Czytając forum a szczególnie część poświęconą związkom doszedłem do pewnych wniosków, sami ocencie czy słusznych.
Chodzi mi o zaangażowanie na początku związku. Wszyscy radzą aby na starcie był mniej więcej 60:40 czyli, że to my się mamy więcej starać i ok zgadzam się z tym jednak czy nie lepiej by było trochę zwiększyć ten procent a nawet o dużo go zwiększyć np. 80:20? Już wyjaśniam o co mi chodzi, starając się tak bardzo przyzwyczajamy laskę do tego i ona już myśli, że ma nas w garści jednak z naszej strony jest to celowe działanie. Następnie stopniowo ochładzamy relacje wtedy ona zastanawia się co się stało "przecież tak za mną latał" i to ona zaczyna się starać.
Wydaje mi się, że łatwiej przejść jest wtedy do upragnionego systemu ja 49 ona 51.
Takie moje przemyślenia po pojaku:))))
jestem ciekaw co sądzicie?
PS. przed poznaniem tej stronki byłem w dwóch związkach każdy po ok 4 lata obydwa zaczynały się w taki właśnie sposób : Najpierw to ja latałem za dziewczyną a potem stopnowo relacje się zmieniały. Tylko wtedy robiłem to nieświadomie i przesadzałem trochę bo na końcu wychodziło,że ja 10 ona 90 

Zawsze stosunek zaangażowania na początku faceta jest większy. 49/51 to niby magiczna liczba, w rzeczywistości jeśli związek jest udany to 50/50. Ogólnie nie może być rozpiętości. Jak to się mówi, synchronizacja związku jest tym lepsza im zaangażowanie, jak również jego intensywność powinna być taka sama z obu stron.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
zgadzam się ale ja nie o tym...
Ta większa inicjatywa przemija , na ogół, gdy "włożymy" pierwszy raz w nasz cel
Przynajmniej ja tak miałem hehe
Watch More TV!
Według mnie twój pomysł jest zły.
Gdy na początku będziemy się dużo bardziej angażować a potem coraz mniej to laska będzie nas męczyć st w stylu" już nie jesteś taki jak kiedyś, taki miły i czuły wtedy mi się bardziej podobałeś" itp.
hmmm. Tylko,że ja nie mówię tu o nagłej zmianie po prostu z czasem ograniczamy nasze zaangażowanie na koszt jej i jeśli zrobimy to odpowiednio płynnie to laska nawet nie powinna się zorientować kiedy role się odwrócą.
Ja w trzyletnim związku zrobiłem jak radzi Andrew i sie to rozpadło teraz staram się, żeby było na początku ja 40, ona 60, z tym, że stosują przy tym P&P, więc moje zaangażowanie w czasie ma kształt sinusoidy, ale myślę, że w czasie warto dążyć do 50-50, zwłaszcza, jeżeli nam zależy na dziewczynie. Taki równy stosunek jest najlepszy. Przy tym nie zmieniał bym sinusoidalnej zaangażowania, żeby nie doprowadzać do rutyny i "zmęczenia materiału", kobieta potrzebuje emocji i to przez całe życie.
zorientuje się a co ty chcesz pół roku się bardziej angażować od laski, znudzisz się jej szybko
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
kokoskop dobrze powiedzial, zanim sie to zmieni to ona zerwie.
podoba mi sie to co powiezial Zulus lecz moim zdaniem nie zawsze te 40 na poczatku wystarcza. I tak jak powiezial, p&p jest super, moja ulubiona technika
Wszystkim dziewczynom czegoś brakuje,grubym odchudzania, zdziecinniałym dorośnięcia,głupim edukacji, a tym pięknym i inteligentnym, mnie.
Jeśli zaczniesz się angażować tak bardzo szybko się w tym pogubisz. Będziesz dawał z siebie więcej i więcej, a gdy przestaniesz ona będzie wciąż oczekiwała takiego poziomu. I nie ma się jej co dziwić w końcu ty sam ja do tego przyzwyczajasz. Lepiej trzymać swój poziom tak na stale na 50-40% od czasu do czasu jakaś akcja na 70% (jak zasłuży oczywiście). Porównać to można do pracy silnika... żaden silnik nie wytrzyma zapierdalania na max obrotach non stop...