
Do napisania tego wpisu zainspirowala mnie dyskusja w temacie 'linki rozne', a dokladniej jeden z komentarzy Przema. I po lekku jest to kierowane wlasnie do Ciebie przyjacielu. Bo jakby nie bylo to zawsze masz u mnie szacunek za szczerosc, ale to co Ty piszesz jest poprostu nie do pomyslenia i widac niestety, ze zajebales swoim mysleniem w calkiem dziwnym kierunku.
Piszesz, ze zalujesz, ze nie zabawiales sie z jakimis maloletnimi dupodajkami ? Ze nie pograles z nimi w sloneczko, ciasteczko, kamienne twarze czy inne odchylone od zdrowego podejscia do zycia pierdoly ? Doszlo nawet do tego, ze postawisz komus browara by tylko moc zanuzyc swojego malego jakiejs pannie w usta - toz to kurwa desperacja i pod galerianki mi podpierdala....
Nie zrozum mnie zle, nie znam Cie na tyle ile bym chcial, nie spotkalismy sie jeszcze, ale jak sam doskonale wiesz to duzo da rade wyczytytac o czlowiekiu z tego co pisze i z tego o czym boi sie napisac.
I chociaz mamy obecnie ten piekny rok (ktory jestem pewien, ze bedzie naszym rokiem!), gdzie wszystko jest dla mnie od poczatku zajebiste i dzieki temu mialem skonczyc z uswiadamianiem ludzi by OTWORZYLI OCZY, przestali oczekiwac od zycia nie wiadomo czego i zaczeli zyc dla siebie i byc soba, to jednak ten jeden jedyny ostatni raz sie pokusze. I masz wlasnie okazje doswiadczac tej (nie)przyjemnosci.
/odrazu zaznaczam, ze nalezy podejsc do tego komentarza z dystansem i lekkim przymruzeniem oka. Nie uwazam wcale, ze 'ja wiem lepiej na czym zycie polega', 'ja znam prawde', 'ja Ciebie pokieruje' - w huju to mam. Nie ma czegos takiego jak prawda, dla kazdego zycie ma inne znaczenie, jak i MY sami dla SIEBIE jestesmy najlepszymi nauczycielami. Luzu troche./
Niesmialo zaczynajac podejme kwestie tego 'o czym my tu kurwa dyskutujemy?' Przeszukujemy internet by zlapac jakis 'atrakcyjny' artykul i zapytac jakie zdanie na dany temat ma inny uzytkownik strony, NALEZACY DO ADVANCED ! (Sami na siebie bata krecimy - zapraszamy pozniej jakiegos janka, ktory niezle sie napracowal i ogarnia z leksza bajere, a ten w pierwszym odczuciu cieszac sie, ze bedzie mogl poznac bardziej zaawansowane arkana zwiazane z 'podejsciem do zycia, uwo itp' trafia na dyskusje jak to STARSI uzytkownicy zaluja, ze nie uczestniczili w, dajmy na to, sloneczku, a jego samego bedac SWIADKIEM takich zdarzen bralo na wymioty i tracil szacunek do wszystkich ktorzy takie cos odpierdalali. I to jest ten slawny 'dzial zaawansowanych'?)
Ja za szczeroscia jestem zawsze. Ale zeby byc szczerym z innymi najpierw trzeba sie nauczyc bycia szczerym z samym soba.
Za rozmowami na kazdy temat tez jestem zawsze. Ale czemu to nie moga byc rozmowy na temat tego jak wprowwdzac panienki na wyzszy poziom podniecenia, ekscytacji, jak je draznic, rozpalac, jak sprawic by BARDZIEJ nam zaufaly, by sie przed nami otwaraly, by chcialy realizowac z nami swoje fantazje !!! By kobieta chciala nam wyszeptac w klubie na ucho, ze 'oddam sie dzisiaj Tobie taka jakiej nie zna swiat'! A my tu pierdolimy o jakichs glupotach stricte z nastoletnich dziewczecych forum ? (Zgaduje!)
/i moglbym tu wyjebac taki pomniejszy referat, ale mysle, ze wiecie o co mi chodzi. Mysle, ze dociera rowniez do Was to dlaczego takie osoby jak marso i inni starsi userzy malo sie udzielaja lub wogole odpuszczaja./
Odpuscmy sobie na chwile dywagacje na temat tego o czym advanced powinni rozmawiac i jacy byc [bo jak dobrze wiemy to to jest tylko tytul ktory malo co znaczy. Ludzie mowia:
-no tak, ale on jest magistrem inzynierem.
-hmm co z tego, jak on sie huja zna i idz w pizdu z jego mentalnoscia i widac, ze zycie kopie go po dupie.
-to nie wazne. Jest mgr.inz. i zarabia w huj hajsu!
-...ja tez kiedys mialem w huj bulki, a plakalem w poduszke zastanawiajac sie nad sensem zycia (polecam sokol&marysia - sens zycia).
Ludzie oszukuja siebie goniac za tymi tytulami. Rownie dobrze, dajmy na ten przyklad, JA, moglem sciemnic jakies akcje tylko po to by sie dostac do tej grupy. I mam byc niby zadowolony, ze JESTEM, ze ludzie patrza na moje poglady innym okiem, ze bardziej biora sobie do serca to co pisze. Tylko powiedz mi co z tego jak ja tego NIE czuje ? Nie uwazam siebie za zadnego advanced, nie sadze by moje myslenie o wszystkim bylo lepsze od innych, by moje podejscie do zycia bylo bardziej trafione w dzisiejsze czasy.
I podobnie mysla ludzie, ktorzy sa dr.hab. prof nad.... Podobnie mysla ludzie ktorzy uwarunkowali swoje szczescie dotarciem na szczyt, a gdy juz tam dotarli zobaczyli, ze jest tam jeden wielki burdel i zaklamanie! Ze te tytuly, slawa i pieniadze sa huja warte - pamietacie Nina Valenti z Ojca Chrzestnego ? Pamietacie Johnnego Falcone ?
Johny, za delikatna sugestia Don Corleone, wkrecil Nina w swiatek Hollywood i na pierwszej imprezie przedstawil mu, jakas znana aktorke, nastoletni obiekt westchnien Nina, a po chwili kobieta robila mi blowjoba!!! Co czul Nino ? To samo co czujemy my gdy jakas laska nam obciaga za to, ze postawimy jej browara !!! Pustke i zalosc...
Co czul Johny gdy jego druga zona wracala po paru dniach do domu ?
-gdzie bylas ?
-rznelam sie !
Najladniejsza panienka kina do ktorej slini sie pol swiata, daje dupy wszystkim z planu filmowego poczynajac od stylistow, a na szatniarzach konczac. A on, slawa kina nie potrafi jej nawet dobrze przypierdolic...
Jak to jest, ze slawni muzycy i aktorzy popadaja w uzalenienia, popelniaja samobojstwa lub nieudolnie probuja ? Wg mnie zobaczyli, ze ten swiat jest huja warty, ze tam na gorze chodzi tylko o dupe i hajs i gdy zorientowali sie, ze oni wcale tego nie chcieli, ze kierowala nimi TYLKO i wylacznie chec poczucia sie kims waznym (co jest kurwa bez sensu) to jest juz dla nich za pozno.] (Taki lekki zjazd z tematu, ale nawiaze jeszcze do tego).
Chcemy byc tacy jak inni, ktorzy wg nas maja lepiej.
Chce byc taki jak Johny Depp, Micheal Jordan, Ozzy Osborne.
Chce miec tak jak ten gosc obok w klubie, ktory ma w huj znajomych, co druga laska przychodzi sie do niego przytulic, pije najdrozsze drinki i ogolnie widac, ze jest mu zajebiscie.
