Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

niewykorzystane sytuacje się mszczą

5 posts / 0 new
Ostatni
wielki szu
Portret użytkownika wielki szu
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Cz-w

Dołączył: 2010-04-18
Punkty pomocy: 0
niewykorzystane sytuacje się mszczą

Jestem tu nowy, więc strzałeczka wszystkim. Czytałem zgromadzone tu testy już od pewnego czasu, jednak dopiero kilka dni temu postanowiłem oficjalnie wstąpić do Waszej społeczności. Szacun dla Gracjana za stworzenie takiego miejsca w sieci Smile

 

Coś o sobie... mam 28 lat, mieszkam sobie z małej mieścinie z dala od wielkiego świata. Patrząc w lustro trudno dostrzec w nim zajebiste ciacho, mi jednak podoba się to, co widzę, więc kompleksy są mi obce a swoją wartość znam. Od zawsze lubiłem chadzać swoimi ścieżkami i nie zawsze do pełni szczęścia potrzebna była mi obecność drugiego człowieka, kobiety tymbardziej... czasami bardziej niż z ludźmi "przyjaźniłem" się z komputerem lub aparatem. Oczywiście nic co ludzkie nie jest mi obce Wink Ot taki ze mnie nieco zwariowany introwertyk z pasjami Smile

 

No i właśnie moją pasją ostatnich miesięcy stała się fotografia. Złapałem bakcyla na tworzenie panoram i wirtualnych spacerów. Jest to niesamowita zabawa przynosząca masę frajdy i satysfakcji. Tymbardziej, że w Polsce ciągle jest to pewne novum i wiele osób widzących takie cuś jest blada i zafascynowana tym co widzi... Piszę o tym, ponieważ jest to zalążek tej historii... Od momentu zrobienia pierwszej panoramy miałem pewne marzenie, aby móc co pewien czas zrobić panoramy w pewnym niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika miejscu... dodam tylko, że jest to budowa pewnego zajebistego obiektu Wink Marzenia są po to, żeby je realizować więc wysłałem swoją propozycję do odpowiedniej instytucji. Udało się, dostałem pozytywną odpowiedź i zaproszenie do przyjazdu na konkretny dzień. Pojechałem, na miejscu zaopiekowała sie mną pewna panna z działu PR tejże instytucji. Skąd wiem, że panna?? hehe... bo na paluszkach nie dojrzałem ani pierścionka, ani obrączki. Sam wyjazd się udał, przywiozłem materiał, z którego zrobiłem coś fajnego, co dalej bardzo spodobało się w owej instytucji a moja opiekunka została chyba moją pierwszą fanką Smile a przynajmniej tak wskazywałby entuzjazm zapisany w naszych emailach.

 

Z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że bardzo mi się to podobało, jednak wówczas ni w ząb tego nie dostrzegałem a szkoda, bo teraz widzę, że marnowałem wówczas najlepsze okazje na podryw. Choć z drugiej strony to strasznie uproszczony wniosek jest, bo zazwyczaj moje wyjazdy tam, odbywały się w formule One Day - Quick Action. Budziłem się w swoim łóżku, pędziłem 400km w jedną stronę, na samej budowie bywałem 2-3 godziny a potem spowrotem do domu... Kontakt z Kaśką jedynie w miejscu jej pracy, poważnie ograniczał wachlarz moich możliwości. Cóż taki life, ze względu na moją pracę inaczej tego zorganizować wtedy nie mogłem. 

 

