Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Nauka na bledach

6 posts / 0 new
Ostatni
hellz
Nieobecny
Wiek: 26
Miejscowość: centrum

Dołączył: 2011-03-26
Punkty pomocy: 0
Nauka na bledach

Witam wszystkich, jestem nowy na forum i chce opisac swoj poprzedni zwiazek, aby wyciagnac z niego jak najwiecej bledow i nie powtarzac ich w przyszlosci, od razu zaznaczam, ze nie zalezy mi na odzyskaniu bylej.

Z X znalem sie ponad pol roku, bylem jeszcze wtedy w innym zwiazku. Pierwsze nasze spotkanie sam na sam bylo zupelnie przypadkowe, pogadalismy chwile na miescie, miala wyjsc wieczorem z kolezankami, pozniej napisala smsa, ze jest juz wolna i moze bysmy sie spotkali pogadac, bylo milo, spotykalismy sie przez rok. Przez ten rok nie moge powiedziec zlego slowa, zalezalo jej na mnie, chciala mnie miec codziennie, dobrze sie ukladalo, nie bylo miedzy nami zadnych klutni, mielismy podobne podejscie do zycia mimo sporej roznicy wieku, ja mam 26 lat, X 20. Przez ten rok jej bardziej zalezalo na zwiazku, ja nie chcialem sie zbyt mocno angazowac po zakonczonym wczesniej 2 letnim zwiazku. Ona czesciej proponowala spotkania, ja natomiast staralem sie zeby byly one urozmaicone. Nieraz az mnie to denerwowalo, moglaby siedziec ze mna nonstop, proponowala, ze zrobi sobie wagary i przyjdzie do mnie, chciala mnie widziec nawet w srodku nocy, nie pokazywalem, ze mi zalezy, ona wiecej inwestowala w ten zwiazek. Spedzalismy czas na dlugich spacerach, przejazdzkach, nad jeziorem, na dzialce, na spotkaniach ze znajomymi, wspolnych wieczorach filmowych, dyskotekach, kinach, basenach itp, nie bylo czasu na nude. Raz w nocy gdy popilem z kumplami zadzwonilem do jej kolezanki i zaproponowalem, ze moze razem bysmy popili w weekend, oczywiscie rowniez z X ;p przez przypadek zadzwonilem tez do jej mamy. To byla pierwsza sytuacja po ktorej zaczela robic mi wyrzuty. Gdy zaproponowalem zeby spotkac sie w weekend powiedziala "wiem co mozesz robic w weekend, jak tak bardzo proponowales Y picie to moze z nia sie spotkaj i sobie popij". Nie spotkalismy sie w weekend, nie przejmowalem sie tym zbytnio, zlosc szybko jej przeszla. Przez pewien czas bylo dobrze, pozniej zaczely sie u niej coraz wieksze problemy rodzinne, czekala ja sprawa w sadzie z matka, coraz czesciej byla smutna, przybita, nie miala ochoty na rozne rzeczy. Wspieralem ja w tej trudnej sytuacji, sama mowila ze jestem jej blizszy niz rodzina, ale bylo coraz gorzej. Tydzien przed swietami w piatek bylismy u jej taty, wszystko bylo ok, umowilismy sie, ze spotkamy sie w sobote wieczorem jak zawsze. W sobote po poludniu napisalem do niej czy jedzie ze mna na miasto, odpisala ze nie ma jej w domu i bedzie o 20. Spytalem czy o 20 juz bedzie u mnie, odpisala tylko ze u mnie bedzie o 21 bo nadal nie ma jej w domu. Nie przyszla, czekalem, dzwonilem ze 2 razy ale nie odbierala, to byla pierwsza taka sytuacja, zawsze byla slowna i bardzo punktualna. Martwilem sie, o 23 postanowilem jechac do niej i sprawdzic co sie dzieje. Siostra otworzyla i powiedziala, ze X nie ma w domu, ze pojechala do taty i zostaje na noc. Nastepnego dnia napisalem do niej ze czemu nie odbierala i co sie dzieje, odpisala "no kurde nic sie nie dzieje. Nie odbiore bo sie ucze. Wczoraj tez