Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Rób to co chcesz i NIE szukaj akceptacji u innych!

Portret użytkownika revival

Przed wyjściem stajesz przed lustrem i mówisz do siebie to będzie mój wieczór, będę zajebiście się bawił. Tymczasem już w połowie imprezy czujesz się beznadziejnie, idziesz do baru kupić alkohol, patrzysz smętnie jak inni bawią się na parkiecie.

Jak sobie z tym poradzić?
Przedstawię Wam moją propozycję, nie odkryję Ameryki, może się ona też niektórym nie spodobać, ale jeśli przez to pomogę jednej osobie to będę zadowolony.

Bardzo ważne jest abyś osiągnął odpowiedni stan, niektórzy nazywają go "flow". Jednak bardzo łatwo zrujnować ten stan w jaki sposób? Jeśli będziesz nastawiony na pozytywną reakcję osób do których podchodzisz. Przez to TWOJA NOC, albo ZWYKŁE PODEJŚCIE W DZIEŃ jest uzależnione od tego czy jakaś osoba dobrze zareaguje. Uzależniasz swój stan...od reakcji innych ludzi.

Jesteś w klubie, dostajesz parę zlewek...i nagle to całe podchodzenie zaczyna się robić dla ciebie stresujące. Czujesz się jakbyś MUSIAŁ COŚ ZROBIĆ, kurde przecież minęło już pół imprezy a ja jeszcze nie wyrwałem laski...czujesz, że musisz postarać się by wzbudzić w kobiecie pozytywne emocje.

Baw się, podchodź do dziewczyn, ale nie w taki sposób, żeby ich reakcja była wyznacznikiem tego czy jesteś fajny i czy ten wieczór zaliczysz do udanych.

Jak z kolei się zachowywać?

Jeśli podchodzisz do kobiet niepewny swoich zamiarów, próbujesz dołączyć do ich zabawy i szukasz pozwolenia, to w zasadzie nic się nie stało, co nie? Trzeba zaczynać małymi kroczkami, ważne, że podchodzisz. Poza tym po zlewce od razu mówisz do siebie: Okeeeeej. Spoko. Jestem zrelaksowany i szczęśliwy. NIEEEEEEEE!
Ktoś powie: Jak to kurwa, chwila przecież nie jest koleś załamany po zlewce, wszystko jest git. NIEEEEEEEEEEE!
Taka osoba nie jest pewna swoich zamiarów, to wszystko jest sztuczne. I później taka osoba mówi: Zrobiłem 50 podejść w klubie i co? Pozytywnie reagowałem na zlewek, ale nie:to na pewno przez wygląd i przez to, że nie mam kaloryfera na brzuchu, a i gdyby rodzice dali by mi więcej kasy to kupiłbym lepszy ciuch i wtedy bym sobie powyrywał.

Co więc zrobić?
Zdecydowanym głosem powiedzieć np: EJ! Chodź tu no już! Albo po prostu chwycić ją za rękę i działać...
Albo co Wam przyjdzie do głowy...
Ważne by zwrócić jej swoją uwagę i pokazać czego chcesz.
Wtedy pokazujesz, że masz czyste intencje, nie wątpisz w siebie.

Często jest tak, że gdy jest grupa kobiet zachowujesz się jak pipka, boisz się po prostu wejść do grupy i zacząć z nią rozmawiać lub tańczyć. PRÓBUJESZ SIĘ DOPASOWAĆ, patrzysz na nich błagającym wzrokiem: Mogę być w Waszej grupie? Hm...pewnie mnie nie polubią,są zajęci sobą, wycofam się lepiej...
Wejdź do tej grupy pewnie, zrelaksowany, oczekuj, że będą z tobą rozmawiać. Przyjmik to za pewnik. Miej te pozytywne założenia, bądź pewny, ALE nie szukaj pozwolenia by być tym kim chcesz być!

Revival,,

Odpowiedzi

Portret użytkownika Underground

"Rób to co chcesz i NIE

"Rób to co chcesz i NIE szukaj akceptacji u innych!"

Hmm. Przekaz bloga oczywiście jest trafny, ja się bardzo zgadzam z tym, co napisałeś np. o podchodzeniu do grupy. Chociaż - osobiście od kilku lat jestem na takim etapie, że W OGÓLE nie rozważam, jak poznawać, nie zastanawiam się, jak podchodzić itd. - po prostu to robię. Natychmiast. Kiedy mam taki instynkt/ochotę/impuls - nie wiem nawet, jak to nazwać - w ułamku sekundy robię ruch, nawiązuję kontakt, zaczynam rozmawiać.

