Witam,
Nie oczekujcie od mojego wpisu niczego więcej jak tylko próby.. jak by to nazwać.. Chyba po prostu wyżalenia się, ubrania uczuć w słowa i przelania na internetowy "papier". Więc kto nie ma ochoty czytać tego typu rzeczy, może spokojnie skończyć w tym miejscu.
Część z Was właśnie tak postąpi, ale być może znajdą się również i tacy, dla których to co napiszę w jakimś stopniu pomoże nie popełniać tych samych błędów. Mam nadzieję, że wraz z pisaniem tego bloga (i do tego też będę zarazem dążył) moje nastawienie będzie się zmieniać na lepsze, tak że gdy za jakiś czas powrócę do tego pierwszego wpisu, będę się z niego śmiał
Sama możliwość oczyszczenia umysłu poprzez właśnie wyrzucenie tego z siebie w jakiś sposób sprawia mi ulgę, zwłaszcza iż wiem, że użytkownicy tej strony nie będą mi współczuć, ani użalać się razem ze mną, tylko wbiją mi do głowy te wartości o których zapomniałem będąc przez 2 lata w związku, a co doprowadziło do jego katastrofy... KRYTYKUJCIE A NIE WSPÓŁCZUJCIE MI
Ale do rzeczy.. a rzecz będzie niestety o moim zerwaniu i o tym że nie zawsze jest tak jak piszą... Nigdy nie uważałem się za frajera i myślę że dziewczyny również dostrzegały zawsze we mnie kogoś wartościowego. Zawsze mówię to co myślę, jestem otwarty na ludzi i pozytywnie nastawiony do życia (no może akurat nie w tym momencie
) nie miewam problemu z podejściem i zagadaniem do kobiet.. ale dosyć już słodzenia sobie.
Byłem z nią prawie 2 lata, dokładnie rok i 11 miesięcy. Wszystko było wspaniale, od początku się znakomicie dogadywaliśmy, ja nie byłem jej pieskiem, to ona zawsze starała się bardziej ode mnie. Za każdym razem kiedy mówiłem że muszę już iść do domu, następowała około 15 minutowa próba zatrzymania mnie chociaż jeszcze trochę dłużej... Czuję że oboje byliśmy naprawdę szczęśliwi, do czasu..
Miesiąc temu znalazłem sobie nową pracę, jakby pięknie tego nie nazywać, Przedstawiciel handlowy - dumnie brzmi! to jednak była to akwizycja. Pomimo to praca rokowała znakomicie, naprawdę duża prowizja, nie było czegoś takiego jak chodzenie od domu do domu, lecz pełen profesjonalizm, pracowało się jakieś 4 godziny dziennie z dojazdem a miesięcznie nie wychodziło się mniej niż 3 tys. zł na rękę. Z racji tego że jak wcześniej wspomniałem nie uważam się za osobę nieśmiałą, przyjście do obcych mi ludzi nie stanowiło dla mnie problemu, lubiłem to wręcz, traktowałem to nawet jak trening mojej osobowości, co było prawdą bo człowiek musiał zacząć rozmowę, musiał wybrnąć z każdej sytuacji.. nabierało się pewności siebie.
Na początku moja ex była zadowolona, no jakże by inaczej, nowa praca dobre zarobki - zawszę potrafiła się cieszyć z moich sukcesów, jednak praca ta wiązała się z ograniczeniem spotkań w tygodniu z racji pracy wieczorami, powiedzieliśmy sobie że skoro tyle już przeżyliśmy (sporo się działo) to i z tym damy sobie rade.. Cóż za kłamstwo to było...
w ciągu miesiąca mój związek się rozpadł.. Jak do tego doszło? Nie będę zwalał winy na pracę - to ja spieprzyłem! Jednak na pewno praca miała na to wpływ. Z racji ograniczonych spotkań moja była spotykała się częściej ze swoimi znajomymi, żeby nie siedzieć w domu, co mi oczywiście nie przeszkadzało - do czasu. Pojawił się w ich grupie nowy koleś, chyba już każdy się domyśla co było dalej. Na początku wszystko było ok, jednak z racji ciągłego przesiadywania z nimi jakoś zbliżyli się do siebie, nie miałem na to wpływu. Natomiast MY powoli popadaliśmy w rutynę, ja do pracy, ona do znajomych, widzieliśmy się tylko w weekend, czasem tylko w tygodniu. W pewnym momencie popełniłem błąd! zaczęło mi bardziej zależeć na spotkaniu niż jej... gdy się widywaliśmy, było "ok". "Ok" to jednak trochę za mało na 2 lata bycia razem. widziałem że nie potrafię już wzbudzić w niej takich emocji jak kiedyś... wtedy właśnie zaczęło się coś psuć. coraz częstsze kłótnie (kolejny przykład mojego sfrajerzania się), w końcu, kiedy mieliśmy się spotkać a ona odwołała spotkanie przez sms tłumacząc się tym że jest nad jeziorem ze znajomymi i nie zdąży wrócić na czas, coś we mnie pękło...
