Witam wszystkich serdecznie.
Od pewnego czasu chodziła za mną myśl napisania na tym portalu czegoś dłuższego, niż krótkie posty na forum. O przelanie na (wirtualny) papier moich doświadczeń i przemyśleń, które były jedną z przyczyn trafienia na tę stronę. Na wstępie zaznaczę, że niestety nie znajdziecie tutaj nowatorskich metod podrywu, opisów jak stać się ‘Super PUA’, gdyż autorowi do PUA daleko, a metod podrywu nigdy specjalnie nie studiował. Przeczytał za to wpisy innych użytkowników, takie jak ‘Zosia’ (aut. baudelaire), czy posty o toksycznych pannach, które poczynił MrSnoofie (np. ‘Trafiłem na toksyczną kobietę, czy po prostu przegrałem bitwę?’). I nagle doznałem swoistego olśnienia. Spostrzegłem że mam identyczne doświadczenia, zacząłem zestawiać historie użytkowników z moją własną, próbować wyciągnąć wnioski na przyszłość, nauczyć się czegoś na podstawie własnych doświadczeń i przemyśleń innych osób. I teraz, po kilku tygodniach postanowiłem zebrać to ‘do kupy’ w tym właśnie wpisie.
Krótkie wprowadzenie. Nigdy nie miałem problemów z podrywaniem dziewczyn, mniejsze czy większe znajomości zaczynały się, trwały, potem kończyły. Były sympatyczne dziewczyny, z którymi spotykałem się miesiącami, były krótkotrwałe relacje, były dwa układy fuck friend. Było rozmaicie, chłodno, gorąco, namiętnie, sympatycznie, coś się zaczynało, coś kończyło – krótko mówiąc bez większych problemów. Do czasu. Do czasu aż trafiłem na Asię, która na tym portalu powinna raczej przybrać imię Zosia. Historia banalna – impreza, numer telefonu, spotkania, KC, seks, spędzanie wolnego czasu. Banalna tylko z pozoru. Znajomość która nigdy nie osiągnęła nawet mitycznego statusu związku, a która dała mi w kość jak żadna inna. Gdy podchodziłem do niej na domówce zorganizowanej przez moich znajomych, nie podejrzewałem, że ta spokojna, cicha dziewczyna, kilka miesięcy później wrzuci do blendera wszystkie moje przekonania na temat kobiet i naciśnie przycisk ‘Start’. Praca urządzenia nie poszła jednak na marne i w miejscu poprzednich pojawiły się zupełnie nowe. Inne, może lepsze, może gorsze, ale na pewno wzbogacone o pewną istotną cechę – wykrywacz, istny radar namierzający kobiety, które same są siedliskiem i mogą być przyczyną wielu naszych problemów (niektórzy użyliby określenia – toksyczne – prawdopodobnie zasadnie; ja pozostanę przy ‘manipulantce’, gdyż moim zdaniem manipulacja stanowi w ich przypadku główny oręż, miecz oburęczny, którym rąbią jak leci wszystkich dookoła. Nie tylko chłopaków, z którymi się spotykają. Manipulują również koleżankami, czy nawet przełożonymi). Radar którego oprogramowanie zostało oparte na zebranych poniżej w punkty przemyśleniach. Zaczynajmy!
