Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Szansa na poderwanie odpowiedniej kobiety

Chciałbym się z Wami podzielić pewną myślą która dopadła mnie po ok. 3 miesiącach intensywnego „trenowania podrywu”. Moja obecna sytuacja wygląda tak, że po 4 miesiącach rozstania z moją dziewczyną staram się w relacjach damsko-męskich być kowalem swojego losu, brać sprawy w swoje ręce i generalnie nie czekać na okazje tylko sam je stwarzać. Tak więc mniej więcej od 3 miesięcy (z każdym miesiącem z coraz większym nasileniem) starałem się poznawać nowe kobiety. Przez te 3 miesiące wyćwiczyłem w sobie nawyk podchodzenia do nieznajomych dziewczyn i chyba teraz robię to już prawie automatycznie. Co więcej, bardzo często wychodzę sobie na miasto właśnie po to, żeby poznać jakąś interesującą dziewczynę, jeśli widzę jakąś samotną ładną laskę, która stoi w miejscu (np. czekając na autobus) to w jakichś 90% przypadkach zaczynam z nią rozmowę, jeśli widzę dziewczynę, która gdzieś idzie (zazwyczaj w kierunku przeciwnym do tego w którym ja idę) to raczej do niej nie podchodzę, gdyż z moich doświadczeń wynika, że w tej sytuacji dziewczyna się najczęściej gdzieś spieszy i nie jest skora do rozmów. Gdy kobieta albo dwie są w towarzystwie jakiegoś faceta, to też nie podchodzę do nich i nie zaczynam rozmowy. Ponieważ jestem z natury osobą otwartą z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie nie jest dla mnie większym problemem prowadzić rozmowę z nieznajomą dziewczyną, czasami nawet czuję pewien przypływ kreatywności i energii, gdy podchodzę do ładnej kobiety. I teraz mam kilka refleksji, które trochę mnie irytują:

1) Stwierdzam, że tak naprawdę nie ma wielu 100% okazji żeby zagadać do dziewczyny (dla mnie 100% idealna sytuacja, to taka, gdzie widzę ładną, samotną dziewczynę, która najlepiej siedzi gdzieś na ławce w jakimś spokojnym miejscu, co więcej nie ma też wielu sytuacji mniej komfortowych z punktu widzenia rozpoczęcia podrywu (czyli dziewczyna jest czymś zajęta, coś kupuje w sklepie, jest z koleżanką, gdzieś idzie i widać, że się spieszy). Generalnie wychodząc na miasto np. na 4-5 godzin, trafiają mi się może maksymalnie 2-3 sytuacje gdzie mam możliwość i okazję żeby podejść do dziewczyny, która w jakiś sposób mi się spodobała.
2) Bardzo często, aż za często spotykam się z sytuacją, gdy podbijam do dziewczyny zaczniemy rozmawiać i dosłownie po 2-3 minutach przychodzi facet, na którego czeka, albo przyjeżdża autobus, którym ma jechać. Czy jest to kwestia mojego pecha czy czegoś innego, tego nie jestem w stanie stwierdzić.
3) Dziewczyny z którymi rozmawiałem do tej pory zawsze były w stałych związkach i nie trafiłem chyba jeszcze na wolną dziewczynę. I tutaj nie mam pojęcia czy to ja mam jakiegoś cholernego pecha, że zawsze trafiam na zajęte, czy już nie ma urodziwych dziewczyn, które nie są w związku.

