
Przebywając w szkole i rozmawiając ze znajomymi zacząłem się ostatnio zastanawiać dlaczego większość z nich jest tak kurewsko znudzonych i wypalonych. Nie jest to kolejny temat o popularnym ostatnio "rozwoju" w kwestii PUA. Jest raczej o ogólnej kondycji dzisiejszego licealisty.
Na poczatku powiem może o sylwetce przecietnego licealisty, w oparciu o odczucia które mam patrząc na kumpli z klasy (a może i na siebie kilka miesięcy temu). Weźmy przeciętnego licealistę i nazwijmy go Piotr. Jak wygląda jego dzień? Piotr wstaje o 7 rano, myje się, zakłada swoje ciuchy utrzymane w wygodnym anonimowym i powszechnym stylu a nastepnie wychodzi do szkoły. Przed szkołą spotyka swoich kumpli raczących się papierosym przed nadchodzacym "koszmarem" dnia codziennego (nie mam nic do palaczy, sam nim niestety jestem). Na ich twarzach nie maluje się zbytni entuzjazm, ich twarze mówią raczej "jestem taki zmęczony, a przeciez jest rano" niczym Adaś Miauczyński w "Dniu Świra". Razem wchodzą do szkoły by spędzić w niej następne 6-8 godzin na nauce, lub co ma miejsce częściej biernym zezwalaniu by czas po prostu upływał. Na przerwach Piotr rozmawia naturalnie ze swoimi kumplami, wymieniaja się uwagami co do dziewczyn, obgadują "pedalski" styl innego kumpla z klasy bo załozył dzisiaj spodnie w kolorze khaki, czasem rozmawia też z koleżankami na nudne i pozbawione emocji tematy. W drodze do sklepiku mija wiele ładnych dziewczyn, kolezanek swoich kumpli z innych klas, niektóre nawet się do niego usmiechają, lecz on zna je przeciez tylko z widzenia rozmowa z nimi nie ma sensu, więc dalej niestrudzenie niestrudzenie podąża w swoją stronę. Po spełnieniu przykrego obowiązku szkolnego Piotr wraz z kolegami wychodzi ze szkoły, raczą sie następnym papierosem, jednoczesnie narzekając na życie i na to "jaka z tej baby od matmy jest suka". Jesli pogoda dopisuje byc może pójdą jeszcze na piwo by potem rozejść sie do domów. Piotr wraca do domu, zanim odrobi lekcje sprawdzi co słychac na facebook'u, przejrzy kilka bzdurnych stron, potem odrobi zadanie domowe w mysl zasady "byle było". Potem przychodzi czas wolny w którym nasz bohater pogra troche w najnowsze GTA, posprawdza 1000 kolejnych razy co słychac na facebooku, znowu przejrzy wieksza ilosc bzdurnych stron, być może popisze chiwle przez fejsa z najlepszym kumplem narzekając że życie chujowe i chętnie poznał by poznał kogoś nowego. Albo z dziewczyną która mu sie podoba i wymienili już miliard wiadomości na każdy temat, ale z która nie zamienił więcej niż jednego zdania w szkole. Potem pójdzie spac i w taki sposób minie kolejny tydzień. W piątek tradycyjnie Piotr wyskoczy z kumplami do miasta/klubu/pubu/na domówkę, gdzie byc może pozna kogoś nowego, choć zazwyczaj kończy się na byciu najebanym z kumplami. Jest jednak pewna rzecz która naszemu bohaterowi doskwiera. Piotr czuje się tym znudzony, cały czas coś mu nie pasuje. Mimo to wiecznie UWAŻA ŻE NIE MA CZASU. To jego ulubiony argument w kłótniach z rodzicami, czy tez najlepsza odpowiedź dla kumpla pytającego "Może zapiszemy się na siłownię?". Życie Piotra jest nudne i rutynowe, ale przecież nie jest tak źle, w szkole uważają go za spoko gościa, mogło być gorzej. W poniedziałek Piotr znowu wyjdzie do szkoły spotka kumpli, a jego twarz będzie mówiła "jestem taki zmęczony, a przecież jest rano".