Przebiegła manipulantka, która sama pyta czy tobą manipuluje*
1. Słaby charakter, oportunizm i brak twardych zasad.
Jednym z pytań, które zadałem sobie bezpośrednio po zakończeniu znajomości z Joanną, było pytanie czy każdy mógłby paść ofiarą jej manipulacji. Czy każdy dałby się nabrać i wciągnąć w prowadzoną przez nią grę? Odpowiedź pojawiła się niejako z automatu. Nie. Już na początku znajomości odkryłem, że panna posiada pewne cechy charakteru, przyjmuje pewne postawy i przejawia zachowania, których nie akceptuję. Mianowicie potrafiła na przykład okłamać wprost swoją przyjaciółkę, że nie przyjdzie na jej urodziny, bo jest chora (w rzeczywistości była umówiona ze mną). Podobne kłamstwa aplikowała mojemu znajomemu, który chciał się z nią umówić. Odbierała telefon i leżąc ze mną wieczorem na plaży, mówiła mu że musi kończyć, bo leży już pod kołdrą i idzie spać. W pewnym sensie – jak ostatni frajer – byłem nawet uradowany, że panna tak zlewa inne osoby by spędzać czas ze mną. Gdy opowiedziałem o tym siostrze, od razu wywróżyła, że pewnego dnia to ja trafię na ich miejsce i tak skończy się nasza znajomość. Mądra kobieta. Podsumowując – zamiast zawczasu zakończyć znajomość z panną, która bez choćby odrobiny wstydu okłamuje swoich znajomych, ja czując się beneficjentem jej kłamstw prawie biłem jej brawo. Nie tylko ja – jak się okazało na miłą buzię i udawaną infantylność Joanny nabrało się sporo facetów i żaden z nich najprawdopodobniej nie wiedział, że jest jednym z wielu. Całe zastępy adoratorów szukały w znajomości z nią swojej szansy, a ona wypełniała nami swój czas, łechtając przy tym swoje wielkie ego.
2. Kłamstwo, a niedopowiadanie całej prawdy.
Skuteczne manipulowanie nie mogło obyć się bez mieszania faktów z iluzjami, czy prawdy z kłamstwem. Kłamstwo ma jednak tę jedną nieciekawą cechę, że posiada bardzo krótkie kończyny i okłamywanie kogoś np. w sprawie pobytu na imprezie, może szybko zostać namierzone i wywołać nieprzewidziane skutki. Bezpieczniej jest więc mówić prawdę, ale prawdę częściową, a próby drążenia tematu zbywać. Również i w tej dyscyplinie Joanna posiadała poziom ‘Master’ i zręcznie lepiła historie, tak by w miarę trzymały się kupy. Na przykład, owszem, Joanna imprezowała w zeszły piątek, była w klubie X z koleżankami, potańcowała, popiła tak że jeszcze po południu męczył ją kac. Zapomniała jednak wspomnieć, że była również w klubach Y i Z, na domówce u jakiegoś kolegi, kolegi, kolegi, oprócz koleżanki wybrała się imprezować z jej dwoma kumplami, a w samym klubie łasiła się do mojego byłego… współlokatora (jaki ten świat okazał się dzięki Facebookowi mały). Madonnie było bliżej do ladacznicy, ale w mojej głowie pielęgnowała pierwszy z obrazów. Innym przejawem co najmniej zastanawiającego podejścia do naszej znajomości, było izolowanie mnie od pewnych grup jej znajomych. Przez pół roku nie dane mi było poznać jej koleżanek z pracy, kumpli z uczelni, o których istnieniu wiedziałem, jednak nigdy ich na własne oczy nie widząc.
