
Maja
Maja to ładna brunetka o niezwykle sympatycznej, lekko zaokrąglonej twarzy. Jest o rok ode mnie młodsza ( 19 lat ) i gdybym miał generalizować, określiłbym ją jaką poukładaną, grzeczną dziewczynę. Chodzi do najlepszego gdańskiego liceum, gdzie wymagają od uczniów naprawdę sporo.
Poznałem ją pod koniec grudnia, gdy kilka dni przed sylwestrem wybrałem się z moimi znajomymi z Gdańska do pubu. Majka przyszła tam jako koleżanka kolegi mojego przyjaciela. Początkowo nie zwracałem na Nią większej uwagi, ot zamieniliśmy razem kilka zdań podczas drogi do pubu, okazało się, że chodziliśmy do jednego gimnazjum, wspólne wspomnienia itp. Nie okazywałem jej większego zainteresowania niż innym chłopakom i dziewczynom w grupie.
Sytuacja nieco zmieniła się w samym pubie, gdy Maja specjalnie zmieniła miejsce żeby przysiąść się do mnie. Dość szybko sprowadziłem rozmowę na seksualne tematy, sam nie wiem jak i kiedy, ale po prostu tak wyszło i bardzo dobrze nam się ta rozmowa kleiła. Alkohol oboje spożywaliśmy w symbolicznych ilościach. Pamiętam jak mówiła, że miała przez 6 lat chłopaka i wywnioskowałem z tego, jak i też z jej braku krępacji w rozmowie o seksie, że nie jest dziewicą. O dotyku w trakcie rozmowy nie muszę wspominać.
Bawi mnie teraz, jak przypomnę sobie jeden z naszych dialogów: - Palisz? - Nie, a Ty? - Ja też nie, no to chodźmy zapalić!
Nie kojarzę już kto wypowiedział jaką kwestię i kto pierwszy wyszedł z inicjatywą wyizolowania się od grupy. Na dworze uliczki były już puste, nie było też szczególnie zimno. Przez kilka minut odchodziliśmy od pubu, po czym zatrzymałem ją i pocałowałem - bez oporów. Po skończonym pocałunku rozmawialiśmy dalej jak gdyby nic się nie stało. Wróciliśmy do pubu - ekipa postanowiła zmienić lokal, a więc poszliśmy do kolejnego pubu. Tam już jednak usiedliśmy jakby z boku względem ekipy i rozmawialiśmy wyłącznie ze sobą. Dotyk był z mojej strony coraz wyraźniejszy - to ręka na jej kolanie, to moja dłoń ściskająca jej dłoń, to jej dłoń odwzajemniająca uścisk mojej dłoni. Jak sama wtedy mówiła "trochę dziwnie, że nie rozmawiamy z grupą, ale tak świetnie mi się teraz z Tobą rozmawia, że nie odczuwam takiej potrzeby".
Postanowiliśmy znów ulotnić się na dwór pod byle pretekstem. Tym razem usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy jakiś czas, kilkakrotnie robiąc pauzy w rozmowie na całowanie, heh niczym niewyżyci nastolatkowie. Później wymieniliśmy się numerami, pamiętam, że wyszło to bardzo naturalnie.
Stwierdziłem, że dobrze było by się jeszcze kiedyś spotkać - ona podzielała moje zdanie, więc zasugerowałem jej jako spokojniejsze miejsce moje dawne mieszkanie ( właściwie moich rodziców, którzy zazwyczaj wynajmują je jakimś studentkom, ale teraz stoi wolne ), oczywiście zastrzegając, że to ma być zwykłe koleżeńskie spotkanie w celu lepszego poznania
i sam nie wiem czemu tak szybko ale umówiliśmy się już na następny dzień ( może też dlatego, że został mi tylko tydzień do powrotu na studia ). Czułem, że ta magiczna energia między nami może szybko opaść, nawet wspomniałem, żebyśmy wstępnie umówili się na jutro, jednak, że nie ma co się nastawiać, bo może kiedy się z tym prześpimy i jutro obudzimy to jednak zmienimy zdanie - ona zaprzeczyła.
