
Z racji nowego roku i oczywiście spotkań rodzinnych, wypłynęła oczywiście sprawa mojego kawalerstwa, ogólnie zawsze uśmiecham sie pod nosem, ale nawet ostatnio zacząłem sie zastanawiać, może warto znaleźć kobietę i zakuć sie w kajdany ? 
zacząłem rozmyślać, nad plusami i nie wiem, jakoś nie ma ich zbyt wiele, niby nast. etap, wspólne życie, razem raźniej, ale czy tego samego nie można mieć bez tego ?
wielu mi mówi "na starość nikt ci nawet herbaty nie poda" ... niby nie, ale racji że wiek facetów u mnie w rodzinie nie przekracza 65 lat to może nawet jej nie dożyje ?
zresztą czy teraz dzieci komukolwiek coś podają ?
raczej sępią na studia, auta, wiecznie bez kasy ... nie zrozumcie źle lubię dzieciaki, opiekowałem sie nawet i nie mam z tym problemu ...
patrząc na małżeństwa znajomych, wymęczeni faceci, orający na swoje piękności które ścinają błyszczące włosy i nabierając kilogramy niczym tytanic wody ... nuda, dobranocka, seriale na dwójce i spać przed 22.00 czasami jakaś gierka na nienowym juz sprzęcie (bo przecież na głupoty pieniędzy nie wydajemy) gdzie ci błyskotliwi faceci sprzed tego kroku ?
ja wracam z pracy, albo coś jem albo nie, chodzę nago po mieszkaniu, potem siłka, relaks z piwkiem, lub jadę na stację tankuję i wypad nad wode, do kina, na wystawę, koncert, cokolwiek co mi do głowy przyjdzie, zarabiam-wydaję na siebie, a znam wartość pieniądza, sam na wszystko ciułałem ... dbam o siebie, mam czas dla siebie, patrze na otaczające mnie pary, jakiś matrix ... kupiłem pączusiowi auto, kupiłem jej laptopa, stawiam wycieczkę na słowację ... kuźwa a sami w spodniach 10 letnich chodzą ... właściwie im bardziej się rozwijam widzę "niedostatki" systemu, hah chyba serio jak w matrixie to wszystko jest snem z którego sie budzę ... gdzie tu miłość, bliskość ? puste slogany w tym natłoku nowych obowiązków i dziury finansowej ...
owszem, przyznam czasami smutno i samotnie, ale tak też byc może i w związku, małżeństwie, na początku raj i tęcza jak zawsze, na początku kwiat zawsze świeży i pachnący, potem zamienia sie w kompost i zaczyna śmierdzieć ...
jak żyć panowie, pachnieć samotnie czy śmierdzieć razem ? 
Odpowiedzi
oczywiste, tylko luźno
czw., 2014-01-02 21:55 — Ulrich IIoczywiste, tylko luźno rozmyślam, z racji że oceniam to chłodnym okiem z "zewnątrz" jak mówił mój kumpel, to widzę to bardziej realnie, dużo ludzi nie tworzy związku, tylko mieszka ze sobą, czasami właśnie z pobudek zupełnie innych od tych właściwych, czasami mam wrażenie że w małżeństwie najlepiej czują się właśnie "jamniory" dla których żona po części zastępuje matkę, dla których w sumie wszystko jedno, bo i bez tego prowadzili nudne życie bez emocji, ot ta czy inna nic nie tracą ... gacie uprane, micha pełna, rachunki opłacone ... ostatnio dużo małżeństw ma oddzielnie sypialnie, czyli właściwie razem ale oddzielnie heh
To racja. Dużo ludzi nie
pt., 2014-01-03 11:34 — baudelaireTo racja. Dużo ludzi nie tworzy związku. Ale nie należy brać z nich przykładu, tylko z tych którzy tworzą;)
Ulrich widzisz tylko złe
pt., 2014-01-03 11:33 — baudelaireUlrich widzisz tylko złe strony małżeństwa, czyli takie które nie powinny mieć miejsca, a że są, no cóż...są.
Nie wiem jak inni ale mogę Ci napisać dlaczego sam się żenię.
Nie powiem Ci czy się nie mylę, bo nie wiem jaka będzie przyszłość, ale na chwilę obecną po ponad trzech latach w moim związku jest całkiem dobrze. Moja partnerka jest samowystarczalna finansowo- w dużej mierze dzięki mnie ponieważ to ja ją wspierałem, gdy nie wierzyła że się tak rozwinie, bo to ja Jej pokazałem jak może iść żeby zbierać fajne plony. I wiem że te kilka lat nie zmarnowaliśmy.
Jak już wiesz;) wychodzę z założenia że każdy związek żeby się rozwijać potrzebuje progresu- ja przez to rozumiem , co pół roku, rok, czasem dwa jakiś ważny krok naprzód, który po pierwsze stanowi o tym że tworzymy sobie z kobietą wspólne cele, po drugie zaś nie pozwala na kanapę i "tewe";).
Moje plany mam sprecyzowane i poza małymi korektami wprowadzam je w życie dość skutecznie.