Ten wieczny "brak czasu" jest w gruncie rzeczy pierdoloną iluzją którą sami sobie wmawiamy, bo zwyczajnie jest nam wygodnie w naszej leniwej strefie komfortu. Zazwyczaj słyszy się do tego tekst w stylu "mam za dużo nauki". Cóż, albo jestem niedorobiony, bo dziwnym trafem mi nauka nie zajmuje całego dnia, albo to po prostu kolejna wymówka. Zamiast się nad tym zastanowić i uczyć samodzielnego myślenia, można łatwo przyjąć postawę bierności, robiąc to czego się od nas oczekuje, zakuwając fakty i odtwarzając informacje na sprawdzianie. Według mnie jedynym właściwym podejściem do nauki jest podejście aktywne, w którym po części bierzemy na siebie odpowiedzialność za swoje wykształcenie. Trzeba być krytycznym wobec tego, czego się uczysz i wykorzystywać wiedzę w sposób przydatny dla siebie. Inną bajką jest to że polski system nauczania nie zawsze daje nam taka mozliwość.
Zdaje się że popularną receptą na nudę w życiu jest znalezienie sobie dziewczyny. To jest kolejna iluzja którą wiele osób lubi się karmić. Jeśli w życiu nie robimy nic ciekawego, to ta laska stanie się czymś czego nam brakowało, stanie się naszym "hobby". Jeśli mimo tego tworzymy związek to trzeba pamiętać że proces niszczenia zaczyna się w momencie stworzenia. Trzymając coś zbyt mocno, nie możemy chwycić nic więcej, bo mamy pełne ręce, w których zwyczajnie nic się już nie zmieści. Krótko mówiąc przysłoni nam świat, dając nam jakąś aktywność. Z tym że ona bardzo szybko to wyczuje i się z tego katapultuje.
Kiedys Pepper napisał że "Ciekawe życie nie jest dla leniwych". To zdanie chyba najlepiej podsumowuje ten temat. A większość licealistów jest zajebiście leniwych i w tym jest problem. Nudzą się bo są zbyt leniwi by się nie nudzić. Jeśli nie robisz nic, poza tym do czego jesteś zmuszony czy też zobowiązany to nie żyjesz, a jedynie istniejesz. Więc zrób coś z tym, bo istnieć nie znaczy żyć.
Odpowiedzi
Ameryki nie odkryłeś. Słynny
czw., 2013-11-07 16:18 — BBSAmeryki nie odkryłeś.
Słynny teks nauczyciela chyba każdy słyszał -
"on jest zdolny ale leniwy"
Dobry blog, jednak szkoda że
czw., 2013-11-07 16:41 — SirDobry blog, jednak szkoda że taki krótki
wystarczy wziac sie w garsc,
czw., 2013-11-07 16:54 — santinoCwystarczy wziac sie w garsc, znalezc hoby, zaczepiac dziewczyny ktore sie mija, zamiast cotygodniowego picia z kolegami dla samego picia wypic 2 piwa w pubie i przysiasc sie do jakis dziewczyn i to zapewni sporo rozrywki, nie trzeba wtedy bedzie gadac na fejsie z najlepszym kumplem jakie to zycie jest chujowe bo beda lepsze tematy do rozmow
dobry blog pozdro
Ee tam, tak źle w liceum nie
czw., 2013-11-07 17:16 — berradEe tam, tak źle w liceum nie było, serio. Ja jakoś dobrze wspominam ten czas. Może dlatego, iż wiecznie mnie oraz innych moich koleżków prześladowały ciągłe przypały, przez co matka częstym gościem w szkole była. Dywanik u dyrektora też był już lekko zafajdany przez moje częste chodzenie tam...

Ale były też imprezy, grile, 18stki. Nauka też była, może nie na aż na takim poziomie jakbym sobie marzył ale źle nie było nigdy. Papierosek z rana jak śmietana, też często to praktykowaliśmy
Nie mówię że w liceum jest
czw., 2013-11-07 19:20 — DedalNie mówię że w liceum jest źle, tylko jak rutynowe jest takie życie od imprezy do imprezy. Ludzie po prostu nie mają większej aspiracji niż melanż.