Konkluzja jest taka, że pomimo moich dużych starań, sporej energii i czasu poświęconego na poznawaniu nowych kobiet, tak naprawdę trudno jest mi znaleźć odpowiednią dla mnie dziewczynę. W sumie to nie mam pomysłu co zrobić, żeby to zmienić bo wina chyba nie leży po mojej stronie (nie marnuję okazji, jeśli gdzieś wychodzę, to zawsze z nastawieniem, że mogę poznać jakąś fajną dupę, wydaje mi się, że w miarę dobrze prowadzę rozmowę z kobietami, wiele już razy słyszałem od nieznajomych, że jestem bardzo pewny siebie, co oczywiście odbierałem jako komplement;)) więc ciężko jest mi wymyślić jakąś receptę na ten swego rodzaju problem. 
Czy jestem zbyt wybredny w stosunku do kobiet? Nie wydaje mi się. Czy można wszystko zwalić na pecha? Też nie sądzę. Więc do cholery co można zrobić, żeby zwiększyć liczbę poznawanych dziewczyn (wtedy prawdopodobieństwo znalezienia tej odpowiedniej, wolnej dziewczyny będzie większe)? Nie jest chyba rozwiązaniem podchodzenie do dziewczyn, które są z kolesiami...Chociaż gdybym do takich podchodził myślę, że poznanych dziewczyn byłoby dziesięciokrotnie więcej, ale wiadomo, że nie tędy droga. 
Czy podczas swojej przygody z podrywaniem mieliście podobne przemyślenia? Czy macie jakieś propozycje i rady? Jak to jest u Was? Czy nie wydaje się Wam czasami, że naprawdę trzeba mieć sporo szczęścia, żeby trafić na odpowiednią kobietę?
Zapraszam do dyskusji, chętnie poznam Wasze opinie.


Odpowiedzi

Marso jak zwykle masz sporo

Marso jak zwykle masz sporo racji, chyba będę musiał zmienić swoje podejście, bo tutaj jest pies pogrzebany...Smile Ale ciekaw jestem czy wedle zasady "Kazda okazja jest dobra, żeby spróbowac" podchodzisz do kobiety, która jest z facetem  (oczywiście mówię o przypadku gdy do końca nie wiesz czy jest to jej chłopak, czy kolega). Więc jak to jest w Twoim przypadku?

Portret użytkownika Hooner

Jeżeli w głowie masz obraz

Jeżeli w głowie masz obraz dziewczyny która kogoś ma - to przyciągniesz do siebie taką. Jeżeli jednak idąc na potencjalny podryw, wyobrażasz sobie samotną singielkę - wtedy sprawa wygląda inaczej. Ale nie możesz mieć wątpliwości co do tego. I nigdy nie mów jakiego to Ty masz pecha... bo dalej będziesz go miał Smile

Portret użytkownika zezercik

Najgorsze co może być to

Najgorsze co może być to sobie wmówić, że się nie uda, że znowu pewnie nie wyjdzie (bo sami sobie zakładamy porażkę) chociaż w Twoim przypadku widać, że już do wielu dziewczyn podszedłeś, z wieloma rozmawiałeś ale bez efektów. No cóż. Czasami możesz 2 mc chodzić rozmawiać i nic, a potem w najmniej oczekiwanej sytuacji spotkać kogoś kto nie dość zainteresuje ciebie to i ta osoba będzie Tobą zainteresowana nawet bez specjalnych starań.

Moim zdaniem najlepsza recepta to się nie napinać, że dziś poznasz kobietę swojego życia... Jeżeli akurat gdzieś idąc, gdzieś będąc spotkasz kogoś ciekawego to nastaw się na zwykłą fajną, krótką rozmowę. A jesli coś ciekawego w czasie rozmowy zacznie się dziać... to wykorzystuj sytuacje:-)

Co do tego, że kobiety są w stałych związkach... no cóż tu jest problem. Jak kobieta jest ładna, urodziwa to napewno w swoim życiu miała sporo adoratorów, a jeśli miała sporo adoratorów (lub nawet kilku) to napewno wybrała sobie z nich kogos na swojego chłopaka/faceta/partnera. Kobiety (w większym stopniu niż faceci) nie lubią być same. Dlatego jeśli mają wybór być same lub być z "kimś" to wolą być z tym kimś. 