Następnego dnia w południe wysłałem jej sms'a:
Ja: Hej, ja po przespaniu sie z tym wszystkim nie zmienilem zdania. A ty? Chcesz sie dzis spotkac?
Ma: Hej, ja też nie zmieniłam. Muszę przyznać, że nienajlepiej się dzisiaj czuję. Może znajdziemy jakieś spokojne miejsce żeby pogadać? 
Ja: Czemu nie
wiec tak jak wczoraj ustalalismy, pojedzmy do ((nazwadzielnicy)) gdzie mam wolne mieszkanie, a po drodze zdecydujemy, czy jeszcze chcemy kupic cos do jedzenia / picia
Ma: A może przełożymy to spotkanie na jutro? Cały dzień mnie kac trzyma ;(
(( Tutaj stwierdziłem, że jeśli przełożę to spotkanie to nic z tego nie wyjdzie i muszę już zagrać trochę Vabank ))
Ja: W ten weekend nie moge, ale Maja jesli nie chcesz sie spotkac to spoko, nie bede Cie przekonywac bo to w koncu ma byc tylko zwykle spotkanie w milym towarzystwie
A jesli jednak zdecydujesz sie na walke z kacem - to spotkajmy sie na ((nazwadzielnicy)) o 20 i razem pojedziemy
Ma: Walka z kacem brzmi całkiem nieźle. A gdzie dokładnie masz to mieszkanie? Może pojedziemy moim samochodem?
Dalej były sprawy techniczne. Pojechaliśmy jej samochodem do mojego starego mieszkania, po drodze robiąc zakupy ( napoje i na wszelki wypadek jakieś płatki i mleko ). W mieszkaniu nie ułatwiła mi zadania, bo usiadła na takim fotelu, że ja siedząc na fotelu obok niej nie miałem za bardzo jak jej w miarę naturalnie dotknąć. Trochę się wahałem co zrobić, ale po kilkunastu minutach rozmowy przesiadłem się na kanapę i powiedziałem, żeby usiadła obok mnie bo tak nie mogę złapać z nią kontaktu ( jakoś tak dziwnie, ale się zgodziła ). Jeszcze kilkanaście minut rozmowy ale już z kinem z mojej strony. Później przeszedłem do pocałunków i namiętnego dotykania się, pieszczenie przez ubrania itp. W trakcie pieszczenia zgasiłem też światło.
To "mizianie się" trwało z kilkanaście minut, później zacząłem dość delikatnie, powoli a może i też trochę nieśmiało podwijać jej podkoszulek do góry, na co ona się odezwała:
- Chcesz ściągnąć ze mnie ten podkoszulek?
- Tak, choć chciałem to zrobić w miarę powoli i namiętnie...