Imprezy, imprezy i jeszcze
czw., 2013-11-07 17:50 — Rafał89Imprezy, imprezy i jeszcze raz imprezy. Aby do piątku i z górki. Chociaż w tygodniu też się zdarzały różne sytuacje. Ogólnie degrengolada. Niby cały czas coś się działo, lecz mimo to bardzo często czułem pustkę w sobie. Brak celu kończył się tym, że zaczynały się używki. Jeśli ma się jakiś cel to nie można sobie pozwolić na chlanie tydzień w tydzień, a zdarzały się także tygodniowe cugi. Dłuższe też... Potem cały ten okres picia się rozmywał i nie wiedziałem co kiedy się działo, czy w ogóle się działo?
Jak to przeczytałem, to mi się nasunęło na myśl, że to wspomnienia alkoholika. A to przecież byłem ja. Kurwa, masakra. Nigdy więcej.
Z perspektywy 50-cio letniego
czw., 2013-11-07 20:08 — Stary CapZ perspektywy 50-cio letniego mężczyzny chcę Wam powiedzieć tylko jedno. Cokolwiek by się działo, omijajcie szerokim łukiem alkohol i papierosy(o innych substancjach nawet nie wspominam). Z całego mojego życia najbardziej żałuję tego, że piłem i paliłem. Wszystkie kłopoty, nieszczęścia, problemy czy niewykorzystane szanse miały związek z tymi nałogami.
moglbys opowiedziec czemu?
czw., 2013-11-07 20:48 — Gadzikmoglbys opowiedziec czemu? moze po prostu nadużywales?
'moze po prostu nadużywales?'
czw., 2013-11-07 22:58 — Rafał89'moze po prostu nadużywales?'
Skąd ten pomysł hehehe. Zabawny jesteś
Rafał zakrztusiłem się przez
śr., 2013-11-13 15:57 — peperRafał zakrztusiłem się przez Ciebie herbatą...
O proszę. Niektórzy nie tylko
śr., 2013-11-13 16:36 — Rafał89O proszę. Niektórzy nie tylko alkohol powinni odpowiednio dawkować. Następnym razem zakładaj chociaż śliniaczek, jeśli nałóg Cię znowu zmusi
neeeee, no skąd! Tylko
czw., 2013-11-07 22:59 — Guestneeeee, no skąd! Tylko wąchał.
Potwierdzam. Ja zacząłem
czw., 2013-11-07 20:50 — berradPotwierdzam. Ja zacząłem palić w wieku 16 lat. Paliłem koło 5 lat, w liceum wiadomo, żeby być fajnym itp. Z alkoholem nie było problemów, chodź wiadomo, na imprezie lubiłem się zniszczyć, bo nie byłem asertywny wobec towarzystwa. 'Nie napijesz się? Nie pierdol. Naleje Ci i chodźmy w międzyczasie się 'dotlenić' '. Często takie teksty leciały. Nie raz coś złego powiedziałem po alkoholu i potem tego żałowałem. Fajki rzuciłem po wielokrotnych próbach w stylu miesiąc post - łamanie się i palenie. Nie palę koło 2,5 roku. Jest mi z tym mega, bo to dla mnie duże osiągniecie. Poukładałem sobie wszystko w głowie tak, że nie jest to absencja typu zagryzania warg i ciągłym myśleniu o paleniu, że się ma ochotę ale nie mogę, bo jestem niby wolny, a tak na prawdę mnie ciągnie. Nie. Takim typem 'rzucania' palenia się wiele nie zdziała. Prędzej czy później, za 1 rok, 5, człowiek się zapomni i zapali, zwłaszcza na imprezach, bo wielu palaczom papieros w mózgu kojarzy się z alkoholem, takiego typu kotwica w mózgu. Mnie po prostu brzydzą fajki teraz, a jak czuję dym, to czuję jak zbiera mi się na bełta. Czuję się tak jak człowiek, który nigdy nie palił i nie wie co to nałóg nikotynowy. Alkohol też ograniczyłem i to mocno.