Jeżeli kobieta ci mówi, że ma kogoś to na 80% tak jest. Jakiś czas temu rozmawiałem z jedną naprawdę urodziwą i ładną znajomą (w długim związku), która opowiadała o tym jak to czasami zdarza się, że podchodzą do niej jacyś faceci zaczynając rozmowę. Ona, że jest miła i sympatyczna więc nie gasi ich, nie zlewa ale gdy padają propozycje typu "może dasz mi swój nr, może usiądziemy tu niedaleko na 15 min i porozmawiamy" itp to ona odpowiada zgodnie z prawdą, że ma kogoś, jest zajęta ale bardzo dziękuje za zainteresowanie. I tu właśnie jak mi opowiadała nie może zrozumieć dlaczego większość mężczyzn nie przyjmuje tego do wiadomości i próbuje dalej (jak się domyślam podobnie jak większość tu userów myślą, że to rodzaj testu). Jest to podobno najbardziej irytujące. Więc nie ma co generalizować, że kobieta mówiąca, że kogoś ma robi jakieś testy.

Jeżeli kobiecie zawróciłeś w głowie to ona nawet jak kogoś ma to się z poczatku do tego nie przyzna aby Cie nie spłoszyć. Takie testy w stylu "mam chłopaka" z tego co ja zauważyłem robią  jedynie kobiety, z którymi ja nie chciałbym akurat miec nic wspólnego:-) choć oczywiście są wyjątki.

Portret użytkownika BANE

Zgadzam się z tym co napisał

Zgadzam się z tym co napisał marso.
Jeżeli pierwsze wrażenie jakie facet zrobił na kobiecie było odpowiednio duże to kwestia jej aktualnego związku nagle staje się dla Niej drugorzędna. Z każdym facetem gdyby role odwrócić i w takiej konfiguracji to nagle atrakcyjna laska zaczęłaby podrywać owego gościa, byłoby tak samo. Kwestia "mam kogoś czy nie mam" jest zawsze rozstrzygana przez pierwsze wrażenie i odpowiednią interakcję. Tyle. Poza tym zalecałbym więcej dystansu do tego co mówią Ci znajome. Większość tego rodzaju informacji [tj. podrzucanych przez laski w ramach rozmowy ze znajomym facetem] ma co najwyżej wartość deklaratywną. Innymi słowy: One naprawdę wierzą w to co mówią w danej chwili [ważne jest jeszcze komu to mówią], ale weryfikacją jest dopiero praktyka. Oczywiście zawsze można założyć, że Twoja znajoma jest absolutnie wyjątkowo nieugięcie wierna, ale to byłoby dość grząskie założenie, bo ludzie in gremio ze swej natury są raczej średnio skłonni do monogamii. Stąd powszechność zajwiska tzw. "zdrady". 

Portret użytkownika zezercik

Jeżeli pierwsze wrażenie

Jeżeli pierwsze wrażenie jakie facet zrobił na kobiecie było odpowiednio duże to kwestia jej aktualnego związku nagle staje się dla Niej drugorzędna

drugorzędna powiadasz? Czyli np: podchodzisz do siedzącej laski, ona na kogoś czeka ale Ty swoją mieszaniną Bondowsko-Casanowej pewności siebie robisz wrażenie. Ona cała aż się rozpływa nad tym wrażeniem, że bierze tel. do ręki i dzwoni do swojego partnera mówiąc "słuchaj kochanie nagła sprawa. Przełózmy nasz wieczór na jutro" po czym zmienia plany na nadchodzący dzień ponieważ kwestia jej akualnego związku to sprawa już drugorzędna...sprawą pierwszorzędną jesteś już ty... ten robiący wrażenie.

Z każdym facetem gdyby role odwrócić i w takiej konfiguracji to nagle atrakcyjna laska zaczęłaby podrywać owego gościa, byłoby tak samo.

Wiesz... nie porównuj tych dwóch sytuacji bo one są zupełnie różne od siebie. Kobieta i meżczyzna mają zupełnie inne strategie ewolucyjne i inaczej reagują w takich sytuacjach. 