Wtedy natrafiłem na te "ostatnie opory". Ona zaczęła mówić o tym, że dość krótko się znamy i nie chce, żebym sobie o niej coś złego pomyślał, że nie jest taka itp. Nie odpowiedziałem nic, zupełnie nic. W myślach stwierdziłem, że wszelkie próby namawiania jej, logicznego zapewnienia, że sobie nie pomyślę czy mówienia o jakiejś wielkiej namiętności w tej chwili będą jak żałosne gadki chłoptasia, który powie wszystko, żeby tylko zamoczyć. Postanowiłem, że zobaczę jak sytuacja potoczy się dalej, a nawet nie byłem zdziwiony jej reakcją - nie oczekiwałem nawet, że z taką grzeczną i ułożoną dziewczyną będę miał seks drugiego dnia znajomości, umawiając to spotkanie liczyłem tylko na namiętnie pieszczoty i ewentualnie spotkanie za kilka dni i wtedy dążenie do czegoś więcej. Jednak oczywiście plany mają to do siebie, że zawsze dają w łeb - na szczęście nie zawsze w negatywnym znaczeniu 
Po serii wypowiedzianych przez Nią uwag i moim przemilczeniu ich, wróciliśmy do dalszego pieszczenia. W trakcie ściągnąłem z niej podkoszulkę, później jak debil mocowałem się przez kilka minut z jej stanikiem, aż w końcu ulitowała się i sama go rozpięła, na pocieszenie mówiąc mi, że odpiąłem już wszystkie poza jednym zapięciem na staniku ;D
Ona również ściągnęła ze mnie koszulę, później ja z niej spodnie i tak dalej... O dziwo nie było już żadnych oporów. O krótkiej przerwie na włożenie przeze mnie prezerwatywy nie muszę chyba wspominać. Kochaliśmy się przez ponad 2, może nawet 3 godziny, oczywiście z regularnymi przerwami na złapanie sił. Seks bardzo mi się podobał, często wymienialiśmy się uwagami i komentarzami, otwarcie mówiliśmy, jak nam się lepiej podoba, czy wolniej czy szybciej, wspólnie obmyślaliśmy nowe pozycje i takie tam... ^v^
Po wszystkim ona kulturalnie odwiozła mnie do domu. W następnych dniach coś mi w głowie się poprzewracało i naszły mnie jakieś myśli, żeby teraz nie przesadzić z czułością, żeby nie pomyślała, że ma mnie w garści i stek innych bzdur. Czyli pospolity debilizm. Pod wpływem tego stanu napisałem do niej za kilka dni sms'a:
Ja: Hej Majka, spotkajmy sie jeszcze przed moim wyjazdem - pasuje Ci piatkowe popoludnie?
Cisza z jej strony. Następnego dnia ( czwartek, a w niedzielę musiałem już wyjeżdżać ) zadzwoniłem do niej - nie odebrała, po czym wysłałem jej jeszcze jednego sms'a:
Ja: Dzwonilem bo wczoraj nie dalas mi odpowiedzi. Nie wiem co ci tam siedzi w glowie, ale jak ci przejdzie to mozesz sie odezwac a jak nie to trudno
Również bez odpowiedzi. To mnie zabolało, wolałbym, żeby chociaż napisała jakąś wiadomość i mnie spławiła, ale takie nie odpisywanie wcale... No cóż jak na ironię w tym momencie chyba najbardziej zaczęło mi na niej zależeć.
Oczywiście wiedziałem, że sprawa jest już przegrana, tak więc pogodziłem się z myślą, że to już jest koniec. Jednak gdy w niedzielę wracałem pociągiem z Gdańska do Lublina, miałem wiele godzin podczas których chcąc nie chcąc zacząłem rozmyślać, robić ostateczny rachunek sumienia i nawet zaczęło do mnie dochodzić, że te moje dwa ostatnie sms'y były takie "bucowate" i w sumie nie w moim stylu. Gryzły mnie z tego powodu wyrzuty sumienia, że udawałem jeszcze zimnego wyrafinowanego drania w tych ostatnich sms'ach, więc postanowiłem napisać jej jeszcze jedną, pożegnalną wiadomość, prosto z serca.
Ja: Hej, pisze ta wiadomosc bo... w sumie to sam nie wiem czemu. Bylem zaskoczony sposobem w jaki zakonczyla sie nasza znajomosc, a nawet troche zawiedziony, bo wydawalas mi sie osoba warta dluzszego poznania. Chce tylko Ci powiedziec, ze bede milo Cie wspominal, nie mam do Ciebie zadnych pretensji i niczego nie zaluje, moze z wyjatkiem formy zakonczenia tej znajomosci i mam nadzieje, ze Ty masz takie same odczucia... I naprawde szczerze zycze Ci Maju wszystkiego najlepszego w zyciu!
