
Zacząć od początku, środka, czy może końca? Na każdym kroku, jak dotychczas, chciałem wyróżniać się oryginalnością, jednak ta być może nie okaże się tutaj na miejscu, bowiem swoje myśli chcę uporządkować. A z tym, z kolei, jest mi wybitnie ciężko. Dążąc krocząc ścieżką pełną rozterek, wyrzeczeń, upadków, powstań, upadków.. i na tym chyba koniec, chciałem zawsze być pewnym siebie facetem, typowym macho z jajami ze stali, kolesiem z podbródkiem na wysokości stratosfery, o mózgu już nie wspominając, a jestem wciąż tym wrażliwym, niedowartościowanym, cwaniakującym i nadto wybuchowym – Plypem. Długa droga jeszcze przede mną. Na pocieszenie – już raczkuję. Może i nie do końca wolny po rozstaniu z N, bowiem ostatnie spotkanie przyniosło nieoczekiwany obrót sprawy, jednak wiem, że powrót to nienajlepsze rozwiązanie. Nie jestem chodzącym poradnikiem, nic z tych rzeczy, bowiem dla mnie, każdy nowy dzień przynosi ze sobą nienapotkane solucje na przyszłość.
Z natury jestem mądry leń. Mówi, mówiło mi to dużo osób, i dobrze o tym wiem. Zawaliłem rok w technikum, tłumacząc sobie, że to przez sytuację w rodzinie. Chcieć to móc? Mozolny jak dla mnie proces, ale postępy już widać gołym okiem. I tak to za mało. Chcę dorównać wytyczonym przez siebie autorytetom w obowiązkowości. Zrobię to. Może kiedyś…
Biegam. Biegałem, dopóki nie doznałem kontuzji biegnąc sprintem na poranny, spierdalający spod przystanku autobus. Ścięgno nie dawało spokoju, chwila słabości po ustąpieniu dolegliwości. Robię pompki, znaczy robiłem, bo osiągnąłem pułap czterdziestu i coś z tą motywacją znowu kiepsko. W kwestii kobiet? No, mam za sobą prawie półtoraroczny związek i to był chyba mój wstęp w dorosłe życie nawiązując do tej sfery ( pierwsza miłość? ). Musi chyba minąć jeszcze sporo czasu ( a minęło już parę miesięcy ) bym chciał poczuć to coś do innej kobity. Nie interesuje mnie przelotny seks, już taki jestem i chyba wewnętrznie zakodowane dążenie do związku muszę zaakceptować. Chciałbym jedynie poczuć się spełniony, zakopać dół, mieć szalonych znajomych z twardym systemem wartości, nie lemingów nieumiejących się za grosz bawić, chyba, że kiedy się zećpią. Ja rozumiem, wiem, zdaję sobie sprawę z nieprawidłowości jakich swoją osobą reprezentuję, wiem, że społeczeństwo poszukuje samo przez się twardych jednostek, toteż któraś cząstka mnie nie pozwala spisać się na straty.
Świat potrzebuje wiary. Czemu nie miałbym się więc nią posiłkować? Chcesz się zmienić? Wierz, że się zmienisz i się zmieniaj. Niektórym przychodzi to.. pędzikiem, tym pozostałym los gotuje proces serii mozolnych przemian. Należę raczej do drugiej grupy. Pozbierać się, zmieniać. Przecież to nic trudnego, nie? Kładąc kres swoim poczynaniom w celu „zrobienia koło siebie, by później móc zrobić koło panny” kładzie kres w zasadzie na swojej personie. Motywacja. Potrzebuję kolosalnej dawki motywacji, by przez lata się nią posiłkować. Nie tam żadna chwilowa afirmacja. To musi być COŚ – ale ja to znajdę, a jak skończę, idę pobiegać. Choćby w środku nocy, może spotka mnie coś interesującego i o drugiej godzinie.
Walka to chyba sens istnienia. Walka z przeciwnościami. Ludzie w podeszłym wieku, ilością zmarszczek, zadrapań, blizn, czy zwyrodnień wyglądają właśnie, jakby po masie zwycięstw i porażek, toczyli przez całe swoje życie bój, któryby mieli na starość wygrać. Moja dziewicza cera przypomina mi o niedoświadczeniu życiowym, które czeka za rogiem. I ja będę walczył. I choć tytuł bloga nijak nawiązuje do opowiastki o smoku i rycerzach, słowem wstępu do mojej nowo przez życie pisanej bajki. "Kochany pamiętniczku, trzeba się kurwa mać wziąć do roboty."
Odpowiedzi
"Kochany pamiętniczku, trzeba
czw., 2013-06-06 19:50 — Pierrot"Kochany pamiętniczku, trzeba się kurwa mać wziąć do roboty."
to zdanie w swoim pamiętniczku wypisuje wielu, niezależnie, czy masz 17,27,37, ... 87 lat ... cały czas trzeba ciągnąć ten wózek ...
... powodzenia życzę w walce z własnymi słabościami
.