3. Wirtualna rzeczywistość – stworzę ci Matrix on demand.
Kłamstwo a bardziej wspomniane niedopowiadanie to jednak tylko połowa sukcesu. Istotne jest również umiejętne tworzenie w mojej głowie odpowiedniego obrazu swojej osoby i naszej relacji. Jednego dnia Joanna olana przez znajomych, koleżanki, albo przerażona nadchodzącym egzaminem łasi się niczym niedopieszczona kotka, a kolejnego ma takiego focha jakbym ją zdradził z autobusem Arabów. Ba, dnia! O 10:00 radośnie pluskamy się na wakacjach w ciepłym morzu, a o 12:00 ostentacyjnie się do mnie nie odzywa, by o 14:00 znowu radośnie spędzać wakacyjny dzień. Z upływem czasu obserwując jej zachowanie, wychwytując co bardziej zastanawiające wątki jej rozmów z koleżankami, zacząłem odnosić wrażenie, że Joanna jest przekonana, że zasługuje na kogoś lepszego niż ja i w chwilach wkurzenia pokazuje to wprost. Prawdziwy spektakl odgrywała jednak dopiero po fochach. Na przykład dzwoniłem w niedzielę by wyskoczyć w poniedziałek na kolację, odmawiała informując przy tym, że do końca tygodnia ma ogrom pracy, a na weekend wyjeżdża do domu. W międzyczasie niczym piesek dzwoniłem do niej ponownie, zdarzało jej się nie odebrać w ogóle, potem napisać jakiegoś pierdołowatego smsa z jałowym wyjaśnieniem, kończyć ostentacyjnie rozmowy twierdząc, że na przykład nie będzie mi przeszkadzać itp. Po olanym telefonie np. we wtorek, mało przyjemnej rozmowie-monologu, odzywałem się w dzień jej powrotu z domu, tj. w niedzielę. Umawialiśmy się na poniedziałek i w poniedziałek witała mnie rozpromieniona Asia, która z bananem od ucha do ucha kleiła się mówiąc, że to super że w końcu się do niej odezwałem (WTF?). Dziesięć minut później wspominała fantastyczny w jej mniemaniu wypad w góry (ten sam, który zakończył się fochem skutkującym jej milczeniem przez kilka godzin w czasie drogi powrotnej i kilkoma fochami w trakcie samego wypadu). Po kolejnej godzinie przekonywała mnie do wspaniałego pomysłu wspólnej majówki w Portugalii. Jej chamskie odzywki z wtorku, jej zdaniem okazywały się tylko złudzeniem, którego ofiarą padłem, a próby drążenia tematu były w kolejności, wraz ze zwiększeniem mojego ‘nie odpuszczania sprawy’ (czyt. nie godzenia się na takie traktowanie): a) bagatelizowane z próbą obrócenia w żart, b) zbywane jakąś idiotyczną odpowiedzią, c) atakiem z jej strony (często niezwiązanym zupełnie z tematem). Krótko mówiąc wszystkim tylko nie powiedzeniem prawdy. Sytuacji gdy panna wkurzała się (delikatnie rzecz ujmując), waliła fochy, a nawet wprost mnie obrażała, by tydzień później mówić o tym jak o wspaniale spędzonym dniu, było coraz więcej i zacząłem się zastanawiać, czy to amnezja, czy schizofrenia. Równie ciekawe były efekty chłodników, które stosowałem. Panna w końcu ulegała i odzywała się do mnie pierwsza, ale całkowicie bagatelizując powód mojej ciszy. Jak gdyby sprawy nie było. Każda próba rozmowy kończyła się wspomnianymi podpunktami: a), b), c).
4. Gramy w tę grę, ale na moich zasadach. Szczególnie niepisanych.
Z upływem tygodni zacząłem zauważać, że tylko pozornie to ja decyduję np. kiedy się spotykamy, co i gdzie robimy. Nie jestem osobą nachalną i odmowy – w miarę sensownie uzasadnione – przyjmuję bez spiny i nie drążę specjalnie tematu. Nagle zdałem sobie również sprawę, że pojawił się pewien temat tabu, który stał się niepisaną zasadą, a którą ja machinalnie zacząłem przestrzegać. Spotykanie się u Joanny w jej studenckim mieszkaniu. Joanna z racji, że młodszą dziewką ode mnie była, studiowała jeszcze gdy ja w wir pracy rzucony już zostałem. Mimo że u mnie była stałym gościem, u niej byłem tyle razy, że na palcach jednej ręki mógłbym te epizody policzyć. Gdy chciałem kiedyś się wprosić zbyła mnie, że jest sesja i będziemy przeszkadzać innym (a miała swój własny pokój). Potem wykpiwała się niezbyt dobrymi stosunkami ze współlokatorami, którzy niechętnie patrzą na kręcących się po mieszkaniu obcych ludzi. Im bardziej napierałem tym ona wymyślała coraz bardziej komiczne sztuczki, np. zmiana planów rano w dzień moich odwiedzin u niej, oczywiście z wytłumaczeniem i miną ‘kota ze Shreka’ z zapewnieniem o szybkiej rekompensacie z powodu tej odmowy. Czekała aż w końcu zapomnę i oleję sprawę. Po czasie okazało się, że jej wynajmowane mieszkanie odwiedza nie tylko część naszych wspólnych znajomych, ale i inne… pieski Asi (o czym dowiedziałem się już po podjęciu decyzji o zmianie zasad gry).