Chce miec takie akcje jak Ciechan, talent do pisania jak Tical, pozytywne myslenie jak Karol, za ojca Andrew, doswiadczenia jak Bane, przyjaciela jakim jest Hektor dla Gracjana, ciety jezyk jak Sav, luzny styl bycia jak rafciuu, tanczyc jak Hoon, byc mlody jak peper, miec wyjebane jak skaut, wytrwalosc w dazeniu do celu jak Przemo, takich znajomych na facebooku jak Karzel, gadane jak Ron, zdrowe podejscie jak Jacek, sny jak kuba, ksywe jak Italiano, rozkminki jak Bruno, ogarniecie Guesta, spokoj koko i seks jak Rocco Siffredi kurwa.......
Nooo... I POCZUCIE HUMORU GENA !!!
I tu wlasnie klania sie slusznosc bloga Ticala o wlasnej marce. Jestesmy i powinnismy byc TYLKO i AZ soba !
Nigdy nie bedziesz taki jak Mystery - mozesz stosowac jego techniki, chciec nim byc, ale nie bedziesz od niego lepszy w mystery method, bo to jest jego styl, swiat zna juz jednego mystergo, nie potrzebny im drugi.
Nigdy nie bedziesz jak Michal Zebrowski - mozesz isc na casting i odgrywac jego role, ale jurorzy powiedza Ci, ze maja juz jednego takiego i po co im drugi ?
Nigdy nie bedziesz drugim Maradona - messiego z nim porownuja, ale on temu slusznie zaprzecza, uwazajac to za ujme na honorze Diego. Nie mozna tak porownywac.
Chcemy cos udowadniac sobie lub innym ! O tym, ze jestesmy lepsi, inni... A zapomnielismy juz, ze My juz o tym udowodnilismy BILIONOM potencjalnych istnien w dazeniu do zycia - wygrales wyscig z bilionem innych plemnikow, YOU ARE THE CHAMPION, wiec teraz ciesz sie zwyciestwem i skoncz uczestniczyc w tym urojonym wyscigu szczurow.
I kazdy to z nas niby wie, ale dlatego to wlasnie pisze, bo nie wielu jest tego SWIADOMYM!
Tu zwracam sie wlasnie do Przema i jego inspirujecego mnie posta, zbierajac powyzsze do kupy.
Wg mojej skromnej opinii Przemo, Ty nie chcesz byc uwodzicielem, nie chcesz czerpac przyjemnosci z kontaktow z kobietami, nie masz mentalnosci zdobywcy i powinienes smialo zrobic to do czego nawolywalem przed swietami - reset.
Dlaczego tak 'zle' mysle ? Moze dlatego, ze obserwuje Twoje komentarze, czytam miedzy wierszami i zauwazam, ze to nie jest poprostu dla Ciebie. W tym momencie i z takimi przekonaniami jakie masz na temat kobiet, uwo i rozwoju bezsensem jest brniecie w to dalej i pograzanie sie.
A pograzyles sie chyba konkretnie skoro napisales cos tak desperackiego jak stawianie bronkow za laske... Bedac spojnym z moim poprzednim wpisem musze zaznaczyc, ze jak najbardziej przekonaj sie o tym jak wyglada uczucie gdy laska do ktorej nic nie czujesz (poza wstretem) bierze do ust Twoj sprzet za 3zl. Jeden huj - mozesz jej nawet 1k zaplacic.. Uczucie jest zawsze to samo, no chyba, ze jacys debile maja inaczej...
Czy po Twoim nieszczesnym zdaniu mam sie Ciebie zapytac :czy Ty huja na smietniku znalazles ?
Okej, ale zostawmy to, kazdemu sie zdarzy, a ja moze i zbyt za konkrtnie wyrazam swoje mysli.
Nie wiem co sklonilo Cie do przystapienia do tej 'spolecznosci', ale wg mnie to nie jest miejsce dla Ciebie (dla przypomnienia: z Twoimi obecnymi przekonaniami i nastawieniem). Nie kazdy malarz moze zostac tynkarzem.
I nie chce mi sie tutaj wymieniac Twoich poszczegolnych postow, ale nie mozesz uwazac i propagowac czegos jako niemozliwe skoro Tobie sie nie przytrafilo (albo Twojemu znajomemu przytrafilo sie 2 razy na 2000 podejsc).
Tak, jest to mozliwe, ze dziewczyny same podchodza, same proponuja, ze kupia Ci drinka, same wpadaja na Ciebie 'przypadkiem' w metrze, same Cie 'przypadkiem' zmacaja, zaoferuja seks... Rzadko, bo rzadko, ale jednak.
Tylko, ze nalezy pamietac, ze wiesz komu sie to zdarza najczesciej ? Takim facetom, ktorzy wygladaja na takich ktorzy tego 'nie potrzebuja', od ktorych bije, ze maja tego pod dostatkiem i ktorzy NIGDY nie pomysleli by o tym zeby zalowac tego, ze sie kiedys nie bawili w sloneczko...
Kobiety czuja Twoja seksualnosc, potrafia powiedziec czy dupisz regularnie czy jednak ten Twoj zwisajacy jezyk na widok kazdej mini oznacza tylko i wylacznie zes desperat.
Myslimy, ze majac w huj seksu lub pieniedzy bedziemy szczesliwi ? Ze gdy zdobedziemy jakas panienke to da nam to szczescie ?
Ile razy bylo przypominane zeby nie uzalezniac swojego szczescia od zadnej rzeczy, osoby czy kursu euro na gieldach !
Jedynym Twoim postem Przemo w ktorym dalo sie wyczytac, ze jestes szczssliwy bylo opisanie tego jak to jedziesz lub jestes na zniwach ! Dlaczego nie znajdziesz takiego czegos co daje Ci podobne odczucie, a dazysz slepo w kierunku ktory widac, ze nie jest dla Ciebie, i ,ze nie sprawia Ci przyjemnosci, ze nie nakreca Cie pozytywnie, ze jestes tu, bo wydaje Ci sie, ze to Ty...
I dlatego takie wnikliwe analizy, rozkminki, wspominanie przeszlosci....
Co nas facetow, co Ciebie kurwa, powinno obchodzic to, ze pierwszy raz zadupiles w wieku xxlat, ze w klubie po raz pierwszy byles wtedy, a wtedy ? Wazne, ze to zrobiles, masz doswiadczenie i THATS IT ! Nie masz wiecej wracania do przeszlosci, chyba, ze masz jakis fetysz do statystyk czy ki hu...
'Ja mam inaczej bo to i tamto...' - kazdy ma inaczej. NIKT NIE MA LATWO !
-on mial latwiej bo jego starzy maja w huj bulki - noo, tach ludzie maja przewaznie niezle wymagania wzgledem swoich dzieci, wprostproporcjonalne do czasu jaki z nimi przebywaja i czulosci jaka im okazuja.
-on ma latwiej z kobietami, bo mial 3 siostry - i bawil sie lalkami, siostry mogly mu zrobic wode z mozgu, traktowac go jako 4 siostre lub whatever.
-on ma latwiej bo sobie jest zagranica - wyjedz i posmakuj jak tu 'pieknie'.
Niezaleznie jakby kto z nas nie mial, kazdy, ale to kazdy powinien poniesc odpowiedzialnosc za swoje zycie ! I nie zwalac wine na spoleczenstwo, rodzicow, srodowisko w jakim sie wychowalismy. Jestesmy mezczyznami i nie powinna istniec dla nas przeszlosc, nie jestesmy nia. Wielu jednak identyfikuje sie z tym jacy byli wsrod kolegow, jakimi sa z rodzicami, a jakimi w lozko z kobietami - ciekawe, ze to 3 calkiem rozne osoby w jednej postaci prawda ?
Konczac te zbiorowisko mysli.
