
Osoby, które zostały kiedyś zranione boją się o ponowne doznanie tak niemiłych odczuć. Wchodząc więc w nową relacje czasami starają się przekształcać to co usłyszały bądź zobaczyły w sposób nieświadomy, tak by pokrywało się to z ich komfortem psychicznym. Interpretują coś nad wyraz nadgorliwie lub nie zauważają czegoś wcale.
Dlaczego tak jest – dlaczego raz zranieni postanawiamy sobie w głębi duszy, że ‘już nigdy, nigdy ale to przenigdy w życiu się nie zaangażujemy w poważniejszą relację. Z drugiej jednak strony podświadomie szukamy miłości, partnerstwa, a ono z powodu poprzedniego rozczarowania nas omija bo sami to spieprzymy kilkoma słowami, gestami, nieporozumieniami, które zrodziły się tylko i wyłącznie w naszej głowie.
Ja też, tak jak każda o s o b a chodząca po tej kuli ziemskiej przeżyłem kiedyś zawód miłosny. Z perspektywy czasu nie wydawał się on tak tragiczny jak wtedy przypuszczałem. To zauroczenie minęło dziwnym zbiegiem okoliczności, a może i z palcem Bożym. Był to okres jak to delikatnie nazwałem „nauki latania” – mówię delikatnie ponieważ ostro wtedy dostałem po tyłku, nie tak od życia jak od siebie samego. Nie była to wcale nauka bo nikt przed czymś takim nie ostrzega i nie wskazuje instruktarzu. Nie było to także latanie ponieważ nie odczuwałem z tego powodu żadnej satysfakcji pomijając kilku marnych chwil. Czułem się jak niedoświadczony kadet z pułku sił powietrznych w chwili zrzutu, bez spadochronu, bez oznaczonego miejsca lądowania.
Ten oto młody kadet, którym jest lub dopiero będzie każdy z Nas, odkrywa tajniki uczuć, odkrywa czym tak naprawdę jest miłość, cały ten ambaras i gierki męsko-damskie. Lecz dopiero dzięki ciężkim doświadczeniom stajemy się silniejsi, potrafimy uświadomić i wytłumaczyć sobie w przyszłości więcej rzeczy. I za to jestem wdzięczny Opatrzności czuwającej gdzieś tam nademną. Za to, że nie oszczędził mi właśnie tych doświadczeń w dalekiej przeszłości. Nie na darmo dostaje się po tyłku – uwierzcie mi! Bo przecież „Stal hartuje się w niewyobrażalnym żarze, a nie na świeżym powietrzu”.
(…) Po zrzucie kadeta było wielkie BUM! Uderzył w Ziemię z prędkością światła – jest to tak zwany punkt kulminacyjny każdej historii zwerbowanego przez los kadeta. I wtedy to właśnie nastaje początek olśnienia, początek uświadamiania sobie czym tak naprawdę jest miłość. Czy miłość to tylko to co widzimy, co podziwiają nasze oczy. Czy miłość to tylko szczęśliwe wschody i zachody słońca. Każdy wyciąga tu własne wnioski lecz ja już dziś mogę z przekonaniem powiedzieć, że NIE.
Kiedyś również myślałem, że zakochanie to to co w pierwszym momencie zauważamy. Jej oczy, barwa głosu, sposób w jaki się porusza i wiele, wiele innych czynników zewnętrznych, o których chyba nie musze wspominać Panowie. Jak ciężko było mi później przyznać, że się myliłem. Ale nie od razu Kraków zbudowano. To dopiero namiastka tego co czeka kadeta. W późniejszych relacjach przekonywałem się, ze miłość, zakochanie to nie tylko to co widzimy. Owszem jest to dość istotna sprawa w tym całym zamieszaniu ale nie jest to jednak kwestia ostateczna. Zakochanie nieraz przychodzi dopiero z czasem. Gdyby wielu nieszczęśników umiało racjonalnie myśleć, spostrzegać pewne sygnały ostrzegawcze ( jak charakter i to o czym mówi kobieta), które powodują że powinniśmy od panienki spieprzać gdzie pieprz rośnie, wtedy nie byłoby na tej stronie tylu niewyjaśnionych historii, tylu ‘łez’ zawodów. Trzeba się w porę otrząsnąć powiedzieć sobie NIE – nie pakuje się w to bagno.
