Witam Was,
zarejestrowałem się na forum tylko dlatego, bo szukam wsparcia, rady osób bardziej doświadczonych i takich, którzy będą wstanie mi pomóc. Otóż mam poważny problem i dylemat zarazem. Nie wiem co mam uczynić, co zrobić. Ciężko mi myśleć o czymkolwiek innym, a dodatkowo nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Ogólnie rzecz ujmując jestem cieniem człowieka i od jakiegoś czasu wegetuję.
Oczekuję tylko poważnych odpowiedzi, sam też będę starał się jak najbardziej obiektywnie podchodzić do tego co mnie dotyczy. Mam 25 lat, zauroczyłem się w kobiecie, która ma już dziecko, jest raptem rok starsza ode mnie, ale oczywiście to nie jest problem. Ogólnie rzec ujmując jeszcze do niedawna mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu z ojcem dziecka. Od jakiegoś czasu jednak walczyła o to, żeby wyrwać się ze szponów ( facet ten jest iście patologiczny) i z tego co się orientuję parę dni temu w końcu się od niego wyprowadziła, i ma złożyć pismo do sądu o widzenia i alimenty. Nie są małżeństwem. Natomiast ja jestem kawalerem, nie narzekam na brak zainteresowania płcią przeciwną, ale zaczęło mi zależeć właśnie na tej dziewczynie. Przedwczoraj dowiedziałem się, że sprawy jej się pokomplikowały, ale od tamtej pory nie odzywa się do mnie, a dodatkowo nie wiem tak naprawdę co się wydarzyło. Dzisiaj dopiero dostałem wiadomość, że nic jej nie będzie i nie chce mi nic jeszcze mówić, bo sama nie wie co dokładnie będzie. I podziękowała za moje zainteresowanie.
Trochę bez ładu i składu piszę, ale nie da się to w sposób bardzo krótki i treściwy zamieścić, tak żeby było zrozumiałe. Ogólnie pracujemy ze sobą w jednej firmie już prawie dwa lata. Początkowo nasza znajomość polegała na spotkaniach intymnych, w sumie Ona chciała odizolować się od tego co ją spotykało, a ja po ciężkim związku potrzebowałem kontaktów z płcią piękną. Od samego początku mówiliśmy sobie, że to tylko będzie bez zobowiązań. Jednak mi coraz bardziej zaczynało zależeć, a Ona wtedy coraz bardziej zaczynała ode mnie uciekać. W wielkim skrócie ja mam praktycznie wszystko, dobrą pracę, dom, nie mam nałogów, ale w cholerę jestem wrażliwą osobą i niestety podejrzliwą oraz zazdrosną, ale od miesiąca walczę z tym. Ona natomiast ma istną patologię. Starałem jej się w miarę możliwości pomagać, wspierać, oferować pomoc. Jeszcze do jakiegoś czasu była jak najbardziej tym zadowolona, ale teraz. Nawet nie chce, ani uczuciowo się do mnie odezwać, ani przytulić czy pocałować, co było kiedyś na miejscu dziennym, szczególnie jak byliśmy sami. Teraz nawet unika takich spotkań.
W jakiś czas temu powiedziała mi, że nic z tego między nami nie będzie (ale była pijana, a ja wtedy chamsko się zachowywałem), a jeszcze niedawno napisała mi, że mnie nie kocha. Nie oczekuję kochania, szczególnie po tych problemach jakie ona miała i jakie ja przechodzę. Poza tym nie oczekuję, żeby od razu z jednego związku wchodziła w kolejny. Chciałbym tylko, żeby nadal traktowała mnie poważnie i powoli do mnie się przekonywała. W między czasie też pisze, że sama nie wie czego chce i że jest jej bardzo przykro, iż jest niezdecydowana. Mówi mi, że zależy jej na mnie, ale nie jest w stanie określić jak i dlaczego. Twierdzi, że super się ze mną spędza czas, można ze mną wszystko robić, jestem przystojny i podobam jej się. Może to trywialne, ale jak już jesteśmy razem, co rzadko się zdarza, to trzymamy się za ręce (tak wiem, jak gimnazjaliści sic!) całujemy namiętnie. Nawet mi mówi, że będzie starać się znaleźć czas, żeby się spotykać. A w jej przypadku jest to bardzo ciężko. Niedawno również zaczęła mieć nerwobóle, ciągle jej łomocze serce, była na ekg.