Poza tym zalecałbym więcej dystansu do tego co mówią Ci znajome

Ja natomiast zaleciłbym Ci nie wypowiadać się na temat o którym nie masz pojęcia, a jedynie snujesz sobie domysły. 

Portret użytkownika BANE

A ktoś mi wypominał, że to ja

A ktoś mi wypominał, że to ja się szybko denerwuję [do trzeciego postu, tak?].
"Czyli np: podchodzisz do siedzącej laski, ona na kogoś czeka ale Ty swoją mieszaniną Bondowsko-Casanowej pewności siebie robisz wrażenie. Ona cała aż się rozpływa nad tym wrażeniem, że bierze tel. do ręki i dzwoni do swojego partnera mówiąc "słuchaj kochanie nagła sprawa. Przełózmy nasz wieczór na jutro" po czym zmienia plany na nadchodzący dzień ponieważ kwestia jej akualnego związku to sprawa już drugorzędna...sprawą pierwszorzędną jesteś już ty... ten robiący wrażenie." > Jeżeli to nie było całkowicie skretyniałe sprowadzenie do absurdu tego co napisałem to nie wiem co to było. Chyba, że masz problem ze zrozumieniem tekstu jak tylko pojawia się cokolwiek na odrobinę wyższym poziomie abstrakcji niż np.: obsługa otwieracza do konserw. Znajdź sobie jakiś odpowiedni słownik i zamiast się awanturować to poszukaj definicji pojęcia "skrót myślowy".
Nie wiem co tu mają do rzeczy "strategie ewolucyjne".
"Ja natomiast zaleciłbym Ci nie wypowiadać się na temat o którym nie masz pojęcia, a jedynie snujesz sobie domysły." > chyba jesteś skrycie zakochany w owej znajomej bo zupełnie nie rozumiem, tej rozpaczliwej chęci obrażenia mnie, szczególnie, że ja nic złego na Jej temat nie napisałem, a tylko umieściłem w kontekście wspomnianego wyżej skrótu myślowego nie imputując Jej niczego. Jak napisałem zapoznaj się z definicją owego pojęcia, samego w sobie dość kolokwialnego, ale dość prostego w ogarnięcia.
Dobrze, że chociaż Ty wszystko wiesz i wspominana przez Ciebie ewolucja nie ma dla Ciebie tajemnic, choć jeszcze lepiej byłoby gdybyś zaszczycił stronę próbką swojego geniuszu bo póki co jedyne co robisz to pouczasz wszystkich wokół, nie napisawszy samemu jeszcze niczego wartościowego. Chyba, że ten dzisiejszy stek inwektyw i wrzutek ad personam za coś takiego uznajesz.
Jak napisałem Twoja reakcja jest dla mnie niezrozumiała.

Portret użytkownika zezercik

BANEZnowu za bardzo

BANE
Znowu za bardzo doszukujesz się czegoś w miejscach gdzie tego na pewno nie ma. Wracając do tego co wcześniej napisałem: Na absurdalnie głupie i nieprawdziwe stwierdzenie odpowiedziałem absurdalnym przykładem. Nie wiesz jak na to patrzeć? Właśnie w ten sposób.  
Skrót myślowy to bardzo fajne określenie bo pozwala mówić głupoty, a potem zasłaniać się za owym pojęciem. Jednak z drugiej strony jakbyś tego swojego skrótu nie wytłumaczył i nie rozwinął to i tak jest on nieprawdą.

chyba jesteś skrycie zakochany w owej znajomej bo zupełnie nie rozumiem, tej rozpaczliwej chęci obrażenia mnie
Uff, tutaj kolejny raz pokazałeś, że potrafisz widzieć to, czego nie ma:-) Jeżeli dla ciebie stwierdzenie abyś nie wypowiadał się na temat, o którym nie masz pojęcia to już obraza Twojej osoby i widzisz w tym mój bezczelny i agresywny atak na własną osobę... to cóż. Mogę Ci tylko współczuć, że jesteś taki delikatny i wyczulony na swoim punkcie:-) I potem wypisujesz tu na forum jaki z Ciebie męczennik, obrażany, zmuszany słuchać stosu inwektyw i wrzutek na własną osobę heh.