To my sobie ustalamy sens zycia i to my mamy miec panowanie nad swoim umyslem, emocjami, uczuciami i szczesciem (tyle o tym, bo to jedno z najwazniejszych). Ale pamietajmy, ze szczescie juz w nas siedzi i nie czeka wcale by osiagajac pulap 100k pln na koncie dopiero sie ujawnic lub by zaliczajac 50 panienek przypomniec o swoim istnieniu. Mozesz nie miec nic, a wstawac rano z bananem na ryju, podrywac panienki dla przyjemnosci, znajdowac racje w krytyce innych i byc wdziecznym za ich spostrzezenia. Mozesz utracic wszystko i dopiero wtedy zauwazyc, ze to nie bylo nic warte. Ze tak naprawde nie tego chciales, ze wpojono Ci, ze to bylo Twoim celem,ze to dawalo spelnienie, ze przez to stales sie kims innym kogo nawet nie poznajesz i nie lubisz.
Mozesz wszystko, ale pierw wyjdz z siebie, stan z boku i uswiadom sobie kim jest ta osoba, dokad zmierza i czy to naprawde Ty, czy nie czasami wyrob Twoich rodzicow, kolejny szarak z tlumu bez swojego zdania, czy kolejna kopia kogos, kto WYDAJE SIE, ze osiagnal szczyt.
Odpowiedzi
Szacunek dla Ciebie skaut za
ndz., 2012-01-15 16:03 — GDPSzacunek dla Ciebie skaut za szczerość i za to, że poświęcasz czas na mentalne kopnięcie w tyłek jednego z nas (a może nawet wielu). Jakieś 10 miesięcy temu odebrałbym ten wpis personalnie, bo sam wtedy potrzebowałem takiego kopniaka.
Teraz na szczęście mam to już za sobą i żyję tym co jest teraz. Masz rację, że to co było kiedyś nie ma znaczenia, bo żyjemy zawsze tu i teraz. Reszta to tylko historie jakie tworzą nasze umysły i często nie mają one zbyt wiele wspólnego z prawdą. Dlatego zamiast analizować naszą przeszłość i to, że ktoś ma łatwiej bo jest z bogatego domu, powinniśmy po prostu zmienić tę historię w naszej głowie.
Obejdzie się bez wizyty u psychologa i rozgrzebywania dzieciństwa. My nie jesteśmy tym co myślimy. Po prostu tworzymy myśli. Tak samo jak krzesło będąc produktem stolarza, nie jest nim...
To my mamy władzę nad naszymi umysłami. Nigdy nie możemy dopuścić do sytuacji odwrotnej!
Co za wpissss !!!! Skaut,
ndz., 2012-01-15 16:07 — HedonizCo za wpissss !!!!
Skaut, właśnie zostałeś moim autorytetem względem sposobu myślenia i pojmowania rzeczywistości - na stronie !
Siedziało we mnie wszystko to o czym tu napisałeś, tylko Ja nie potrafiłem tego przelać na monitor.
Zajebisty !
""""Obejdzie się bez wizyty u
ndz., 2012-01-15 17:18 — Trancer""""Obejdzie się bez wizyty u psychologa i rozgrzebywania dzieciństwa. My nie jesteśmy tym co myślimy. Po prostu tworzymy myśli. Tak samo jak krzesło będąc produktem stolarza, nie jest nim...
To my mamy władzę nad naszymi umysłami. Nigdy nie możemy dopuścić do sytuacji odwrotnej!""""
W jakimś stopniu miałem dokładnie tak samo.
Zwalałem winę na swoje dzieciństwo, na swoje trudne przeżycia, nawet miałem niekończące się pretensje do rodziców, że źle mnie wychowali, nie przekazali mi wielu ważnych rzeczy.
I do których sam musiałem dojść przez drogę pełną cierpień.
Ale ostatecznie pojąłem, że to było KIEDYŚ.
Że dzięki temu posiadam wiedzę i moc, jakiej nie ma przeciętny człowiek.
To co dla innych jest gwoździem do grobowej deski, ja przekułem na źródło swojej siły i mocy.
To co napisałeś GDP, jest bardzo ważne.
Szacunek za to.
A co do całego wpisu....
Gratulacje skaut.
Najważniejszy fragment:
""""To my sobie ustalamy sens zycia i to my mamy miec panowanie nad swoim umyslem, emocjami, uczuciami i szczesciem (tyle o tym, bo to jedno z najwazniejszych). Ale pamietajmy, ze szczescie juz w nas siedzi i nie czeka wcale by osiagajac pulap 100k pln na koncie dopiero sie ujawnic lub by zaliczajac 50 panienek przypomniec o swoim istnieniu.""""
Nic dodać, nic ująć.
Salut.
Trancer
Mocny wpis. Bardzo
pon., 2012-01-16 20:53 — JacekDrwalMocny wpis. Bardzo mocny.
Odebrałem część personalnie, bo po prostu dotyczy i mnie. I dlatego postanowiłęm się do tej własnie częsci odnieść. Pojawia mi się nurtujące pytanie. Na które odpowiedzi nie mogę znaleźć... Choć szukam już od dawna.
Piszecie, że nasze szczęście powinno wynikać z nas samych. Że nie powinno być uzależnione od kasy na koncie, zaliczonych laseczek, ani bryki w garażu, czy czegolwiek.
Z tym sie zgadzam, bo sa to rzeczy materialne, które przyszły (łatwo, albo cięzko) i mogą równie (łatwo, albo cięzko) odejść.
W takim razie - od czego uzależnić swoje szczęscie? Co to znaczy ma wynikać ze mnie? Nie potrafię tego pojać. I dlatego b. chętnie przeczytam jak wy to rozumiecie, albo jaki jest wasz sposób. Jak uniezależnić swoje szczęscie od czynników zewnętrznych?
Bo mnie nigdy się coś takiego nie udało.
Moja samoocena zależy od moich wyników w nauce (co jest świadomym i celowym mechanizmem - po prostu motywuje mnie do nauki)
Moje szczęście zalezy poniekąd od mojej samooceny, a poniekąd od "dodatków". Czyli realizowania sie w pasji, czyli od porządnego zmęczenia sie na siłowni, czyli od ciekawej literatury, albo od nowej umiejętności, nowej wiedzy, albo od tego, że pójde z przyjacielem na piwo, czy kfciaka i przez bite pół dnia będziemy chrzanic o Rzeczpospolitej szlacheckiej. Czy własnie to nie wymienione rzeczy są szczęściem? (Ale przecież wszystkich tych rzeczy mogę zostać nagle pozbawiony).
Czy w ogóle jest możliwe, by nie mając tego wszystkiego, po prostu, z definicji, bez tych wszystkich czynników - obudzić się rano i być szczęśliwym? A nawet cały dzień chodzić z bananem?
Jak?
Bo jesli się da - to ja tez tak chcę. Jeszcze, żeby to było trwałe.
Masz dużo racji kolego w tym
wt., 2012-01-17 21:39 — HektorMasz dużo racji kolego w tym co piszesz, ja się pod tym podpisuję, jeśli mój podpis jest tu do czegoś potrzebny.
I muszę się przyznać że dopiero kilka miesięcy temu dowiedziałem się co to za gry- słoneczko i kamienna twarz. Na całe szczęście nie żyłem w tej epoce bo obrzydza mnie takie coś.
Brawo !! Kontrargumenty po
śr., 2012-01-18 22:24 — skautBrawo !!
Kontrargumenty po raz pierwszy !
Wiedzialem, ze sie przelamiesz Cogito, bo ten wpis byl rowniez kierowany do Ciebie. I pieknie trafil.
Niestety, z dalszymi wywodami musze sie wstrzymac do czas az Przemo sie odezwie (trzeba chwile poczekac, bo ma inne wazniejsze sprawy). A nawiasem mowiac to postepuje bardzo dobrze, bo przemysla temat by w miare konkretnie i logicznie sie wypowiedziec, a nie postepowac tak jak kazdy przecietnej inteligencji czlowiek - atakujac z goraca glowa i pieprzyc cos o szacunku samemu sie nie szanujac.
Jacku, do Twojego komenta rowniez sie odniose, ale tak jak pisze, jeszcze chwila.