Podsumowanie, czyli jak smok zaczął zjadać zwierzęta wypchane siarką.
Tąpnięcie które doprowadziło do końca tej trwającej kilka miesięcy toksycznej znajomości, wyda Wam się zapewne absurdalne i mało prawdopodobne, ale sam do końca nie potrafię racjonalnie wyjaśnić tej zmiany. W trakcie wkładania do mojej głowy jednego z wielu (dziesiątek, setek?) pakietów iluzji, którymi próbowała pogłaskać mnie za uszkiem, nagle dostałem niczym obuchem w łeb. Słuchałem jej i miałem wrażenie jakby ktoś opowiadał mi jakieś nieskończone brednie. ‘Co ty chrzanisz?’ – chciałem powiedzieć. Joanna albo generalnie poczuła się stanowczo zbyt pewnie, albo tylko tym razem przesadziła, albo po prostu ja przejrzałem na oczy. Nagle dostrzegłem jakimi bzdurami mnie karmi – brak czasu na spotkanie uzasadniony trudnymi dniami w pracy (a weekendy?), planowanie jakichś wypadów poza miasto na weekend (gdzie dobrze wiedziałem, że dotychczas 99% takich planów nie dochodziło do skutku albo Joanna stwierdzała, że tak sobie tylko głośno myślała i nigdzie nie ma zamiaru się wybrać). Poza tym dostrzegłem również, że wszelkie problemy organizacyjno-czasowe, które uniemożliwiają jej wpadnięcie do mnie, czy wypad do kina, znikają gdy tylko Joanna chce ode mnie czegoś konkretnego. Wtedy telefony magicznie szybko się odbierają, smsy krążą z prędkością rakiety, a Asia potrafi w ciągu godziny zebrać się i przyjechać do mnie. Im bardziej czytelne stawały się dla mnie jej gierki, tym pewniej się czułem i postanowiłem: a) trzymać się swoich zasad i być asertywnym, b) łamać zasady, które sama w toku znajomości narzuciła. Co do pierwszego było to przede wszystkim nie puszczania płazem jej krzywych akcji. Znacznie ciekawsze w skutkach było wprowadzenie w życie punktu b), które to skutecznie mnie z niej wyleczyło. Wspomniałem już o absolutnym braku chęci z jej strony do spotykania się u niej. Po zmianie zasad gry, zacząłem coraz bardziej uparcie dążyć do tego żebyśmy w końcu zaczęli spędzać czas właśnie tam. Ba, nawet byłem skłonny odmówić jej spotkania, jeśli stawiała ultimatum, że albo u mnie albo w ogóle. Oczywiście musiałem mieć jakiś powód tej zmiany, więc… zacząłem robić dokładnie to co robiła ona przez ponad pół roku naszej dziwnej znajomości. Raz nakarmiłem ją bzdurami o bałaganie, drugi o niezapowiedzianej wizycie rodziny. I wtedy właśnie zaczęły się jaja z początkową zgodą i późniejszą, nagłą, poranną zmianą planów. Kolejną rzeczą, która nie dawała mi spokoju, była niebywała niechęć do wszelkich niespodzianek i spontanicznych spotkań. Owszem, potrafiła jednego tygodnia spędzić ze mną 6 dni pod rząd, ale trzy dni później miała pół miliona ważnych spraw, które stawały na drodze do wspólnej kolacji, czy wypadu za miasto. Szczęśliwie złożyło się, że krótko po moim postanowieniu dostałem od pracodawcy służbowy samochód, który w zasadzie mogłem bez ograniczeń wykorzystywać po pracy. Pewnego dnia zaproponowałem (Joanna wówczas pracowała od trzech miesięcy w centrum handlowym), odwiezienie jej z pracy do mieszkania. Stanowczo odmówiła wykpiwając się jakąś pierdołą (oraz jak zawsze zapewniając, że spotkamy się as fast