Moment chyba już wiem gdzie się doszukałeś tych inwektyw i wrzutek ad personam. Chodzi Ci, że w moim przykładzie posłużyłem się 2 os. lp. więc myślałeś że tym przykładem chce ciebie ośmieszyć i obrazić?? Nie BANE. Nie pisałem o Tobie (jeśli odebrałeś takie wrażenie) a o sytuacji, którą głupio opisujesz swoim „skrótem myślowym”. Jeśli poczułeś się obrażony bo było tam słowo TY to przeedytuje za chwilę post (jeżeli się da) aby było tam słowo JA. 
Następnym razem będę też starał się zanim coś umieszczę na forum– przeczytać z 6 razy i poszukać trzeciego, czwartego, a nawet piątego dna po to aby wyłapać wszystkie możliwe inwektywy i ataki ad personam na Twoją osobę. Bo kto wie, w którym zdaniu tym razem doszukasz się inwektyw:-)

Nie wiem co tu mają do rzeczy "strategie ewolucyjne".
Nie dziwie Ci się. Gdybyś wiedział raczej głupot byś nie pisał. Chociaż ludzie wolą często trwać przy jednym własnym poglądzie bo tak jest im po prostu łatwiej więc kwestia czy byś pisał czy nie pozostaje sprawą otwartą.


McLovin
Widzisz jakie to proste? Ja jestem strasznie tępy i nie potrafię zrozumieć „skrótu myślowego” za to Ty jesteś tak ostry (mądry), że nie potrafisz zrozumieć 3 zdań. Ja nie potrafię Ty potrafisz. Jedna chwila na forum, a już znalazłeś osobę od której jesteś mądrzejszy. Nawet czytając forum można sobie w łatwy sposób poprawić samopoczucie:-)
I muszę cię zmartwić nie mam żadnej urazy do BANEa, nie potrafię mieć urazy do kogoś kogo nie znam. Nawet gdybym chciał to niestety nie umiem. 
Ja tu nie widzę, żeby ktokolwiek był krzywdzony i obrażany, sam też nie bardzo potrafię doszukać się czegoś, co mogłoby spowodować u mnie (jak u BANE) takie odczucia. Więc jeśli ktoś tu potrzebuje trochę luzu to chyba Ty:-)