Pozdrawiam i tak jak wspomnialem: wiecej luzu
(Chociaz u co po niektorych dystansu i wewnetrzego spokoju nie widac w conajmniej ostatnich 100 komentach..).
Cóż - skoro bawisz sie w
czw., 2012-01-19 12:04 — JacekDrwalCóż - skoro bawisz sie w grupowanie. To ja się przyznaję, że należę do grupy pierwszej.
Przy czym gonad nie traktuję jako świętości i nie ustawiam ich na żadnym ołtarzu. Po prostu nie znalazłem swojego prącia na śmietniku, a także szanuję resztę swojego ciała.
Czy wiesz, że istnieje cos takiego jak choroby weneryczne?
Czy wiesz, że rozwiązłośc seksualna jest głónym czynnikiem ryzyka narażającym nie tylko na choroby weneryczne, ale takze na pasożyty, albo zakażenia wirusowe (np. wzw typu c - ot taki drobniusi przykład żółtaczki.).
Poza tym rozwiązłośc seksualna nierzadko jest podawana jako objaw zaburzeń psychicznych.
Nasza kultura, zwłaszcza nasza - słowiańska - od dawien dawna kultywowała obraz rodziny (jak to później określono przez socjologów) - nuklearnej. Czyli mąż, żona, dzieciaki. Między mężem i zoną obowiązywała wiernośc, oraz obowiązywały wszelkie rytuały zaślubin, zachowywania wstrzęmięźliwości seksualnej, by dziewictwo stracić ze swoim partnerem, po zaślubinach. I nie wciskaj żadnych kitów "programowania społecznego, albo, że to wina księży, religii katolickiej, tfu, tfu co jeszcze?"
Jest to prosty mechanizm ewolucyjny. Hah - śmieszy mnie jak niektórzy puasowie powołują się na ewolucję, jako argument - prorozwiązłości.
Tak się składa, że my ludzie, jako istoty inteligentne jesteśmy ciut powyżej zwierzaczków. I jako istoty inteligentne, co jest jednym z głównych aspektów naszej inteligencji - potrafimy powstrzymywać swoje popędy.
Innym plusem naszej inteligencji jest odczuwanie przyjemności (czystej przyjemności) z utrzymywania stosunków seksualnych. Jednak fakt tej przyjemności nie musi oznaczać zaraz dążenia do rozwiązłości.
Kolejnym absurdem - jest moim zdaniem - szkolenie się, "rozwijanie" które doprowadzi nas i umożliwi nam rozwiązłośc (zaliczanie wielu szparek) - nazywanie samodoskonaleniem! To chyba największy absurd PUA.
Tak sie składa, że rozwiązłość seksualna jest jednym z objawów dążenia do samoznisczenia, autodestrukcji. Dlaczego?
nienawidzę siebie, ergo chce zniszczyć swoje ciało ergo będę kopulować z kim popadnie
przyczyny są różne, nie bede tutaj sie bawił w ich wymienianie.
Jaka jest przyczyna modnego ostatnio myślenia - że skoro jestesmy ludźmi XXI wieku -> zero tabu, nie ma rzeczy świętych - odrzucajmy religie, odrzucajmy systemy, odrzucajmy wszelkie wyższe wartości.
Tak się składa, ze niszczyc jest bardzo łatwo. Gorzej z budowaniem. Jak coś niszczymy - to wypadałoby dać coś w zamian, jakiś stabilny system, który wskaże tej popierdolonej i irracjonalnej ludzkości - co jest dobre, a co złe. Gdzie są jakieś hamulce i limity. Bez hamulców i limitów (czyli tym co puasi nazywają "programowaniem społecznym") po ulicach biegaliby popierdoleni zboczeńcy z wibratorami w łapach upierdoleni w wydzielinach i wydalinach. To jest cywilizacja? To jest XXI wiek?
To jest absurd. Dlatego uważam, że nalezy kultywowac wartości, które istnieją i są podwalina naszej cywilizacji i kultury od wieków. Zbrodnią jest niszczenie tego.
Skąd taka moja ostra reakcja?
Ano stąd, ze:
1. Wkurwia mnie chrzanienie o tym przeklętym, złym, parszywym, ogólnie fujka - programowaniu społecznym (zwłaszcza przez kobiety, zwłascza przez nasze matki, które nas tak psują! i robią z facetów cipy. i są mechanizmem postępującego spedalenia mężczyzn).
2. Śmieszy mnie nazywanie samodoskonaleniem czegoś co jest objawem samozniszczenia.
----------------
Teraz druga strona medalu. Skoro jesteśmy ludźmi. Istotami inteligentnymi - potrafimy pohamowywac nasze popędy, a jednocześnie czerpać radośc z kopulacji - to uważam, że jak najbardziej należy kopulować, równiez w celu zaspokojenia, oraz sprawienia przyjemności i sobie i drugiej osobie.
A to, czy ktoś potrzebuje 1 godziny, czy 1 roku by nabrac do drugiej osoby na tyle zaufania by dac dostęp do prywatnych zakątków to juz kazdego indywidualna sprawa.
I chybionym zabiegiem jest krytykowanie obu stron. Zarówno, gdy cnotliwi krytykują wyuzdanych, jak i wyuzdani cnotliwych.
Każdy ma swoje życie, swoją prywatnośc i włażenie z butami, albo ze swoją prywatnością (np. różne formy ekshibicjonizmu. przy czym obnoszenie sie homoseksualizmem tez zaliczam do ekshibicjonizmu) w cudza prywatność jest po prostu nietaktem, a bywa i obrzydliwe.
Również podzielam pkt
czw., 2012-01-19 05:16 — peperRównież podzielam pkt widzenia, że seks to coś więcej niż tylko zaspokojenie potrzeb - heh no i nawet z sentymentu powiem, że wolałbym już żyć w bajkowym i niewinnym świecie Walta Disneya niż w świecie prostytucji i nierządu, gdzie nie ma poszanowania dla żadnej wartości, a wszystko to, co w moim mniemaniu jest jakimś ideałem, ozdobą człowieka - jest po prostu do kupienia, to tylko kwestia ceny...
Na szczęście mam szanse ułożyć sobie świat tak, aby był gdzieś pomiędzy disney'owską dobrocią, pięknem i naiwnością, gdzie brak miejsca na erotyzmy, a bezwartościowym "jebaniu", sprzedawaniu się i nie szanowaniu podstawowych wartości, czasem w imię pieniądza, a czasem w imię "idei" człowieka nowoczesnego / wyzwolonego
Na tą wczesną, poranną porę najbardziej jednak przemówił do mnie ten fragment:
"Ale czemu to nie moga byc rozmowy na temat tego jak wprowwdzac panienki na wyzszy poziom podniecenia, ekscytacji, jak je draznic, rozpalac, jak sprawic by BARDZIEJ nam zaufaly, by sie przed nami otwaraly, by chcialy realizowac z nami swoje fantazje !!! By kobieta chciala nam wyszeptac w klubie na ucho, ze 'oddam sie dzisiaj Tobie taka jakiej nie zna swiat'!"
Dzisiaj mam studniówkę, będę miał okazje przekonać się, czy jestem w stanie wprowadzić w taki stan moją partnerkę. Choć myślę, że to trochę obustronna sprawa - jeśli będzie mi się dobrze z nią spędzało czas, jeśli stwierdzę, że po prostu lubię z nią przebywać jako człowiekiem, to wtedy będę mógł dopiero z pełną wewnętrzną spójnością wprowadzać ją w stan wyższego podniecenia
Good one ! (Czy ja w kazdym
pt., 2012-01-20 18:41 — skautGood one !
(Czy ja w kazdym komentarzu czy wpisie musze przypominac, ze to wszystko co pisze jest wyrazem mojej skromnej opinii i moim wlasnym pogladem na dany temat ? Czy jednak to, ze komentarz jest podpisany 'skaut' wystarczy ?).