Wiesz, co mam na myśli? Że w pewnym momencie życia, po jakiejś-tam dawce doświadczeń, człowiek łapie się na tym, że poznawanie ludzi i wchodzenie do grupy NIE jest problemem i nie warto się nad tym zastanawiać, lepiej włożyć energię w inne sprawy.

Ale - oczywiście - blogi powstają w celach edukacyjnych. Jeśli patrzeć na Twój tekst przez wzgląd na kategorię użyteczności, wywiązałeś się z zadania bardzo dobrze Smile

***

Na początku swojej wypowiedzi cytuję tytuł, bo ze względu na niego chciało mi się czytać Twój tekst. Chodzi o to, że mam głębokie przekonanie, że człowiek to istota SPOŁECZNA, potrzebuje ludzi, potrzebuje ich akceptacji i oceny. Naprawdę uważam, że nie da się stworzyć w sobie przekonania, że nie obchodzi nas NICZYJE zdanie na nasz temat.

Wiesz:

Małe dzieci na placu zabaw, kiedy przesypują piasek do wiaderka - co chwila szukają wzrokiem matki lub ojca, a kiedy znajdują - śmieją się całe, dumne z tego, co zrobiły.

Albo - kiedy przewróciłeś się w dzieciństwie - zdarzyło Ci się? Spaść z rowerka? Stłuc kolano w czasie gry w piłkę? Mam parę takich doświadczeń. Pamiętam DO DZIŚ, jak pierwsze, co wtedy robię - to NATYCHMIAST podrywam się na nogi i rozglądam się wokół, czy ktoś przypadkiem mojego upadku nie widział. A kiedy okazywało się, że np. obok stał ktoś, kto był odwrócony - pamiętam, jak stoję z krwawiącym kolanem i UDAJĘ, że nic mi nie jest.
Rozumiesz?
Przekonanie innych o tym, że NIE jestem niezdarą, było dla mnie - dziecka - ważniejsze, niż rozprute kolano, dwa miliony drzazg w pupie, kilkucentymetrowy guz na czole czy cokolwiek innego. Liczyła się tylko i wyłącznie MOJA DZIELNOŚĆ widziana OCZAMI INNYCH.

Albo - znasz ten kawał o człowieku, który wylądował na bezludnej wyspie z Angeliną Jolie, przespał się z nią, a potem kazał jej się przebrać za swojego najlepszego przyjaciela, żeby mu się pochwalić?

***

POTRZEBUJEMY opinii innych, na tym budujemy siebie i własną tożsamość. Koniec - kropka, bracie.

Portret użytkownika revival

Przeczytałem to co napisałeś

Przeczytałem to co napisałeś wielokrotnie. Zastanawiałem się naprawdę długo jak się do tego odnieść.
Ja podałem swój "mindset", to co mi pomogło. Coś co pozwoliło zacząć odzywać się na lekcji, dziewczyn, w ogóle!
Chodzi mi w tym wszystkim o nie szukanie AKCEPTACJI, czyli w moim przypadku: jest grupa znajomych, opowiadają dowcipy, ogólnie jest dyskusja...ja siedzę cicho, boję się, że nie mam nic ciekawego do zaoferowania. Jest lekcja boję się jak zareaguje klasa, nauczyciel. To, że mam lekką wadę wymowy i kłopoty z zatokami pogarszało sprawę. Jestem w klubie, dziewczyna odmówi mi od razu pieprzy mi się wieczór.
Dosyć. Oczywiście nie można zamykać się na opinie innych. Przecież nonstop słyszymy krytykę nauczycieli, trenerów, rodziców. TO jest normalne, ale jeśli BIERZESZ TO DO SIEBIE, BOISZ SIĘ ROBIĆ TO NA CO MASZ OCHOTĘ, ZLEWKA DZIEWCZYNY KTÓRA MOŻE BYĆ W CHUJOWYM NASTROJU niszczy Ci wieczór to chyba nie o to chodzi.

Portret użytkownika Underground

O, fajnie, że rozwinąłeś

O, fajnie, że rozwinąłeś temat Smile

Ja może wciąż nie wyrażam się dość precyzyjnie: chcę napisać (pierwszy wpis pod Twoim blogiem miał na celu dokładnie to), że naprawdę dobrze tłumaczysz, jaki sposób myślenia pomaga się przełamać i podchodzić do ludzi. Na początku DOKŁADNIE to trzeba sobie powtarzać, to, co Ty piszesz w blogu!