Po wysłaniu tej wiadomości, poczułem się jakoś lżej. Może były tam jakieś teksty needy-gościa, ale poczułem się po prostu - tak jak ja. Naprawdę też, nie oczekiwałem odpowiedzi. Aż tu nagle:
Ma: Hej Arek. Wybacz, że się nie odzywałam, ale potrzebowałam trochę czasu żeby wszystko przemyśleć. Ja niestety nie widzę możliwości dalszego kontynuowania naszej znajomości. Zaczęliśmy ją od złej strony, to nie byłam do końca ja i nie chciałabym żebyś jako taką osobę mnie postrzegał, bo tak naprawdę nie zdążyliśmy się ze sobą poznać. Może w innych okolicznościach rzeczy potoczyłyby się inaczej. Mam nadzieję, że tak jak obiecywałeś, wszystko pozostanie między nami. To tyle ode mnie, miło było Cię poznać, trzymaj się!
Ja: Przykro mi, ze zalujesz. Ja wyszedlem z przekonania, ze to po prostu sie stalo, po czesci tylko zaleznie od nas a po czesci tak na siebie dzialalismy - ale oczywiscie masz prawo to widziec na swoj sposob i musze to uszanowac. Nie musisz sie martwic, nikt sie nie dowie, co najwyzej ludzie ktorzy byli wtedy w pubie moga sie czegos domyslac, bo jednak bylo widac nasza relacje, ale nigdy sie nie dowiedza co miedzy nami bylo, mozesz mi ostatni raz zaufac. Tez sie trzymaj!
(( I w tym momencie naprawdę myślałem, że to koniec, ponownie się myliłem ))
Ma: Sama nie wiem, pogubiłam się trochę, to dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Może masz trochę racji. Z jednej strony nie chciałabym tracić z Tobą kontaktu, ale z drugiej zupełnie nie wiem jak to wszystko miałoby dalej wyglądać...
Ja: Ja tez nie chcialbym zebysmy sie stali dla siebie zupelnie obojetni, nawet przyznam sie, ze jak proponowalem Ci ostatnie spotkanie to chcialem zwolnic tempo,spotkac sie na neutralnym gruncie gdzies na miescie i po prostu rozmawiac, poznac sie tak jak nalezy, ale teraz pewnie juz nie bedziesz miala na to ochoty... Sam tez musze uporac sie z wlasnymi myslami, ale moze jesli wszystko sobie w glowie poukladam to odezwe sie do Ciebie za miesiac jak znow bede na dluzej w Gdansku, a Ty juz albo mnie olejesz albo sie ze mna spotkasz, zobaczymy co bedzie
Ma: Szczerze? Myślałam, że liczysz na powtórkę, a taki styl życia to chyba nie do końca moje klimaty. Dlatego wolałam się nie odzywać. Ok, to daj znać jak tu będziesz i pomyślimy.
Sesja
Wróciłem do Lublina. Nadszedł czas na kaca moralnego pt. "całe święta minęły, a Ty Peper nie uczyłeś się nic do sesji, a zostały już tylko 3 tygodnie..."
Zaczął się największy zapierdol z nauką w moim życiu. Przez 3 tygodnie wychodziłem z domu tylko na uczelnię, w weekendy od rana do wieczora siedziałem przed książkami, z przerwami co 1,5h na jakieś 20 minut filmiku na necie dla rozluźnienia umysłu, i z powrotem do książki. W dzień przed każdym poważniejszym egzaminem i tak stwierdzałem, że jeszcze mam sporo do nauki - przez co w 3 dni przed 3 poważniejszymi egzaminami siedziałem do późna w nocy nad książkami, spałem 2-4h i z czerwonymi gałkami ocznymi leciałem zdawać, przeklinając sam siebie, że nie uczyłem się regularnie... Ale udało się. Zdałem wszystko w terminach zerowych. Co prawda na trójki, ale nie ma co narzekać - z najtrudniejszego przedmiotu 75% ludzi ode mnie z roku nie zdało w pierwszym terminie, a Ci co nie zdawali zerówek, ostatni egzamin mają właściwie dopiero za dwa dni, podczas gdy ja od tygodnia jestem wolny. W przyszłym semestrze czekają mnie jeszcze trudniejsze przedmioty - a więc będę musiał zacząć uczyć się regularnie, a nie na ostatnią chwilę...
