Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Biegiem przez życie

Portret użytkownika Rafał89

Witam

Opiszę tym razem skutki mojej 'walki' z samym sobą. Zacząłem tą swoistą batalię jakieś 2-3 miesiące temu. Zadziwiające, że przez tak krótki okres czasu zdążyłem się tak bardzo zmienić. Jeszcze bardziej mnie podnieca i ekscytuje fakt, że będzie coraz lepiej i lepiej. To co opiszę może się to wydać niektórym banalne (szczególnie biegaczom), dla mnie to jednak ma ogromne znaczenie i mam nadzieję, że częściej będę odczuwał taki stan umysłu Smile

Sobota rano, po nawet nie trwającym godzinę snu wstaję do pracy, w której mam spędzić 12 godzin. Po przebudzeniu nie wiem właściwie jak się nazywam ani co się dzieje, ale szybko zwlekam zwłoki aby się ogarnąć i ruszyć w drogę. Jako ochroniarz chodzę w te i wewtę lub stoję jak kołek w miejscu. Nudy na pudy? Nie dla mnie, cały czas konkretyzuję myśli na pozytywnych aspektach życia, uśmiecham się do ludzi i śmieję z współtowarzyszy 'niedoli', którzy wiecznie narzekają jak im źle i niedobrze bo przyszli do pracy.

Po robocie idę na spotkanie z dziewczyną. Tym razem jednak wracam szybciej do domu i mam do przespania prawie 5 godzin Smile Budzę się znowu rano, o dziwo jestem całkiem wyspany. Także więc dziarskim chodzem lecę na autobus, aby ponownie 12 godzin w pracy spędzić. Dzisiaj wypada mój dzień biegania (jak co 2 dni). Podczas przerwy w pracy widzę za oknem jak śnieżyca szaleje i zasypuje wszystko wokół. Jeszcze nigdy nie biegałem po śniegu. Moja pierwsza myśl 'ale będzie zajebiście'. Natomiast potem pomyślałem ze zdziwieniem, że taka pogoda jest idealna żeby zrobić sobie wymówkę i siedzieć w domu, a moja ochota na bieganie mimo to wzrosła.

Po powrocie na chatę szybko przebieram się, rozgrzewka, rozciąganie - standard. Wybiegam na dwór, jest zimno jak diabli ale wiadomo, potruchtam z początku kilka minut i będzie ok. Zresztą nie ma nieodpowiedniej pogody dla biegacza - jest tylko nieodpowiedni ubiór. I mój nie był do końca kompletny - brakowało mi gogli (po które bym wrócił gdybym miał Wink) bo śnieg leciał prawie że poziomo. Skutkowało to tym, że ciągle mi padało do oczu i nic nie widziałem, mogłem otwierać oczy na niecałą sekundę. Nie pomyślałem wtedy 'nie no tak się nie da, wracam'. Moją głowę zaprzątała jedynie myśl jak w takich warunkach utrzymać prostą sylwetkę (brak tego elementu może potem być nieprzyjemny w skutkach) oraz mieć podniesioną głowę, a do tego cokolwiek widzieć. Taki stan rzeczy na szczęście trwał niedłużej niż 10 minut. Zadowolony z pokonania kolejnej przeszkody leciałem dalej. Stopy stosunkowo szybko zaczęły mnie boleć, jak to zawsze po weekendzie w pracy. Miejscami nie wiedziałem czy to jest dalej bieganie, czy może już skakanie? Po prostu tyle śniegu napadało. Kolejnym wyzwaniem było wbieganie i zbieganie po schodach, tutaj odpowiednio zmniejszyłem tempo aby nie przewrócić się. Po około 40 minutach od rozpoczęcia treningu złapała mnie kolka - tego jeszcze nie grali! Nie pamiętam kiedy ostatnim razem miałem kolkę. Najłatwiejszym sposobem pozbycia się kolki jest zaprzestanie ruchu - tego jednak uczynić nie mogłem, w tym odcinku nie poddam się. Zmniejszyłem tempo, zacząłem brać głębsze wdechy. Efekt - po ok. 100 metrach znikła jak kamfora, a ja przyśpieszyłem.

Przez resztę biegu rozmyślałem nad swoim jestestwem. Jeszcze rok temu poległem na tym samym. Tym razem nawet nie pomyślałem o zaniechaniu wysiłków - ba, kolejne wyzwania działały na mnie pobudzająco. Moje odczucia kiedy to się działo były naprawdę silne i to wszystko nadawało takiego heroicznego charakteru. W końcu nie codziennie można powiedzieć, że robiło się coś po raz pierwszy w życiu. Czułem, że mogę wszystko. Do tego doszły jeszcze oczywiście inne dobre rzeczy, które ostatnio się wydarzyły w moim życiu. Tak więc Panowie i Panie - ruszcie dupę w troki i poczujcie się tak zajebiście jak to i ja się poczułem Smile

Pozdro i powodzenia w tym co robicie, cokolwiek by to nie było

Odpowiedzi

Portret użytkownika MrDexter

Biegam już ponad rok i sam

Biegam już ponad rok i sam pamiętam jak to było Smile Bieganie w trudnych warunkach jest najlepsze bo musisz walczyć ze sobą przez większość biegu, sypie Ci w mordę, mroźno po całej twarzy ale ty biegniesz dalej, to jest właśnie piękne bo czujesz się wtedy wielki, biegniesz do celu bez względu na wszystko.