as possible i będzie fantastycznie, wspaniale, zostanie od piątku do niedzieli). Wyleczony z brania tłumaczeń za pewnik, podjechałem pięć minut przed jej wyjściem i spokojnie czekałem na parkingu. Joanna pojawiła się, radosna, pełna energii, dobrego nastroju, a jej rękę dzierżył równie szczęśliwy… typ. Woda zawrzała, ale… po chwili odzyskałem jasność umysłu i chwyciłem za telefon (teraz wróćcie do punktu 1, a dowiecie się, że usłyszałem to co chciałem usłyszeć, choć już w mniej sympatycznej niż kilka godzin wcześniej formie). Postanowiłem wkurzyć sam siebie jeszcze bardziej i na pełnym gazie pojechałem pod jej blok. Po kilku minutach od zgaszenia silnika, pojawiła się Joanna, jej kolega i… spokojnie pomaszerowali do jej studenckiego apartamentu. Jeszcze miesiąc wcześniej wystrzeliłbym pewnie z samochodu jak rakieta i eksplodował w jej mieszkaniu (tym jakże dla mnie niedostępnym), ale wówczas umówiłem się z kumplem za godzinę na dużo dużego piwa i odjechałem do domu. W międzyczasie chcąc jeszcze napawać się jej kłamstwami zadzwoniłem do niej, ale okazało się że zapobiegawczo wyłączyła telefon (co by pewnie nagły dzwonek drogi do orgazmu nie zepsuł). Kilka dni później, zgodnie z planem, spotkaliśmy się u mnie. Ilość testów na wykrywaczu kłamstw dotyczących wiadomego wieczoru, które na niej przeprowadziłem, można liczyć dziesiątkami. Kłamała jak z nut. Nawet przez chwilę nie zauważyłem zawahania. Była… taka jak zawsze. Nie przedłużając – znajomość z Joanną zakończyła się ‘chłodną kłótnią pełną wyrachowania z obu stron’. Nie miała sobie nic do zarzucenia. W moim kierunku rzuciła za to parę wulgaryzmów, zrzuciła na mnie całą winę, zrobiła z siebie ofiarę (‘jeżeli jestem taka beznadziejna to po co się ze mną spotykałeś’ itp.), nawet trafił się teatralny płacz, który momentalnie ustał, gdy spostrzegła, że nie robi na mnie żadnego wrażenia. Wyszła.
Kilka tygodni później usłyszałem od wspólnej koleżanki, że Joanna opowiada, iż jest bardzo smutna, bo obraziłem się na nią i olałem z dnia na dzień…
* takie pytanie, w formie zarzutu, czy przypadkiem tak nie myślę, padło przy pierwszej próbie poważnej rozmowy, już po około 2 miesiącach znajomości, niestety nie okazałem się wtedy zbyt bystry i nie zwróciłem na nie specjalnej uwagi…
Odpowiedzi
Życie, kolego, życie;) blog
śr., 2013-03-13 20:05 — pass7Życie, kolego, życie;)
blog spoko,własne przemyślenia i doświadczenia. Może paru z nas przejrzy na oczy po przeczytaniu.
Gratuluje,że przejrzałeś na
śr., 2013-03-13 20:06 — dudek500Gratuluje,że przejrzałeś na oczy. Mi na twoim miejscu za pewne zajęłoby by to dużej.
Znajomość kosztowała mnie
sob., 2013-03-16 22:24 — AlZnajomość kosztowała mnie dobry rok powrotu do normalności by móc spojrzeć na to chłodnym okiem jak teraz (i dostrzec te wszystkie rzeczy). Świadomość bycia oszukiwanym, słuchania kłamstw mówionych prosto w oczy, jest o wiele gorsza niż bezpośrednie olanie znajomości przez pannę. Ona wychodziła z założenia, że jestem takim frajerem, a ona jest tak sprytna, że prawda nie wyjdzie na jaw i może mi wciskać kity tak długo jak tylko będzie chciała. To naprawdę może wkur..ć.