Podoba mi sie Twoje rozumowanie Cogito, jestem pod wrazeniem, ze doczekalem sie ujrzec wreszcie w miare spokojny i 'fajny' komentarz wystukany Twoimi palcami. Takie cos chce sie czytac, do takiego czegos jest sens sie odnosic.
Co do pierwszego Twojego komentarza postanowilem jednak zamilczec. Nie sprawi mi to przyjemnosci, ani Ty ani ja nie bedziemy szczesliwsi po tym jak 'Twoim sposobem' rozloze pare Twoich komentarzy, wpisow, poszczegolnych zdan i przerw miedzy nimi na czynniki pierwsze i zaczne je wypunktowywac zgodnie z moim widzi-mi-sie.
Ty masz swoje zdanie, a ja swoje. To powinienes szanowac, a nie sciemniac o szacunku chyba nie do konca wiedzac co to tak wlasciwie jest. Ale ok.
Zaczne od mojego ulubionego slowa: PROWOKACJA.
(Chociaaaaaaaaazzzzzzz zastanawiam sie wlasnie, czy czasami bardziej nie lubie slowa KIEDYS...... Juz rozumiesz kolego ? W ten sposob mozna wszystko tlumaczyc, usprawiedliwiac i pod ten styl rozumowac... Nawet nie daje przykladow, bo jestesmy na tyle kumaci, ze wiemy ocb. A co do zainteresowania sie portalem przez starszych userow ? W USA moda na cos trwa podobno 3 lata - chyba, ze mi sie wydaje, bo 'podobno' to juz PODOBNO haluny...- wiec wreszcie moze sie komus cos znudzic, LUB ktos sie moze wreszcie WYPALIC !
I tu nie zamykam zawiasu jeszcze.
Powoli lapiecie juz o co chodzi z dodawaniem do advanced: chcecie dodawac ludzi, ktorzy machna pare wypocin na glowna (co jak widac, przy takiej ilosci przegladajacych nie jest trudne), i wykazuja, ze w miare im idzie. 3 wpisy dziennie z MG, AG, EG i NG, a pozniej jak sie (jakims cudem) nie uda dostac to cisza. A zapomnielismy juz co to jest szczescie poczatkujacego ? Zapomnielismy juz, ze na poczatku bylo szybko, latwo i przyjemnie ? Ze po przeczytaniu 'kto zjadl moj ser' chcialo sie na drugi dzien rzucac prace ?? Szkoda, ze tydzien pozniej wszystko przeminelo, prawda ? Takie sa wlasnie sinusoidy motywacji, energii, ekscytacji, podniecenia, wkurwienia etc. etc...
Przeczekajmy. Okaze sie czy gosc jest ogarniety, cierpliwy i wie, ze wszystko sie toczy swoim torem czy tylko szuka 'swiatla lamp'...
I tu prosba do Hoona odrazu: my wiemy, ze KIEDYS bylo sie tu ciezko dostac przyjacielu. Inne czasy,inni ludzi, KIEDYS jakbym spotkal kogos na ul. Stawowej, w moim miescie, kto podrywa mi panienke, to dostal by z polobrotu w zeby, a teraz jeszcze bym mu kibicowal !).
Okej.
WG MNIE sprawa jest prosta:
By trafic do ludzi trzeba ich zaszokowac ! Poruszyc, sprawic by jebnal w nich piorun zaciekawienia,by zaczeli myslec CZY TO CZASAM NIE O MNIE MOWA?!
Its easy i tym sie wlasnie kieruje w moich wpisach (jakbyscie nie zauwazyli
).
I moge pissc brednie, bzdety lub pierdoly, wazne jest dla mnie to czy uda mi sie zasiac w Tobie takie male ziarenko 'hmm, kurwa, hmm' (incepcja?) zebys sie zastanowil czy mozna cos zmienic, czy trzeba cos zmienic, czy jednak jest zajebiscie i niech oni wypierdalaja !!!
(Tutaj podziekowania dla Gracjana i Moderatow za to, ze nie kasuja moich wpisow ze wzgledu na nieladne slowa. Mniemam, ze przymykacie chlopaki na to oko ze wzgledu tego iz to esencja i trzon moich przekazow (hehhehe,i teraz niech mi ktos napisze: ' hej skaut, jakbysmy Ci usuneli wszystkie przeklenstwa i obelgi z Twoich wypocin to wyszlo by, ze Ty same brednie piszesz i tak wogole to calkime mily jestes' - ' jestem bezinteresowanie mily dla tych ktorzy byli (lub beda) dla mnie mili
).
I o to mi wlasnie chodzilo kierujac to do naszego kolegi Przema i o to mi chodzi piszac kazdy komentarz. (Za duzo dr.House, kiedyss.....sss..ss.).
Poznamy odpowiedz Przema to polecimy dalej.
Stwierdzenie o debilach bylo moim celowym wybiegiem, tak jak 3/4 wpisu, ale sekretu jak narazie nie ujawnie. To sa szachy !!!
Teraz przejdzmy do odpowiedzi na Twoj drugi koment Cogito.
Cos Ty sie tak tego seksu przyczepil ? Do tego mnie, osoby ktora tak go kocha, ubostwia i celebruje ? Myslisz, ze ja jakis uprzedzony jestem ?
Szczerze ? To zapytaj sie jak mozesz czy taki wysoki, przystojny, krotko sciety facet byl jakis 'nietentego' w takich miejscach na Slasku jak Babylon, Afrodyta, Kenzo, Queens i multum innych ktorych nazw nie pamietam...
Tak, KIEDYS tak bylo, moge napisac dlaczego akurat tam mnie moje nogi kiedys nosily, ale po co nam to rozdrapywac i ...TAK, dlatego moge na TEN temat wlasnie rozmawiac bo SAM to przezylem !
Tu moze powstac paredziesiat wpisow z moich dawnych epizodow z tamtych przygod, ale ja wole ujac to w jednym zdaniu : nie warto isc ta droga !
Podobal mi sie Twoj sarkazm na temat tego, ze sloneczko ok itd. Itp.
Ok, zapytaj tylko siebie jakbys sie czul i czy bylo by okej gdyby Twoje dziecko przyszlo Ci kiedys i powiedzialo, ze idzie sie w to bawic z kolezankami ! A przeciez 'robimy' dzieci na podobienstwo nasze !!!! Do zastanowienia, starczy...
I wlasnie: atakiem ten wpis nie jest w zadnej formie. Napisalem do Przema, ze jezeli czuje sie z tym zle, ze jego nick tam widnieje to wpisu zaraz nie bedzie. Ten wpis ma dawac do myslenia, ja nikogo nie bede glaskal, 'mnie nie glaskali'
Poprostu zbyt dlugo chlopaki przebywalem wsrod konkretnych facetow by jakos inaczej sie wypowiadac. To normalne, ze komus sie nie podoba punkt mojego widzenia, ale ostatnio coraz mniej takich ludzi spotykam
(jaja sobie robie)
P.s a to, ze probuje wszystkich buntowac... W dupie to mam co kazdy zrobi, najlepiej (jezeli tak uwaza prawdziwie ze swojego serca!!!) to niech mi napisze: co Ty pierdolisz, zajmij sie lepiej swoimi zabawkami i swoja czescia piaskownicy, u mnie jest ok i mi sie tak podoba.
I bedzie ciach-bajera... Mi to niepotrzebne, a ze raz na jakis czas cos napisze od siebie to juz taki stary nawyk... Widocznie na mojej ramie 'zimnego skurwysyna' powoli pojawiaja sie jakies rysy. Tylko, ze ja nie pekam jak szyba, tylko stoje ja tur, jak slup, na ktorym ten gosc dzisiaj rozjebal jeepa.
Do uslyszenia.
Edit: czyzby to co napisalem dotarlo centralnie do Cogito, ze postanowil akurat teraz odejsc ? Hmm, ja chce zebyscie sie tylko zastanowili 'gdzie jestescie', a nie rzucali wszystko odrazu.
