
Na początek – szczęśliwego nowego roku. Mamy 1 stycznia, a ja w związku z wczorajszo-dzisiejszą zabawą sylwestrową mam do zapisania pewną przygodę z imprezy, na której byłem wraz z Panem Karpiem 
Wraz z Karpikiem ustalaliśmy, że idziemy się tylko bawić, a nie w celu podrywu. Wyszło jak zwykle, no, ale cóż. Karpiu, świadom tego, że przyciąga dwie, a nawet trzy dziewczyny obecne tego wieczoru nie stawiał oporu, gdy te minimalizował dystans między sobą a nim z każdą minutą. Zapytałem go wtedy:
F: Stary, zapomniałeś, po co tu jesteśmy.
K: One same przychodzą, to nic nie poradzę.
Biedaczyna… Takim to łatwo, wrodzony urok osobisty i to jego dziewczyny muszą podrywać.
Nie zamierzałem tego, wyszło po prostu od tak. Nie znałem na imprezie jednej osoby (123), kojarzyłem ją tylko z widzenia, dałbym jej 6, może 7 na 10. Jej pijana koleżanka cały czas się do mnie pchała i byłem zmuszony skrupulatnie ją odpychać. W końcu poszliśmy na plac, gdzie miało być odliczanie i pokaz fajerwerków. To tam dłużej pogadałem z 123 i w drodze powrotnej też dużo zamieniliśmy słów. Głównie luźna rozmowa, pod koniec drogi zacząłem się ogarniać i budować jakąś atrakcyjność. Wróciliśmy, 123 dalej zajęta rozmową ze mną, a wszystko, co tamtego wieczoru przyszło mi przyjąć zaczęło działać z tak pozytywnym skutkiem, że promieniałem aurą szczęścia i rozmowa kleiła się jeszcze lepiej. W końcu 123 zaczęła się przybliżać, kino, głównie kino, jeszcze wszystko na luzie. Przy okazji złapałem zajebiście mocnego tripa, że nie wiedziałem co się dookoła dzieje
Faza zeszła i jak niektórzy wiedzą, po niej następuje nieprzyjemna zwała, która mnie tego wieczoru zniszczyła. Zmieniamy miejsce, czas przejść na górę, już miałem robić 123 jakieś liczbowe rutyny, ale trudno, idziemy. Jesteśmy w ciemnym pokoju, wszyscy goście padli na rozłożoną sofę i prowadzą między sobą typowe luźne rozmowy. Siedzę obok 123, pustka w głowie, niewyobrażalne zmęczenie, nie mam sił już nic mówić, myślę sobie „kurna, w takim stanie już nic nie zdziałam, więc wypada to jakoś zamknąć…”. Łapię ją za rękę, bez sprzeciwów. Jest próba KC, nieudana, przyznam, że się tym przejąłem… Przez pierwsze 3 sekundy, a potem siedziałem znów starając się utrzymać pozytywne nastawienie, co było trudne w takiej sytuacji kompletnego wycieńczenia. Szybka myśl „już nic tu więcej nie zdziałam”. Target sobie poszedł 123, miałem wrażenie, że uważa, że po nieudanej próbie pocałunku może teraz myśleć, że jestem zawstydzony, czy coś, więc nie dałem jej tej sytuacji i byłem na tyle szczęśliwy i uśmiechnięty na ile się dało. Ostatecznie próbowałem jeszcze raz coś z nią ugrać, ale blokady sprawiły, że zrezygnowałem i wróciłem do znajomych trochę odpocząć. Kilka metrów ode mnie do Pana Karpia przyssana była koleżanka, chłopak macha rękoma w desperackim akcie szukania pomocy.
F: Ej, Karpiu, wołali cię, to coś ważnego.
Karpik z trudem odkleja swoją koleżankę i czym prędzej opuszcza pomieszczenie. Pewien czas później skończyliśmy balowanie i nad ranem wracaliśmy do domów. Impreza była świetna, dobrze się bawiłem, fakt, że przy okazji mogłem trochę poćwiczyć był tylko pocieszający. Efekty? Kino, nieudana próba KC, ostatecznie chyba pozytywnie, gdybym był w lepszym stanie mógłbym to jeszcze ciągnąć, no ale cóż
Nauczka jest.
Przeanalizowałem sobie ten wieczór. KC nie weszło bo zapewne nie zbudowałem odpowiedniego komfortu. Niestety, później nie było mnie stać nawet na rozmowę z nią więc i tak nic więcej by nie było
Jestem dobrej myśli, zrobiłem ten wielki krok, w sytuacji kiedy nie wiedziałem co zrobić. Mam nauczki, nawet dwie: podrywać już tylko na trzeźwo, albo po szczególnie małych ilościach alkoholu oraz pamiętać o budowaniu komfortu. Wprawiam się coraz bardziej, teraz powinno być tylko lepiej.
Dzięki wielkie, pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku uwodziciele! 