Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Mój mały przełom

Witam wszystkich czytelników tego bloga. Do tej pory byłem jedynie pasywnym czytelnikiem (pół roku). Jest to mój pierwszy wpis, gdyż w ten weekend w moim mniemaniu doszło do małego przełomu w mojej historii.

Zacznę może od początku schematem który bardzo często się (niestety) powtarza: Przed pójściem na studia mieszkałem na wsi. Wiązało się to z dosyć małym polem manewru, gdyż jest to dosyć zamknięta mała społeczność. Dodatkowo do wieku 19 lat byłem ministrantem, co wcale mi nie pomagało. Dziewczyny omijały mnie szerokim łukiem. Byłem takim dziwakiem, dużo się uczyłem, a przez to, że rodzice nie puszczali mnie na imprezy lub po prostu "na wioskę" sytuacja stawała się coraz gorsza. Wynikiem tego była cała sterta iluzji, że o kobietę trzeba dbać, mówić komplementy itd. Nie miałem praktycznie żadnego wzorca który by mi te iluzje (nawet nieświadomie) wybił z głowy. Gdybym chodził na imprezy, to może w końcu bym załapał dlaczego tak jest, że dziewczyna w której się chorobliwie kochałem, leciała na kolesi którzy robili dokładnie odwrotnie, niż ja.

Po podstawówce moją naukę kontynuowałem w technikum. 100% męskim technikum. Nie miałem więc możliwości obcowania z kobietami dłużej niż pięcio-minutowa przerwa. To był dla mojej psychiki kolejny cios. Owszem, było kilka koleżanek z którymi często przebywałem, ale popełniałem masę błędów, nie miałem pewności siebie i nadal nie byłem puszczany na imprezy, gdzie mógłbym chociaż minimalnie pójść w dobrą stronę.

Po technikum moje kroki skierowały się na studia informatyczne. I tutaj było już trochę lepiej - 10% stanu stanowiły dziewczyny. Przez pierwsze półtora roku nie działo się nic ciekawego jeśli chodzi o dziewczyny. Były studenckie imprezy, ale nadal faceci byli większością. Czasami się zdarzył jakiś ślimak w klubie, ale to nie z mojej inicjatywy i raczej dolna połowa skali HB (wiadomo, pod wpływem alkoholu odstępy między dolnymi punktami wydają się rozszerzać, a pozostałe zwężać). Po tym okresie, na drugim roku, pewna dziewczyna z innej grupy podeszła do mnie, zaczęliśmy gadać i tak się wszystko potoczyło, że stałem się takim "chłopcem na posyłki". Robiłem jej sprawka, pomagałem w nauce itd. W związku z tym spędzałem z nią dużo czasu. I tak, na pewnej klubowej imprezie z dużą ilością alkoholu "rzuciliśmy się sobie w objęcia". Niestety muszę tutaj powiedzieć, że dziewczyna ta miała chłopaka. Pewnie odezwą się głosy oburzenia, ale jak to się mówi syty nie zrozumie głodnego. I tak zaczął się kilkumiesięczny najbardziej burzliwy okres mojego życia. Niestety nadal byłem takim pieskiem, że w pewnym momencie zaczęła unikać kontaktu, nie miała dla mnie czasu, a ja usychałem z tęsknoty. W pewnym momencie nie wytrzymałem kłamstw i padło trochę szorstkich słów po których nie chciała już w ogóle ze mną gadać. Nie będę tutaj opisywał jak się ta historia skończyła, w każdym razie nie utrzymujemy żadnego kontaktu.

Gdy już otrząsnąłem się z całej sytuacji, po około roku byłem na pewnej imprezie w klubie, gdzie kolega użył mnie w charakterze skrzydłowego i to na dodatek niezbyt ogarniętego. Ale to ja wylądowałem w kilkuletnim LTR. Tutaj był błąd za błędem. Nadal nie byłem świadomy tego, że to ja jestem nagrodą dla kobiety. Związek ten zakończył się w zeszłym roku, ja skończyłem studia i tak właśnie moje najlepsze lata życia przeminęły i pewnym sensie zostały zmarnowane. Ważny element jaki się tutaj powtarza jest taki, że nigdy nie byłem stroną inicjującą znajomość.

Po rozstaniu trafiłem na tą niesamowitą stronę. Chłonąłem i nadal chłonę jej zawartość. Mój pogląd na kobiety uległ diametralnej zmianie. Coraz bardziej się otwieram i nabieram pewności siebie. Staram się rozmawiać z kobietami, utrzymuję kontakt wzrokowy (wcześniej nawet oglądając zdjęcia kobiet podświadomie odwracałem wzrok). Dbam o swój wygląd zewnętrzny, chodzę na siłownię (wcześniej myśl o tym mnie paraliżowała - strach przed kontaktem z ludźmi). Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale trudno tak po kilkunastu latach zmienić się od razu o 180 stopni. To co mnie mobilizuje, to że latka lecą i młodszy już nie będę.