Nie wiem co mam robić, co uczynić. Jak się zachować. Poradźcie proszę bo oszaleję. Obłędu dostanę.
Tak naprawdę dostrzegasz wszystkie swoje błędy, pora nad nimi popracować :
1 "Ciężko mi myśleć o czymkolwiek innym, a dodatkowo nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Ogólnie rzecz ujmując jestem cieniem człowieka i od jakiegoś czasu wegetuję."
Sam fakt takiego stanu Twojej osoby jest BARDZO nieatrakcyjny, do momentu w którym nie zmienisz tego - nie zaczniesz skupiać się na innych rzeczach - NIE MA SZANS NA POPRAWĘ.
2 "Jednak mi coraz bardziej zaczynało zależeć, a Ona wtedy coraz bardziej zaczynała ode mnie uciekać."
Zazwyczaj tak jest, jeżeli się jest osobą której pierwszej zaczyna zależeć i chce się czegoś więcej, wszystko idzie źle. Błędem było okazywanie tego i właśnie tym Ją zniechęciłeś do siebie.
3 "ale w cholerę jestem wrażliwą osobą i niestety podejrzliwą oraz zazdrosną, ale od miesiąca walczę z tym."
Dobrze, że dostrzegasz to - ale z tymi cechami daleko nie zajdziesz a wręcz wbijesz sobie sztylet w plecy.
Bardzo fajnie, że pracujesz nad tym - nie przestawaj a efekty przyjdą
4 "Starałem jej się w miarę możliwości pomagać, wspierać, oferować pomoc."
Coś co jest zawsze dostępne staje się mało atrakcyjne, zachowywałeś się jak PRZYJACIEL i w tę szufladkę za pewne trafiłeś.
5 "Chciałbym tylko, żeby nadal traktowała mnie poważnie i powoli do mnie się przekonywała."
Żeby tak się stało musisz zdecydowanie popracować nad punktami wyżej, poza tym proponuje Ci pracę nad sobą - czytaj stronę, zacznij od lewej a dostrzeżesz czemu jesteś w tym miejscu co jesteś a nie tam gdzie chciałbyś.
Życzę Ci powodzenia !
Zdecydowanie będę czytał stronę, po to tu zajrzałem. Powiedz mi proszę w takim razie jeszcze parę rzeczy. Skoro trafiłem do koszyczka "przyjaciel" to jest szansa uciec z tego piekiełka? Dodatkowo był czas kiedy Ona się starała, a ja nie doceniałem, teraz jest na odwrót. Jest szansa, że zazgrzyta i zgramy się razem? Nom i co najistotniejsze, wiadomo, jeżeli ubiega się o jakąkolwiek dziewczynę jest łatwiej podejmować decyzje i funkcjonować. Gorzej jeżeli ta kobieta ma zobowiązania. A tym jest na pewno dziecko. Co więcej, powiedziała mi, że póki ojciec dziecka nie odwróci się plecami do ich zobowiązań, ona sama nie zrezygnuje z tego. Rozumiem, że popełniłem błąd sugerując, że chcę czegoś więcej. Czy w takim razie jest szansa, żeby cofnąć ten etap, tak żeby przemyślała sama, czy jest warto ze mną się wiązać? Albo przynajmniej, żeby ze mną spędzać czas.
