Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Relacje z kobietami - część druga

"Buźka" przywiązała się do mnie nie wiem z jakiego powodu. Codziennie pisała, tak jakbym ją uzależnił od siebie. Trochę mnie to denerwowało takie codzienne pisanie. Próbowała wcisnąć iluzje, że niby jestem idealny pod każdym względem. Pomyślałem, że raczej nie powinna tak uważać, gdyż w życiu nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Trochę wydało mi się to "naciągane" ale chyba wbrew sobie nie zakańczałem znajomości. Owszem mowa była o spotkaniu ale nie chciałem się spotykać. Powinienem postawić na swoim jednak "buźka" lubiła ciągnąć ten temat. Gdy już po "wszystkim" stanęliśmy sobie na wojennej ścieżce, celowo wsiadała do autobusu którym dojeżdżałem do szkoły. Ja jednak nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Nie wiem co ona sobie wyobraziła na mój temat. Dopiero po jakimś czasie odpuściła na całej linii.

Dosyć niedawno bo w zeszłym tygodniu "buźka" umówiła się z przyjacielem w tawernie greckiej gdzie akurat przebywałem z kumplem z klasy. Postanowiłem powiedzieć "cześć" ale w ostatniej chwili jednak zrezygnowałem. W domu zaś z kolei napisałem na komunikatorze. "Buźka" była bardzo pozytywnie zaskoczona lecz nie chciałem jej robić jakichkolwiek nadziei. Chciałem po prostu abyśmy już nie stali na wojennej ścieżce. Myślę, że kwestia "buźki" jest jak na razie w stanie "zawieszenia".

No i w końcu role się odwróciły. To ja zacząłem nałogowo pisać do "princessy", którą poznałem spory czas temu. Wydarzeniem, które zainicjowało tą reakcję był prawdopodobnie ślub brata (26 grudnia zeszłego roku). Jednym z głupich kroków było pytanie "princessy" o towarzyszenie podczas tej ceremonii. Wkrótce jednak po tym jak odpisała, że "czuła by się nieswojo", zaniechałem monologiem o mojej sytuacji i moich problemach, co było również kolejnym idiotycznym krokiem. Na wiosnę "princessa" złamała którąś kość w kolanie i musiała udać się do lekarza. Rozmowę którą przeprowadziliśmy pamiętam bardzo dobrze. Lekarz oznajmił wielotygodniową kurację. Od tej chwili pretekst do rozmowy był odnośnie stanu nogi. Przez ten rok na GG przewinęło się wiele rozmów, no ale w końcu zaczęło mi zależeć kiedy dowiedziałem się, iż zerwała z chłopakiem z którym się zeszła 2-4 tygodnie po moim napisaniu do niej. Tak, zaczęło mi zależeć - kolejny błąd. Wiele razy poruszałem kwestię spotkania ale wyjazd na Kaszuby uniemożliwił spotkanie we wakacje. Po powrocie nie odzywałem się ale standardowo coś "pękło". Już nie pamiętam czy wtedy po raz pierwszy napisałem jej o tym, że sama z siebie nie pisze. Oczywiście było standardowe "ok" i tym podobne. W końcu udało się na "spontana" wyciągnąć ją na spotkanie, a tam...
Było jak było. Z nerwów zagadałem dziewczynę na śmierć, gdyż nie chciałem aby znów padły jakieś "cisze". Owszem słuchała mnie, cały czas wpatrzone w moje oczy, ja w jej piwne tęczówki... Dziwnie natomiast było pod jej blokiem gdzie mieszkała. Miałem wrażenie że będziemy tak stać pod wejściem do jej klatki w nieskończoność. W końcu po kolejnych jakichś 15-20 minutach postanowiłem się pożegnać. Nastąpiło pozytywne ciepłe przyjęcie jej w mojej głowie. Niestety mój procesor zaczął intensywnie myśleć o tej istotce. Dzień a może i dwa później czytając notkę na photoblogu "princessy" doszedłem do wniosku, że wróci do chłopaka. W pewnej rozmowie jednak nawet sam ją "pchałem" do podjęcia takiej decyzji. OD tego momentu dla mnie zaczął się koszmar. W nocy przed zaśnięciem po prostu nie mogłem myśleć o czym innym jak tylko o niej. Jeden raz śniła mi się ze swoim chłopakiem mniej niż metr przede mną a ja "grałem" jakby nigdy nic się nie stało ale w końcu "uciekłem", po czym się obudziłem. Od 12. września nie odzywałem się do "princessy", podejmując już jakąś walkę ze sobą. W niedzielę 3. października bieżącego roku pomyślałem, że aby już nie być taką ciotą, tylko facetem, potrzebuję radykalnych zmian. Dwa dni później we wtorek wysłałem dokument tekstowy "princessie" (wiem... było minęło) o tym co czuję, jak ją traktowałem, jak mi zależało. Na pierwszy plan jednak rzuciłem jej "powrót" do swojego chłopaka oraz to, że nie daje oznak życie, że sama z siebie nie napisze ani nie zainteresuje się mną. :] Po tym było mi zdecydowanie lżej. Jeszcze dzień później dostała ode mnie kwiatka (tak, niestety osobiście pobawiłem się w kuriera "poczty kwiatowej") na wycieraczce przed drzwiami mieszkania. Ta "akcja" zakończyła mój okres "pieskowania" i "skakania" wokół dziewczyny. Równo z wybiciem godziny 12-tej w nocy za namową kumpla z którym ostatnio "uczę się" skasowałem wszystko co mogło do niej prowadzić. Najgorszy problem był ze zdjęciami z komputera ale w końcu jak zmiany to zmiany.
"Finka" ma praktyki w studiu fotograficznym, więc skorzystałem w sesji fotograficznej. Jako iż znajduje się tam komputer, wszedłem na webgadu i niestety pierwszą osobą, która napisała była "princessa". W moment wyszedłem ze studia, wziąłem świeży oddech, wróciłem do pomieszczenia, przeprosiłem za tak "nagłe" wyjście i najzwyczajniej w świecie nie odpisałem "princessie" nic i wyłączyłem webgadu. Tak o to staram się z każdym dniem. Jest dobrze, nie myślę już tak o niej jak kilkanaście dni temu. Nazwałem ją "księżniczką-princessą" bo tak się zachowuje, jakby była pępkiem świata. Poczytałem artykuł "Jak odkochać się w dziewczynie. Jak zapomnieć o byłej." Admina Gracjana - i stwierdzam, że było dokładnie tak jak jest to tam opisane. Wyidealizowałem kogoś kogo tak naprawdę nie znam.

