
Witam
Opiszę tym razem skutki mojej 'walki' z samym sobą. Zacząłem tą swoistą batalię jakieś 2-3 miesiące temu. Zadziwiające, że przez tak krótki okres czasu zdążyłem się tak bardzo zmienić. Jeszcze bardziej mnie podnieca i ekscytuje fakt, że będzie coraz lepiej i lepiej. To co opiszę może się to wydać niektórym banalne (szczególnie biegaczom), dla mnie to jednak ma ogromne znaczenie i mam nadzieję, że częściej będę odczuwał taki stan umysłu 
Sobota rano, po nawet nie trwającym godzinę snu wstaję do pracy, w której mam spędzić 12 godzin. Po przebudzeniu nie wiem właściwie jak się nazywam ani co się dzieje, ale szybko zwlekam zwłoki aby się ogarnąć i ruszyć w drogę. Jako ochroniarz chodzę w te i wewtę lub stoję jak kołek w miejscu. Nudy na pudy? Nie dla mnie, cały czas konkretyzuję myśli na pozytywnych aspektach życia, uśmiecham się do ludzi i śmieję z współtowarzyszy 'niedoli', którzy wiecznie narzekają jak im źle i niedobrze bo przyszli do pracy.
Po robocie idę na spotkanie z dziewczyną. Tym razem jednak wracam szybciej do domu i mam do przespania prawie 5 godzin
Budzę się znowu rano, o dziwo jestem całkiem wyspany. Także więc dziarskim chodzem lecę na autobus, aby ponownie 12 godzin w pracy spędzić. Dzisiaj wypada mój dzień biegania (jak co 2 dni). Podczas przerwy w pracy widzę za oknem jak śnieżyca szaleje i zasypuje wszystko wokół. Jeszcze nigdy nie biegałem po śniegu. Moja pierwsza myśl 'ale będzie zajebiście'. Natomiast potem pomyślałem ze zdziwieniem, że taka pogoda jest idealna żeby zrobić sobie wymówkę i siedzieć w domu, a moja ochota na bieganie mimo to wzrosła.
Po powrocie na chatę szybko przebieram się, rozgrzewka, rozciąganie - standard. Wybiegam na dwór, jest zimno jak diabli ale wiadomo, potruchtam z początku kilka minut i będzie ok. Zresztą nie ma nieodpowiedniej pogody dla biegacza - jest tylko nieodpowiedni ubiór. I mój nie był do końca kompletny - brakowało mi gogli (po które bym wrócił gdybym miał
) bo śnieg leciał prawie że poziomo. Skutkowało to tym, że ciągle mi padało do oczu i nic nie widziałem, mogłem otwierać oczy na niecałą sekundę. Nie pomyślałem wtedy 'nie no tak się nie da, wracam'. Moją głowę zaprzątała jedynie myśl jak w takich warunkach utrzymać prostą sylwetkę (brak tego elementu może potem być nieprzyjemny w skutkach) oraz mieć podniesioną głowę, a do tego cokolwiek widzieć. Taki stan rzeczy na szczęście trwał niedłużej niż 10 minut. Zadowolony z pokonania kolejnej przeszkody leciałem dalej. Stopy stosunkowo szybko zaczęły mnie boleć, jak to zawsze po weekendzie w pracy. Miejscami nie wiedziałem czy to jest dalej bieganie, czy może już skakanie? Po prostu tyle śniegu napadało. Kolejnym wyzwaniem było wbieganie i zbieganie po schodach, tutaj odpowiednio zmniejszyłem tempo aby nie przewrócić się. Po około 40 minutach od rozpoczęcia treningu złapała mnie kolka - tego jeszcze nie grali! Nie pamiętam kiedy ostatnim razem miałem kolkę. Najłatwiejszym sposobem pozbycia się kolki jest zaprzestanie ruchu - tego jednak uczynić nie mogłem, w tym odcinku nie poddam się. Zmniejszyłem tempo, zacząłem brać głębsze wdechy. Efekt - po ok. 100 metrach znikła jak kamfora, a ja przyśpieszyłem.
Przez resztę biegu rozmyślałem nad swoim jestestwem. Jeszcze rok temu poległem na tym samym. Tym razem nawet nie pomyślałem o zaniechaniu wysiłków - ba, kolejne wyzwania działały na mnie pobudzająco. Moje odczucia kiedy to się działo były naprawdę silne i to wszystko nadawało takiego heroicznego charakteru. W końcu nie codziennie można powiedzieć, że robiło się coś po raz pierwszy w życiu. Czułem, że mogę wszystko. Do tego doszły jeszcze oczywiście inne dobre rzeczy, które ostatnio się wydarzyły w moim życiu. Tak więc Panowie i Panie - ruszcie dupę w troki i poczujcie się tak zajebiście jak to i ja się poczułem 
Pozdro i powodzenia w tym co robicie, cokolwiek by to nie było
Odpowiedzi
Biegam już ponad rok i sam
śr., 2012-12-12 13:28 — MrDexterBiegam już ponad rok i sam pamiętam jak to było
Bieganie w trudnych warunkach jest najlepsze bo musisz walczyć ze sobą przez większość biegu, sypie Ci w mordę, mroźno po całej twarzy ale ty biegniesz dalej, to jest właśnie piękne bo czujesz się wtedy wielki, biegniesz do celu bez względu na wszystko.
