
Opowiem Wam dzisiaj krótką historię mojego serdecznego kumpla.
Facet silny, z zasadami, zaprawiony w bojach a jednak...
...a jednak woda zaczęła drążyć skałę i niewiele brakowało...
Spotykał się z Nią chętnie, bo dawała mu fizyczną część siebie, dawała mu też iluzję związku dwojga ludzi opartego na szacunku, zaufaniu i szczerości. W sensie cielesnym była doskonała, wewnątrz jednak strzępy tego czego chce, czego nie chce, co czuje i jak czuje. Kobieta dynamit, jednocześnie dziecko skulone w sobie od ran zadanych przez mężczyzn.
Jego zasady pozwalały mu brać co chce, pozwalały na pokonywanie kolejnych poziomów intymności, pozwalały na delikatne spojrzenie w przyszłość. Nie nazywał "tego czegoś" związkiem, nie nazywał przyjaźnią, koleżeństwem. To trwało samo z siebie i szło w dobrym kierunku.
Jeszcze kilka dni temu zastanawiał się, czy wreszcie nie zainwestować w Nią czegoś więcej. Nie chodziło mu o uczucia, bo one przychodzą same, nie chodziło o względy, bo ponoć je miał. Chciał Ją uszczęśliwić czymś, co zapamięta na długie lata. W związku ze świętami, chciał Jej zrobić prawdziwe tornado.
Coś, czego nikt do tej pory Jej nie zrobił, i jakkolwiek banalnie to brzmi, weekend w Paryżu stawał się faktem.
Faktem, który upadł równie szybko jak się narodził, i nie ukrywam że miałem w tym swój udział.
Od samego początku tłumaczyłem mu- nie inwestuj więcej, niżeli trzeba, nie dlatego że nie chcesz, a dlatego że Ona nie wykazuje zaangażowania w te chęci na poważnie, i nie zasługuje na większą inwestycję.
On Jej weekend, Ona jemu: "nie mam dzisiaj dla Ciebie czasu". I o ile brak czasu nie jest żadnym powodem do radykalnych zmian w tkwiącym pomiędzy Nimi "układzie", o tyle nie jest też żadnym powodem do nagradzania Jej czymś wyjątkowym.
Szanowni Koledzy, nie inwestujcie w dziewczynę więcej niżeli trzeba. Nie inwestujcie pieniędzy, nie inwestujcie przede wszystkim uczuć. Każdy etap znajomości ma swoje miejsce w szeregu i nie można przed szereg wychodzić.
Bądźcie jak skała, której nie drąży woda od samego ich wzajemnego kontaktu. I niech jest to nawet najprzyjemniejszy z możliwych kontakt, pamiętajcie że żeby skruszyć skałę, musi po niej przepłynąć wiele wody.
Odpowiedzi
true
ndz., 2010-12-05 12:35 — promotrue
zgadzam się , uczuć kupić się
ndz., 2010-12-05 15:29 — _kuba_zgadzam się , uczuć kupić się nie da , a co ważniejsze : Nie wolno !
"Nie inwestujcie pieniędzy,
ndz., 2010-12-05 17:07 — Maleone"Nie inwestujcie pieniędzy, nie inwestujcie przede wszystkim uczuć. Każdy etap znajomości ma swoje miejsce w szeregu i nie można przed szereg wychodzić".
Elegancko powiedziane.
Co do historii coś tu moim zdaniem jest głębszego. Bo zacząłeś od zarysowania portretu psychicznego niestabilnej emocjonalnie kobiety, wskazując na fakt, że ma szczęście i mimo swojej toksyczności trafiła na świetnego faceta. Kończysz temat pisząc o jej fochu/odrzuceniu wycieczki, nie analizując czemu mogła to zrobić. Bo pomijając standardowe kobiece gierki - raczej mało która ot tak rezygnuje z wylotu do Paryża, no chyba, że ten twój kumpel co weekend zwiedzał z nią inne stolice, a ona teraz by już wolała jechać na wieś. Albo, po prostu ona na niego nie leci. Nie wiem, co o tym myśleć, bo taki weekend to rzeczywiście konkretny kombos
Coś pięknego <łezka> Maleone-
ndz., 2010-12-05 17:10 — KwaytchaCoś pięknego <łezka>
Maleone- może ona nie brała tego wszystkiego na poważnie i przestraszyła się, spanikowała słysząc o weekendzie w Paryżu? Taki wyjazd jest już zobowiązujący. Ja np. nie chciałbym dostać od laski na urodziny ferrari- jak mógłbym jej potem prosto w oczy powiedzieć, że już nic do niej nie czuję, jeżdżąc ferrari od niej?
Z weekendem w Paryżu jest podobnie.
Pozdro
To nie tak do końca
ndz., 2010-12-05 18:28 — baudelaireTo nie tak do końca panowie:). Ona nie wiedziała co Jej się szykuje, przypuszczam że gdyby wiedziała, nie robiłaby jaj z chłopaka
. To miała być niespodzianka.
No i kumpel nie inwestował w Nią zbyt wiele, to miała być pierwsza poważniejsza inwestycja. No ale jak się nie zapracowało, to się nie ma