
Witajcie mości panowie! Niewiele tu historii ode mnie się ukazało, niewiele było okazji ku pisaniu takich, ale ostatnio w swoim życiu zauważyłem szczególną odmianę. Wszystko się odwraca na lepsze. I nie potrzebowałem do tego codziennych wyjść na DG, ale jedynie kształtowania swoich postaw, co było procesem długotrwałym, przyznam, ale dającym pożądane efekty. Wiecie, nie da się od tak przeczytać paru książek i w tydzień posiąść wszelkie przekonania umożliwiające skuteczny podryw. W moim przypadku było to katowanie się hipnozami i NLPowskimi treściami, i to też dało skutek bardzo pozytywny. Jednak prawdziwe zaświadczenie o mojej wartości zyskałem dopiero po pierwszych spotkaniach z dziewczynami. Zauważyłem, że namnożyło się ich w moim otoczeniu. Więcej czasu spędzam z płcią piękną, więcej kobiet poznaje i z większą ilością się umawiam. I to te spotkania dają tą siłę. Możesz chodzić po pokoju przez półgodziny z telefonem w ręku czując wewnętrzną słabość i zastanawiając się czy przekręcić do pewnej panny, żeby ją gdzieś zaprosić, ale dopiero gdy pokonasz ten lęk i drżącym głosem wypowiesz kilka zdań, a suchość w gardle będzie oznaką paraliżującego strachu, to zobaczysz jak wiele ci to dało. Rozłączając się będziesz czuł tą pewność, tą radość i to nie dlatego, że się zgodziła na spotkanie. Gdzie tam, z tym to mały chuj, największą satysfakcje daje ci wewnętrzny progres, bo „Zrobiłem to! Pokonałem strach!”. I dojdziesz do tego, że zrobisz tak 10 razy i przestanie to już być takie straszne. Wtedy będziesz miał wewnętrzną satysfakcje, gdy ustalając weekendowe plany będziesz sobie mówił „O cholera, chciałem się spotkać z Moniką, ale na sobotę jestem już ustawiony z Gabrysią i Kasią, a w niedziele chciała się ze mną zobaczyć Małgosia”. I myślisz, że to było trudne? Trudność w tym wszystkim polegała na kilku sekundach niepewności, a potem już z górki, spotykasz się, robisz głupi błąd, laska cię zlewa, spotykasz się z następną i nie popełniasz już tego błędu ale robisz 10 następnych. I tak się uczysz, potem spotykasz się z następną i następną i już wiesz, że jesteś zajebisty bo w kolejce masz 30 innych panien, którym będziesz mógł opowiedzieć o sobie i swoim ciekawym życiu. I takim kimś się właśnie stałem. Nie zauważam tego tylko ja, ale i znajomi, co jest mega pozytywną i zajebistą sprawą. A najlepsze jest to, że to nie koniec, rozwijam się dalej, staram się osiągnąć ten beztroski stan, w którym stać mnie na powiedzenie wszystkiego co myślę (w granicach dobrego smaku, bo nigdy mi nie zależało, żeby kogoś w taki sposób urazić), chcę rozwinąć wszystkie pozytywne postawy i wartości w swoim umyśle które czynią mnie dobrym człowiekiem i wartościowym mężczyzną. I nie marnuję czasu, bo mogę kolejny rok siedzieć i czekać na zbawienie nie widząc efektów. Zamiast tego wziąłem się w garść, sięgnąłem po odpowiednie treści, ponownie zacząłem regularnie stosować autohipnozę, afirmować się. I to nie tylko pod kątem podrywu, ale i moralnych postaw, czy ogólnie pojętej pewności siebie. Życzę każdemu takich sukcesów, jakie udało mi się osiągnąć (a tak naprawdę dopiero teraz je dostrzegłem), a ten blog będzie opisem kilku moich poprzednich, jak i następnych przygód z kobietami.