Cogito - powodzenia i trzymaj fason. I pamietaj: to Ty masz miec kontrole nad tym czy cos moze Ci 'ryc leb' czy gilgotac po jajkach...
Przyjmuje, dziekuje. Nie
sob., 2012-01-21 04:15 — skautPrzyjmuje, dziekuje.
Nie kreuje sie i staram sie nie pouczac, to mial byc ostatni wpis z tej 'serii' (uswiadamiania). Zreszta wszystko o czym mysle mozna znalezc we wpisie Abadona- Matrix filozofia zycia.
Jeszcze raz powodzenia.
Przemooo dawaj !!
Na Twoja prywatna odpowiem Ci jak Ty mnie tu czyms zaskoczysz.
Pora na moja wypowiedź. Nie
ndz., 2012-01-22 10:35 — PrzemoPora na moja wypowiedź. Nie chcę w niej nikogo zaskakiwać, starać się o względy czy przychylać się do którejś ze stron. Chcę napisać to co myślę i jak pewne rzeczy poruszone w tym wpisie postrzegam. Nie wiem czy to będzie wypowiedź na "chłodnej głowie". Po wczorajszym clubbingu mam kocioł emocjonalny w głowie, ale już trochę przestudzony
Z resztą już niejedna prowokacja (w pozytywnym znaczeniu) na stronie pokazała, że działanie na emocje (nie pytając logicznie wprost) daje najlepszy obraz danej osoby, najbardziej szczere zdanie, odpowiedź, zmusza do pokazanie prawdziwego poglądu danej osoby. Ale też nie do końca. Jednocześnie też się nie zgadzam z tym. Dyskusyjne... Zostawiam to
Najpierw pozwolę sobie wypunktować pewne fragmenty, a później dodam coś jeszcze od siebie
"Piszesz, ze zalujesz, ze nie zabawiales sie z jakimis maloletnimi dupodajkami ? Ze nie pograles z nimi w sloneczko, ciasteczko, kamienne twarze czy inne odchylone od zdrowego podejscia do zycia pierdoly ? Doszlo nawet do tego, ze postawisz komus browara by tylko moc zanuzyc swojego malego jakiejs pannie w usta - toz to kurwa desperacja i pod galerianki mi podpierdala...."
Tak, żałuję, że nie zabawiałem się z małoletnimi dupodajkami. Nie jest to jedyny plus, ale przede wszystkim byłbym dzisiaj bardziej oswojony z tą całą seksualnością w relacjach damsko-męskich. Pewien okres w swoim życiu przejebałem w pewnym względzie (podstawówka, liceum i prawie całe studia). Z jednej strony konieczność (nie do końca mi to słowo pasuje) opieki nad bardzo chorą matką, a z drugiej jakieś inne bliżej nie zidentyfikowane przyczyny, głupie przekonania, brak właściwego towarzystwa, z którym mógłbym pokosztować tych zakazanych owoców. Nigdy w życiu nie ruszyłem narkotyków i tego akurat nie żałuję ani trochę.
Podobnie z fajkami. Owszem parę razy się zaciągnąłem w różnych okolicznościach, ale nigdy nawet jednego całego nie wypaliłem. Nie chodzi o kwestię wychowania, że to jest 'be' i tak dalej. Po prostu nigdy mnie nie ciągnęło, nie jarało to. Rodzice moi też nigdy nie palili, więc może taki genetyczny brak pociągu do tych używek. Co innego alkohol i seks. Co ciekawe przez wiele osób uchodzę za grzecznego chłopca, a przez niektórych (np. przez moja matkę i parę osób z rodziny) za diabła wcielonego. Robię OT, ale może jednak ktoś po tych dygresjach wyniesie coś na temat mojej osoby
Wracamy do tematów damsko-męskich. Być może dzisiaj po przejściu w młodości pewnych doświadczeń, przygód z dziewczynami miałbym inny, podobny do waszego pogląd na te sprawy. Tego się nie dowiemy. Te osoby, które przez to przeszły nie są w stanie rozumować tak jak ja na ten temat. Może też miałbym dzisiaj obrzydzenie do pewnych kobiecych zachowań czy gimnazjalnych zabaw. Może przemawia przeze mnie ogromny głód seksualny, głód doświadczeń erotycznych, głód czegoś co powinno być dla mnie normalne, naturalne.
Nie będę się wypierał, że częściowo pobudką jest chęć nie bycia gorszym, nie bycia odchylonym mocno od normy, nie odstawania, posmakowania tego co większości facetom w moim wieku i też wielu duuużo młodszym było już wielokrotnie dane. Jednak przede wszystkim ja tego naprawdę chcę i to jest najważniejsze. Jak każdy zdrowy facet odczuwam pociąg seksualny do kobiet, chęć zerżnięcia i to jest chyba (retoryczne 'chyba') normalne. Wystarczy jak sobie przypomnę moje przeżycia seksualne z kobietami (było ich wprawdzie jak na lekarstwo, patologicznie mało nawet jak na 8 lat młodszego ode mnie chłopaka, ale były). Jak ja się zajebiście po tym czułem, rozpierała mnie energia, przekładało się to na niesamowitego kopa w innych sferach życia.
W pracy miałem bardziej prężny, jasny umysł, z większą lekkością rozwiązywałem służbowe zadania. Znajomi, nie tylko w pracy, zwracali uwagę, że jestem jakiś bardziej wyluzowany niż zwykle, bardziej kreatywny, otwarty (oczywiście nie znając przyczyny
) Nawet gdyby to był jakiś mega efekt placebo, to i tak warto to przeżywać. Tak jakby uwalniał się jakiś siedzący we mnie potencjał, który był blokowany przez brak sukcesów (a właściwie w moim przypadku tak naprawdę brak podstaw w egzystencji seksualnej człowieka).
Jednocześnie sukcesy te odciążały mnie od tego uporczywego głodu, od ciągłego rozmyślania nad tragizmem swoich relacji z kobietami, szukaniu rozwiązań w tej kwestii. Do tego wpływało to pozytywnie na lepsze postrzeganie mnie przez kobiety, lepsze reakcje. Te sukcesy wywoływały po prostu lawinę pozytywów
Nigdy też nie przewinęło mi się po tych zdarzeniach, że tego żałuję. Owszem, co z resztą widać, efekt ten za każdym razem nie był dłogotrwały w pełnej krasie, ale też nigdy nie topniał do zera, zawsze pozostawał jakiś trwały ślad (takie powiedzmy +10% do +30% z tej początkowej euforii w zależności od rangi sukcesu). Natomiast przez te kilka dni od sukcesu, czasem dłużej czułem ten stan, czułem się naprawdę facetem z krwi i kości. Nigdy to nie było u mnie powiedzmy kolejne KC, takie na sztukę. Każde pozostawiało jakieś pozytywne doświadczenie i coś w rodzaju takiego odprężenia (takie popuszczenie desperacji)
Jeszcze raz powtórzę pewien fragment
"Piszesz, ze zalujesz, ze nie zabawiales sie z jakimis maloletnimi dupodajkami ? Ze nie pograles z nimi w sloneczko, ciasteczko, kamienne twarze czy inne odchylone od zdrowego podejscia do zycia pierdoly ? Doszlo nawet do tego, ze postawisz komus browara by tylko moc zanuzyc swojego malego jakiejs pannie w usta - toz to kurwa desperacja i pod galerianki mi podpierdala...."
Do pierwszego zdania/pytania się już wyżej odniosłem. A propos jednak tych gier, to słoneczka czy ciasteczka nie żałuję, zwłaszcza tej drugiej, bo odbywa się bez udziału kobiet
Za to w kamienną twarz bardzo chętnie zagrałbym nawet i dzisiaj. Ktoś powie, jaki to problem znaleźć napalone, puste laski do takiej zabawy. A ja tego nie zrozumiem. Ale zostawmy tą kwestię na później...