przez to nie przyszlam. Wiem tez ze Z powiedziala ze jestem u taty ale ja jej to kazalam powiedziec". Po poludniu pojechalem do niej pogadac w cztery oczy. Powiedziala, ze nie chciala odbierac telefonu bo obiecala sie spotkac i bym nalegal zeby dotrzymala slowa. Pytalem czemu tak sie zachowuje, czemu nie jest jak dawniej, czy juz nie chce sie ze mna spotykac, czy ma kogos... Powiedziala ze to nie tak, ze to przez problemy i nie wie czemu tak sie zachowuje, nie byla zbyt wygadana, pogadalismy jeszcze chwile i pojechalem do domu. Wiem, ze tutaj pewnie dalem dupy, pokazalem, ze za bardzo mi zalezy, ale to byla taka pierwsza sytuacja przez rok i wiedzialem o jej problemach rodzinnych. Od niedzieli nic sie nie odzywala, zostaly dwa dni to wigilii wiec postanowilem do niej zadzwonic. "Czesc, co u Ciebie, moze bysmy sie tak spotkali pogadac?". Od razu sie zgodzila, na poczatku byla smutna, ale szybko jej sie przy mnie humor poprawil. Umowilismy sie na wigilie od rana. W wigilie rano bylo cudownie, pozniej ja pojechalem do swojej rodziny, X do domu, na nieszczescie przyjechala jej matka. Wieczorem odwozilismy jej matke do Łodzi, X byla juz zdolowana, pojechala do swojego taty i ja do swojego. W nocy wracalismy razem, nie byla zbyt rozmowna przez droge, pojechalismy do mnie i zmeczeni od razu poszlismy spac. Radno szybko wrocila do domu. Po poludniu jak do niej dzwonilem spytac co robi mowila, ze zle sie czuje i spala. Nie widzielismy sie juz przez swieta.
Od swiat do sylwestra widzielismy sie moze z 2 razy tak po godzinie. Nie chciala jechac na mazury na sylwestra, postanowilismy ze spedzimy go u mnie tylko we dwoje. W sylwestra ok 13 napisala do mnie "gniewaj sie czy nie ale ja dzisiaj siedze w domu i nigdznie nie wychodze". Chcialem do niej pojechac pogadac to napisala niestety ale nie przyjezdzaj do mnie. Tutaj po raz drugi zrobilem blad, ze do niej polecialem. Pojechalem do niej pogadac mimo wszystko, byla bardzo smutna, plakala, powiedziala ze nigdzie nie idzie, ze chce siedziec w domu sama, jej siostra tez gdzies poszla, a X nie wiem czy rzeczywiscie byla sama. Plakala i obiecywala ze bedzie jak dawniej, ze bedzie lepiej, zeby dac jej jeszcze jeden dzien... Powiedzialem jej ze co ten jeden dzien zmieni skoro to juz sie ciagnie jakis czas i mowie ze przeciez to nie jest normalne zeby siedziec samemu w domu w sylwestra, sama stwierdzila ze wie ale zeby dac jej ten jeden dzien. Pozniej dzwonila kolezanka czy napewno nie mam ochoty do nich przyjsc, powiedzialem jej co jest grane to nie pozwolila mi siedziec samemu w domu, pojechalem do nich na impreze. W nowy rok jak sie obudzilem to w telefonie juz byly smsy od X, napisala zeby sie odezwac jak sie obudze, ze chce sie spotkac, buziaki itp. Spotkalismy sie jakos pod wieczor, rzeczywiscie dotrzymala slowa, wszystko bylo jak dawniej, jakby z nowym rokiem wszystko co stare i zle odeszlo w niepamiec, znowu poczulem sie szczesliwy. Jak to w nowy rok wspominalismy co bylo wczesniej, ogladalismy zdjecia, planowalismy co dalej... spala u mnie, w niedziele rano przyszedl sms od jej siory czy X jest u mnie, nie odpisalem nic. Za pare min zadzwonil nieznany numer, zadzwonila matka X, chciala zeby X wracala do domu, straszyla ja ze jak niedlugo nie