Portret użytkownika BANE

"Skrót myślowy to bardzo

"Skrót myślowy to bardzo fajne określenie bo pozwala mówić głupoty, a potem zasłaniać się za owym pojęciem." -- To ciekawe, że akurat tego rodzaju zastosowanie tej figury stylistycznej przyszło Ci do głowy jako pierwsze. To najwięcej mówi akurat o Tobie.
"Jednak z drugiej strony jakbyś tego swojego skrótu nie wytłumaczył i nie rozwinął to i tak jest on nieprawdą." -- A to zadanie akurat koresponduje najpełniej z Twoją manierą dyskusji > już przyzwyczaiłem się do tego, że Ty wszystko wiesz najlepiej. Co najbardziej jednak zajmujące to fakt, że łączysz ową wszechwiedzę z niewerbalnym żądaniem [jak sądzę wynika ona po prostu z różnej maści niedostatków intelektualnych na poziomie interpretacji tekstu] tłumaczenia wszystkiego co odrobinę tylko wykracza ponad poziom literalnego jego odczytania. To jest dopiero klasyczny paradoks, każący się zastanowić czy jednak określenie "wszystkowiedzący zezercik" to nie jest klasyczny z kolei oksymoron. Tak czy inaczej to Ty kiedyś byłeś uprzejmy zauważyć, że jednak nie jestem idiotą i dlatego nie do końca rozumiem skąd owa tendencja do sprowadzania do absurdu tego co napisałem, po czym gdy ja rzecz dość prosto wyjaśniam, to Ty radośnie odpalasz o przysłanianiu głupot pojęciami wytrychowymi [jak rozumiem zaimputowałeś mi tu celowo uciekanie się do erystyki - jest to obraźliwe dla mojej inteligencji, dla Twojej zresztą również, bo jakoś nie wierzę, że owego "skrótu myślowego" nie dostrzegłeś, a jeżeli dostrzegłeś i celowo sprowadziłeś do absurdu to co napisałem, co sam nie wiem czemu miało służyć i jaki Twój inteligencki kompleksik podbudować] by na końcu swojego wywodu skwitować wszytsko lapidarnym: "To i tak nieprawda" > przyznaję że to definitywnie kończy dyskusję. Przecież z tak pogłębionym merytorycznie argumentem ciężko dyskutować. Poza tym powiedział to zezercik a więc dalsze spekulacje nie mają sensu - po prostu tak jest i koniec. Jak ktoś kiedyś napisał "Jest cechą głupoty dostrzegać błędy innych, a zapominać o swoich." -- No cóż zezerciku. Co do przeredagowywania postów to darujmy to sobie [chyba, że są w nich literówki, albo chcielibyśmy zawrzeć jakąś informację której w nich nie ma a wydaje się, że być powinna - rozumiem, że wedle Twojej opinii powinienem dodać tytuł "SKRÓT MYŚLOWY" > rozczaruję Cię jednak i tego nie zrobię] > jestem pewien, że jesteś jedynym na stronie, który nie potrafi dostrzec różnicy między pogłębionym elaboratem na dany temat a obliczonym na praktykę dyskusji tak znienawidzonym przez Ciebie "skrótem myślowym". Inni poradzą sobie jak sądzę bez problemu.
By jednak wskazać jak bardzo NIE chciałeś mnie obrazić to zacytuję tylko jedno zdanie z tego co napisałeś:
"Nie dziwię Ci się. Gdybyś wiedział raczej głupot byś nie pisał. Chociaż ludzie wolą często trwać przy jednym własnym poglądzie bo tak jest im po prostu łatwiej więc kwestia czy byś pisał czy nie pozostaje sprawą otwartą."
Nie chcąc eskalować tego konfliktu dalej [tym bardzej, że powyższe zdanie dość jednoznaczne rozstrzyga o prawdziwych intencjach Twoich komentarzy odnośnie moich słów] ponawiam tylko apel byś podzielił się z użytkownikami strony swoją wszechwiedzą. Kategoryczny ton wszystkich Twoich wypowiedzi świadczy o niezachwianej pewności wypowiadanych sądów, stąd też Twój ewentualny wpis np.: na blogu miałby jak sądzę kolosalną wartość szczególnie, że pewnie rozwiązałby większość dylematów czy problemów użytkowników ze strony [No bo przecież jeżeli jakichś by nie rozwiązał to tylko dlatego, że byś ich nie poruszył w swoim wpisie - innej możliwości nie ma]. Byłby to co prawda bardzo długi wpis [no cóż... ja sam coś wiem o [za]długich wpisach SmileSmileSmileSmile:)], ale to - jakby nie patrzeć - bardzo niewielka cena za uzyskanie bezbłędnych i ostatecznych odpowiedzi na wszystkie pytania.  