Dokładnie Ja na razie
śr., 2012-12-12 17:42 — Rafał89Dokładnie
Ja na razie dopiero prawie 3 miesiące w tym roku, ale rok temu też coś tam próbowałem, w sumie biegałem dłużej niż teraz. Z tym, że teraz wiem, że na pewno nie przestanę biegać - no chyba, że mi nogi połamią 
Ostatnie bieganie... Taaaak,
śr., 2012-12-12 15:02 — PiotreeKOstatnie bieganie... Taaaak, -8 na dworze i lud na szosie ale... jak się później lekko zasypia
Jak ludzie są na szosie to
śr., 2012-12-12 15:05 — ViqJak ludzie są na szosie to ich policja przegania
Przypomniało mi się ostatni
śr., 2012-12-12 17:01 — drenziPrzypomniało mi się ostatni raz gdzie przebiłem magiczną barierę 15km. Wiedziałem, że na drugi dzień z bólu ledwo wstanę z wyra, ale powiedziałem sobie w połowie drogi ,mam to w dupie, najważniejsze w tej chwili to osiągnąć swój cel' Do końca tygodnia przypominając sobie tą sytuację banan na twarzy pojawiał się momentalnie. Warto zrobić coś dla siebie, osiągnąć jakiś cel. To napędza naszą psychikę i daje dużo pozytywnej energii.
Uważaj żeby się nie
śr., 2012-12-12 17:39 — Rafał89Uważaj żeby się nie przeforsować, bo jeśli po 15km z bólu ledwo wstajesz to to znaczy, że coś jest nie tak.
Swoją drogą ciekawe ile na forum jest biegaczy
Ja jestem na razie amatorem, chociaż czytam już trochę artykułów o bieganiu więc ciągle do przodu.
Jak ktoś nie ćwiczy
śr., 2012-12-12 19:18 — PankiewJak ktoś nie ćwiczy regularnie to po 15 km nogą nie ruszy. Żeby jako tako biegać i wstawać rano pełni sił trzeba mieć jakieś pojęcie jak rozplanować to bieganie.
PS: Pobiegajcie rano... to jest dopiero orzeźwiające
ilekroć rano ze sobą walczę
śr., 2012-12-12 21:00 — MrDexterilekroć rano ze sobą walczę by wyjść pobiegać to normalnie nie potrafię
Chyba, że jest weekend, przed szkołą jedynie dwa razy w życiu udała mi się ta sztuka.
Wszystko by było ok. Problem
śr., 2012-12-12 22:20 — drenziWszystko by było ok. Problem polegał na tym, że przebiegłem te 15km po półrocznej przerwie
Fakt, u mnie z porannym bieganiem ciężko, ale jutro spróbuję!
ja biegam,
śr., 2012-12-12 22:25 — Priaposja biegam, nieregularnie
biegam wtedy kiedy mam problem, kiedy nie wiem o co mi chodzi, kiedy coś mnie okropnie zdołuje/wkurwi, pamiętam taką sytuacje - w wakacje byłem zdesperowany i napisałem do dziewczyny którą traktowałem jak mięso do łóżka, tyle że nie utrzymywałem z nią kontaktu. Ona się zdziwiła że się odezwałem i gdy dowiedziała się, że chce się z nią umówić tylko na seks to olała mnie, z góry na dół. Załamałem się, uświadomiłem sobie, że coś jest ze mną nie tak skoro piszę do dziewczyny która praktycznie w ogóle mi się nie podoba i w dodatku słusznie potraktowała jak 'zdesperowanego chuja'. Kryzys, załamka, byłem strasznie nabuzowany i wkurwiony... na siebie. Wskoczyłem w spodenki, ubrałem buty, musiałem wybiegać z siebie złe emocje i zainwestować te masy energii w coś pożytecznego zamiast wkurwianie się, że mi nie wyszło. Przebiegłem wtedy 17 km. Pomogło, olałem sprawe. Dlatego od tamtego momentu wierzę w moc wybiegania problemu.
Ja biegam od maja dosc
śr., 2013-01-16 07:52 — baudelaireJa biegam od maja dosc regularnie z malymi przerwami. Nie przepadam za zimnem wiec od listopada korzystam z biezni. Fantastyczna sprawa wiedziec ze sie moze bez problemu biegac np "dyszke" bez wiekszego klopotu, gdy wiekszosc ludzi na swiecie tego dystansu nie zrobi nawet czlapiac.
ja bym musiał zacząć, ale
śr., 2013-01-16 10:34 — Ulrich IIja bym musiał zacząć, ale kurde nie chce mi się, dochodzi problem z kolanem, oczywiście jest to troche wymówka, może tak marcu zaatakuje temat
Bieganie... Świetna sprawa.
pon., 2013-03-11 12:09 — Piotr NołbadiBieganie... Świetna sprawa. Chyba żadna czynność nie wyzwala właśnie tak jak bieganie. Człowiek urabia nim charakter, wciąż pokonuje swe ograniczenia i bariery - oczywiście w momencie, gdy z każdym treningiem chce biec coraz szybciej i dalej. Bez porównania jednak, gdy doda się do niego czynnik rywalizacji - zawody lekkoatletyczne. Człowiek z każdym biegiem i życiówką na bieżni, staje się coraz twardszy. Osobiście trenowałem 6 lat wyczynowo, ale kontuzje mnie wymęczyły i na chwile obecną tuptam rekreacyjnie. Jednakże... na bieżnie jeszcze wrócę
btw. Bieganie w trudnych warunkach to niezła gratka, ale trzeba jednak znać granice. Kiedyś zdarzyło mi się wyjść na rozbieganko przy -18. Ludzie w samochodach patrzyli na mnie jak na psychola, bo byłem zamaskowany niczym Muzułmanka w burce.
Oooo, albo wbieganie na Śnieżkę przy wietrze 60km/h... Śmierć w oczach, ale jest co wspominać
Pozdro i powodzenia w przełamywaniu barier!