Oj zacząłem pracować nad sobą. Jest to bardzo ciężkie, szczególnie, że nie mam wsparcia. Myślę, że powinienem teraz dać nam i sobie czasu. Z tymże jak mam się zachować w momencie, kiedy Ona się do mnie odezwie. Zrozumiałem, że nie mogę na siłę cokolwiek robić, a na siłę starałem się pomagać. Co zatem musiałbym jeszcze zrobić? Wiem, że nie powinienem okazywać zainteresowania i uczuć, bo doprowadzi to tylko do zagmatwania sprawy, więc jak mam reagować. Jeżeli mam w jakiś sposób odpowiadać, to bardziej wstrzemięźliwie? czy może ignorować...
To że się widzi błędy, nie znaczy, że od razu można je zniwelować...
Czy jest szansa, że zmienią się relacje między nami?
Szansa jest zawsze, nikt nie jest jasnowidzem by Ci wprost powiedzieć, że tak na pewno będziecie razem czy nie na pewno nie.
Pracuj nad sobą - to najważniejsze, a wasza relacja - na Twoim miejscu bardzo skupiłbym się na sobie, na rozwoju i innych kobietach bo mając jedną na celowniku i już po takich przeżyciach to dobrze tego nie zrobisz a jest szansa, że Ona to dostrzeże, zazdrość weźmie górę (emocja) i sama zacznie "inwestować" w waszą relację. Zdecydowanie odpowiadać wstrzemięźliwie, ignorować raczej nie, Ona będzie wiedziała skąd ta ignorancja co według mnie nie pomoże.
""Chciałbym tylko, żeby nadal traktowała mnie poważnie i powoli do mnie się przekonywała"
gówno z tego będzie, nie z tą kobietą..."
skoro tak twierdzisz, to wyjaśnij mi proszę dlaczego tak uważasz, żebym zrozumiał. Samo stwierdzenie dużo mi nie mówi, bo tak można do wszystkiego podejść.
* w takim razie przede wszystkim mówicie pracować nad sobą, więc co dokładnie należałoby pod to podpiąć?
Też myślę, że raczej nic z tego nie będzie. Wygląda na to, że byłeś potrzebny w trudnych momentach, mogła liczyć na Twoją pomoc i to jej odpowiadało. Gdy trochę stanęła na nogi - wycofuje się z relacji. Kto wie, czy jak znowu nie pojawią się jakieś problemy nie zapuka do Ciebie ponownie. Czy te zmiany w ostatnich dniach u niej nie mają związku z ojcem jej dziecka? A co do niezdecydowania, to jak na moje nie mówi Tobie jednoznacznie nie, bo wie, że jesteś "dobrą partią", że możesz się kiedyś przydać, a sam wiesz, że ona jest teraz w nie najlepszej sytuacji. Być może dziewczyna myśli sobie, że jakby związała się z Tobą miałaby zapewnione bezpieczeństwo, ale jednocześnie nie czuje tego czegoś (co można wywnioskować z tego, co Tobie mówiła). W ten sposób ma dylemat. I również uważam, że stałeś się przyjacielem.
Zacznij myśleć o sobie. Możliwe, że laska miała trudne życie itd. Chciałeś jej pomóc, chciałeś dobrze - ok. Ale sam widzisz, że zatraciłeś w tym siebie. Niestety, prawda jest taka, że nikt się o Ciebie nie zatroszczy lepiej niż Ty sam. A co do wrażliwości, to jak to się mówi, kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę - i widzisz, że to się potwierdza.
No właśnie nie chcę, żeby w kolejne bagno się pakowała. Porządek ze sobą zrobić rzecz jasna najważniejsze. Ale w takim razie jak ukierunkować relacje między nami, bo przecież nie mogę od tak sobie nagle zamilknąć i zacząć ją ignorować, tym bardziej, że razem pracujemy.
Oczywiście wiadomo, że dla niej najważniejsze będzie zapewnić szczęście i dobre życie swojemu synkowi. Ale, żeby w dalszym ciągu żyć z ojcem dziecka, z którym być nie chce, to trochę dziwne. Każdy z najbliższych znajomych jest za tym, żeby z nim zerwała i w końcu załatwiła sprawę z sądem i mieszkaniami. Toczy się to już od kilku lat. Facet ten zawsze jak zrobi jakiś wybryk, to potem przez dzień dwa udaje super ojca, żeby tylko nie odchodzili od niego, a potem znów powiela to co zazwyczaj robi. Jak można przekonać tą dziewczynę, żeby w końcu przejrzała na oczy i była konsekwentna. Już nie mówię o tym, żeby była ze mną, tylko żeby sama zaczęła normalnie funkcjonować.