Na początku chcę przedstawić kilka czołowych postaci. Pierwszą z nich będzie panienka A. Panienka A, znana przeze mnie wcześniej, a znajomość z nią odnowiłem w poprzednie wakacje, wykazywała przeogromne oznaki zainteresowania moją osobą, jednak potem stało się coś dziwnego. Po początkowym zainteresowaniu nastąpił etap kilkutygodniowej ciszy. Olałem to bo kompletnie mi nie zależało, nie była to dziewczyna, która od początku zaimponowałaby mi wyglądem, czy chociażby stylem. Jednak po jakimś czasie kontakt z nią się ożywił. Wielokrotnie do mnie pisała, ciągnęła rozmowy całymi wieczorami, podobały jej się moje dwuznaczne odpowiedzi, moja odwaga, a ja po prostu beztrosko sprawdzałem granice dobrego smaku w wydziwianiu i fantazjowaniu wiedząc, że nie mam nic do stracenia. Spotkałem się z nią. O rany panowie, jak ona mówiła, buźka jej się nie zamykała, to był ten moment, kiedy wystarczyło, że podałem temat a ona przez godzinę go wyczerpywała, potem następny i następny. Aż zaczęła się rozklejać. No ja pierdolę, przytuliłem ją i tak spędziliśmy cały wieczór. Kino na wysokim poziomie, ładne nakreślenie swoich intencji. Pozytywnie, aż nadszedł czas opuszczenia miejsca. Wyszliśmy z lokalu, po czym złapałem ją za rękę. Od tak kurwa, bo chciałem, takie widzimisię miałem. Chwilę tak przeszliśmy, ale wyczułem zwątpienie, kontakt fizyczny został zerwany, majstrowała coś przy szaliku i rękawiczkach. „Dobra, chuj” – pomyślałem, a za 10 minut złapałem ją ponownie, było lżej, ale zbliżaliśmy się już do jej domu. Panowie, nie mam pojęcia co się stało, bo to była najlepsza możliwa opcja by ją teraz pocałować ze 99% szansą powodzenia. Ale wiecie co? Chuj, cykor mnie obleciał, sam nie wiem czemu, przytuliłem, dałem buziaka w policzek i spierdoliłem. Słodkie smsy były kontynuowane… Przez jakiś czas. Oczywiście do momentu ochłodzenia znajomości proponowałem następne spotkania, które były akceptowane, a potem nie odbywały się z rzekomo istotnych powodów, ale odwoływała je godzinę przed wydarzeniem. Nie mam pojęcia ile razy ją za to opierdoliłem, ale w końcu dałem sobie spokój. Była potem próba odnowienia znajomości z mojej inicjatywy, ale panna znowu spierdoliła więc olałem sprawę. Bo przecież będą następne.
I były. Wiecie, mam coś takiego dziwnego, że nie kręcą mnie panny, którymi jara się większość facetów. „Sex-bombom” daję 6/10, a to niepozorne dziewczyny o przeciętnej urodzie, jednak zachowujące w niej ten dziwny, urzekający mnie pierwiastek, przyciągają moją uwagę. Taka właśnie była B, która podobała mi się od bardzo dawna, jednak nigdy nie miałem odwagi, by coś zacząć. Kiedyś nawiązałem z nią kontakt, mieliśmy się umówić, jednak wypadła jej ważna rzecz. Ja uznałem to za zwyczajną zlewkę i odpuściłem. Zresztą miała chłopaka, o tym nie wspomniałem jeszcze. Jednak on sam był najbardziej cipejską rzeczą w całym jej życiu. I nie jest to jedynie moje zdanie. Potem przyszły połowinki klas drugich. Wypiłem setke ginu i wpadłem na imprezę. Byłem tam mega zainteresowany kolejnym obiektem o nazwie roboczej C, jednak o niej za chwilę. Po rozkręceniu się trochę zacząłem wyrywać panny do tańca, zatańczyłem też z obecną tam B. Zatańczyłem raz, nawet nie całą piosenkę, bo poproszono mnie bym gdzieś pilnie przyszedł. Raz wystarczył moi drodzy, bawię się dalej w najlepsze, a panna B podbija sama, dałem jej