Bardzo fajnie napisany Blog i
czw., 2013-03-14 11:57 — AdikoBardzo fajnie napisany Blog i morał na koniec - nie ma tego złego
To nie Asia, tylko... nasza
czw., 2013-03-14 12:43 — Bruno WłaściwyTo nie Asia, tylko... nasza ex koleżanka ze strony, która została obłożona exkomuniką hahahahahaha
Kolego, ten mail powinien trafić na główną jako przestroga. Dokładnie wiem, o jakim typie kurwy mówisz. Masz rację, nie jesteś jedyny. Jest nas tu więcej, ja również dawno temu, za górami, za lasami, wpadłem w podobne kłopoty. Jednak nie same przeżycia z tą panią były najgorsze. Najgorsze były skutki w głowie i wir, jaki wokół siebie wytwarzasz po to, by zagłuszyć fatalne uczycia, myśli, ból, rozgoryczenie. Wir, który jest jak tornado. Niszczy wszystko i nie ma szacunku dla niczego. Niszczy małżeństwa, niszczy rodziny, niszczy majątek, niszczy plany, niszczy przyjaźnie.
Czytając Twojego maila, na zmianę się śmiałem, kręciłem głową z niedowierzaniem i udzielałem Ci porad, których nie miałeś szansy usłyszeć. Bo jako typowy Polak jestem mądry po szkodzie. Niestety Twoja historia nie trafi do 95% chłopców z tej strony. Nawet jeśli to przeczytają, to ich to przerośnie, przerazi, a w najlepszym przypadku stwierdzą, że "mnie to na pewno nie spotka" albo wyzwą cię od frajerów, który Z GÓRY nie rozczytał gry tamtej kurwy i nie spalił jej na stosie, jak na to zasługuje. Za słabo zakończyłes tą znajomość, cholera. Tam można było taką wspaniałą intrygę ukręcić i ją upokorzyć, że hejjjj.
Przez chwilę chciałem powiedzieć, że nie jestem tak miłosierny jak Mr Snoofie - stwierdzenie, że ona jest o wiele bardziej nieszczęśliwa, wydawało mi się banałem. Że tu trzeba po prostu zebrać kasę i wynająć jakiegoś agenta Tomka, który ją w odpowiedni sposób zmiesza z błotem. Tylko... czy to nie szkoda nerwów, czasu, energii, kasy... Owszem, szkoda.
Wartość Twojego maila jest ogromna, uważam. Tym bardziej, że kronikarsko to piszesz. Aż chce się więcej. Dlatego - poprosze o więcej
Zakładam że będzie część
sob., 2013-03-16 22:04 — AlZakładam że będzie część druga
Jezus, świetny post. Sam
czw., 2013-03-14 13:12 — FFMMJezus, świetny post.
Sam miałem teraz z taką do czynienia, głównie przez neta. Laska każdego w chuja robi ewidentnie, mnie, ziomka, który się w niej buja, swojego chłopaka...
Miałem chore myśli przez nią, nie chce już mówić jakie. Generalnie w takiej relacji chyba jest więcej szkód, niż korzyści.
Też naciskałem na spotkanie pare razy, laska za każdym razem odwracała kota ogonem, dopóki jej nie zobaczyłem w jednym z supermarketów z jej przychlastem. Poblokowałem ją wszędzie gdzie się da, jak do mnie zadzwoni, napisze mi smsa, zrobię to samo chyba.
Po prostu szkoda zdrowia psychicznego dla takich lasek. Szkoda gadać... Zwykłe szmaty, które, jak napisałeś, mają słabe charaktery.
Jeszcze raz napiszę, świetny post.
Wkońcu spali sobie cały grunt
czw., 2013-03-14 13:18 — VegoWkońcu spali sobie cały grunt pod nogami, świat jest mały; ]
Nie spali - mieszka w dużym
sob., 2013-03-16 22:27 — AlNie spali - mieszka w dużym mieście, a poza tym to jest osoba z paranoiczną potrzebą kontroli, bardzo uważa na to co, gdzie, kiedy i jak, mówi i robi. Odwróci kota ogonem, a frajerów którzy nabiorą się na jej słodką minkę jest i będzie całe mnóstwo (zresztą było ich kilku już za 'mojej kadencji'
i obawiam się, że z każdą imprezą przybywali nowi).