Mija kilka tygodni i dostaję zaproszenie na kolejny przyjazd. Znowu jadę, na miejscu robię swoje a po powrocie jest jedno wielkie "wow". Tym razem dociera do mnie fakt, że właśnie spotkałem zajebistą istotę, która mi się podoba. Ocena urody to rzecz gustu, mi się bardzo podobała, blondynka, fantastyczne loczki, które zawsze mnie kręciły, szare oczka... słowem miodzio... Nadchodzi zima, niestety długa. Sporo mailujemy, ale bez przesady nie przerzucamy 20 emaili dziennie... oprócz wątków typowo zawodowych, pojawiają się również takie bliższe prywatne, które pozwalają mi ją troszeczkę poznać i vice versa. Dowiedziałem się że jest prawie moją rówieśniczką, młodsza o kilka iesięcy, że również przyjechała tu z mniejszego miasta, że udało się jej odnieść sukces, ma ciekawą dobrze płatną pracę, że w życiu prywatnym nie jest różowo, ale "coś za coś", że teskni za domem ma psinę i całą masę innych pierdołów. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczyna mnie fascynować jej świat i ona sama. Nadchodzi czas kolejnego wyjazdu, niestety znowu Quick action i powtórka z historii. Jednak teraz nasz wspólny projekt dostaje szansę z góry, nie jest to już materiał do szuflady, tylko przebija się do mediów, opanowuje portale netowe, pisze o tym stołeczna prasa a nawet pojawia się materiał w TVP. Spora w tym wszystkim zasługa Kasi, choć oczywiście ja również nie przespałem zimy, zdołałem odrobić zadanie domowe i naumieć się kilku nowych rzeczy i to wszystko zrzuciło się na sukces... Sukces, bo otrzymałem propozycję współpracy, miałem pojawiać się tam co miesiąc i już nie za free Smile

 

Miesiąc szybko mija, kolejny wyjazd. Wymyśliłem, że zaskoczę Kaśkę i w miejscu jej pracy wręczę jej kwiatki, tymbardziej raz, że było w okolicach dnia kobiet, a dwa mimo wszystko sporo jej zawdzięczałem, więc "nagroda" była usprawiedliwiona. Jak wymyśliłem tak zrobiłem, warto było to zrobić choćby dla ujrzenia jej zaskoczenia, bajer... szkoda, tylko że znowu byłem tam tylko 3 godziny... shit... kolejna szansa na coś więcej poszła koło nosa...

 

I znowu miesiąc szybko minął na rozmowach o jakiś pierdołach. Tym razem wymyśliłem sobie, że pojadę tam na cały weekend, a spotkanie zawodowe będzie dopiero w poniedziałek. Przygotowałem się do tematu. Będąc już w Wawie chciałem wyciągnąć Kaśkę na jakąś kawuchę, spotkanie gdzieś w okolicy starego miasta, później jakiś spacer... miałbym aparat, może udałoby się kilka fajnych fotek, które później ładnie oprawione mogłoby być fajnym pomysłem np. na urodzinowy prezent... Słowem miałem fajny pomysł na pierwsze prywatne spotkanie, na to żeby wywołać positive emotions. Jakieś fatum musi nade mną wisieć, bo krótko przed wyjazdem dowiedziałem się, że cały tydzień przed owym poniedziałkiem, Kaśki nie ma w Wawie, bo z wyjazdu na święta do rodzinnego domu wróci po tygodniu... Sad Weekend jakoś przepękałem. W poniedziałek wizyta na budowie, zrobiłem swoje i nawet już się pożegnałem, bo większość dalszej części dnia miałem wypełnioną umówionymi spotkaniami m.in. w radiu... a wieczornym pociągiem miałem wracać do domu. Ucieszyłem się bardzo, kiedy dowiedziałem się że owe spotkania nie dojdą do skutku. Mając całe popołudnie i wieczór do 23 wolny mogłem zrobić tylko jedno. Albo teraz albo nigdy! Dzwonię i z uśmiechem na twarzy w zajebistym nastroju informuję Kaśkę, że życie spłatało mi dziś figla, bo choć miałem mieć zajęty cały dzień okazało sie że jestem wolny i w związku z tym zapraszam ją na kawuchę... I tu nastąpiła reakcja, której nigdy, przenigdy nie brałem pod uwagę, Total zonk - w odpowiedzi usłyszałem, że "łączy nas zawodowy projekt i że ona nie chce przekraczać pewnej granicy..." Uops... poczułem się jak Gołota który w 5 sekundzie walki dostał po pysku, padł na dechy i nie bardzo wie co się stało... Zapadła taka przejmująca cisza... sfrajerowałem się wówczas (chyba), bo jedyne co zdołałem wtedy wymyślić i wypowiedzieć to "spox, rozumiem, do zobaczenia..." W międzyczasie jeszcze usłyszałem, że "miło jest jej, że o niej pomyślałem i coś tam, coś tam", czego już nie potrafię odtworzyć w pamięci. Cholera niewykorzystane sytuacje się mszczą - to jednak prawda (poniekąd jest to przestroga dla innych mniej doświadczonych)!! W efekcie miałem zrypaną resztę poniedziałku, noc w pociągu i kilka następnych dni... W drodze powrotnej do domu wymyśliłem, że muszę teraz zagrać i w jakiś sposób pozbawić ją poczucia pewności, które zyskała. Napisałem więc email z pazurem w totalnie innym tonie niż wszystkie dotychczasowe, nawet gdzieś tam pojawiło się przekleństwo, że za cholerę nie qmam tego co się stało, że zaproponowałem tylko kawę a ona potraktowała mnie jak, pierwszego lepszego leszcza, który chce ja wyrwać na kolację ze śniadaniem i że mnie to kuffa zabolało!!! Nadal nie potrafię ocenić czy było to genialne posunięcie czy kolejny raz się sfrajerowałem... Wysłałem tego emaila i cisza, następnego dnia przychodzi od niej wiadomość w sprawie jakiejś zawodowej pierdoły... myślę sobie kuffa nie mam mnie dla nikogo, tymbardziej dla Ciebie, czyli coś a'la chłodnik... Niestety projekt jest projektem i w pewnym momencie musiałem się odezwać, żeby wywiązać się z podpisanej umowy... efekt zawodowy znowu wow... nasz kontakt zawodowy wrócił chyba do normy, choć żadna ze stron nie nawiązuje to tamtej sytuacji.