wspaniały taniec, na początku lajtowo, ale potem bliżej, nikt tak nie tańczył na sali. Grzeczni chłopcy łapali dziewczęta za rączki i kręcili piruety, a ja panienkę przyciągnąłem do siebie tak, że nasze twarze dzieliły centymetry. Powodziłem rękoma po jej ciele i po takim bliższym tańcu chcąc zabłysnąć Push&Pull zwiększyłem dystans znowu bawiąc się jak ze zwykłą koleżanką. Moi drodzy, to skurwysyństwo działa, bo B sama podchodziła, sama się zbliżała, sama pragnęła tej bliskości. I tak już nie musiałem jej do tańca prosić wcale, bo gdy potrzeba była, to sama by mnie o niego prosiła. I to było świetne, zapytałem ją o nasze niedoszłe spotkanie, że trzeba to nadrobić, uśmiechnęła się szeroko i zaproponowała ferie. Ferie następowały dopiero po jakimś czasie, który wydłużył się z racji mojego wyjazdu. Ale w końcu nadszedł czas i na nie, a tym samym na wyczekiwaną randkę. I powiem wam kurwa, że było tak zwyczajnie. Tak kurwa najnormalniej w świecie, było jak z koleżanką. Poszliśmy na kawę, no ale ten jebany stolik z tą mięciutką sofą, na której wtulała się we mnie A na naszym jedynym spotkaniu, był zajęty. Dobrze, że B sama chciała tam usiąść i poleciała sprawdzić, czy jest wolny. Usiedliśmy w takim razie naprzeciwko siebie na zwykłych krzesłach, swoją drogą kurewsko niewygodnych. I rozmawialiśmy, o czym? O kurwa wszystkim, tematy były, ale momenty milczenia także. Zacząłem odważnie, dopytując się o jej zainteresowania i pasje. Nie zaskoczyła mnie, wręcz trochę zniechęciła swoim obojętnym życiem. Kolorów nabrała dopiero później, gdy opowiadaliśmy sobie o ciekawych filmach i książkach. Nie no laska jest naprawdę mądra, chociaż brak jej odrobiny iskry. Śmiało się wypowiadała, jednak każdy temat w końcu się kończył i momentami następowała cisza. Sam się z niej zaczynałem śmiać (z ciszy), byleby coś mówić. Tak się skończyło, odprowadziłem ją i pożegnaliśmy się uściskiem. Umawiam się z nią znowu, ale nie mam szczególnie dalekich planów.
W między czasie pojawia się wspomniany obiekt C. Obiekt C to krótka historia, bo bliższy kontakt z nią miałem na połowinkach. Wiem o tej dziewczynie jedno – rusza się wprost bosko, panowie lepszej tancerki nigdy przy sobie nie miałem, jej tyłek opinany przez seksowną sukienką wodził po moim kroczu (i to wcale nie ja zacząłem taką odważną eskalację
) tak, że portki to mi już rozsadzało z tego napięcia. I tu historia się powtarza, podbiłem raz, a potem przychodziła sama i widać było, że pragnie tego tańca ze mną. A panna była mega seksowna, jednak na pierwszy rzut oka brakowałoby jej tego czegoś, tego elementu dobroci, łagodnego spojrzenia, która uwielbiam w kobietach. Jednak i z nią chciałem się umówić, zacząłem od komunikatu na facebooku, przyjęty pozytywnie, mieliśmy zgadać się na ferie. I wiecie co? Chuj z tego wyszedł. Tego nie rozumiem, niby taka zainteresowana, ale dzwonie raz to brak czasu, dzwonie drugi, może w przyszłym tygodniu, dzwonie raz trzeci i ostatni mówiąc, że jak jej tak brakuje czasu to, żeby sama zaproponowała termin, zbywa temat mówiąc, że teraz nie może i ewentualnie potem. No to chuj, więcej się nie interesowałem, w szkole ją mijałem uśmiechałem się z wyższością dając podświadomy komunikat „Twoja cipka wcale nie jest bardziej warta starań niż inne”. Poczekam jakiś czas i dam jej jeszcze jedną szasnę na poznanie ciekawego faceta.
