Witam.
Zanim mnie odeślecie "na lewo" (swoją drogą okropnie to brzmi), wiedzcie, że przeczytałem lekcje i artykuły Gracjana na długo zanim założyłem konto (stronę znalazłem parę tygodni temu: 1<x<=4), stąd co nie co już wiem, lecz nie raz będę do nich jeszcze zaglądał.
Czemu więc piszę? Zacznę od początku...
Poznałem pannę (21 lat) kilka (4<x<=9) tygodni temu w szkole tańca, ale nie zagadałem tego samego dnia, wiedząc, że spotkam ją za 2 dni. Wtedy po zajęciach się umówiliśmy do kina na kolejny dzień (w paczce, ale zawsze jest jakiś krok - daję do zrozumienia, że jest fajna i nie boję się jej znajomych). Odprowadziłem ją i dostałem numer (tj. jak sobie przypomniałem, że mi się może przydać).
Na seansie wiadomo, że nie było możliwości pogadać, ale po nim było piwo w klubie i rozmowy w grupie. Potem grupa się rozeszła i zostaliśmy sami i kontynuowałem wywiad, niestety tylko w kilku tematach (owe nieszczęsne gry fabularne - panna też gra, co jeszcze bardziej zwiększyło moje zainteresowanie). Może gdybym znał wtedy zastosowanie "kina" i skuteczność modulacji głosy (zdawała mi się śmieszna próba zniżania swego głosu, o powodach może innym razem) sprawa potoczyłaby się inaczej, ale mniejsza o to, było i wyciąga się z tego wnioski.
W międzyczasie spotykaliśmy się na kursie, odprowadzałem ją do akademika, ale poza pogłębianiu wywiadu nic się nie działo (nadal brak znajomości tej strony). Dowiedziałem się, że w przyszłym roku jedzie na wymianę i tyle ją będę widział. Mimo to zaproponowałem jej dwa razy wyjście, ale raz odmówiła, bo miała się uczyć (no dobra, raz może być), a drugi raz, że się juwenalia zbliżają (no to, myślę, nieźle. Teraz to wiadomo jak jest: woli pić ze znajomymi, niż poznać kogoś nowego), więc dałem spokój, zresztą nie miałoby to większego sensu, skoro miałbym się z nią szybko pożegnać.
Znalazłem stronę, w międzyczasie zacząłem podrywać inną, aż tu wczoraj siedzę z kumplami i po piwie naszła mnie myśl, zadzwonię i zaproponuję grę (tak, fabularną, która wiem, że mogłaby ją zainteresować). Ale nic, poczta się odzywa, a ja nie lubię poczty. Zadzwoniłem potem jeszcze dwa razy, robiąc z siebie jeszcze większego idiotę przed kumplami i za ostatni telefon nagrałem zdegustowane (przynajmniej takie było założenie, że zdegustowanym tonem mówię): "No cóż" i dałem sobie spokój.
Wracając wiedziałem, że jest już na amen spalona zabawa, ale pomyślałem nic to, będzie inna.
Dziś patrzę i widzę sms: "Co się tak dobijałeś? Uczyłam się na egzamin i się odcięłam od świata". No nie napiszę, że się nie ucieszyłem, bo chce [ona] wiedzieć czego chciałem. Myślę sobie: "nie, odpiszesz raz, że po jakimś czasie, dwa jak będziesz wiedział co".
I dlatego piszę. Mam multum opcji do wyboru, ale podzieliłem je na dwie kategorie: prawda i tajemniczy trailer. W "prawdzie" mógłbym napisać, że byłem pijany i/albo że chciałem ją zaprosić na wypad i/albo że chciałem jej jeszcze raz zaproponować grę. W "trailerze" napisałby, że dowie się jeśli się ze mną spotka tu a tu i wtedy a wtedy. Opcja "trailera" bardziej mi się podoba, bo jest szansa, że tym razem się zgodzi, a "prawda" takiej szansy nie ma. Problemem jest tylko fakt, że czas mam już ograniczony. Od jutra jestem niedostępny, siła wyższa i pozostaje mi dziś wieczór lub też przyszły tydzień. Dodam kwestię, że aktualny mój stan zdrowia trochę kruszy moją pewność siebie.
Dzięki za podpowiedź, ale czy dobrze zrozumiałem: negiem będzie pierwszy sms czy ten, po jej odpowiedzi?
Odpisała, że jest na literę A, dlatego jest pierwsza na liście. Ja na to, że na liście pierwsze mam dwie Agaty, ale chyba to nie był najlepszy pomysł. Zadzwonię jeszcze z propozycją spotkania, ale jest małe prawdopodobieństwo sukcesu