Miałem sen. Jego treści albo konkluzji niektórzy mogą się pewnie domyślać. Dał mi do myślenia i w życiu ze 2x tak się bałem jak dzisiaj rano.
Dotychczas (czyli stare dzieje) jeśli jakaś babka pojawiłą się w moim życiu działałem instynktownie, z gorszym lub lepszym skutkiem, nieraz się udało po prostu dobrze bawić we dwoje, a co oznaczało dobrze bawić - to mogło być wszystko, czasami kończyło się w łóżku, czasem nad kubkiem parującej kawy i gadanina do rana.
Teraz, kiedy już naczytałem się o technikach, pułapkach i tym podobnych wynalazkach, zmieniło się moje podejście. Coś, co kiedyś robiłem instynktownie, okazało się mieć swoją nazwę, zostać sklasyfikowanym przez Jeffa, Mysteriego, Davida X i innych magików dla mnie na czele z Jugglerem, który wydał mi się w swym podejściu do kobiet najbliższy "dawnemu mnie". Dziwnie się z tym czuję, ale tego efektu nie spdziewałem się w najdzikszych marzeniach.
I właśnie dzisiejszego ranka, po tym jak śniło mi się spotkanie z nieznajomą, wymyśliłem roboczą nazwę SYNDROM MIDASA.
Śniło mi się, że poczułem się któregoś wieczora samotny, poszedłem do fajnego klubu, gdzie wyhaczyłem wzrokiem ją, chyba równie smutną jak ja. Podszedłem. Chciałem do niej po prostu zagadać, ale użyłem otwieracza. Popatrzyła niepewna, przedstawiła się. Miękka piłka dla mnie. Jakoś to tak płynnie szło (aż za logicznie jak na sen), aż w którymś momencie, po trzeciej odbiwszy sprawnie jakiegoś ST, wszystko działało jak z jakiegoś przeklętego podręcznika. Krzyknąłęm RATUNKUUUUU!!!
Nie chciałem jej otwierać, negować, stosować kina, odbierać miękkich piłek. Pragnąłem podejść, pogadać, pochwalić ten pięknie marszczący się nosek, poczuć dotyk kobiecej dłoni, poczuć tę odrobinę zagadkowego zainteresowania, tę niepewność, ale już nie potrafiłem. Kiedy krzyknąłęm Ratunku, wszystko zniknęło, a ja leżałem zapłakany, zniszczony w swoim domu na podłodze. Miałem to, czego się nauczyłem, każdą mogłem zdobyć ale to była tylko zabawa, nie potrafiłem już czuć jak człowiek, patrzyłem na to z góry i jednocześni z boku na samego siebie. Zdezorientowany pies trącał mnie nosem. Bo zawaliłem też jego mały w miarę poukładany psi świat, w którym byłem przewodnikiem. On nie musiał wszystkiego kumać, miał mnie do spraw ludzkich i swój instynkt do spraw psich, ale to było kiedyś, zanim straciłem czucie również dla niego. Taka jakby alegoria mojego stanu z "dawniej".
Nadal czuję chęć powrotu, nie ma to jak po prostu bawić się, żyć, czując duuużo mniejszy niż kiedyś stres, że coś spieprzę. Praca nad sobą zawsze mnie fascynowała. Ćwiczeniami można nawet całkowicie wyłączyć z siebie ten samczy pęd, też polecam jako piękne doświadczenie.
Ale gdzieś mnie ten sen nurtuje. Czy ów syndrom Midasa naprawdę dopada kiedyś? Ten dzień, w którym jak mityczny król, każde spotkanie z kobietą będę mógł przemienić w klejnoty, ale nie będę miał się już czym cieszyć w tych kontaktach? Spoktam już nie kolejną ją, ale JĄ, i nie będę mógł nic zrobić jak tylko użyć jakichś trików, zamiast normalnie z nią pobyć?
Czy to tylko chora reakcja mojego świeżo wybudzonego organizmu?
Odpowiedzi
Heh, spokojnie trzeba to
wt., 2011-01-04 11:42 — rosemayerHeh, spokojnie trzeba to przyswoić, śniło Ci się to ponieważ dużo rozkminiasz na ten temat w ostatnim czasie, sam sobie wmawiasz taką obawę i podświadomość może to przyjąć za prawdę. Polecam Ci, abyś spojrzał na to z innej strony: nagle widzisz dziewczynę, która odrazu wpada Ci w oko, serce zaczyna bić szybciej, jej uroda zaciska Ci gardło i nie możesz przełknąć sliny, dziewczyna do której kiedyś nawet byś nie zamarzył zagadać... Teraz nie tylko możesz do niej zagadać, ale ją sobą zaciekawić i stworzyć związek, a nawet się ożenić i założyć rodzinę, piękne? Masz narzędzie i tylko i wyłącznie od Ciebie zależy jak jego użyjesz i co w Twoim przypadku budzi wątpliwości- jak będziesz postrzegał to narzędzie, czy jako przekleństwo, czy jako coś co może dać Ci szczęście, odnalezienie siebie oraz spełnienie. Zniweluj negatywne myśli i daj dojść do głosu w pozytywnym, tylko tyle i aż tyle.
Już mi na dekiel wali od tego
wt., 2011-01-04 12:22 — LimbaJuż mi na dekiel wali od tego czytania. Pewnie po kwartale z tym wyluzuję i przejdę z tym do porządku dziennego. Już w tej chwili jak patrzę na "porannego" mnie, wydaje mi się, że starałem się przegiąć z myśleniem
Takie słowa na poprawę humoru
wt., 2011-01-04 12:28 — InstruktorSexTakie słowa na poprawę humoru 'Śniła mi się księżniczka na koniu, budzę się - księżniczki nie ma, a koń stoi'
A co do Twojego bloga - gdyby mi się takie coś przyśniło dałoby mi to dużo do myślenia, odebrałbym ten sen jako przestrogę i wskazówkę, żeby nawet w takich przypadkach działać z głową i z zimną krwią.
Ja miałem tak, że nieraz śniły mi się sytuacje lub zachowania pewnych osób i później podobne lub prawie identyczne sytuacje spotykałem w rl. Świat jest dziwny.
Pozdrawiam
Stary rozumiem cie
wt., 2011-01-04 21:02 — lunáticoStary rozumiem cie doskonale!!.Mam podobnie acz nieco innaczej;).Kiedy poznaje laske idealizuje ja,wynosze na piedestal-co jest bledem.Lecz po 2-3 spotakniu zaczynam miec taka totalna wyjebke jakby owa panna nie istniala,jest to zajebista cecha-wg mnie prawdziwego pua bo nie dzialam emocjami a rozumem.Ale tyz bym chcial dla kogos stracic glowe...ALE NIE TERAZ,TERAZ TRZA SIE BAWIC;)
we wtorek o 12 to ja wpis
śr., 2011-01-05 01:42 — Limbawe wtorek o 12 to ja wpis dodalem (bo juz do resztu sie obudzilem). To zeby Ci smutno nie bylo, ze Boguś Limba kima do poludnia a Ty nie.
Sennik niepotrzebny. Przeczytalem do reszty Gre "Straussa" i widze, ze az taki odjep mi nie grozi jak mi rano mozg podsuwal.
O traceniu glowy nawet nie mysl. A jesli juz tracic glowe to z glowa ;P