
Chce sie podzielić z wami tekstem pewnego jezuity (podobno mistrza motywacji - ocene pozostawiam wam), na mnie opowiadanie wywołało pozytywne wrażenie.
- Tęsknię za wojną. A ty? – Szaweł jednym haustem dopił resztę piwa z kufla.
- Wojna to ostateczność – gwałtownik sięgnął po baryłkę.
- Nie dolewaj. Dość już wypiłem – potarł bliznę na czole i wrócił do swojej myśli. – pewnie, że ostateczność, ale wojna też wszystko upraszcza.
- Nie upraszcza, tylko odrywa. Od miłości, od budowania. Patrzysz na wszystko, do czego zostałeś stworzony, z oddali. Dlatego widzisz całość i sens, lecz zapominasz o szczegółach, o gęstwinie powiązań, o przyczynach i skutkach, pomiędzy którymi trzeba wybierać.
Wspominasz żonę i czujesz, że ją kochasz. Chcesz znowu zobaczyć w jej oczach zieleń ogrodu, który pielęgnuje. Chcesz się przy niej położyć i obudzić rankiem. Chcesz usłyszeć jak ci szepcze twoje imię do ucha i jak się śmieje, kiedy ją łaskoczesz. Chcesz wziąć w niedzielę dzieci do kościoła, kupić córce korale, a syna nauczyć łowienia ryb. Ale nie pamiętasz – bo nie chcesz pamiętać – o tym, że dach przecieka, że żona ci przypomina o tym z wyrzutem od roku, a ty boisz się przyznać, że nie stać was na nowe gonty. Nie pamiętasz, że ludwisarz, który się osiedlił w miasteczku, odbiera ci klientów, a ty jako kowal nie wyżyjesz z samych podków, nie masz zaś pojęcia gdzie i u kogo nauczyć się kolejnych tajników rzemiosła. Na froncie wiesz, gdzie wróg i gdzie przyjaciel, a nawet jeśli w szeregach sprzymierzeńców odkryjesz zdrajcę, podejmujesz decyzję z łatwością. Możesz albo życie ocalić, albo odebrać. Przedsiębiorczość żołnierza to rzemiosło, które polega na tym, żeby zadać śmierć i samemu śmierci uniknąć. Natomiast przedsiębiorczość podczas pokoju to już sztuka. Sztuka dawania życia i wypełniania go miłością.
Szaweł przeczesał dłonią ryże włosy i sapnął:
- Żebyś ty karku tyle razem ze mną nie nadstawiał, żebyś ty mi dupy z zasadzki nie uratował, to bym ci tak gadać nie pozwolił… Ale to wszystko prawda. Polej jeszcze.
Gwałtownik napełnił kufel, kowal wychylił go i upił parę łyków.
- Na domiar złego mam jeszcze dług do spłacenia – otarł pianę z wąsów. – I co na to powiesz?
Gwałtownik pomyślał.
- A pamiętasz jak wpadliśmy w okrążenie pod Młynem Landkrafa? Ilu nas zostało? Dziesięciu? Dwunastu? I ich cała horda…
Szaweł spojrzał z uwagą na gwałtownika i splunął pod stół.
- Pamiętam kurwisynów. No i?
- Co wtedy do nas powiedziałeś?
Mężczyzna zastanowił się chwilę.
- Że miecz, który dzierżę sam wykułem.
- Co jeszcze?
- Że harowałem nad nim wiele godzin, bez ustanku, aż ręka omdlewała. Że kiedy wyciągnąłem z pieca czerwoną bryłę metalu i porównałem ją z projektem, który miałem w głowie, ogarnęło mnie przerażenie, bo wiedziałem, że chcę wykuć arcydzieło, a materiał stygnie, więc mój młot nie ma prawa ani razu źle spaść na żelazo. Przestraszyłem się, kiedy sobie zdałem sprawę jak wiele razy i z jaką szybkością muszę uderzać i zawsze trafiać w cel. Jednak wziąłem się w garść, postawiłem sobie przed oczy obraz miecza w pełnej krasie, a myśl skupiałem tylko na kilku najbliższych ruchach. Jeszcze trzy walnięcia, powtarzałem. Potem znowu. Jeszcze trzy walnięcia. Potem znowu. Jeszcze tylko trzy. I nad ranem miałem miecz, który wymarzyłem… Pod młynem wam go pokazałem i powiedziałem, że tak mamy walczyć. W sercu pamiętać o zwycięstwie, ale skupić się tylko na najbliższym przeciwniku, na najbliższym pchnięciu, jakby już nie miało być następnego.
- Wyrżnęliśmy ich wtedy parę dziesiątków, a reszta uciekła z pianą na mordach… - gwałtownik wzniósł kufel jak do toastu.
- Żebyś, kurwa, wiedział! – Szaweł trzepnął łapskami w blat stołu i roześmiali się obaj, aż pies, który drzemał przy kominku, zbudził się, zerwał na nogi i zaczął szczekać. Gwałtownik podszedł do niego, potarmosił za pysk, pogłaskał, potem znowu odwrócił się do swojego kompana.
- Szawle, jeśli chcesz sobie poradzić z wszystkim naraz, nie poradzisz sobie z niczym. Ale i teraz ten twój sposób walki i pracy może zadziałać. Postaw sobie przed oczy szczęście swoje i swojej rodziny. Wybierz to, co w drodze ku temu szczęściu najważniejsze i tym zajmij się najpierw. Krok po kroku. Uderzenie po uderzeniu. Potem podejmij kolejne wyzwania… Wiesz od czego mógłbyś zacząć?
Kowal po chwili namysłu wsparł się o stół i powiedział:
- Wiem – odsunął nogami zydel, wstał, ale się zachwiał. - Daj mi jakiej skóry z niedźwiedzia. Idę spać.
Gwałtownik wpatrywał się w niego przez chwilę, a potem mruknął rozczarowany:
- Aha.
Szaweł pokręcił głową.
- Oj, jakiś mądry czasami, tak też i czasem głupi. Mówię ci, wiem, co najpierw muszę zrobić – ściszył głos. – Odzyskać zaufanie mojej żony. To dla mnie najważniejsze.
Zapadła cisza.
- Ale przecież nie pójdę z nią gadać taki schlany! – wrzasnął znowu Szaweł. – Tak? Więc pierwszy krok: wytrzeźwieć. Drugi dopiero: wrócić do niej i pogadać.
- A, no tak – gwałtownik odetchnął i pokiwał z uśmiechem głową.
- No, widzisz – kowal ziewnął. – To dawaj wreszcie tego, kurwa, niedźwiedzia!
Link do całego bloga:
http://droga-gwaltownika.blogspot.com/
Odpowiedzi
Dobry tekst. Daje do
śr., 2011-10-19 22:26 — simbaDobry tekst. Daje do myslenia, aczkolwiek spodziewałem się czegoś więcej
Prosty przekaz ubrany w lekko
śr., 2011-10-19 23:50 — bttProsty przekaz ubrany w lekko czytającą się historyjkę, podoba mi się.
Dzięki za wpis. Najfajniejsze
czw., 2011-10-20 07:47 — FanDzięki za wpis. Najfajniejsze jest to, że wiem w których momentach co powinno się dziać z moim rozumowaniem w chwili czytania
heh, słyszałem parę takich historyjek, ta średnia, ale ważne że działa.