Sory za takie rozpisanie, ale może Ci co palą i chcą rzucić , coś z tego przeczytają dla siebie
no rzecz w tym ze od wakacji
czw., 2013-11-07 21:03 — Gadzikno rzecz w tym ze od wakacji zaczalem palic (17 latek heh głupota, ale wakacje..) i teraz poszedłem do nowej szkoły, to tak sobie powychodziłem zapalić, imprezy, i tak wyszło że troche popalilem i czułem już ze mi czegos brakuje (palenia) ale juz czuje ze zepsulem sobie troche kondycje i już nie pale, mam nadzieje ze mi sie uda przestać. Ale w glowie taka mysl "zapale jednego na imprezie, nic sie nie stanie".
i teraz nie pale bo wlasnie jak to mowisz zagryzam wargi i niby jetsem wolny, ale ciąąąągnie. sa takie sytuacje ze w sumie w glowie mysl "zapaliłbym sobie". Ale juz nie chce i nie wiem, czy dalej tak usilnie sie trzymac tego NIE PALE I KONIEC czy jakos "przeramować" myslenie.
dzięki! odpisaleś mi w moim poscie na forum, jeszcze raz dziękuje!
Jeśli coś tam kapkę pomogłem
czw., 2013-11-07 21:21 — berradJeśli coś tam kapkę pomogłem to się cieszę
Też zaczynałem (jak każdy) od okazjonalnego podpalania a kończąc na nierzadko wypalanych 2 paczkach na suto zakrapianej alkoholem imprezach, tak, że nazajutrz we łbie miałem trzęsienie ziemi.
Rzuć to gówno póki czas. Też sobie tłumaczyłem - 'młody jestem, mogę palić, organizm się zregeneruję, z resztą przestanę niedługo palić ' . Takie miałem założenia a niestety nie widziałem końca mojego nałogu, więc zacząłem działać.
W liceum to były próby takie, że nie paliło się parę dni a potem po ciężkiej klasówce wylatywałem na buszka odreagować (niby, tak se tłumaczyłem).
Przeczytałem książke Carra o rzucaniu palenia. Opisuję tam mechanizmy zachodzące w mózgu palacza i całą tą otoczkę wokół tego, że tak na prawdę szkopuł tkwi w innych rzeczach i żeby próba rzucenia w końcu była skuteczna, trzeba 'przeramować' swoje myślenie. To taki drogowskaz w ciemnym zadupiu.
Oczywiście tu analogia do podrywania. Na stronie też są sprawdzone przepisy jak należy postępować z kobietami , jednakże bez swojego zaangażowania i zmian a także zrozumieniu tematu, nie będzie efektów.
Z paleniem też tak jest. Ta książka to tylko wskazówka, którędy trzeba iśc
Pozdrawiam
Allen Carr - Prosta metoda
czw., 2013-11-07 22:56 — Rafał89Allen Carr - Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie. Góra 2 dni czytania, a spokój na całe życie
Uwolnij się psychicznie.
Edit:
Nie przeczytałem wcześniej co berrad napisał, tak to bym się nie wychylał z tym postem. Bądź co bądź masz już 2 świadectwa skuteczności tejże książki.
Dobrze jak chociaż tacy
czw., 2013-11-07 20:57 — nooverDobrze jak chociaż tacy zauważają dziewczyny i się nimi interesują mimo, że robią to nieudolnie ale się starają. Znając dużo ludzi ze szkół średnich ogółem mogę powiedzieć, że dość duża część tych znajomych dziewczyny traktuje jak jakieś niedostępne im boginie przez co nawet nie śmią na nie spojrzeć czy coś o nich powiedzieć (chyba, że powyzywać) nie mówiąc już o jakimkolwiek zagadaniu. Niekiedy idąc z kimś takim przez miasto mijamy jakąś atrakcyjną dziewczynę i co? Ja wzroku nie mogę oderwać w głowie już wyobrażam sobie co bym z nią robił, jak ją rozbierał itp. A kolega obok? Nawet nie spojrzy, nie obejrzy się, nic! Tylko dalej pierdoli jakie to skille/staty czy level wbił i jaką "szaloną" akcje w grze wczoraj zrobił. Wtedy myślę sobie tylko "kurwa gdzie jego jaja się podziały?"
Przede wszystkim nikt się nie
pt., 2013-11-08 09:39 — Stary CapPrzede wszystkim nikt się nie przyzna, że nadużywa alkoholu. Nawet ten z fioletowym nosem powie, że on nie alkoholik, alkoholik to Maniuś co pije denaturat i śpi w śmietniku.
Jest zasada, że wtedy ma się problem z alkoholem, kiedy ma on negatywny wpływ na nasze życie. W tym sensie nadużywałem więc alkoholu bo miało to negatywny wpływ na moje życie.