Portret użytkownika Rafał89

Dokładnie Ja na razie

Dokładnie Smile Ja na razie dopiero prawie 3 miesiące w tym roku, ale rok temu też coś tam próbowałem, w sumie biegałem dłużej niż teraz. Z tym, że teraz wiem, że na pewno nie przestanę biegać - no chyba, że mi nogi połamią Wink

Ostatnie bieganie... Taaaak,

Ostatnie bieganie... Taaaak, -8 na dworze i lud na szosie ale... jak się później lekko zasypia

Portret użytkownika Viq

Jak ludzie są na szosie to

Jak ludzie są na szosie to ich policja przegania

Portret użytkownika drenzi

Przypomniało mi się ostatni

Przypomniało mi się ostatni raz gdzie przebiłem magiczną barierę 15km. Wiedziałem, że na drugi dzień z bólu ledwo wstanę z wyra, ale powiedziałem sobie w połowie drogi ,mam to w dupie, najważniejsze w tej chwili to osiągnąć swój cel' Do końca tygodnia przypominając sobie tą sytuację banan na twarzy pojawiał się momentalnie. Warto zrobić coś dla siebie, osiągnąć jakiś cel. To napędza naszą psychikę i daje dużo pozytywnej energii.

Portret użytkownika Rafał89

Uważaj żeby się nie

Uważaj żeby się nie przeforsować, bo jeśli po 15km z bólu ledwo wstajesz to to znaczy, że coś jest nie tak.

Swoją drogą ciekawe ile na forum jest biegaczy Smile Ja jestem na razie amatorem, chociaż czytam już trochę artykułów o bieganiu więc ciągle do przodu.

Jak ktoś nie ćwiczy

Jak ktoś nie ćwiczy regularnie to po 15 km nogą nie ruszy. Żeby jako tako biegać i wstawać rano pełni sił trzeba mieć jakieś pojęcie jak rozplanować to bieganie.
PS: Pobiegajcie rano... to jest dopiero orzeźwiające Smile

Portret użytkownika MrDexter

ilekroć rano ze sobą walczę

ilekroć rano ze sobą walczę by wyjść pobiegać to normalnie nie potrafię Smile Chyba, że jest weekend, przed szkołą jedynie dwa razy w życiu udała mi się ta sztuka.

Portret użytkownika drenzi

Wszystko by było ok. Problem

Wszystko by było ok. Problem polegał na tym, że przebiegłem te 15km po półrocznej przerwie Laughing out loud Fakt, u mnie z porannym bieganiem ciężko, ale jutro spróbuję!

Portret użytkownika Priapos

ja biegam,

ja biegam, nieregularnie
biegam wtedy kiedy mam problem, kiedy nie wiem o co mi chodzi, kiedy coś mnie okropnie zdołuje/wkurwi, pamiętam taką sytuacje - w wakacje byłem zdesperowany i napisałem do dziewczyny którą traktowałem jak mięso do łóżka, tyle że nie utrzymywałem z nią kontaktu. Ona się zdziwiła że się odezwałem i gdy dowiedziała się, że chce się z nią umówić tylko na seks to olała mnie, z góry na dół. Załamałem się, uświadomiłem sobie, że coś jest ze mną nie tak skoro piszę do dziewczyny która praktycznie w ogóle mi się nie podoba i w dodatku słusznie potraktowała jak 'zdesperowanego chuja'. Kryzys, załamka, byłem strasznie nabuzowany i wkurwiony... na siebie. Wskoczyłem w spodenki, ubrałem buty, musiałem wybiegać z siebie złe emocje i zainwestować te masy energii w coś pożytecznego zamiast wkurwianie się, że mi nie wyszło. Przebiegłem wtedy 17 km. Pomogło, olałem sprawe. Dlatego od tamtego momentu wierzę w moc wybiegania problemu.

Portret użytkownika baudelaire

Ja biegam od maja dosc

Ja biegam od maja dosc regularnie z malymi przerwami. Nie przepadam za zimnem wiec od listopada korzystam z biezni. Fantastyczna sprawa wiedziec ze sie moze bez problemu biegac np "dyszke" bez wiekszego klopotu, gdy wiekszosc ludzi na swiecie tego dystansu nie zrobi nawet czlapiac.

Portret użytkownika Ulrich II

ja bym musiał zacząć, ale

ja bym musiał zacząć, ale kurde nie chce mi się, dochodzi problem z kolanem, oczywiście jest to troche wymówka, może tak marcu zaatakuje temat Wink

Portret użytkownika Piotr Nołbadi

Bieganie... Świetna sprawa.

Bieganie... Świetna sprawa. Chyba żadna czynność nie wyzwala właśnie tak jak bieganie. Człowiek urabia nim charakter, wciąż pokonuje swe ograniczenia i bariery - oczywiście w momencie, gdy z każdym treningiem chce biec coraz szybciej i dalej. Bez porównania jednak, gdy doda się do niego czynnik rywalizacji - zawody lekkoatletyczne. Człowiek z każdym biegiem i życiówką na bieżni, staje się coraz twardszy. Osobiście trenowałem 6 lat wyczynowo, ale kontuzje mnie wymęczyły i na chwile obecną tuptam rekreacyjnie. Jednakże... na bieżnie jeszcze wrócę Laughing out loud

btw. Bieganie w trudnych warunkach to niezła gratka, ale trzeba jednak znać granice. Kiedyś zdarzyło mi się wyjść na rozbieganko przy -18. Ludzie w samochodach patrzyli na mnie jak na psychola, bo byłem zamaskowany niczym Muzułmanka w burce. Laughing out loud Oooo, albo wbieganie na Śnieżkę przy wietrze 60km/h... Śmierć w oczach, ale jest co wspominać Laughing out loud

Pozdro i powodzenia w przełamywaniu barier!