Oczywiście w codziennym życiu jest też wiele spin, pamiętam jak mieszkałem sam, jak wszystko pięknie miałem poukładane. Teraz? Zapomnij, bałagan czasem że wkurw pełną gębą. Ale suma strat i korzyści daje mi jednak duże dodatnie saldo i na chwilę obecną twierdzę że postępuję słusznie.
Oczywiście każdy jest kowalem własnego losu i nie będę nikogo namawiał do małżeństwa bo to bez sensu. DO małżeństwa a przede wszystkim do dojrzałego związku trzeba dojrzeć.
Nikt mi nie zabroni podróżować, robimy to razem z narzeczoną. Nikt mnie nie ogranicza, jak chcę to idę z kumplami na piwo, chcę to gram w piłkę, rozwijam pasje, staram się rozwijać w pasji na której zarabiam. I moja żona ma mnie w tym wspierać. Tak samo jak odwrotnie- ja mam wspierać ją.
I małżeństwo nie jest tutaj żadną przeszkodą- mało tego, uważam że to podjęcie ważnej, przemyślanej decyzji- wiążę się z kimś na całe życie.
Ja kupuję "pączusiowi" wycieczkę po Europie, a "pączuś" kupuje mi jasne szkło o którym marzyłem i które i tak miałem potrzebę mieć;). Wszystko jest kwestią dopracowania:) i tego na co Was stać. Razem.
nie no to co opisujesz jest
pt., 2014-01-03 19:00 — Ulrich IInie no to co opisujesz jest ok, to właśnie tak to powinno wyglądać, tylko chodzi mi bardziej że za 5-10-15 lat to może się zmienić, no wiesz, ona obrośnie w piórka, przytyje, seks raz na miesiąc z łachy, zacznie dyktować warunki w jakiś sposób ... wiesz my faceci renesansu
stale idziemy w jakiś sposób do przodu, ćwiczymy, mamy pasje, wiemy jak ma to wyglądać, a wiesz jak to kobietki, tak jak piszesz jak nie dasz wsparcia, kopniesz czasami w dupsko na rozpęd to zaczyna to wszystko przygasać, a nie zawsze facetowi się chce samemu pchać te czółno do przodu, bo tak jak piszesz to początki były prawie w każdym związku, sielanka, problem to dalszy etap, tego właśnie sie obawiam, nawet pomimo zawsze młodszych partnerek i obawy że one mnie "zajeżdżą"
to ja zawsze byłem tym energetycznym dodatkiem w związku, katalizatorem wszystkiego, a one z czasem siadały i lipa
tak tylko twoja uszkodzona
pt., 2014-01-03 23:00 — Ulrich IItak tylko twoja uszkodzona mówi to z choroby, a ja to mówię z logicznych wniosków popartych dowodami

Ja oczywiście uwielbiam kobiety, pisze dla nich wiersze, robię masaże, szeptam do uszu melodię pożądania ...
tylko właśnie, nie chce popaść w prozę życia, związki "jestem bo jestem" kapcie, tv, chrupki, piwo, wiesz ja to wiem, wiem co robic aby tak się nie stało, tylko nie mogę znaleźć takiej która potrafi to zrozumieć i iść taką samą drogą, z czasem zawsze odpuszczają i ja nie twierdzę że one są złe, to fajnie kobiety, na pewno będą fajnymi partnerkami w "zwykłych" związkach, gdzie starcza seriale na dwójce i pełne konto w banku, ale to nie dla mnie, ja chce coś więcej, czy to źle
haha spoko, dzięki tylko
sob., 2014-01-04 09:54 — Ulrich IIhaha spoko, dzięki
tylko wiesz, mnie to trzeba trochę pozdobywać 
U... to, czy ubierzesz kapcie
sob., 2014-01-04 09:30 — GuestU... to, czy ubierzesz kapcie w duzej mierze zalezy od Ciebie
Jakie masz dylematy, to skoro
sob., 2014-01-04 16:02 — ItalianoJakie masz dylematy, to skoro czegoś takiego nie chcesz co wypisałeś w odpowiedzi do MrSnoofi to wypisz sobie to na kartce powieś na ścianie i każdego dnia sobie sprawdzaj czy czasem tego nie robisz. Przez ten czas bądź z tą kobietą i popatrz, że bycie w związku nie oznacza tego, że będziecie siedzieć ciągle w domu na kanapie przed TV ... kobiety też chcą czegoś od życia i chcą coś kurde robić ciekawego... Jeśli nie robią to się nudzą i wtedy rzucają facetów.
Jeśli uznasz, po czasie że robisz to co nie powinieneś robić to kobietę zostawiasz. Proste, logiczne, odpowiednie... Jeśli będziemy się zastanawiać coraz dłużej jakie będzie nasze życie w związku nie wchodząc w związek tylko kontemplując czego nie chcemy to przyjdzie sytuacja, że kobieta Cie nie zechce bo nie wiesz czego chcesz... tylko wiesz czego nie chcesz. Czemu wszyscy na świat muszą patrzyć w jakiś negatywny sposób... Że jak już będzie ten związek to z góry spisanym jest się na nudę i szybką śmierć.
?