Monika
O Monice wspominałem w ostatnim swoim wpisie, ładna brunetka poznana przeze mnie kilka miesięcy temu w klubie, starsza ode mnie o 4 lata. Jedyne co nas łączyło, to wspólny kierunek studiów ( choć na dwóch różnych lubelskich uczelniach ), kilka godzin wspólnej zabawy w klubie i pocałunek. Dzieliła zaś nas późniejsza niemiła rozmowa przez sms'y, w wyniku której już nigdy nie mieliśmy się do siebie odezwać.
Jednak w okresie mojego intensywnego uczenia się do sesji, stwierdziłem, że fajnie by było mieć jakiś dodatkowy przerywnik w nauce, ot raz na kilka godzin wymienić się z kimś wiadomością - odezwałem się więc do Moniki. W tej rozmowie co chwila mi wypominała mój młody wiek. W głowie mi nie było żadne odbijanie piłeczki, musiałem skupić się na studiach więc zwyczajnie ignorowałem jej teksty i kontynuowałem rozmowę, która była jakąś tam odskocznią od całodniowych trybów nauki. Podam wam kilka fragmentów z tej rozmowy, dla lepszego naświetlenia sprawy:
Ja: Hej hej, co tam u Ciebie slychac? Przygotowujesz sie do aplikacji czy balujesz w najlepsze
?
Mo: Baluje w najlepsze - hahaha, bez przesady. Jak mam ochote to czasami gdzies wyjde
Jest styczen - do aplikacji sie nie przygotowuje, ale w poniedzialek mam egzamin wiec zaraz siadam do nauki. A Tobie co, juz wszystkie dziewczyny z pierwszego roku sie znudzily?
((bla bla bla ))
Mo: Wybacz, ale jakos nie smiesza mnie Twoje zarty. To pewnie starosc. bla bla bla
Ja: bla bla bla a staroscia Ty mi sie tu nie wykrecaj, w koncu masz dopiero 24 lata ;P
Mo: 23 glupolu
bla bla bla. Nie rozumiem juz wspolczesnej mlodziezy
Ja: Oj Monia, Monia... Gdybys Ty wiedziala jaki usmiech na mojej twarzy wywoluja niektore Twoje sms'y...
no ale mniejsza z tym, ja juz ide spac bo mam jutro wazne zaliczenie, takze bywaj!
Mo: A ja egzamin
Powodzenia i dobranoc
2 tygodnie później również się do niej odezwałem, rozmowa była zdecydowanie milsza:
Ja: Hej co tam, masz chociaz taki zapieprz na tym 5roku jak ja teraz, kilka dni przed ostatnimi egzaminami sesji ;>?
Mo: Nieee, no co Ty, przeciez my na tym kulu nic nie robimy
W poniedzialek zaliczam ostatni egzamin w tym semestrze i dzisiaj mam zamiar ogarnanc 120 tez. Poki co jestem na 90
. Az tak Ci daja w kosc profesorowie?
Ja: W poniedzialem mam egzamin z rzymu, a we wtorek z logiki - oba ustne. A pozniej wolnosc, jednak poki co jeszcze jakies 60h wyjete z zyciorysu. Ale dam rade. To przynajmniej wiekszosc materialu juz masz przerobione, a mnie czeka namietna noc z podrecznikiem...
Mo: Noo rzym to niezla przeprawa na pierwszym roku, jednak nie watpie ze sobie poradzisz
Czasem tak bywa, ze trzeba miec kilka dni wyjetych z zyciorysu, zeby potem moc sie cieszyc z sukcesu
Pomysl, ze juz niedlugo bedziesz swietowal!