A teraz proszę o uwagę. Na scenę wchodzi dziewczyna sygnowana literką D. Moi drodzy, to już jest totalny kosmos. Czegoś takiego nie czułem jeszcze nigdy. Zobaczyłem ją wiosną w towarzystwie urodziwej B, ale podobnie jak w jej przypadku nie miałem odwagi podbić. Zrobiłem to dużo później, a konkretnie jakoś parę dni temu. Dlaczego? Bo uświadomiłem sobie, ze ona ma tą iskrę, której brakowało B, ma także ten specyficzny rodzaj urody, to co kocham w kobietach, tą osobowość, która jest tak silna, że aż przebija się przez zewnętrzną powłokę krzycząc i urzekając swoim pięknem. Rozumiecie, to jest to jebane zauroczenie, głupie co fakt, ale patrzę na jej fotografię i mówię sobie „Taka kobieta mogłaby być matką moich dzieci”. Po prostu widzisz ją i dostrzegasz te łagodne oczy, ten niewinny uśmiech, tą piękną twarzyczkę, która mimo promieniującej dobroci nigdy nie staje się uwielbieniem większości chłopaków. I byłem kurewsko z siebie dumny i mega zadowolony, gdy do niej podbiłem. A była to krótka piłka, do otwarcia zachęcała mnie przyjaciółka, której poleciłem dopingowanie mnie i przywalenie w mordę w razie, gdybym dostał stracha i zaczął spierdalać. I tego pięknego dnia przybiegła do mnie, zaczęła piszczeć, że ją widziała i mam szansę podbić. Ja opanowany poszedłem z nią w odpowiednie miejsce, trochę poczekałem, pogadałem z podekscytowaną kumpelą i chociaż starałem się zachowywać spokojnie i być opanowanym, to wewnątrz serce napierdalało mi z mocą młota pneumatycznego. W końcu D wyszła zza rogu, usłyszałem „Zrób to!”, po czym kumpela zniknęła wśród tłumu. „No chuj, raz się życie” – pomyślałem i ruszyłem przed siebie. Stanąłem przed nią i powiedziałem jedyne co miałem wtedy na myśli.
- Hej! – Zwróciłem uwagę D. – Cześć, nazywam się Fizyk. – Uścisnąłem jej rękę.
- Cześć – odrzekła lekko zdezorientowana.
- Słuchaj, bo wiesz, wydajesz się niesamowicie interesującą osobą i chcę cię poznać – wyjebałem jej zapamiętanym tekstem.
Gdy mówiłem o „niesamowicie interesującej osobie” zaśmiała się skromnie, jednak udało mi się zrobić dobre wrażenie. Przystała pozytywnie na moją sugestię, po czym chciałem do niej jakiś kontakt, poleciła odezwać się na facebooku, bo numeru telefonu nie pamięta. Tak zrobiłem tego samego wieczora, wymieniłem parę zdań w pozytywnym nastroju i otrzymałem numer telefonu. Wstępnie umówiłem się na niedzielę. Planuję kawę, ale tym razem zarezerwuję ten pierdolony stolik z sofą.
Liczę na wasze komentarze, opinie, rady, naprostowanie w pewnych kwestiach, co zrobić z pewnymi porzuconymi targetami itd. Będę ogromnie wdzięczny, a swoją historię będę kontynuował z kolejnymi spotkaniami starając się zebrać jak najwięcej ciekawego materiału na blog 
Odpowiedzi
No to ładnie, że się
sob., 2013-02-09 18:07 — GoniecNo to ładnie, że się rozwijasz i próbujesz. Powodzenia w życiu