Wiem teraz, że te komplikacje, co zresztą nie trudno było się domyśleć, to fakt, że nadal są ze sobą i prawdopodobnie też nie wyprowadziła się w końcu i nie złożyła tych papierów do sądu. Ale co z tego, że ten weekend znów jako tako spędzą, jak w tygodniu powieli się sytuacja z patologii...
Trzeba bardziej na ostro, bo się pieścicie...
"Ogólnie rzecz ujmując jestem cieniem człowieka i od jakiegoś czasu wegetuję."
Na pewno roślina przyciąga masę kobiet, kłóci się to z drugim cytatem. Z takim nastawieniem, dobrze, że przyznajesz, że jesteś żałosnym frajerem, za dużo nie ugrasz.
"Natomiast ja jestem kawalerem, nie narzekam na brak zainteresowania płcią przeciwną, ale zaczęło mi zależeć właśnie na tej dziewczynie. "
To kłóci się z cytatem pierwszym. Jesteś niespójnym frajerem, skoro podajesz argumenty (patrz cytat trzeci), zadurzasz się jak mały chłopczyk w jakiejś lasce z dzieckiem, syndrom tatusia? Chcesz się poopiekować?
"W wielkim skrócie ja mam praktycznie wszystko, dobrą pracę, dom, nie mam nałogów, ale w cholerę jestem wrażliwą osobą i niestety podejrzliwą oraz zazdrosną, ale od miesiąca walczę z tym."
W większym skrócie: jesteś frajerem. Te rzeczy to tylko rzeczy. Skoro wegetujesz, to poderwiesz co najwyżej największe desperatki.
"Nie wiem co mam robić, co uczynić. Jak się zachować. Poradźcie proszę bo oszaleję. Obłędu dostanę."
I dlatego przegrasz. Ile Ty masz lat? Dałbym Ci 15 gdybyś nie podał wieku i nie mówił o pracy. Tak wynika z Twojego wpisu, jesteś odurzony jak laska po 5 piwach, do tego zaślepiony. Żyjesz już tylko po to, aby pogłębiać swoją chorą fascynację tamtą laską.
Ogółem: jesteś niespójny z tym, co piszesz o sobie. Piszesz, że masz wszystko, ale wegetujesz, nie masz problemu z płcią przeciwną - ja sądzę, że masz ogromne, do tego ten syndrom opiekuńczego tatusia, rzygać mi się chce!!
Ogarnij siebie i swoje życie, swoje myślenie, człowieku weź się prześpij, bo dla mnie to jesteś po prostu sfrustrowanym wariatem, piszesz trzy po trzy, nie wiadomo, co z tego pierdolenia jest prawdą.
Mam nadzieje, że pomogłem.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
Saverius, dosadnie to ująłeś. Szkoda tylko, że nie nadmieniłeś cytatu, gdzie napisałem, że trudno jest to wszystko w jedną zwięzłą wiadomość zapisać.
A co się kłóci z tym, że nie narzekam na brak kobiet dookoła siebie? Nie ma tu nic coby się przeciwstawiało. Po prostu ja ich nie chcę, bo żyję utopijnością.
Z tego wynika, że tak jestem frajerem, ale chyba po to jest to forum, żeby pomóc takim ciotom jak ja. Nie ulega wątpliwości, że coś w tym musi być. A wiek nie zawsze jest oznaką dojrzałości. On nie idzie w parze z doświadczeniem.