wroci to zadzwoni na policje i zglosi zaginiecie, nie wiem co jej dokladnie mowila, ale bylo sluchac z sluchawki jak wrzeszczy na nia. Po tym tel X znowu sie zrobilo smutno, wkurwila sie, powiedziala ze nie pojdzie do domu do wieczora, ale zmiekla i za jakis czas poszla. Pozniej napisalem do niej ze co takiego chciala ze tak pilnie miala wracac do domu, odpisala ze jak poszla do domu to nic sie nie odzywaly i ze chciala zeby wrocila bo dlugo jej w domu nie bylo. Jest jeszcze jedna wazna kwestia, spoznial jej sie okres, myslelismy ze skoro ma takie nastroje i ten okres to moze w ciazy jest, ale tego dnia napisala ze zrobila test i nie jest. U niej w caly swiat z tymi okresami, wiec umowilismy sie ze pojdziemy razem do lekarza, wszystko ok, sama powiedziala ze tak trzeba zrobic, ze niech cos jej da na wyregulowanie okresu, zadzwonilem do lekarza, umowilem ja na srode na 19, napisalem do niej juz w poniedzialek na ktora dokladnie ja zapisalem, odpisala ze dobrze, planowalismy zeby sie jeszcze wczesniej spotkac przed ta wizyta...We wtorek chcialem do niej zadzwonic pogadac, ale bylo zajete, to napisalem zeby zadzwonila do mnie, odpisala ze pozniej, to skrecilem do niej przed praca pogadac chwile. Jeszcze mowilismy o tej wizycie, mielismy w srode wczesniej sie zdzwonic i tak dogadani rozstalismy sie wieczorem. W srode po poludniu dzwonilem do niej ale nie odbierala telefonu, dostalem taka odpowiedz "nie zadzwonie do Ciebie i nie pojde z Toba do lekarza. Nie przyjezdzaj do mnie i nie pisz. Bo i tak nie ma mnie w domu". Jeszcze wieczorem probowalem sie do niej dodzwonic i nawet skrecilem do niej wieczorem przed praca, ale nikt nie otworzyl dzwi mimo ze swiatlo sie palilo i byl ktos w srodku, masakra... Napisalem jej wiadomosc co sadze o takim zachowaniu, od tamtego momentu nie bylo zadnego kontaktu z mojej ani z jej strony...
Po ok 2 tygodniach zaczela do mnie wypisywac, ze bardzo teski za mna, ze jej cholernie brakuje, ze wie, ze zle zrobila, ze okazywala mi za malo uczucia itp. Potraktowalem to z dystansem, odpisalem nastepnego dnia, prosila zeby sie spotkac pogadac. Spotkalismy sie po paru dniach, nie bylem dla niej latwy, musiala sie znowu postarac. Gdy sie spotykalismy wszystko bylo ok, gdy sie nie widzielismy caly czas pisala, ze teskni, ze juz nie moze sie doczekac kiedy sie spotkamy, komplementy... 22 lutego, rano wracajac z pracy widzialem ja jak jechala samochodem z kolega, z ktorym zna sie dobrych pare lat, moze nawet od dziecinstwa. Zdziwilo mnie to, dzwonie do niej, nie odebrala, ale po pewnym czasie sama oddzwonila, ja: czesc, na ktora idziesz do szkoly? Potrzebuje Twojej pomocy i chcialem zebysmy sie spotkali rano. Powiedziala, ze nie idzie do szkoly, ze jedzie do ... sprzedac tel, powiedziala, ze jedzie busem, po chwili zakonczylem rozmowe. Musiala wyczuc, ze chcialem ja sprawdzic bo spytala w smsie czy ja widzialem. 26 lutego byla z tym kolega na jego studniowce, wedlug niej nic sie nie stalo i wszystko ok, nie bede sie rozpisywal co bylo dalej bo i tak stracilem do niej zaufanie i juz nie mam zamiaru tego dluzej ciagnac. Spotykala sie ze mna, caly czas utwierdzala mnie jak to jej zalezy, ciagle chciala sie spotykac, a za plecami krecila z innym, czekam na komentarze.

