Witam wszystkich! Stronę przeglądam już od jakiegoś czasu, długo zastanawiałem się czy opisać tutaj swoją historię. Moje wątpliwości dotyczyły głównie możliwości rozpoznania mnie przez moich znajomych, w końcu doszedłem do wniosku, że i tak już wszystko wiedzą. Let the story begin.
Ku przestrodze i pokrzepieniu.
Cofnę się w czasie o kilka lat, ułatwi to zrozumienie mojej sytuacji.
Odkąd pamiętam byłem uważany za przystojnego i inteligentnego chłopaka, te zachwyty moich ciotek, jaki to ja nie jestem śliczny, wysoki i mądry, sprawiły że w końcu sam w to uwierzyłem. Zawsze miałem wysokie poczucie własnej wartości i bardzo dobrze, bo to się w życiu przydaje. Nigdy nie miałem problemów w kontaktach z dziewczynami. Już jako dziecko wiele czasu spędzałem w towarzystwie płci przeciwnej i czułem się z tym swobodnie. Wśród kolegów byłem lubiany, cieszyłem się uznaniem i szacunkiem.
Wraz z wiekiem dojrzewania nastał czas przemian. Pierwsze imprezy, alkohol. Poznawanie życia. W wieku 15-16 lat zacząłem żyć pełnią życia. Imprezowałem, poznawałem dziewczyny, pierwsze pocałunki. Tamte wakacje były chyba moim najlepszym czasem. Robiłem co chciałem, bawiłem się, jeździłem na motorze, piłem. Ogniska, wypady nad wodę, dyskoteki. Codziennie coś się działo, nie nudziłem się. Nie szukałem na siłę kontaktu z dziewczynami, to one szukały kontaktu ze mną. Byłem tak pochłonięty swoim szalonym życiem, że nie miałem czasu się zastanawiać jak poderwać dziewczynę i czy poderwać, a co jeśli mi da kosza? Nie! Ja miałem to w dupie, nie zależało mi, nie byłem needy. Podchodziłem do dziewczyn, zagadywałem i podrywałem. A biła ode mnie taka energia, energia człowieka szczęśliwego, spełnionego, że niełatwo było się mi oprzeć. One wszystkie były zachwycone moim sposobem bycia, moim ciekawym życiem. A nawet jeśli któraś nie dała się poderwać, nic sobie z tego nie robiłem. Zawsze to dziewczyna pytała się, czy chcę z nią chodzić, często zdarzało się że starsza ode mie. Gdy była odpowiednio ładna i fajna, zgadzałem się a po kilku tygodniach, pytała się kolejna. Pierwsze pocałunki, poznawanie kobiecego ciała, seks. Nigdy nie zapomnę jak przy ognisku zrobiłem dziewczynie masaż, który z czasem przerodził się w coś więcej.
To były piękne dni, które miały się niebawem skończyć.
Były wakacje, miałem 18 lat. Jak zwykle imprezowałem, poznawałem nowych ludzi, nowe dziewczyny. Żyłem na 100%, byłem szczęśliwy.
Pewnego razu byłem na dyskotece, na której bywałem prawie co tydzień. Miałem tam mnóstwo znajomych, zarówno płci męskiej jak i żeńskiej, w tym kilka dziewczyn z którymi kiedyś byłem, które nie miały jednak do mnie żalu, o to że to co między nami było się skończyło. Cieszyły się, że było. Wiedziały, że ja kocham wszystkie kobiety i nie sposób mnie usidlić.
Jako że naszła mnie wtedy wielka ochota upicia się z ziomkami, tankowałem sobie w najlepsze piwo. I wtedy weszła ona. Dyskoteka jakby zamarła, wszystkie oczy były zwrócone na nią. Dziewczyny patrzyły z zawiścią, a faceci szeptali : "patrz jaka dupa, ja pier...!"
Nie powiem, też sobie looknąłem, prawda, piękna, figura modelki, blond włosy, super zgrabne nóżki i najseksowniejszy brzuch jaki w życiu widziałem. Jednak szybko spostrzegłem, że jest z chłopakiem. Żeby było ciekawiej, znałem gościa ze 2 lata. Tylko na cześć, nigdy nie wdawałem się z nim w dłuższe gadki, bo był z niego straszny dupek. Zakłamany, fałszywy pozer.
Stałem w kilkuosobowej grupie, kilku kolesi, kilka dziewczyn, i akurat opowiadałem jakiś dowcip, kiedy to ów gościu podszedł z nią do nas, aby się przywitać. Podała mi rękę:
-Cześć, jestem A.- Te oczy, niebieskie i głębokie spojrzenie, o mało co nie utonąłem. Uśmiechnąłem się:
-Cześć, M.- I tyle. Olałem to, tym bardziej, że już kilku pajaców zaczęło się do niej łasić. Żenada. Poszedłem trochę potańczyć z koleżankami. Potem jeszcze kilka piw. Siedzę sobie na ławeczce z kumplem i gadamy o pierdołach, kiedy nagle podchodzi inny kolega i mówi:
-Ona chce z tobą zatańczyć- wskazując na A.