Stałem się CIPĄ!, Obraziłem się na nią, miałem do niej pretensje, oczywiście słuszne, jednak kto zna ta stronę ten wie że nie tak się to załatwia.. jednak ochłonąłem i cały następny dzień stosowałem chłodnik, który zadziałał... ale nie tak jak sobie tego życzyłem... Otóż przez to że ja się do niej nie odzywałem, albo odzywałem się tylko na zasadzie odpowiedzi na zadane pytanie, ona uznała że ma to gdzieś i poszła się spotkać ze znajomymi.. Olałem to.. poszedłem do kumpla na piwo i jakoś wieczór zleciał. na następny dzień odezwała się, ja do niej że musimy porozmawiać i że chcę porozmawiać dzisiaj o 17.00. Wiecie co odpowiedziała? że nie da rady bo już jej wtedy nie będzie w domu gdyż wyjeżdża na weekend ze znajomymi i możemy pogadać w niedziele! Co miałem zrobić? być pieskiem i powiedzieć dobrze skarbie?
Zbyt duże moje ego na to.. postawiłem sprawę jasno, albo się ze mną spotkasz dzisiaj albo kończę to. Ona się oburzyła, i powiedziała że jak tak to ok... nie odzywaliśmy się cały weekend, ja pojechałem w tym czasie na dyskotekę, a co robiła ona? tego nie wiem.. odezwała się w niedziele, że ją zraniłem, że mi tego nie wybaczy, że już nigdy nie będziemy razem. ja starałem się dalej stosować chłodnik, jednak w pewnym momencie po kolejnym jej wypominaniu nie wytrzymałem (kolejny błąd) i zacząłem jechać po niej, że chciałem to naprawić co się psuło, chciałem z nią porozmawiać ale wybrała znajomych.. w złości zakończyła się nasza znajomość. Jej ostatni sms to: Daj mi spokój, nie pisz do mnie. Odpisałem: ok, pa
Uważałem że postąpiłem słusznie i pewnie tak jest zrywając z nią. Zacząłem także odbudowę tego co w sobie zniszczyłem.. Rzuciłem tę pracę, podrywałem dziewczyny, co skończyło się spotkaniem z jedną z nich wczoraj wieczorem. Wszystko było ok, miła rozmowa, sympatycznie było, więc nie owijając w bawełnę, przeszedłem do konkretów... Jakież było moje zdziwienie kiedy ją pocałowałem... trwało to może 10-20 sekund i nie mogłem dłużej!! Jak to możliwe? Czyżbym kochał moją byłą aż tak mocno? ten wczorajszy pocałunek sprawił że powróciły wszystkie wspomnienia związane z moją byłą. Mój kutas nie chciał innej cipki! To nie tak że ona nie była atrakcyjna... Po prostu nie było tej chemii, która była między mną a byłą. Codziennie mam sny z nią w roli głównej.. Ale ze mnie frajer!
Teraz próbuję się po tym pozbierać, będę dalej podrywał dziewczyny, ale doszła do mnie myśl że być może to była właśnie ta jedyna... Skoro powiedziała żebym dał jej spokój.. więc straciłem ją na zawsze. Poza tym spotyka się z innym wiec czy jest wogóle sens żeby próbować do niej wrócić i w razie niepowodzenia dalej cierpieć? czy ona jeszcze kiedykolwiek zechciała by ze mną być? Niestety na te pytania być może nigdy nie znajdę odpowiedzi
Jaki z tego morał? każdy niech dopowie swój... Najważniejszy dla mnie to nigdy nie dawać z siebie więcej od drugiej połówki, a także że nie zawsze wszystko da się przewidzieć, nie na wszystko jest rada, czasem jesteśmy bezsilni..
Jeśli ktoś przeczytał to do końca to gratuluję cierpliwości i przepraszam za stracony czas.. O dziwo podczas pisania poczułem się trochę lepiej.. zrzuciłem ten Ciężar z siebie na ten pseudo "papier". To był pierwszy i jedyny tego typu w pis (mam taką nadzieje) w którym się użalam nad sobą, a napisałem go żeby za jakiś czas sprawdzić ile się we mnie tak naprawdę zmieniło... Od dzisiaj zaczynam w sobie wielkie przemeblowanie, remont generalny w mojej głowie. Czy na lepsze - czas pokaże..
