Witam,
Krótki opis sytuacji:
Od pół roku nie widziałem się ze swoją byłą dziewczyną (odeszła ze względu na pewne różnice, ale choć ciężko to przyjąłem rozstaliśmy się bez wzajemnych pretensji). Ostatnio znów złapaliśmy kontakt i umówiliśmy się na kolację pogadać. Potem jakiś drineczek, klubik no i w trakcie imprezy zaiskrzyło. Dostałem propozycję przeniesienia się do niej ale, choć kusiło jak diabli, odmówiłem. Odprowadziłem ją do taksi, buziak na dobranoc i lekkim krokiem wróciłem do siebie.
Spotkaliśmy się parę dni później i gadało się super. Pouśmiechaliśmy się do całego wydarzenia i długo rozmawialiśmy o wszystkim. W trakcie rozmowy podziękowała, za to że się tak zachowałem. Nie było żadnych niezręcznych momentów ciszy - było sympatycznie.
Od tego czasu kontakt mamy prawie codziennie - albo krótka wiadomość, albo telefon i rozmowa na tematy bieżące lub filozoficzne. No i cholera zaczyna mi powoli się znów w głowie mieszać, heh.
Gdyby nie jeden mały szkopuł, to trzymałbym kontakt koleżeńsko-przyjacielski bez wysiłku. Jednak z równowagi wyprowadza mnie to, że co jakiś czas pyta mnie o inne dziewczyny albo życzy powodzenia w poznawaniu jakichś fajnych dziewczyn. Wiem, że sama nikogo nie ma, ona wie, że ja nie mam nikogo. Nie rozumiem skąd ta jej "troska"...
Ktoś mądry?
Dzięki za radę. Gdyby mi na niej nie zależało, to bym jej nie odmówił, gdy zaproponowała. Moje pytanie: czym zachowanie, które mnie strąca z pantałyku może być podyktowane?
Mam swoje podejrzenia, ale lepiej pytanie rzucić w eter, niż grać najmądrzejszego
Hehe, logiki Ci nie odmówię i pewnie potoczy się jak mówisz, bo albo rybki, albo akwarium
Ale jak to alkoholikowi, który rozkminia: ręce mi się trochę trzęsą, więc jeszcze raz pytanie ponawiam!