-nie pier..ol
- Powaga, stary idź do niej.
- Dobra ale jak lecisz w ch... to stawiasz browar.
- Spoko.
- Ok. Idź i jej powiedz, że jak skończę piwo to przyjdę.
- yyy.. no dobra..
Miałem jeszcze pół butelki, więc za trochę się zeszło, tym bardziej że rozmawiałem z koleżanką. No dobra wypiłem. Idę.
- Słyszałem, że chcesz ze mną zatańczyć. - banan na gębie.
- No tak.
- To chodź. - Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem na parkiet.
Tańczymy sobie, trochę gadamy, w końcu mówię:
-Chodź na dwór, bo tu jest za głośno- nie czekając na odpowiedź, wziąłem ją za rękę. Na zewnątrz gadaliśmy o jakichś pierdołach, nawet nie za bardzo pamiętam o czym. Byłem już po kilku piwach, ale rozmowa szła gładko. Trochę sobie z niej pożartowałem. Niby się wkurzała, ale się uśmiechała. Było fajnie dopóki nie zjawił się jej chłopak:
-A. jedziemy do domu!
Więc jej mówię z uśmiechem:
- Idź bo się chłopak pogniewa.
Ona:
- Jeszcze chcę z Tobą zatańczyć.
Więc podszedłem do gościa i mu mówię:
-Zaraz Ci ją oddam, tylko jeszcze raz zatańczymy- jego mina bezcenna. Wziąłem ją za rękę i poszedłem do środka. Zatańczyliśmy i kazałem jej iść, bo tamten krążył dookoła. A ch...! Myślę sobie. Nie będę się pchał między tryby. Wróciłem do kumpli, walnąłem jeszcze kilka bronków, potańczyłem i do domu.
Po jakichś dwóch tygodniach wybieram się z ekipą na disco, Poldolotem 
Zbliżamy się, a tam chodnikiem idzie A. z koleżankami.
- Zatrzymaj się ziom!- Z flachą w ręku wystawałem przez okno Poloneza.
- Cześć A. Gdzie idziesz?
- Do (nazwa dyskoteki)
- O to fajnie, ja też, zobaczymy się później. A gdzie masz chłopka?
- Już nie mam chłopaka.
Ok, myślę sobie.
Wpadamy do klubu, siadamy przy stoliku. Pijemy piwo.
-Patrz M., ona tam siedzi z koleżankami.
Spokojnie dokończyłem piwko i w drogę. Podchodzę z uśmiechem. Siadam na przy stoliku. A. i jej 3 koleżanki.
-Co tak dziewczyny same siedzicie? Pewnie nikt was nie lubi? Jak mi postawicie piwo to z wami posiedzę, żeby nie było wam głupio.- Oczywiście uśmiech. Postawiły. Dalej sytuacja rozwijała się już szybko. Zastałem sam na sam z A. Gadka szmatka, przytulanie. Nie dała się pocałować. No kurrrr.... no jak to nie? No nie. Pierwszy raz.
No nie, tak łatwo się nie poddam. Wziąłem numer, zaczęliśmy się spotykać, w końcu dała mi się pocałować.
Była twardsza ode mnie. Zawróciła mi tym w głowie totalnie. Nie mogłem jej mieć. Musiałem ją mieć.
Jak to? Zawsze przychodziło mi to tak łatwo a tu nagle zonk. Nie! Dopne swego.
I dopiąłem. Nawet nie wiecie jak tego teraz żałuję, ale o tym później.
Zawsze przychodziło mi to łatwo. Zawsze to dziewczyna pytała czy będziemy parą, aż tu nagle jeb. To ja zacząłem się starać, w końcu doprowadziłem do tego że stworzyliśmy związek. Zakochałem sie. Pierwszy raz w życiu. Zgłupiałem. Odjebało mi. Wyznałem jej miłość. Po ok. 2 miesiącach powiedziała mi, że nie może ze mną być. Załamka. Tragedia. Koniec świata.
Minął miesiąc. Napisałem do niej list. Piękny list. Tak piękny, że postanowiła do mnie wrócić.
W sumie byliśmy ze sobą około 3 lat. Nie będę tu opisywał szczegółów związku, powiem tylko, że panna A. sukcesywnie robiła mi wodę z mózgu i zmieniała mnie z faceta, o którym marzyła niejedna dziewczyna, w pieska na smyczy, gotowego spełnić każdą zachciankę swojej pani.
Począwszy od rozstań i powrotów co jakiś czas, poprzez testowanie mnie, czasem w najbardziej okrutne sposoby, takie jak mówienie, że się zabije, albo że jest w ciąży, aż po flirtowanie na moich oczach z moimi kumplami.
