Mam taki problem, powiedziałby innego rodzaju ale znając waszą kreatywność mam nadzieję , że coś wymyślicie.
A więc jestem w umierajacym związku zwanym malżenstwem, mieszkam z żoną, własciwie mieszkam z nią tylko ze względu na dzieci.
Jest już tak źle, że już nawet nie mam ochoty na kłótnie z nią, powoli zwisa mi to i powiewa. Wiem ,ze zbliżam sie do rozwodu.
Może potrwa to z jakies 3-5lat zanim sie wyprowadzę, zdrada w moim przypadku to puste słowo,
pojęcie względne, moralnie to coś złego ale to juz temat na jakieś forum katolickim.
Czekam tylko aż się dzieci usamodzielnią, ale chciałbym już częściowo wyjść z pod tego klosza.
Ale do sedna sprawy:
Podryw, trochę już zardzewiałem w tym względzie,
więc właściwie zaczynam od nowa. Ciężko mi sobie wyobrazić aby podejść do kobiety na ulicy i zacząć z nią rozmawiac (moje iluzje),
no i problem nummer 1, co powiedzieć jak spyta:
"A ty pewnie jesteś żonaty i masz dzieci".
No i co byście radzili ?
1- Powiedzieć prawdę -> ale boję się ze od razu ucieknie
2- Zrobic unik i stać sie tajemniczy, typu "Wiesz, moja systuacja jest skomplikowana ..... powiem Ci pozniej jak sie lepiej poznamy"
Kłamać to wg. mnie bez sensu, w końcu z kimś trzeba być szczerym.
(Powiesz a żona ? => to już coś innego, kłamstwo dla swiętego spokoju,
a i jej to własciwie wszystko jedno, jest zadowolona jak mnie nie ma)
Czy ktoś z was jest/był w takiej sytuacji i jak sie zachował albo postawię pytanie:
"Jakbyś to rozegrał na moim miejscu, jakieś pomysły?"
Po pierwsze, jak podrywasz to na pewno nie kłam.
Co do Twojego związku małżeńskiego, to nigdy w takowym nie byłem, więc nie czuję się upoważniony żeby Ci dawać na ten temat rady. Może Cię jednak zainteresować taki mały fragment z ksiązki Anthonego Robbinsa ,,Obudź W Sobie Olbrzyma'':
,,Istnieją określone sygnały ostrzegawcze, które, jeśli pojawią się we wzajemnych kontaktach, informują, że musisz natychmiast zająć się jakimś problemem, zanim stanie się on zbyt poważny, by sobie można było z nim łatwo poradzić. W swojej książce How to Make Love AU the Time (Jak kochać się przez cały czas) dr Barbara De Angelis wyróżnia cztery etapy, które mogą zabić każdy związek. Rozpoznając je, możemy natychmiast zaradzić istniejącym problemom, zanim osiągną rozmiary, których wielkość zagrozi przyszłości związku.
ETAP PIERWSZY: Opór. Pierwsza faza problemów w związku zaczyna się, kiedy zaczynasz odczuwać opór. Dosłownie każdy, kto kiedykolwiek znajdował się w związku z drugim człowiekiem, zetknął się kiedyś z sytuacją, kiedy odczuwał opór wobec czegoś, co jego partner zrobił lub powiedział. Opór pojawia się, kiedy czujesz się oddzielony od partnera albo jesteś na partnera zdenerwowany. Być może na przyjęciu twój partner opowiada dowcip, który cię denerwuje i wolałbyś, aby partner go nie opowiedział.
Problem polega oczywiście na tym, że większość ludzi nie informuje partnera o odczuwanym oporze, skutkiem czego rozwija się on w kolejną emocję.
ETAP DRUGI: Niechęć. Jeśli nie zaradzimy oporowi, przeradza się on w niechęć. Teraz już nie jesteś po prostu zdenerwowany.
XXI. PRZEZNACZENIE W KONTAKTACH Z INNYMI LUDŹMI 597
Jesteś zły na partnera. Zaczynasz się separować od niego, tworzysz emocjonalną barierę. Niechęć burzy poczucie intymności, a to bardzo niszczący wzorzec, który nie kontrolowany szybko przybiera na intensywności. Jeśli go nie zmienimy, przerodzi się w...
ETAP TRZECI: Odrzucenie. To moment, w którym nagromadziłeś tak wiele niechęci, że szukasz sposobów na udowodnienie winy partnera, atakujesz werbalnie lub niewerbalnie. Na tym etapie wszystko cię irytuje i złości. Właśnie wtedy pojawia się nie tylko separacja emocjonalna, ale i fizyczna. Jeśli pozwolisz, by odrzucenie się nasilało, dla zmniejszenia własnego cierpienia przejdziesz do kolejnego etapu.