Moze pocieszy Cie tez to, ze ja nadal romansuje z kro a jutro czeka mnie 80 tez z jakichs dziwnych ustawek... Oby do poniedzialku! Tzn. do wtorku w Twoim przypadku 
Ja: Zawsze to milo wiedziec, ze nie tylko ja sam siedze i musze sie uczyc
Swietowania napewno sobie nie odpuszcze, ale nie rozpraszaj mnie teraz wizjami tego jak to bedzie fajnie po sesji - najpierw obowiazki, potem przyjemnosci 
Mo: Naprawde myslisz ze moglabym Cie rozpraszac??
Wyluzuj !! Nie mozna byc juz teraz takim formalista, bo jak to sie skonczy na 5 roku ?? Juz nie mowiac o Twojej przyszlej karierze
Bla bla bla, mniej ciekawe rzeczy starałem się pominąć. Godna moim zdaniem uwagi była jeszcze rozmowa przeprowadzona w dzień, gdy zdałem ostatni egzamin:
Ja: Hej, wczoraj bylem w takiej ekstazie, ze nawet nie zapytalem - a jak Tobie poszlo ;> ?
Mo: Nie dziwie sie
Rozumiem, ze logika tez zdana? Mi rowniez poszlo dobrze, ale na poczatku troche wypadlam z rytmu, bo w katedrze z profesorem siedzial jakis doktorant, niesamowicie przystojny
ale podczas mojej odpowiedzi profesor kazal mu wyjsc, bo chyba zauwazyl, ze usiluje mi podpowiedziec. Kiedy juz poszedl poszlo mi o niebo lepiej 
Ja: Haha a to dopiero nie licha historia ;d Heej to mega pozytywnie, nie dosc ze dobrze zaliczylas, to jeszcze na jakiegos przytojniaka trafilas! Mnie tez rozpiera radosc, wprawdzie zadnych ladnych pani doktor u nas nie ma, ale juz zaliczylem cala sesje i mam prawie 3tyg wolnego! ;d ;d ;d
Mo: Imponujace
Ja teoretycznie tez mam 3 tyg ferii, ale pozwole sobie na labe tylko do konca tygodnia, bo mgr czeka
Wracasz do domu na ferie? Mama teskni? 
Ja: Pewnie, ze teskni, w koncu jestem w domu raz na kilka miesiecy
taak jade, jeszcze nie postanowilem kiedy ale zapewne na dniach
chcesz sie moze spotkac zanim jeszcze wyjade?
Mo: dzisiaj oddalam swoj indeks i jade juz do domu, bo akurat mam transport. Poza tym znowu bys mnie ostrzegal zebym sobie nie robila nadziei... Haha
Ja: Oj tam, czasem plote co mi slina na jezyk przyniesie i sie nad tym nie zastanawiam, no to troche szkoda, ze musisz jechac bo mozna by wspolnie poswietowac, ale spoko, za Toba tez sie juz pewnie stesknili 
Mo: Hmm czy ja wiem... Moze moja malutka siostrzyczka
Do swietowania bedzie jeszcze duzo okazji, czyz nie?
Ja: Oczywiscie
jesli nie wciagnie mnie w drugim semestrze hpp a Ciebie magisterka, to czemu nie
Mo: Mnie na pewno wciagnie, ale sobotnie wieczory zamierzam sobei darowac. Lubie sie czasami odstresowac... 
Ja: A ja czasem w piatki, czasem w soboty
w takim razie zgadamy sie jeszcze pozniej na jakies wspolne swietowanie/odstresowywanie 
Mo: Pewnie
O ile hpp pozwoli
Tak więc tak jakoś, z intencji zwyczajnego pogadania z kimś w okresie sesji, wyszło wstępne umówienie się na spotkanie. Cholera, naprawdę aż do ostatniej rozmowy tego nie planowałem, no i chyba dalej też nie mam co planować, zobaczymy jak to wyjdzie w drugim semestrze...