I proszę nie oceniaj mnie nie znając mojego życia. Też bardzo dużo przeżyłem i może to się we mnie zakotwiczyło. Syndrom tatusia, może coś w tym jest, chciałbym być opiekuńczy i pomocny. Materialnie rzecz ujmując mam wszystko, to się znów nie koliguje z tym co piszę. Nie mam tylko charakteru, a to jest "niewidoczne" dla oka.
Dodam, że to co wszystko piszecie jest jak najbardziej odzwierciedleniem faktu. Mówicie mi, żebym wziął się za siebie. Biorę się za siebie, zaciskam pas i zęby i trenuję własną osobę. Nie da się tego zrobić w trymiga, w mgnieniu oka. I zamiast dobitnie uświadamiać mnie w tym, do czego już sam doszedłem, oczekuję rady, co zrobić, żeby było lepiej i inaczej. Jak pracować nad sobą
"A co się kłóci z tym, że nie narzekam na brak kobiet dookoła siebie? Nie ma tu nic coby się przeciwstawiało. Po prostu ja ich nie chcę, bo żyję utopijnością."
Większego pierdolenia dawno nie słyszałem. Jesteś po prostu teoretykiem, ja jestem pragmatykiem, ja robię, co mogę, Ty rozpatrzasz możliwości. Nie chcesz ich? Ja sądzę, że nie możesz ich mieć. Różnica między "mógłbym" a "zrobiłem" i "mam" jest kolosalna, dlatego Twoje słowa mierzę z dużego dystansu, bo to zwyczajne pierdolenie.
"Materialnie rzecz ujmując mam wszystko, to się znów nie koliguje z tym co piszę."
Materialne rzeczy to Twoje usprawiedliwienie.
"Syndrom tatusia, może coś w tym jest, chciałbym być opiekuńczy i pomocny. "
To masz pecha. Znajdź sobie utrzymankę, zrób jej bachora i się opiekuj. Kurwa.
Nadal się kłóci. Teoretyzowanie, jakaś wspomniana "utopijność" Tobie wydaje się, powtórzę to, Tobie się tylko wydaje, że możesz. Ty sądzisz "mógłbym", ale prawda jest, że nie możesz. To tylko teoretyzowanie, usprawiedliwienia, wybielanie własnej osoby. Bije od Ciebie taką desperacją, że jak skończę pisać posta, to muszę szklanki wody się napić, bo mnie mdli. "Ta jedna", kurwa, ta jedna z dzieckiem, a Ty LATASZ JAK PIES! Możesz mieć inne - pierdolenie, bo latasz za tą jedną Z DZIECKIEM jak pierdolony kundel z wywalonym jęzorem, ha! Może innych użytkowników przekonasz, może są bardziej łagodni, może inaczej odbierają, ale ja będę przy swoim, bo po prostu chodzisz obecnie na kolanach. Jeszcze ten syndrom tatusia, nie no zajebiście.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
ale ty pierdolisz, po twoich wpisach widać żeś płacząca cipa.
Utopijny, ile ja przeżyłem itp. chuj pewnie każdy z nas coś przeżył. To forum pomaga ale nie będziemy się z tobą pieścić.
Kiedy ci mówi zmień siebie bo żeś pizdeczka to albo to zrób albo szukaj pomocy gdzie indziej.
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
dobrze to brzmi, i zgadzam się z Wami. Nie proszę o pieszczenie, nie napisałem, że źle iż sprowadzacie mnie na ziemię. Tak wiem, każdy różne rzeczy poprzechodził.
Więc ponowię pytanie, teraz konkretne, bo chcę się od Was coś więcej nauczyć. TAK CHCĘ ZMIENIĆ SIEBIE, więc poradźcie od czego zacząć. . . po kolei przechodzę lekcje tu zaznaczone, niespiesznie, wszystko sobie wypisałem i dodałem punkty, które Wy tu umieściliście. Tylko twarda ręka i postawienie mnie pod ścianą coś pomoże, więc Wam dziękuję
od mocnego pierdolnięcia w łeb od tego zacznij, a najlepiej bądź z nią , rwij, kopnie w dupala zrozumiesz, ja zrozumiałem
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki