Witajcie
Rozstałem się z dziewczyną po miesięcznym związku. Trochę sobie "nagrabiła" swoimi zachowaniami wobec mnie. Na początku było bardzo dobrze, zależało jej, dawała z siebie dużo. Całe dnie pełne smsów, rozmów przez gg. Wieczorem spotkania. W pewnym momencie zacząłem czuć się jak piąte koło u wozu. Spotkania, które planowaliśmy od dłuższego czasu były z jej strony odwoływane. Preferowała ten czas spędzić z koleżankami. Padały też wciąż zarzuty wobec mojego zachowania, mówiła że "to nie jest to". Po kolejnym takim zagraniu przemyślałem temat i powiedziałem "dość". Po rozstaniu ona nadal się odzywała typu "co słychać?", "Idę na kawę. Dołączysz?" itp. Czułem się obserwowany. Niestety pracujemy razem (wiem - duży problem. Po kilku dniach doszedłem do wniosku że jednak każdy zasługuje na drugą szansę (głupiec). Powiedziałem jej jak wygląda sytuacja. Usłyszałem "nie układało nam się i raczej znów nie będzie - nie wchodźmy w to. Dobrze dogadujemy się na gruncie koleżeńskim. Niech tak zostanie". No i zostałem przyjaciółką z fiutkiem :/
Po rozstaniu zrobiłem duży błąd utrzymując bezpośredni kontakt i frajerząc się mówiąc o powrocie. Z punktu widzenia czasu żałuję tego.
Zastanawia mnie jedno. Czy one szukają przyjaciół w osobach swoich byłych? Ja z żadną z byłych nie mam kontaktu (gdyby nie fakt, ze pracujemy obok siebie to i ten przypadek potwierdzałby regułę).
Teraz głupio to wygląda. Macie jakiś pomysł jak wyjść z tego z twarzą?
Mam wrażenie że to ona dyktuje teraz warunki.
no to gadaj z nią tylko o sprawach zawodowych, nie bądź jej przyjacielem!! poprsotu olej ją i tak juz nigdy z nia nie będziesz
Piszesz, że miałeś niby super związek przez miesiąc, co budzi moje wątpliwości. Pachnie mi tu "związkiem" spacerków bez seksu. A więc jak było?
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
no własnie co to za związek co trwa miesiąc?? masz 25 lat i nazywasz związkiem miesięczne spotykania się. beka
Seksu było duuuuuuuuuuuuuuużo. Wyjazdy, wspólne imprezowanie, szalone noce. Co do nazwy formalnej "związku"... rzeczywiście - bardziej spotykanie się.
Zaczął się chyba kolejny etap. Dwa dni w sumie były bez żadnego odzywania się... Widocznie dla niej za długo. Zaczęły się smsy z dupy: "Będziesz dziś na imprezie u XXX?" itp. Widzę ze na siłę szuka kontaktu. Dziś jakby nigdy nic wchodzi do mojego biura i pyta czy tęsknie i chwali dobry ubiór. Sama odpowiada że sypialiśmy ze sobą więc to chyba normalne że tęskni.
Dały mi do myślenia słowa kolegi Cogito87.
"Być tajemniczym i niedostępnym...".
Jak w sytuacji, gdzie niestety nie da się uniknąć kontaktu zastosować tą maksymę?