Co do postawienia browara za zrobienie loda, to w pełni się z Tobą zgadzam, że to desperacja, ale to chyba nie dziwne w mojej sytuacji. Powinienem i chciałem to już zrobić dawno temu. Jedyny powód dlaczego tego nie zrobiłem to brak chętnej kobiety na taką transakcję. Pierdolę te 5 zł (średnia cena browara w bydgoskich klubach). Przypuszczam, że większość facetów, którzy wyciągnęli laskę w klubie na lodzika czy pełny seks zapłaciło za tę przyjemność znacznie więcej, choć nie koniecznie tak wprost (jedno za drugie). Nadal też sądzę, że w ogóle są to bardzo incydentalne przypadki takich wydarzeń w klubach. Wiele razy 'koledzy' polecali/sugerowali mi pójście do burdelu. To mnie faktycznie odrzuca, płacić w ten sposób za seks i to dużo wieksze pieniędze.
Nie patrzę na tę "transakcję" browarową też krótkowzrocznie na zasadzie browar za krótką przyjemność/za orgazm. Chodzi też o to, że każde takie wydarzenie odblokuje mnie seksualnie, ułatwi dojście do tego typu przeżyć drogą bezwydatkową. Wydaje się to może głupie, ale tak jak zaznaczyłem, za 5 zł bym tego nie zrobił, ale za browar warty 5 zł już tak. Na pewno w moim przypadku nie jest to pójście na łatwiznę. Tak można powiedzieć o kimś kto się nie wysilił, żeby do tego doprowadzić normalnie albo w ogóle nie próbował. Oczywiście też nie zamierzałbym regularnie praktykować takich transakcji, a jedynie raz/dwa razy jako seksualne przełamanie się. Tak czytam co piszę i wygląda to jak wypowiedzi prawiczka
Swoją drogą jak sobie przypomnę nie tak znowu dawny (sprzed 2 lat) 'pierwszy raz' kiedy to włożyłem od tyłu połmiękkiego Wacława w cipkę, po czym zostałem po kilku sekundach na chłodno poniformowany 'Wyjmij go, bo mój chłopak zaraz będzie'. Może i laska w ten sposób spieprzyła mi, tak długo oczekiwany w moim przypadku (26 lat), mój pierwszy raz, ale na szczęście nie przywiązuję wielkiej wagi do pierwszego razu. Pisząc to teraz, po dłuuuższej przerwie sobie o tym wydarzeniu przypomniałem. Nawet nie wiem czy to można zaliczyć jako pierwszy raz.
Rok później miałem swój pierwszy raz oralny i to chyba bardzo ostry jak na początek, bo z połykiem
Jak mnie wtedy rozpierała energia i radość
Szału dostałem. Potem trafiłem do łóżka z tą hostessą i zakończyło się na pocałunkach, pieszczotach ogólnych ciała i niepełnym handjobie. I te trzy przygody to wszystko jeśli chodzi o moje seksualnie doświadczenia (wykluczając 'zwykłe' KC). Patologicznie mało jak na 28-latka i to jeszcze z ponad 2,5 letnim stażem na podrywaj.org, 6-letnią intensywną praktyką w podrywaniu kobiet i do tego z atrakcyjną sylwetką (co akurat moim zdaniem nie odgrywa większej roli, ale wymieniłem bo co niektórzy są zdania, że przystojnym, wysportowanym jest łatwiej). Chyba nikt nie ma wątpliwości, że coś tutaj jest ostro nie tak?
I tak uważam jestem wytrwały, bo kto inny już dawno by sfiskował, zamknął się totalnie w sobie, odizolował od ludzi czy nawet powiesił się lub dopuścił się gwałtu. W pełni się z Tobą zgadzam (z Twoją wyliczanką w tym wpisie), że mogę uchodzić na stronie za wzór wytrwałości. Zapytaj się skaut ludzi z tej strony, którzy mnie poznali, czy zauważyli, żebym był jakiś struty, negatywny, bez życia, użalający się? Wręcz przeciwnie, Odbierają mnie (tak mi się wydaje) jako otwartego, pełnego energii, sympatycznego, walecznego, pozytywnego gościa.
Na pewno jednak też czują/widzą, że mam ciągły niedosyt, duże ciśnienie/presję na działanie, podchodzenie, otwieranie, poznawanie kobiet, czyli całe te plażowanie. W niektórych rzeczach są też zdania podzielone. Niektórzy twierdzą, że bije ode mnie ogromna pewność siebie, duża odwaga względem kobiet, inni zwracają uwagę na brak luzu, brak uśmiechu, takie podejścia dla podejść, bardziej dla treningu niż z czystej chęci. Jedni bardzo otwarcie komunikują się ze mną i swobodnie mnie chwalą czy opieprzają, inni z kolei czują dystans, respekt bądź się po prostu mnie boją.
Mam nadzieję, że nie rzucisz się zaraz na mnie skaut 'Co Cię obchodzą inni i ich zdanie?' Nie popadajmy jednak w skrajność. Żyjemy w społeczeństwie i chcemy w nim żyć. nie ukrywam, że interesuje mnie zdanie innych (taki swoisty feedback od życia) i nie zamierzam tego zmieniać. Kwestia tego co z tym zdaniem się zrobi. Jedni przyjmą to zdanie z dystansem bądź je wykorzystają do własnego rozwoju, a inni się nim podłamią
"Nie zrozum mnie zle, nie znam Cie na tyle ile bym chcial, nie spotkalismy sie jeszcze, ale jak sam doskonale wiesz to duzo da rade wyczytytac o czlowiekiu z tego co pisze i z tego o czym boi sie napisac."
Myślisz, że się w ogóle spotkamy? Ja jestem otwarty, ale co do Ciebie mam mieszane uczucia. Poza tym poznałem ponad 30 osób z tej strony face-to-face i jestem innego zdania, jeśli chodzi o możliwość wyrobienia sobie opinii o kimś po wpisach i odniesienie tego do rzeczywistości. U jednych owszem okazało się, że się pokrywa, a u innych jest inaczej (na plus bądź minus względem reala)
"i dzieki temu mialem skonczyc z uswiadamianiem ludzi by OTWORZYLI OCZY, przestali oczekiwac od zycia nie wiadomo czego i zaczeli zyc dla siebie i byc soba"
To się chyba akurat nie odnosi do mnie. Moje wymagania w nawiązaniu do kobiet są bardzo minimalistyczne w porównaniu do Waszych (takie uogólnienie nie do wszystkich oczywiście). Jak to ktoś kiedyś powiedział 'To co dla Ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą'
Co do życia dla siebie, to od zawsze byłem 'zdrowym' egoistą, co też często mnie to jest zarzucane, zwłaszcza przez rodzinę. Może dlatego, że najpierw należy wyprostować siebie zanim będzie się prawdziwie przydatny innym w kwestii pomocy. Określenie 'bądź sobą' od zawsze mi się nie podobało. Nie będę się o tym rozwodził, bo dość wyczerpująco przedstawił to Karol.biz w swoim wpisie o tym, z którego znaczną większością się zgadzam. Jeszcze raz brawo za ten wpis Karol
Pierwszy i jeden z trzech w ogóle, który zgłosiłem na główną
Teraz odniosę się chyba do najważniejszego fragmentu wpisu
"Wg mojej skromnej opinii Przemo, Ty nie chcesz byc uwodzicielem, nie chcesz czerpac przyjemnosci z kontaktow z kobietami, nie masz mentalnosci zdobywcy i powinienes smialo zrobic to do czego nawolywalem przed swietami - reset.
Dlaczego tak 'zle' mysle ? Moze dlatego, ze obserwuje Twoje komentarze, czytam miedzy wierszami i zauwazam, ze to nie jest poprostu dla Ciebie. W tym momencie i z takimi przekonaniami jakie masz na temat kobiet, uwo i rozwoju bezsensem jest brniecie w to dalej i pograzanie sie."