Odpowiedzi
Z tym kolesiem to było tak,
czw., 2010-08-19 07:25 — zawa44Z tym kolesiem to było tak, że zaczął się koło niej intensywnie kręcić, mieszał jej w głowie.. doszło do takiej sytuacji nawet że ona zaczęła o nim myśleć poważniej, jednak powiedziała że to mnie kocha i ze mną chcę być, a jego z tego co mówiła olała.. Czy mnie zdradzała? nigdy człowiek nie ma 100% pewności ale zarzekała się że nie i nigdy by nie zrobiła czegoś takiego, że traktuje go jak kolegę z racji tego ze zadaję się on z jej znajomymi. Natomiast on doczekał się chwili mojej słabości i tym razem skutecznie namieszał jej w głowie. Aczkolwiek ten koleś jest raczej frajerem, co jednak tym bardziej boli, bo świadczy to o tym jak ja bardzo się sfrajerzyłem. Na potwierdzenie tych słów masz tu link do tematu na forum gdzie wstawiłem co on do mnie ostatnio napisał na naszej klasie.. jak tego nie czytałeś to się uśmiejesz...
http://www.podrywaj.org/zabawna_wiadomosc_na_nk_o_nowego_nabytku_mojej_ex
a jego z tego co mówiła
czw., 2010-08-19 07:32 — knokkelmann1a jego z tego co mówiła olała..
Czy mnie zdradzała? nigdy człowiek nie ma 100% pewności ale zarzekała
się że nie i nigdy by nie zrobiła czegoś takiego, że traktuje go jak
kolegę z racji tego ze zadaję się on z jej znajomymi
ufff.......
tzn w gwoli jasności, teraz
czw., 2010-08-19 07:35 — zawa44tzn w gwoli jasności, teraz się z nim spotyka odkąd zerwaliśmy
Moja Ex zrobiła tak samo a
czw., 2010-08-19 07:45 — gregoryb1Moja Ex zrobiła tak samo a jak jej nie wyszło z żadnym to po poł roku ze łazmi w oczach przyszła... ale usłyszała tylko ze miała juz swoja szanse.
Tez mi sie wydawało, że to ta jedyna i innej nie chce ale przeszło po miesiącu ....
Według mnie decyzje podjąłeś słuszna.
I zycze powodzenia w "remanencie" swojego ja
zaraz, coś mi tu nie
czw., 2010-08-19 08:06 — knokkelmann1zaraz, coś mi tu nie gra......
jeżeli koleś któty ją teraz stuka jest frajerem to po co te wpisy i żale?
spooko wpis, takie dygresyjne
czw., 2010-08-19 13:19 — sebastiano19spooko wpis, takie dygresyjne pytanko czym ty się zajmowałeś i czemu pojebałeś prace!!!???
przez laskę??? od naprawienia tego zacząłbym swoją przemiane na twoim miejscu.
pzdr.
Tak jak powiedziałem
czw., 2010-08-19 15:02 — zawa44Tak jak powiedziałem akwizycja, sprzedaż bezpośrednia. Telemarketing umawiał mnie na konkretny adres i godzinę, zawsze pod wieczór bo wtedy ludzie są najczęściej w domu... Dlaczego pojebałem pracę? powiem tak... od 11 do 16 byłem w firmie na swego rodzaju szkoleniach, wracałem do domu i za jakieś 2 godziny jechałem do klienta od którego wracałem najczęściej po 22. kompletny brak czasu na cokolwiek.. Idealna praca dla osób którzy są już ustawieni (dom rodzina itd..) ale nie dla osoby która chcę jeszcze zaznać przyjemności w życiu, bo fakt zarobki naprawdę niezłe ale niszczyło to moje życie prywatne, czego przykładem może być miedzy innymi to rozstanie, mimo iż tak jak mówię to ja zawaliłem sprawę stając się leszczem, jednak ta praca się na pewno do tego przyczyniła. Uznałem że czas na zmiany
Rzucic prace przez
czw., 2010-08-19 19:46 — dexter_gksRzucic prace przez dziewczyne- no to jest kompletne frajerstwo (wybacz, ale kazales krytykowac). Dobrze, ze z nia skonczyles. Jezeli ona nie umie docenic (nie mowie uszanowac) tego, ze tyrasz od rana do nocy to niech zjezdża. Jeszcze będzie załowała. Niech sobie siedzi ze swoimi ziomami nad rozlanym szambem popijając tanie wino w marnym towarzystwie. A Ty- kokodżambo i do przodu. To jest moje motto. Niezłe, nie?
Nie napisałem że rzuciłem
sob., 2010-08-21 16:23 — zawa44Nie napisałem że rzuciłem pracę przez nią, chociaż fakt że w pewnym sensie zerwanie się do tego przyczyniło. Rzuciłem dlatego że niszczyła moje życie prywatne, od pn do pt nie miałem czasu żeby gdzieś wyjść, nie miałem czasu żeby w domu coś zrobić, od października w każdy weekend znowu dojdą mi studia więc przez 7 dni w tygodniu byłbym niedostępny...
Chyba już stosuję to motto
, wczoraj miałem baaardzo przyjemnie z pewną laską na dyskotece, do tego w przyszłym tygodniu jestem umówiony z fajną kelnereczką, od której wziąłem numer kilka dni temu, więc myślę że za niedługo coś dopisze nowego na blogu, ale już nie o użalaniu się nad sobą
z każdym dniem smutek po rozstaniu jest mniejszy 
Dzięki za słowo krytyki dexter_gks