Dominika
Szczupła blondynka o bladej cerze, dziewczyna w moim wieku - studentka pierwszego roku filologi polskiej. Poznałem ją przez przypadek, gdy raz wracałem z kolegą z taniej stołówki na wydziale humanistycznym. Natknąłem się wtedy na Dominikę wraz z koleżanką, które znały się z moim kolegą, porozmawialiśmy więc trochę. Pamiętam tylko, że Dominika strasznie dużo mówiła a ja strasznie się nabijałem, że zboczuch z niej
Zdziwiłem się, gdy kilka dni później dodała mnie do znajomych na face book'u - przyjąłem zaproszenie i wysłałem zaczepną wiadomość. Nie chce mi się już wyszukiwać i kopiować tutaj lepszych kawałków. Już w czasie tej pierwszej rozmowy sprawy potoczyły się szybko i konkretnie, pełno pozytywnej reakcji z jej strony i chęć spotkania się - w drugim semestrze oczywiście, kiedy wrócę do Lublina. Kilka razy jeszcze rozmawiałem z Dominiką przez fb - już za każdym razem z jej inicjatywy, takie standardowe zaczepki o to, co tam słychać i nawiązywanie do tego, żebym pamiętał, że mamy się spotkać.
Szczerze mówiąc, do Dominika mam najmniejszy zapał, choć nie chcę oceniać po pozorach. Z tego co mi pisała wydaje mi się jednak dziewczyną, która chciałaby się wyszaleć ale za bardzo nie ma jak rozwinąć skrzydeł, ze względu na to, że otaczający jej znajomi raczej są leniwi w kwestii jakiś imprez. Spotkam się z Nią i zobaczę jak to będzie...
Chciałem tu jeszcze wspomnieć o Izie i Oli, dwóch dziewczynach ode mnie z roku z którymi wstępnie mam się spotkać ( z jedną na piwo, z drugą na wspólne imprezowanie ) jednak długość wpisu jak zwykle mnie zaskoczyła, więc daruje to sobie i wam 
Obecnie mam jeszcze prawie 2 tygodnie luzu od studiów i siedzę w Gdańsku, 3 dni temu spotkałem się z Mają. Tak jak zamierzałem - było to zwyczajne spotkanie na mieście, prawie 2h przegadane w kawiarni, później drobny spacer po mieście zakończony obżarstwem w kfc z masą śmiechu w tle - naprawdę świetnie się czuliśmy w swoim towarzystwie, Maja wydaje się ambitną dziewczyną, z która można również przeprowadzić rozmowę na poziomie...
Poza tym, rozmawialiśmy też otwarcie o tym co się między nami stało, Majka mówiła, że musiała sobie to wszystko w głowie poukładać, przywyknąć do nowej sytuacji, a poza tym stwierdziła, że dobrze, iż się spotkaliśmy - bowiem przez sms'y wydaje się jej strasznie chłodny, w przeciwieństwie do rzeczywistości...
Umówiliśmy się na czwartek, znów u mnie. Po zaproponowaniu jej tego sam nie wiem czemu dodałem:
- Ale wiesz Majka, że to spotkanie nie musi się skończyć na jednym...
- Nie musi, ale może... Daj spokój Arek, nie mamy 5 lat, co będzie to będzie...
I taki stan rzeczy obecnie tkwi w mojej świadomości, choć nie wiem, czy nie pojawią mi się w najbliższej przyszłości rozterki moralne, bo przecież, jak wrócę do Lublina, będę dalej kręcił z innymi... No ale to już moja rzecz, sam będę musiał podjąć kilka decyzji dotyczących mojego działania w relacjach z kobietami w najbliższym czasie...
Odpowiedzi
Tak jest. Da się peper? Da
sob., 2013-02-09 20:45 — ItalianoTak jest. Da się peper? Da się! Bez zbędnego myślenia, z porządną ramą i widzą tego, czego chcesz od kobiety masz efekty. Na dodatek widać, że zaczynasz nakręcać się swoimi akcjami... Każda jakby kobieta wywołuje w Tobie motywację do postawienia kroków w stronę kolejnej kobiety. To jest ciekawe, to daje moc. Baa nawet potrafi czegoś nauczyć.
Oby tak dalej, widać że uwierzyłeś bardziej w Siebie, dobra inwestycja!