W takim razie chodzi mi po

W takim razie chodzi mi po głowie jedno pytanie, czy jest sens wychodzenia "na miasto" tylko w tym celu, żeby poderwac jakies nieznajome dziewczyny? Czy czasem nie jest tak, że wychodząc gdzieś z domu w wiadomym celu, właśnie dlatego, że wychodzimy w tym jednym i konkretnym celu "nie napinamy się zbytnio na poznanie kobiety". Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej wychodzą zawsze spontaniczne i przypadkowe akcje, gdy kompletnie nie planuję i nie myślę o poznaniu dziewczyny, jestem czymś pochłonięty i nagle pojawia się ona. No ale z drugiej strony czy to znaczy, że należy zrezygnowac, z zaplanowanego i z gory przewidzianego podrywania (który przyznam, że może pochłaniac sporo czasu)? W tym przypadku zmniejszamy jednak ilośc okazji do poznania kobiety...

Portret użytkownika michael_6

no chyba taka jest prawda don

no chyba taka jest prawda don pedro... nie ma się co nastawiać że dzisiaj idziemy na masto podrywać i od razu coś sie uda...

co do podrywania zajetych to mam podobnie - nie wiem czemu ale jakiegoś takiego pecha chyba mam:P raz nawet (opisałem na blogu) ze spontana oczywiscie poznałem laske i po jakimś czasie jej facet dołaczył Tongue

ale ostatnio poznałem inną dziewczynę i powiedziałem sobie dosyć... skoro laska chce sie z toba czasem spotkać mimo ze ma faceta to znaczy ze nei jest zadowolona z tego zwiazku.. nigdy nie odbijałem laski nikomu ale chyba zawsze jest ten pierwszy raz

...moja konkluzja? jeśli zależy ci na jakiejś dziewczynie nie odpuszczaj sobie z takiego "błachego" powodu jak inny facet Wink

pozdr

Portret użytkownika zezercik

rezygnować nie musisz. Bo

rezygnować nie musisz. Bo jesli sprawia Ci to jakąś frajdę to czemu masz sobie jej odmawiać?Smile Z drugiej strony nalezy pamiętać, że jeśli wychodzisz na to jak sam to określasz "miasto" to wtedy masz jeden cel - poznawać, zaczepiać kobiety, a wtedy skupiasz cały swój intelekt na tym aby kogoś gdzieś wypatrzyć, wymyślec co powiedzieć, jak zagadać itp.

Przetwarzasz mnóstwo informacji, mnóstwo informacji analizujesz...a to wbrew pozorom przeszkadza i po dłuższym czasie może być męczące. Najlepiej zyć własnym życiem i przy okazji rozmawiać z ludźmi (nie tylko kobietami) dzięki temu rozwijasz własne umiejętności inerpersonalne, a to zaowocuje w kontaktach z płcią przeciwną:-) 

Portret użytkownika frozenKAI

Zgadzam się z opinią kolegów

Zgadzam się z opinią kolegów wyżej, że nie ma co się "napinać", że to właśnie dzisiaj poznam wyjątkową kobietę! Nie wychodzi! Wiem z doświadczenia!
Trzeba złapać luz i jak widzisz fajną laskę  - zagadaj! Totalną porażką wg. mnie jest myśl tego typu:"wróciłem z miasta i nie poznałem żadnej laski"  pozytywne nastawienie niepotrzebnie psuje takie myślenie!
Czytaliście takie zdanie tutaj:"jeśli chcesz uwodzić, uwodzenie nie może byc dla ciebie najważniejsze"???

Co do zajętych to istotnie w większości przypadków na takie się trafia, ale to też gdzieś tu przeczytałem, że laski często są z kimś, bo są. Akurat nie ma na horyzoncie nikogo lepszego. Zawsze warto próbować. Ja np. pracuję teraz nad jedną laską, .o której wiem, że ma kogoś. Ostatnio sprytnie pociągnąłem ją za język trochę w żartach, trochę zaczepnie i sama się przyznała, że jej związek to "tak na luzie" jest...
Miałem też "koleżankę" kiedyś, z którą sobie bardzo zaczepnie flirtowaliśmy mimo, że była zaręczona...
Widać na to reguły nie ma więc, jak pisze marso warto próbować jeśli dziewczyna wam się podoba!
pozdrawiam