ETAP CZWARTY: Represja. Kiedy stajesz się zmęczony tamowaniem gniewu, który gromadzi się w tobie na etapie odrzucenia, próbujesz zmniejszyć własne cierpienie, wywołując emocjonalną pustkę. Unikasz odczuwania cierpienia, ale też dławisz w sobie poczucie pasji i podniecenia. To najniebezpieczniejszy etap problemów w twoim związku, ponieważ na tym właśnie etapie kochankowie stają się tylko współlokatorami. Nikt wokół nie wie, że para ma problemy, ponieważ nie toczy się żadna walka. Ale związek praktycznie przestaje istnieć.
Jak radzić sobie z tymi czterema etapami? Sposób jest bardzo prosty: JASNO KOMUNIKUJ SWOJE ODCZUCIA. Zadbaj o to, by wasze reguły były znane i możliwe do spełnienia. Unikaj przesadnego rozdmuchiwania problemów, używaj Słownika Transformacji. Wyrażaj się w kategoriach preferencji. Zamiast krzyczeć: „Nie znoszę, kiedy to robisz!", powiedz po prostu: „Wolałbym, żebyś robiła co innego." Zadbaj o posiadanie sposobów łamania wzorca kłótni, w której po chwili zapominasz, o co się tak naprawdę kłócicie, i chodzi ci tylko o to, aby wygrać.''
Magic ;>
"A ty pewnie jesteś żonaty i masz dzieci".
No i co byście radzili ?
Zony i dzieci nie miałem ale miałem do czynienia z mężatkami, rozwódkami z dziećmi. Nie tłumacz się nigdy przed kobietą, bo wpadasz wtedy w jej ramę. Ja bym powiedział tak:
A czy to, że mam jeszcze żonę z którą nam się nie udało i dzieci, skreśla mnie całkowcie z tego, że podobnie jak Ty zasługuje na miłość?
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia
Dzieki za wasze podpowiedzi, tez uwazamm ,ze szczerosc jest wazna.
Tylko jak musisz odpowiedziec na pewne "niewygodne" pytania, to probujesz je odpowiednio sformuowac odpowiedzi.
Cos jak politycy. Szokujaca prawda podana w lagodny sposob, takie mydlenie oczu.
no to jak padnie takie pytanie to odpowiedz:
"Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. I proszę nie wyciągać z tego żadnych wniosków"
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dzięki Gen, bardzo konkretna i trafna odpowiedź. Pasuje jak ulał do mojej sytuacji.
Rwanie wśród znajomych i w pracy, to sobie daruję, w myśl zasady "never fuck in company" .
Mieszkam w bardzo dużym miescie.
Dlaczego nie polecasz rwania na ulicy ?
A własciwie jakie miejsca w moim przypadku byś polecił ?
No i gdzie spotkać takie wygłodzone mężatki ? (a właściwie jak je rozpoznać)
Wiem że poruszam się po cieńkim lodzie a i właśnie dzieci, to jedyne co mnie blokuje. Mam z nimi super kontakt, spędzam z nimi dużo czasu, mamy wspólne hobby itd.
Ale one powoli są dorosłe i mają swój świat. A jak już kiedyś się wyprowadzą to nie wyobrażam sobie abym żył z żoną (a może i dzieci to zrozumia, chociaż watpie)
Zdrada ?
Zdrada zaczyna się w głowie, ta mysl przychodzi dopiero po latach ... dojrzewa.
U mnie, po nieudanych próbach zrobienia ze mnie pieska, żona karze mnie brakiem sexu, oleaniem moich znajomych, rodziny itd.
Wg. instrukcji obsługi PU, taką dziewczyne się zostawia i mówi "Inne tez maja". A co robi się z żoną?
Więc nie uważam żebys mi pomagał w zdradzie. Nie musisz miec wyrzutów sumienia. To w ramach męskiej solidarności
.
Ostatnio przyszła z pracy i mówi "Mąż koleżanki zostawił ją po 20latach małżenstwa, dla mlodszej"
Jak byłem w Twoim wieku, pomyślałbym "Biedna babka, wredny sk..", a teraz mowię "No to pradopodobnie wredna suka była" .
Nie chcę sie tu uzalac na swoj los, ale moze nie jeden mlodszy kolega 5 razy sie zastanowi, zanim sie ozeni. Bo potem to moze byc rodzaj pulapki. (nie musi, ale moze).
Stan zafascynowania zona (i odwrotnie) trwa 2-3lata, potem jestes zajety potomstwem (super przygoda) a potem albo stajecie sie z zona albo kumplami albo obcymi ...
(moze opisze moje spostrzezenia, przemiany i przeobarzenia w blogu )
...
Czasami uczniowie sa oporni na edukacje
a i nauczycielowi zaczyna brakowac motywacji 