Ciężko jest mi odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie czy chcę być uwodzicielem. Po prostu nie umiem na to odpowiedzieć na zasadzie tak/nie. Jestem jednak w pełni przekonany (wewnętrznie, nie zaprogramowany przez społeczeństwo), że CHCĘ czerpać przyjemności z kontaktów z kobietami! Pisałem wprawdzie ostatnio w paru miejscach, że z nielicznymi wyjątkami proces uwodzenia nie sprawia mi tej przyjemności, ale...
Bezdyskusyjną przyjemność za to sprawia mi dojście do czegoś konkretnego z kobietami (przelizanie się, wszelkie pieszczoty, widok jej ciała czy w końcu poczynania czysto seksualne (celowo omijam słowo seks)). Masz prawo mieć podejrzenia, że sobie to wmawiam, bo nie miałeś okazji ze mną obcować po różnego rodzaju sukcesach z kobietami. Zapytaj tych, którzy mnie widzieli wtedy, jak mi się micha cieszyła, jaki byłem podjarany, jak mnie roznosiła euforia i narastająca chęć bardziej szczerego poznawania następnych kobiet (co się też przekładało na ich lepsze reakcje na moją osobę). Jak te osoby to czytają, to mogą potwierdzić
Projekt Pruszków się kłania, zwłaszcza niesamowite KC w Mirage
O matko. Aż mi stanął jak sobie to teraz przypominam 
"i zauwazam, ze to nie jest poprostu dla Ciebie. W tym momencie i z takimi przekonaniami jakie masz na temat kobiet, uwo i rozwoju bezsensem jest brniecie w to dalej i pograzanie sie"
Zgadzam się, że przekonania i nastawienie do podrywania/do kobiet są u mnie złe. Nie mam póki co jednak pomysłu jak te, kluczowe tak naprawdę, elementy poprawić. Nie oszukujmy się, ale to sukcesy najszybciej i najlepiej by to naprawiły, ale do tego potrzebne są... sukcesy z kobietami.
Tutaj pozwolę sobie zacytować moją wypowiedź z dyskusji na priv z jednym z nas - "Sam często mową ciała, dobrym głosem, werbalnością próbuję to zamaskować, ale czuję, że laski wyczuwają mój prawdziwy stan. Nie chcę, żeby z tego wyszło zamknięte koło. Zwróć uwagę, że postawa potrzebująca, desperacja, frustracja są przyczyną "braku kobiet", braku obycia z nimi. One to wyczuwają mimo maskowania i unikają takich facetów podwójnie (1 - jest nieobyty z kobietami, 2 - udaje, jest fałszywy) I koło się zamyka! Tu jest chyba clue problemu w relacjach damsko-męskich."
Niby mam wypisane właściwie przekonania wielkimi literami na kartce, którą noszę cały czas w kieszeni od spodni na dupie, ale póki co są to jedynie afirmacje, które coś nie chcą się przeistoczyć w przekonania.
Między wierszami mam wrażenie, że przekonujesz mnie/sugerujesz do zrobienia sobie przerwy. Jestem temu totalnie przeciwny. Po pierwsze jak już póki co doświadczyłem, przerwy w uwodzeniu mi nie służą (np. półtoramiesięczna przerwa po PP). Po drugie (a może po pierwsze) to nie mogę sobie pozwolić na przerwę, nie mam czasu na takie zagrywki, nie w tym wieku. Jakbym miał 18 albo dwadzieścia z małym hakiem, to jeszcze co innego.
Jak czytam na tej stronie, jak 10 lat młodsi ode mnie wyczyniają cuda z kobietami (przy czym według wielu z Was te cuda to normalne rzeczy), jak dojrzale zarazem patrzą na te sprawy, jakie osiągają sukcesy, jakie mają reakcje od kobiet, to jeszcze bardziej mi się włącza presja 'Przemo. Co za wstyd (przede wszystkim przed samym sobą)'. Za dużo lat straciłem, za dużo do nadrobienia do tej normalności/przyzwoitości, żeby teraz robić sobie jakieś przerwy. Rozumiesz? To nie znaczy, że cały czas napierdam mechanicznie podejścia, żeby natłuc praktykę/doświadczenia i w końcu musi samo zaskoczyć. Pracuję też nad zmianą taktyki. Różne rzeczy testuję. Nadal walczę, a więc jak wynika z jakiegoś przysłowia 'Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą'. Żebym jeszcze ja był do tego przekonanym...
Uff. Wszystkiego jeszcze nie poruszyłem, ale muszę już kończyć na dzisiaj. Najważniejsze jednak chyba już napisałem, więc czyń skaut swoją powinność
Możemy lecieć dalej z tematem
Wiem co mam napisac, ale
ndz., 2012-01-22 05:01 — skautWiem co mam napisac, ale jestem jednak ciekawy co inni maja do powiedzenia.
Bylo by milo gdyby ktos zechcial sie wlaczyc.
Btw: jaka powinnosc ?
ja jestem za Toba, a wpis powstal po to by.... Aha, mamy poczekac..
Ja myślę, że niektórzy źle
ndz., 2012-01-22 08:25 — ItalianoJa myślę, że niektórzy źle odebrali ten wpis nie tak jak miał w zamiarze skaut - stąd te "tajemnicze" posty aby wkręcić wszystkich do rozmowy a później na końcu pokazać prawidłowy punkt widzenia. Pamiętacie jak kiedyś Hektor zrobił?
.
Wracając do tematu, skupił się on głownie na tym jaki jest PRZEMO, czy powinien być uwodzicielem lub dlaczego on wolał grać w ciasteczko, słoneczko zamiast siedzieć ciągle na dupie i nic nie robić. Panowie przeszłości się nie zmieni tak? Więc po co się tak nad nią obszernie rozwodzić nie lepiej ją zaakceptować i niech będzie już ona taka jaka jest... pamiętając że mamy wpływ na przyszłość. Tutaj właśnie jestem pełen podziwu dla PRZEMA bo on wie na czym stoi i ciągle patrzy w tą przyszłość starając się ją zmienić, konsekwentnie małymi kroczkami do przodu zdobywając doświadczenie - kolejnym doświadczeniem jest ten wpis właśnie bo dałeś mu Skaut niezły materiał do rozmyślania na samotne wieczory. Jednak nie podoba mi się to, że nagle napisałeś że on nie chce być uwodzicielem, powinien sobie zrobić przerwę itp. Oczywiście możesz mu sugerować taką opcję ale ja wychodzę z założenia że nikt nie ma prawda decydować za kogoś innego... Nie jest to twoje życie, nie są to twoje błędy więc niech on sam dochodzi do tego co musi zrobić, poprawić. Możesz jedynie dawać wskazówki ale nie w taki bezczelny sposób:). Są to oczywiście moje odczucia, każdy to odbierze inaczej ale jednak nie decydujmy za kogoś innego.
Pisałem, że wielu odebrało ten wpis - mogę się mylić oczywiście - dla mnie przykład i rozłożenie osoby Przema na czynniki pierwsze ;D ma być tylko przykładem. Kto panowie nie zbłądził, nie zalicza błędów, wtop? Kto z nas nie ma słabszych dni, nie ma seksu przez tydzień, dwa, miesiąc bo po prostu nie wie co dalej ma robić w którą stronę iść...Równie dobrze Skaut mógłby "atakować" moją osobę, Ciechana, Hoon'a, Karola, Cogito i każdego z działu adv. Ale dalej całość odnosiłaby się do wszystkich i skłaniała do refleksji - przyznam szczerze ja sam po tym wpisie leżałem i myślałem, czy czasem nie zaczynam zatracać siebie tylko po to aby zaliczyć panienki? Pograć w ciasteczko lub być w centrum zainteresowania... Mam nadzieję że wielu z was też miało takie myśli po przeczytaniu tego wpisu a odpowiedź była zawsze pozytywna dla was
Z dalszym rozwinięciem wstrzymam się do wypowiedzi ostatecznej Skauta, która może przypominać apokalipsę i zmienienie wielu poglądów na ten wpis - jednak podoba mi się to, będzie ciekawie a to lubię
.