Mocna historia. Bardzo dobrze
czw., 2013-03-14 13:35 — peperMocna historia. Bardzo dobrze zrelacjonowana, po sposobie pisowni wnioskuję, że masz już do tej sprawy odpowiedni dystans ( tyle o ile można do takich rzeczy się zdystansować ) więc gratuluję podniesienia się z tego bagna...
W tym blogu jest zasadniczo
sob., 2013-03-16 22:35 — AlW tym blogu jest zasadniczo opisana tylko jedna strona medalu (a i tak nie w całości). Sinusoida co jakiś czas była nad kreską, wtedy znajomość wydawała się fantastyczna. Mając taki dysonans (a uwierz mi, że nigdy nie poznałem innej panny, która przejawiałaby takie zachowania; te wszystkie standardowe fochy i ST to jest pikuś przy tym co ona mi fundowała) trudno było mi wyrobić jednoznacznie negatywne zdanie, bo dbała o to by mamić mnie miłą gadką, bliskością, a ja niestety się na to nabierałem.
No nie! One jednak mają ten
sob., 2013-03-16 22:46 — kilroyNo nie! One jednak mają ten sam software; gdy jak piszesz sinusoida była nad kreską, to nie zamieniłbym jej na żadną; miejsce, czas, okoliczności były nie ważne, nawet środek pustyni by był ok. Ale gdy sinusoida szła w dół........
Wow, prawie jak moja była
czw., 2013-03-14 20:31 — krootka_paukaWow, prawie jak moja była żonka. Ten typ kobiet tak ma, że nawet jak nie chcą być takie to i tak manipulują całą winę zrzucają na innych.
A powiedz kolego jak reagowała na krytykę, nawet najdelikatniejszą?
Niech zgadnę, odbicie piłki, jazda albo foch
Tak, zasadniczo to było
sob., 2013-03-16 22:39 — AlTak, zasadniczo to było wspomniane przeze mnie a), b), c). Nigdy nie można było liczyć na normalną rozmowę - albo bagatelizowanie, albo próba robienia z siebie ofiary, a gdy to nie uciszało mnie, to następował frontalny atak.
hmn nie wiem za bardzo po co
czw., 2013-03-14 20:40 — Ulrich IIhmn nie wiem za bardzo po co określenie "toksyczna" śmierdzi mi to jakimś kobiecym forum, może po prostu rozpieszczona i niedojrzała ...
Bez urazy ale ogólnie to Ananas ma rację, dostałeś ostrzeżenie, sam poprosiłeś o dokładkę i ją dostałeś ...
Jak to pisałem dobitnie w jakimś temacie
są dziewczyny do piepszenia i do chodzenia
Do pieprzenia Ulrich, nie
pt., 2013-03-15 12:23 — baudelaireDo pieprzenia Ulrich, nie piepSZenia. Alez byki walisz
. Wstydz sie:)
<3
sob., 2013-03-16 10:38 — Ulrich II<3
Dobre. Ty się rozstałeś i
pt., 2013-03-15 08:16 — expatDobre. Ty się rozstałeś i finito. To teraz wyobraź sobie, że to Twoja żona, masz z nią dziecko i kredyt hipoteczny. Co byś zrobił w takiej sytuacji?
I to jest najlepsze pytanie
pt., 2013-03-15 18:12 — kilroyI to jest najlepsze pytanie jakie w przypadku takiego chorego związku należy sobie powtarzć. Sam to robiłem do znudzenia aby rozsądek wygrał z emocjami. Trochę pomagało
koledze pogratulować można
pt., 2013-03-15 12:34 — Dreadnoughtkoledze pogratulować można naprawdę, wyszedł z bagna, zorientował się w porę co się kręci..
hmm tobie chociaż dupy dała, a zdarzają się takie co jeszcze dostępem do swojej cipki manipulują wtedy to już po poziom ekspert w tej dziedzinie.
trzeba mieć oczy dookoła głowy cały czas i nie ma żadnego ale..
pozdrawiam
Dopowiem, że swoimi rodzicami
pt., 2013-03-15 17:47 — kilroyDopowiem, że swoimi rodzicami i rodzeństwem te manipulują wg potrzeb doraźnych kożyści. Jakbym czytał o swojej Zosi. Sytuacje w p.3 a) b) c) są żywcem wyjęte z moich przeżyć; przerabiałem DOKŁADNIE IDEALNIE to samo. Czy one kurwa wszystkie ten sam software mają???