WaznyZawsze
Portret użytkownika WaznyZawsze
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Pabianice koło łodzi

Dołączył: 2011-04-03
Punkty pomocy: 0

Miałem taką samą sytuacje,z tym wyjątkiem że po kilku miesiącach sam się zorientowałem że nie jest dobrze,cos nie grało.Efekt był taki że "kolega" zamienił się w chłopaka a mnie zapomniała powiedziec.Koniec konców ja nie zrobiłem nic złego ,moim zdaniem nie widze u Ciebie błędów jakiś.Takie są panny wybierają takiego i sie nie poradzi,bo nie pilnujesz kobiety cały dzień.Masz własne zycie.. Panne rzuciłem ,pozniej wydzwaniała pisała chciała się spotkać..

To natura kobiety .. Smile

Naiwność jest głupotą...

Moje życie? moje kredki? To wypierdalaj z tymi mazakami!!!

Vinci
Portret użytkownika Vinci
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Somewhere ;]

Dołączył: 2010-11-24
Punkty pomocy: 20

Moim zdaniem, nie popełniłeś wielu błędów, uważam tylko, że nie potrzebne było to, że do niej latałeś. Poza tym to jak wyżej, podobnie u mnie teraz jestem w takim związku i mam zamiar go skończyć bo psychicznie nie wytrzymuję, lecz czekam tylko aż moja będzie miała okres. Tongue

Pozdrawiam

Raq
Nieobecny
Wiek: 19
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2011-04-03
Punkty pomocy: 21

Moze to zabrzmi okrutnie, ale jak laska ma powazne problemy, to Ty nie jestes od naprawiania tych problemow. Zerwij z nia i znajdz nowa dziewczyne. W kazdym czlowieku jest chec pomagania innym, ale przez to tylko stracisz duzo czasu. Nie jestes psychologiem. Nie masz obowiazku, zeby psuc sobie zycie, by poprawic zycie kogos innego.

Kiedys po 2 tygodniach zwiazku z dziewczyna dowiedzialem sie nagle, ze ona jest uzaleziona od narkotykow. Podobala mi sie, wiec chcialem jej pomoc. Rozmawialem, przekonywalem, wspieralem. I gowno, nic nie pomoglo, a moje zycie na miesiac sie zamienilo w pieklo - czulem sie, jakbym to ja byl uzalezniony od narkotykow. Zerwalem z nia i nigdy juz nie zamierzam naprawiac bledow innych ludzi.

~ Raq

hellz
Nieobecny
Wiek: 26
Miejscowość: centrum

Dołączył: 2011-03-26
Punkty pomocy: 0

Dzieki za odpowiedzi Smile Raq cos w tym jest co piszesz i zaczynajac sie z nia spotykac po czesci wiedzialem w co sie pakuje. U mnie przypadek byl odwrotny niz Twoj, zrodlem problemow w wiekszosci byla matka dziewczyny, nie jej uzaleznienie Wink

maciekpsdi
Nieobecny
Wiek: 24
Miejscowość: poznań

Dołączył: 2010-06-18
Punkty pomocy: 0

Tak to jest jak coś idzie łatwo i przyjemnie, jak mówiłeś wogóle się z nie kłóciliście, było dobrze, tzn. że coś jest spierdolone. Życie to największy nauczyciel. Mogę tylko zacytować starą dobrą radę "jeśli coś kochasz, puść to wolno jeśli wróci jest twoje, jeśli nie, nigdy twoje nie było"