Jak na prawdziwego żołnierza jednak przeżyłem w całej tej historii. Musze powiedzieć, że mimo moich grzeszków Bóg jednak istniej i ofiarował mi w życiu to co najlepsze.
Poznaliśmy się z moja ‘niewiastą’ nie zwracając w pierwszej chwili kompletnie na siebie uwagi. Jedyną rzeczą, którą mnie u niej zaintrygowała było jej poczucie humoru i to, że drocząc się ze mną miała nieodpartą przyjemność z naszej ‘walki’. Ogarniała mnie satysfakcja wygranej i myśl że ona znów powie – ‘ 1-0 dla mnie ‘. Tak się toczyło z przerwami raz na czas. Wiadomo człowiek miał po drodze inne zainteresowanie i sprawy. Ale widocznie coś nas do siebie ciągnęło nie wygląd ale nasze usposobienie. Jak się później dowiedziałem, kompletnie nie byłem w jej typie, jednak nie mogła oderwać się od naszych rozmów, gdy sobie dokuczaliśmy, nikt się jednak nie obrażał, to była walka płci. Ja z czasem zacząłem w niej widzieć sexowną pełną wdzięku i pewności siebie kobietę – mimo iż w pierwszej chwili tego nie dostrzegłem. Teraz gdy patrzę na zdjęcia z tego dnia, w którym się poznaliśmy myślę sobie jakim byłem kretynem, że tego nie widziałem. Może i lepiej, może nie wiedzieć i nie zakładać od początku że coś z tego ma być. Moim zdaniem to właśnie rzutuje na dalsze relacje. Szybkie wyznanie uczuć odstrasza tą drugą połowę. Myślę, że w poważnych związkach gdy rozumiesz tę drugą osobę, nie potrzebne jest nagminne mówienie „kocham Cię”. To burzy atmosferę romansu, walki płci jaka powinna z dozą humoru towarzyszyć związkowi. My po dzień dzisiejszy załatwiamy to wzrokiem. Wystarczy spojrzenie i już wiemy co mamy sobie ochotę przekazać. Mówicie – niemożliwe – a ja mówię, że trzeba się dobrze dopasować nie tyko ciałami (choć to też ważna kwestia ), ale także charakterami. Musicie się pociągać nie tylko wyglądem fizycznym, ale także sposobem odczuwania, myślenia, musi Was kręcić to co mówi.
Najpierw trzeba poznać to z czym chce się grać, w innym wypadku iskra się wypali.
Dzięki za uwagę… i życzę wszystkim, aby mieli to szczęście znalezienia porozumienia dusz i ciał z kobietą Waszych marzeń.
Pozdrawiam
Odpowiedzi
Dobrze chłopie opisałeś to .
sob., 2010-05-29 10:50 — ŚwieżyDobrze chłopie opisałeś to
.
,,za to jestem
sob., 2010-05-29 11:26 — Lunej,,za to jestem wdzięczna"

,,Kiedyś również myślałam"
Zwykle używałeś/aś formy męskiej ale tutaj dwa razy pojawiła się forma damska, co jest grane?
ok
sob., 2010-05-29 11:38 — zCharakteremok
Dzieki za spostrzegawczość.
sob., 2010-05-29 11:40 — ZorroDzieki za spostrzegawczość. Widocznie word mi spłatał figla
Już to koryguje
Bardzo dobry wpis, poruszyłeś
sob., 2010-05-29 16:34 — Sick PuppieBardzo dobry wpis, poruszyłeś temat który rzadko zostaje poruszony. Często pierwsze wrażenie jest mylne... pozytywne może zmienić się w negatywne, odwrotnie również. Miło, że Ci się udało
''Gdyby wielu nieszczęśników
sob., 2010-05-29 18:32 — Rick''Gdyby wielu nieszczęśników umiało racjonalnie myśleć, spostrzegać pewne sygnały ostrzegawcze ( jak charakter i to o czym mówi kobieta), które powodują że powinniśmy od panienki spieprzać gdzie pieprz rośnie, wtedy nie byłoby na tej stronie tylu niewyjaśnionych historii, tylu ‘łez’ zawodów.'' Wg mnie bardzo ważna przestroga dla wszystkich.
Ja też często dostaję po
sob., 2010-06-12 19:58 — kamoJa też często dostaję po tyłku, ale tym się ie martwię. przecież człowiek uczy się na błędach. Tylko głupiec nie uczy się na błędach. Dla mnie takie gafy są motywacją do dalszego działania.