Zastanawialem się swego czasu skąd sie to u nich bierze, są opinie że to wskutek przeżyć, problemow rodzinnych. Ale w moim przypadku jej rodzice, rodzenstwo było całkiem ok, tylko Zosia jakiś odmieniec.
Jest coś takiego jak 'borderliine' poczytajcie o tym w necie; to pojęcie medyczne, z zakresu psychiatrii. Te kobiety maja naprawdę problem, szkoda tylko że my potem cierpimy...
Akurat Joanna jest ukochaną
sob., 2013-03-16 22:49 — AlAkurat Joanna jest ukochaną jedyną córką i wnuczką, nad którą (mimo że dawno osiągnęła pełnoletniość) skacze cała rodzina, chucha na nią i dmucha. Stąd też wpajane jej przekonanie, że zasługuje zawsze na to co najlepsze (i dotyczy to nie tylko rzeczy, ale też ludzi). Nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości.
O kolego! Związek z
pt., 2013-03-15 21:05 — expatO kolego! Związek z dziewczyną z osobowością "borderline" to bajka! Szkoda tylko, że wychodzi się z tego przeważnie jako alkoholik albo na kuracji u psychiatry
Mimo to, mocnym psychicznie polecam!
Albo takim, którzy postępują
ndz., 2013-03-17 00:10 — AlAlbo takim, którzy postępują tak jak ona. 5 innych kobiet w zanadrzu i możemy bawić się w tę grę. To jednak nie w moim stylu.
No nie! No nie!!!! Ten spokój
pt., 2013-03-15 21:53 — Piotr NołbadiNo nie! No nie!!!! Ten spokój i opanowanie w momencie nakrycia tej parszywej kreatury na akcie zdrady. Jestem pełen podziwu! Stary, ja gdybybym znalazł się na Twym miejscu, cyknąłbym jej cyknął jakąś fotkę z ukrycia, gdy migdali się z tamtym typem, a następnie wysłał jej pocztą z dopiskiem: "Pozdrowienia od Al'a, kłamliwa ździro". Poruszyła mnie ta historia i utwierdziła w przekonaniu, że kobiety to nie aniołeczki a zwłaszcza te z delikatną urodą. Bardzo wartościowy wpis.
Oj nie, nie. Zbyt dosadnie to
pt., 2013-03-15 22:11 — Piotr NołbadiOj nie, nie. Zbyt dosadnie to zinterpretowałaś, ale to z mej winy, bo niejasno i źle się wyraziłem. Bardziej miałem na myśli to, że trzeba mieć się na baczności przy słodkich dziewczynach, które robią maślane oczka. Mea culpa.
Oczywiście naszła mnie myśl
sob., 2013-03-16 22:54 — AlOczywiście naszła mnie myśl by teraz to nią się zabawić, ale szkoda było mi czasu i energii, bo wiedziałem że i tak nie zrobi to na niej wrażenia (mam kumpla, który kiedyś 'zatańczył' z panną, która dorabiała mu rogi - włożył w to masę nerwów, a ona tylko odwróciła kota ogonem; może napiszę coś na ten temat w drugiej części).
Ciężko mi sobie wyobrazić
pt., 2013-03-15 22:26 — kilroyCiężko mi sobie wyobrazić żeby facet był w stanie "zapewnić" takie jazdy jak takie Zosie, ale niczego nie wykluczam
To szczerze współczuje.
pt., 2013-03-15 22:42 — kilroyTo szczerze współczuje. Zakładam że był starszy niż Ty
Bardzo ciekawe. O książkę nie
sob., 2013-03-16 22:56 — AlBardzo ciekawe. O książkę nie proszę, ale gdybyś chciała napisać na ten temat bloga - z wielką chęcią bym przeczytał.