A teraz wrócę do mojego małego przełomu o którym wspomniałem na początku. Zaliczyłem dwie kolejne imprezy w pewnym popularnym klubie (wieczór po wieczorze). Oczywiście ogarnięty, w miarę sensownie ubrany (koszula, marynarka). Starałem się ograniczać alkohol, piłem zwykłą wodę. I tak w pierwszy wieczór tańczę na parkiecie, uśmiech, kontakt wzrokowy z laskami i nagle się do mnie dwie laski dołączają i niesamowity taniec z porządnymi "przytulankami". To był dla mnie szok. Pierwsza taka sytuacja w życiu. Kolejny wieczór również na parkiecie. Łapię EC z laseczką HB8-9. Śliczna twarzyczka, brunetka, akurat takie mi się najbardziej podobają. Cały czas się do niej uśmiecham, ona do mnie, ani razu nie przegrywam EC. W końcu decyduję się podejść. Zaczynamy tańczyć mocno "przytuleni", cały czas patrzę się jej głęboko w oczy i cały czas uśmiech, ona również, często odwraca wzrok, ale dosłownie na sekundę. Ta niesamowita mieszanka podniecenia, radości i euforii jaka się we mnie wyzwoliła w tym momencie dosłownie zamieniła mi nogi w watę. Trwało to wszystko przez dwie piosenki. W pewnym momencie powiedziała, że idzie siusiu. W międzyczasie dowiedziałem się tylko jak ma na imię. Ja oczywiście na nikogo czekać na parkiecie nie będę, więc poszedłem po coś mocniejszego. I wiedziałem już wtedy, że popełniłem jakiś błąd. Być może za długo przetrzymałem to wszystko na parkiecie, powinienem był z nią pójść porozmawiać, albo po prostu wypaliłem za dużo fajek (mam nauczkę, więcej już w klubie palił nie będę) i niestety nie miałem gum do żucia, a wiadomo jaki efekt daje mieszanka browar+fajki. Niestety to dopiero początek i zanim się nauczę rozpoznawać własne błędy, pewnie jeszcze dużo czasu upłynie. W każdym razie przez cały wieczór na parkiecie były uśmiechy ze strony innych lasek i rozmowy z nowo-poznanymi kobietami z urodzin kolegi. Kiedyś pewnie bym gadał z kumplami albo podpierał ścianę...

Być może dla starych wyjadaczy to nic takiego, ale to co napisałem w poprzednim akapicie to dla mnie bardzo dużo i mam nadzieję na więcej, jak najszybciej.

Na studiach technicznych takich jak moje, powinny być oddzielne zajęcia z tego co zostało napisane na tej stronie. Może wtedy nie byłbym świadkiem, jak w klubie w miarę ogarnięty z wyglądu młody koleś (na oko pierwszy rok) błaga laskę z rękoma złożonymi jak do modlitwy żeby poszła z nim zatańczyć...

Odpowiedzi

Positiv

Positiv Smile

Portret użytkownika szusti

Ach, teraz mi się

Ach, teraz mi się wyświetliło, że mój kolega ejst dostępny na GG, to właśnie on wpajał mi, że najpierw jest przyjaźń, a później związek hahahahahhahahahahahah, no leżę ;]

Portret użytkownika Lloyd

Pozytywnie, i niestety moje

Pozytywnie, i niestety moje dotychczasowe życie wyglądało całkiem podobnie, więc tym bardziej doceniam wpis. Życzę kolejnych sukcesów Wink

Portret użytkownika Andrew28

Radzisz sobie, a teraz to już

Radzisz sobie, a teraz to już będzie tylko łatwiej Smile
powodzenia.

Portret użytkownika mor

najpierw zmiany później

najpierw zmiany później zabawy Wink idziemy dalej do przodu !!! Wink)

Portret użytkownika zlotychlopiec

Heh... czytając twój post

Heh... czytając twój post widzę dużo podobieństw do moich doświadczeń (nawet twój styl pisania jest mi trochę bliski ;]) Z tym, że ja nie byłem ministrantem i dziewczyny raczej nie omijały mnie szerokim łukiem Wink, ale też nie potrafiłem sobie z nimi radzić. Nadal nie potrafię. No i nigdy nie byłem w kilkuletnim LTR, ale te kilka związków w których byłem, to też praktycznie pasmo błędów. Powoli chyba się jednak budzę. Powoli, bo czytanie artykułów i książek nie wystarczy, trzeba jeszcze zmienić coś w sobie, a to łatwe nie jest, gdy przez ponad 20 lat upychano ci do głowy same kłamstwa na temat twój i innych.. Teraz tylko czekam, aż sam będę miał takie akcje, jak ta opisana przez ciebie. Pozdrawiam.