Następną iluzją jest to, że wszyscy twierdzą, iż są w stanie w każdej chwili zerwać z paleniem czy piciem, jeśli tylko zechcą. W rzeczywistości uzależnienie następuje już po kilku razach i wystarczy jakiś kryzys np. zawód miłosny i staczamy się błyskawicznie na samo dno.
W każdym razie uważam, że prawdziwy uwodziciel nie powinien pić ani palić i to nie tylko dlatego, że sukcesy po alkoholu są wątpliwej jakości. Żeby mieć dostęp do najlepszych kobiet trzeba mądrze dysponować swoimi zasobami takimi jak: pieniądze, czas, zdrowie czy nasza opinia.
Kiedy święciłem największe triumfy w uwodzeniu stale czułem się jak po alkoholu, taka lekka euforia i do takiego stanu radziłbym dążyć. Teraz nie jestem już w tak szampańkim humorze bo ostatnio spotkała mnie seria niepowodzeń w interesach, ale nie topie smutków w alkoholu ani nie palę jednego za drugim, lecz ciężko pracuję od rana do wieczora(dlatego też nie mam czasu napisać jakiegoś porządnego bloga) i wkrótce na pewno wykaraskam się z problemów.
Zalewanie wszelakiej maści
pt., 2013-11-08 10:12 — berradZalewanie wszelakiej maści problemów alkoholem to krótka i prosta droga do uzależnienia. Całe szczęście nie odczuwam żadnej euforii ani przypływu endorfin jak się napiję raz na jakiś czas.
Ja sie przyznaje, że moczyłem
pt., 2013-11-08 10:09 — BBSJa sie przyznaje, że moczyłem mordę przez tydzień i straciłem sporo kasy przez to. Nie mam tu na myśli wydania kasy na płyny wysoko procentowe tylko olania kilku klientów.
Od tamtej pory nigdy nie doprowadziłem sie do takiego stanu.
Myślę, że każdy powinien przeżyć coś takiego by to zrozumieć bo samo gadanie nie pij itp. nie pomoże.
"Następną iluzją jest to, że wszyscy twierdzą, iż są w stanie w każdej chwili zerwać z paleniem czy piciem, jeśli tylko zechcą."
Nie do końca sie z tym zgodzę bo zapomniałeś o tych co mają silną wole
Tak, już nie raz widziałem,
pt., 2013-11-08 10:26 — berradTak, już nie raz widziałem, jak ktoś gadał - 'nie robię x, bo mam silną wolę' po czym prędzej czy później pękał. Warto zmienić swoje myślenie na 'nie robię x, bo mi to nie smakuję/podoba się'.
Czyli jednak nie miał silnej
pt., 2013-11-08 13:53 — BBSCzyli jednak nie miał silnej woli... Był słaby psychicznie.
Wielu ludzi których trudno
pt., 2013-11-08 16:00 — Stary CapWielu ludzi których trudno podejrzewać o brak silnej woli padło ofiarą alkoholizmu lub nikotynizmu: czołowi politycy, znani sportowcy, wybitni lekarze, itd. itd.
"czołowi politycy, znani
pt., 2013-11-08 16:24 — BBS"czołowi politycy, znani sportowcy, wybitni lekarze, itd. itd."
U nich to dochodzi dodatkowy współczynnik. Kasa. Od kasy jebie sie ludziom w dupach
A tak w ogóle nieco
pt., 2013-11-08 10:12 — CharlizeA tak w ogóle nieco odbiegając od tematu co panowie myślicie o palących i pijących kobietach?
A należysz do takowej grupy ?
pt., 2013-11-08 10:34 — berradA należysz do takowej grupy ?
Ja jak paliłem to mi nie przeszkadzało fakt, że kobieta pali.
Jednakże wolałem jak pali slimy, bo marlboro czerwone niezbyt pasowały wizualnie..Teraz nie palę i nie zdzierżyłbym kobiety, z którą się spotykam, coś robię i ona pali. Tak jak napisałem wcześniej, zapach dymu przyprawia mnie o mdłości, więc wolałbym nie ryzykować...:)Zwykłe koleżanki niech sobie palą, mam to gdzieś bo nie łączy mnie z nimi nic szczególnego, więc mi to nie przeszkadza.
