysłowiowy pelikan - to cieszę się i oddycham pełną piersią, że jestem tu gdzie jestem, nie wierząc w życie wieczne, akceptując życie takie jakim jest i wiedząc, że jak sobie pościele tak się wyśpię.
Odnalazłem już niektóre fundamenty swojego sensu życia oraz ze szczęścia płynącego z tego, że wiem gdzie idę oraz przede wszystkim znam odpowiedź na pytanie PO CO "TAM" IDĘ.
A czy jest coś bardziej wartościowego niż to, że ma się wiedzę - po co się żyje?

Odpowiedzi

Portret użytkownika Maszyb

Masz wiele racji nie można

Masz wiele racji nie można przeginać jeśli chodzi o wiarę i religie, jednak ja w Boga wierzę i nie uważam się za słabego oraz taki nie jestem. Bo ja w Boga wierze, ale On za mnie nic nie zrobi, dał mi wolną wole i sam decyduje o swoim losie. A działanie Boga obrazuje kawał o człowieku który zaczął tonąć i prosił Boga o ratunek, jednak podpływały tylko łodzie i każdą odprawiał bo twierdził ,że Bóg go uratuje. No i utonął i stanął przed Bogiem z pretensjami, a na to Bóg, a jak myślisz kto Ci te łodzie podsunął?

Portret użytkownika Mendoza

Znam tą przypowieść Moim

Znam tą przypowieść

Moim zdaniem - łodzie przysłali inni ludzie.

Portret użytkownika zivetar

Na świecie jest 2000 religii.

Na świecie jest 2000 religii. Ich problemem jest to, że każda uważa się za najważniejszą i jedyną słuszną.

Portret użytkownika Sangatsu

Jakbym czytał o moim

Jakbym czytał o moim przypadku tyle że moja rodzina jest katolicka...Tongue

Portret użytkownika Konstanty

Strach przed śmiercią. Po

Strach przed śmiercią. Po prostu mamy za duże mózgi, które oprócz zapewnienia podstawowych funkcji i potrzeb coś muszą trawić i myśleć. Zwierzęta nie mają z tym problemów i wiedzą jaki jest jedyny sposób na życie wieczne. Rozmnażanie.

Ewentualnie mozna zostac drugim Michaelem Jacksonem, Jezusem, Madonną, czy Hitlerem. Oni też są wieczni. Tak jak szejk który ma 250 dzieci. I tyle. Smile

Portret użytkownika brudneskarpety

A dodam sobie do ulubionych w

A dodam sobie do ulubionych w przeglądarce i następnym razem jak Jehowi do mnie wpadną to ich zaproszę do domu i poproszę o przeczytanie tego. Mój przyjaciel który studiował teologię zaprosił jehowych do domu i tak ich wypunktował, że ze zwieszonymi głowami odeszli w milczeniu.

Edit: zresztą poznałeś go na woodstocku mendoza Wink

Portret użytkownika Mendoza

A który to? Ten wysoki w

A który to?
Ten wysoki w kapeluszu?

Portret użytkownika brudneskarpety

Ten drugi, mój kuzyn podobny

Ten drugi, mój kuzyn podobny do mnie ;p

Ja kiedyś byłem bardzo

Ja kiedyś byłem bardzo wierzącym i praktykującym katolikiem, ale zaczęła mi przeszkadzać hipokryzja mojej rodziny, większości księży i reszty wyznawców. Nie chciałem się z nimi utożsamiać, więc się odciąłem.
Ostatnio jednak mam potrzebę, rozmowy z tym "czymś". Bogiem, jakąś energią... czymkolwiek to jest, czasem potrzebuję kontaktu. Ale nigdy, nikomu nie będę niczego narzucać, a wszystko co słyszę, to filtruję i oceniam.
Wydaje mi się, że takie podejście jest w miarę zdrowe.