Mój wpis miał na celu dopowiedzenie ciągu dalszego. Tego, że:
1. najpierw ma się problem z podchodzeniem
2. potem człowiek zaczyna sobie mówić, że nie obchodzi go opinia innych, on zamierza robić, na co ma ochotę, czyli podchodzić (Ty o tym piszesz)
3. a w końcu dochodzi się do momentu, w którym nie poświęca się takim refleksjom czasu, bo kontakt z innymi jest czymś tak naturalnym, jak oddychanie.

Punkt trzeci przychodzi z wiekiem, doświadczeniami, rozwojem i mnóstwem innych rzeczy. Mam nadzieję, że to, co piszę, jest optymistyczne, że to przykład dla ludzi, którzy mają problem z nawiązywaniem kontaktu.

"To, że mam lekką wadę wymowy i kłopoty z zatokami pogarszało sprawę. Jestem w klubie, dziewczyna odmówi mi od razu pieprzy mi się wieczór."
Słuchaj, to przejściowe. To ETAP w Twoim życiu, który MINIE (sam nie zauważysz, kiedy), o ile będziesz się dalej rozwijał. Możesz mi wierzyć na słowo Smile

Powiem Ci tak: mam za sobą drogę od totalnej nieśmiałości do wielkiej otwartości. Od wypowiadania słów: "Mamo, czemu nie mam przyjaciela, czy ktoś mnie polubi?" (w podstawówce) do słyszenia: "to Ty się nazywasz XY? Tyle o Tobie słyszałam, zawsze chciałam Cię poznać" (na studiach).
Kilkanaście lat temu moją podstawą lekturę stanowiła książka "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi". Dzisiaj znajomi przychodzą do mnie i mówią: "Poznaj mnie z tym", "Wkręć mnie do tej grupy". Przez dwa tygodnie nie ma mnie na zajęciach, bo uczę się na egzamin, a kiedy się pojawiam, ludzie mnie obskakują i witają: "oooo, jak dawno Cię nie było! jak dobrze Cię znów zobaczyć!". A rozmawialiśmy 2 tygodnie (!) wcześniej.
Kurcze, nawet przyjaciele mojej ostatniej miłości, po czterech miesiącach od naszego rozstania, kiedy spotykamy się przypadkiem, rozpromieniają się na mój widok i naprawdę widać z ich strony radość, sympatię, zatrzymują się, żeby pogadać.

Mnóstwo ludzi pojawi się w Twoim życiu i mnóstwo ludzi będzie zawiązywało kontakt, cierpliwości! Smile I pracy nad sobą Smile

Portret użytkownika Underground

W żadnym miejscu nie piszę o

W żadnym miejscu nie piszę o CHOROBLIWYM uzależnieniu od opinii innych, ani o myśleniu NA KAŻDYM KROKU o tym, co kto o nas pomyśli. Nie piszę o osobowości patologicznej.

Piszę o tym, że moim zdaniem nie jest możliwe CAŁKOWICIE wytworzyć w sobie poczucie, że zdanie innych nie ma dla nas znaczenia, i tak żyć. Co zresztą i Ty potwierdzasz, spójrz:
" A jak już nam się szczęśliwie uda dorosnąć [...] nie potrzebujemy już tak bardzo opinii innych"
TAK BARDZO
NIE POTRZEBUJEMY JUŻ TAK BARDZO
Czyli jednak potrzebujemy. W mniejszym stopniu - zgadzam się w 100% - ale jednak potrzebujemy.

"mamy wykształconą własną tożsamość. To właśnie nazywamy dojrzałością."
Snoofie, a napisz Ty mi szczerze, czy uważasz, że tożsamość człowieka kiedykolwiek jest W PEŁNI UKSZTAŁTOWANA? Mam na myśli: gotowa, skończona, rozwinięta do końca.
Moim zdaniem - a postmodernistyczne pojmowanie świata jest mi bardzo bliskie, zaznaczam - nikt z nas nigdy nie dochodzi do momentu, w którym ma wykształconą własną tożsamość. My się STAJEMY wciąż bardziej sobą, my się rozwijamy, my się możemy ulepszać lub pogarszać, ale nigdy nie osiągamy PEŁNI.
Rozumiesz, co mam na myśli? Sensem jest droga, nie cel wędrówki, bo ostatecznego celu - spełnienia - nigdy nie osiągniemy. Po każdym kolejnym osiągnięciu pojawią się nowe potrzeby, po osiągnięciu każdego kolejnego pułapu na drodze ku dojrzałości - zobaczymy przed sobą kolejne stopnie "wtajemniczenia".

Portret użytkownika Underground

Pełna zgoda na 100%.

Smile Pełna zgoda na 100%.