Co do alkoholu to akurat średnio przepadam za kobietami pijącymi do tzw. odcięcia. Mało apetyczny widok, jak leży gdzieś pijana i co gorsze jak dobierają się do takich jacyś desperaci, co nie mają odwagi uczynić kroków, gdy kobieta jest trzeźwa i świadoma.
Kiedyś paliłam,obecnie nie
pt., 2013-11-08 10:50 — CharlizeKiedyś paliłam,obecnie nie palę kilka lat i nie zamierzam. Jednak mam znajomą która odpala dosłownie jednego od drugiego,taaak pali te cienkie,ale dwa trzy jednego za drugim i mocno nadużywa alkoholu,jednak na trzeźwo to fajna,ładna i mądra dziewczyna,miała może trochę przebojów w życiu...
Zastanawia mnie dlaczego się tak zachowuje,nie jest sama zawsze ma "jakiegoś" faceta na pół roku czy rok,jednak dla mnie taki styl życia jest wykańczający,no i stać by ją było na coś lepszego niż gardzący nią facet,który sam nie lepszy jest i koleżanki które obsmarowują ja jak tylko mogą,gdy ona jest nieprzytomna na kolejnym melanżu. Dlaczego ludzie sami sobie to robią? Nie żebym ja była jakaś święta,ale nie ma co przesadzać w żadną stronę.
Pewno robi to dlatego, że
pt., 2013-11-08 11:01 — berradPewno robi to dlatego, że znajduję w tym jakiś sens życia. Nikotyna i alkohol stymulują pewne działania w mózgu człowieka. Nierzadko palacze palą, bo są uzależnieni od samej czynności fizycznej jaką jest palenie.
Jeżeli odpala jednego od drugiego, to zapach z jej buzi przypomina pewno ten rodem z popielniczki...
''Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma'' . Może to przysłowie jest bardzo prawdziwe jeśli chodzi o Twoją znajomą?
Robią to bo nie mają innego
pt., 2013-11-08 15:51 — Rafał89Robią to bo nie mają innego (w sumie żadnego) celu w życiu. Tylko chodzi mi o prawdziwy cel, a nie o studia, które podyktowały sondaże w gazetach. Więc aby zacząć coś czuć innego, cokolwiek, sięga się po używki. To najszybsza i najłatwiejsza droga. Przynajmniej w moim przypadku tak było. Chociaż dopiero niedawno sobie zacząłem z tego zdawać sprawę.
Ciekawe pytanie! Jesli chodzi
pt., 2013-11-08 11:38 — armCiekawe pytanie!
Jesli chodzi o palenie, to nie przeszkadza mi, ze laska pali, ale nie lubie jak pali przy mnie. Ja tez pale, ale uwazam to troche za tzw "prywatna sprawe" - pale czasami jak jestem sam, pale czasami z kumplem przy robocie albo piwie, ale w jakis sposob brzydzi mnie widok idacej, trzymajacej sie za rece pary, oboje z fajka. Brrr. No i oczywiscie odrobina higieny, jesli spotykam sie z kims komu zamierzam wsadzic jezyk do gardla to nie pale przed ani w trakcie. Ale to tylko takie praktyczne ograniczenia, sam widok mnie nie odrzuca, a w trakcie siakiejs zabawy tym bardziej wszystko mi jedno.
Jesli chodzi o alkohol to jestem troche hipokryta, mi samemu zdarza sie upic do calkiem ryzykownego poziomu (nie mam na mysli zalegniecia pod stolem na cala noc, to juz nie ten wiek), ale wole kiedy dziewczyna tego nie robi. Moze jestem szowinistyczna swinia, ale ja zazwyczaj upijam sie tak wtedy, kiedy bawie sie tak dobrze, ze po prostu nie patrze na to co pije - piwo? jasne! shot? fuck yeah! Najgorsze co moze mi sie stac, to godzina nad kiblem, godzina na stole albo jakis strzał od kogos kto nie bawil sie rownie dobrze co ja - ale ja mam po prostu doswiadczenie w weekendowej autodestrukcji, wiem jak lagodzic sytuacje; no i mnie nikt nie zgwalci. Jako dobry szowinista oczekuje, ze moja kobieta bedzie bardziej ta osoba, do ktorej poobijany wroce rano lizac rany niz ta, z ktora walne tego jednego shota za duzo. Yin i Yang