 

Tak w skrócie wygląda mój problem, zdecydowałem się go tutaj opisać, bo ciekawi mnie Wasza diagnoza i wskazania Smile Myślałem, że przez cały czas sprzedaję jej swoje najlepsze cechy i wzbudzam tym u niej zainteresowanie... Co?? zostałem zaszufladkowany jako dobry znajomy tudzież przyjaciel czy może to był jakieś pieprzony Shit Test lub inna poroniona iluzja?? Szczerze mówiąc zawsze byłem ambitną bestią i cała ta sytuacja rozbudziła mój apetyt na coś więcej Smile Mam ochotę się teraz zabawić, tyle że nie chcę popełnić więcej błędów i z zimną perfekcją chcę dopiąć swego Smile Napiszcie, jakbyście pograli dalej na moim miejscu lub czy wogóle to ma sens??

wielki szu
Portret użytkownika wielki szu
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Cz-w

Dołączył: 2010-04-18
Punkty pomocy: 0

Tnx za odp. Zdaje sobie sprawę z tego, że frajerstwem był brak takiej reakcji na ten teskt, wtedy podczas rozmowy tel., byłem tego świadomy i wściekły na siebie od momentu schowania fona do kieszeni - no dupa blada stało się... Jednak niemal w słowo w słowo do Twojej propozycji zrobiłem to w tym emocjonalnym emailu... Sytuacja do normy wróciła dość szybko, a ciąg dalszy nastąpi przy najbliższej okazji... Smile

wielki szu
Portret użytkownika wielki szu
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Cz-w

Dołączył: 2010-04-18
Punkty pomocy: 0

Okazje i były i nie... Kontakt osobisty owszem miałem, ale...

Po pierwsze, trzeba pamiętać, że zawsze działo się to w miejscu jej pracy, więc nie mogłem sobie pozwolić na zbyt wiele. Pamiętam jak pojechałem tam pierwszy raz, to była relacja na zasadzie Pan - Pani, więc z miejsca zaproponowałem przejście na "Ty".

Po drugie, na akcję "wyjazd" miałem tylko jeden dzień, to akurat derminowała moja obecna praca, gdzie problemem było skombinowanie kilku wolnych dni pod rząd... w jeden dzień musiałem zatem obrócić w obie strony po 400 km i jeszcze zrobić swoje tam na miejscu. Także widzieliśmy się w sumie 5 razy po kilkadziesiąt minut za każdym razem... i to był czas na zdobycie materiału foto i bajer panienki, więc to wszystko nie było takie proste...

Zgadzam się że np. akcja "kwiatki", którą była wręcz rozbrojona, do dziś mam przed oczyma to jej pozytywne zdziwienie, aż prosiła się o ciąg dalszy wieczorem... ale technicznie z mojej strony było to niewykonalne... nastepnego dnia rano musiałem się zameldować w praca - cóż taki life.