Chyba dość już jak to nazwałem "pieskowania" i "skakania" wokół dziewczyny. Moim nowym mottem, które kilka-kilkanaście razy dziennie powtarzam jest tytuł artykułu "lekcji 3" - "Inne też mają".

Codziennie czytam artykuły innych użytkowników. Odnoszę wrażenie, że ta strona niejako poprawia mi humor i nastrój. Teraz wiem jak "zły" byłem w oczach dziewczyny poprzez takie zachowanie. Poprzez czytanie artykułów czuję jak oczy powolutku mi się otwierają Smile Teraz wraz z kumplem, dzięki któremu otwieram się na nowe znajomości (no... znaczy się przełamuję choć tak na prawdę przyswajam teorię - ale czas na praktykę) zauważam, że jest inaczej, że takie właśnie zmiany są konieczne a ta strona pod dowództwem Admina Gracjana powinna być "pacierzem" albo "biblią" każdego faceta.

Jakie cele sobie stawiam? Na najbliższy tydzień cel jest prosty. Zamierzam podejść do nieznajomych kobiet i zapytać o jedną rzecz. Oczekuję przełamania się i w końcu... nabrania pewności siebie.

Mam wielką nadzieję, że uda mi się przełamać to wszystko i poszerzyć swoją wiedzę na temat kobiet i ich zachowań. Chcę się zmienić i liczę na wszelaką pomoc z każdej strony. Liczę także na porady i uwagi, gdyż na ich podstawie będę mógł bardziej rozpoznać gdzie jeszcze muszę się "doszlifować". Uważam, że z każdą minioną sekundą coraz głupiej byłoby się wycofać. Nowe radykalne zmiany nie mogą iść na marne...

Pozdrawiam, Paweł z Jaworzna.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Seba88knw

NO pieskowanie a tak robiłeś

NO pieskowanie a tak robiłeś jest hujowe wiem coś o tym.Trzymaj się tego co napisałeś w ostatnich akapitach .Podrywaj.org codziennnie na godzinke;)

Portret użytkownika Sakuś20

Przełamanie się to nic innego

Przełamanie się to nic innego jak mieć wyjebane i trzymać dystans. Nie brac wszystkiego na poważnie, to tylko zabawa(no chyba ze pracujesz w jakiejś firmie trupiarskiej hehe ;D
Wyluzować trzeba.
Też tak miałem na początku. Teraz mnie jebie czy spale czy tez nie. Porażki to porządny kopniak i doświadczenie.
To taka moja definicja ;P