Oczywiście był to proces długotrwały, byłem dość silny, więc zajęło jej to prawie 3 lata, ale zrobiła ze mnie pantofla jakich mało. Wszędzie ją woziłem, do pracy i z pracy. Kupowałem jej masę prezentów, ciuchów. Zabierałem na wakacje. Za wszystko płaciłem. A ona mnie coraz bardziej olewała. Nigdzie nie mogłem sam pójść. Nie mówiąc już o spotkaniach z kolegami. Doszło do tego, że spotykałem się z nimi potejemnie. Kiedy byliśmy u jej rodziców na weekend zachciało się jej jechać na dyskotekę, a ja nie miałem ochoty, poza tym już trochę wypiłem i nie zamierzałem wsiadać za kółko pod wpływem. Ją to gówno obchodziło, jedziemy i koniec. Nie zgodziłem się, zrobiła mi awanturę przy swojej rodzinie i powiedziała, że w takim razie ona jedzie z koleżanką i jej kolegami. Pojedźmy razem, mówię. Nie. Jedzie sama. A ja jak ten cieć zostałem w jej domu, z jej rodziną. Chciało mi się płakać. Miałem już wsiadać w samochód i jechać do domu, ale że byłem lekko podpity, odpuściłem sobie. Poszedłem spać. Ona wróciła nad ranem, najebana w 3 dupy, włązi mi do łóżka i bierze się za to co umie najlepiej. No kur... nie chciałem, ale nawet wtedy nie umiałem się przeciwstawić. Pogodziliśmy się.
Ale to ciągle we mnie siedziało, chciałem odejść, ale nie umiałem.
Po jakimś czasie namówiłem ją na zrobienie prawka. Poszła na kurs, pierwsze jazdy, no i zaczęło się. Jaki fajny instruktor, och ach. Byłem cholernie zazdrosny. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy.
W między czasie wyjechała na 3 tygodnie do rodziny za granicę. Wtedy sobie wszystko przemyślałem. Tak nie może być, wróci i powiesz jej że to koniec. Wróciła. Odebrałem ją z lotniska. Nawet buziaka nie dostałem. Tylko cześć. Pojechaliśmy do niej, dzwoni jej telefon. Niech zgadnę kto. Instruktor nauki jazdy. Wyszła na balkon, żebym nie słyszał, ale i tak słyszałem. Z pół godziny gadali, wszystko mu opowiadała z najmniejszymi szczegółami, a do mnie się prawie nie odezwała od powrotu.
Nie wytrzymałem:
-Dość tego. To koniec. Do widzenia!
Przerwała rozmowę, wybiegła za mną ze łzami w oczach. Nie. Wsiadłem do samochodu i odjechałem.
Później dowiedziałem się od jej szwagra, z którym zresztą nadal utrzymuję kontakt, bo jest równy gość, że po kilku dniach przedstawiła instruktora jako swojego chłopaka.
Tak oto z fajnego wartościowego chłopaka, stałem się frajerem, wrakiem, śmieciem.
Było mi źle. Topiłem smutek w alkoholu. Zatraciłem się w żalu.
Z czasem rany zaczęły się goić. Poznałem kilka dziewczyn, kilka przeleciałem. Ale co z tego, skoro brakuje mi już tej radości życia. Czuję się spompowany, sflaczały, wyprany z emocji.
Po pół roku tego bagna powiedziałem sobie STOP! Spakowałem walizkę i wyjechałem za granicę, do pracy. Musiałem się od tego odciąć.
Jestem za granicą kilka miesięcy. Niedługo wracam. Wracam lepszy, spokojny, wyluzowany. Zgubiłem po drodze ten ból. Teraz będzie już lepiej. Trzeba wrócić do starego JA, tego sprzed związku.
Trzymajcie kciuki.
P.S. Napisałem "natural" bo o stronie dowiedziałem się dopiero po rozstaniu. Kumpel kiedyś radził mnie się w sprawie panienki. Co byś zrobił w takiej a takiej sytuacji? To i to. Satry, czytasz podrywaj.org? Yyy.. nie a co to? No kurwa mówisz tak jakbyś czytał.
Ja to po prostu wiedziałem. Tylko, że trafiłem na kobietę przy której zapomniałem o wszystkim. Zapomniałem o sobie.
Cheers.
Odpowiedzi
dokładnie...miej wyjebane
sob., 2010-07-31 18:42 — knokkelmann1dokładnie...miej wyjebane koleżko
Z tego co zaobserwowałem, to
sob., 2010-07-31 18:45 — RuudeZ tego co zaobserwowałem, to każdy musi przynajmniej raz w życiu zostać frajerem. Ty się nim nie urodziłeś (szczęściarz) więc życie musiało Ci pokazać jak to jest. Każdy musi przynajmniej raz dostać kopa chyba po to żeby mógł stać się mądrzejszym człowiekiem i lepszym podrywaczem
Na to wygląda, niestety.
sob., 2010-07-31 18:57 — mieczysławNa to wygląda, niestety. Takie jest życie, zbieramy doświadczenia i uczymy się na błędach. W moim przypadku wszystko było dobrze, dopóki się nie zaangażowałem.
Ale wiecie, jak to jest ciężko zaczynać wszystko od nowa. Wcześniej przychodziło mi to z łatwością, a teraz czuję się trochę wypalony, chociaż walczę z tym.
Nikt się nie rodzi
ndz., 2010-08-01 08:15 — mieczysławNikt się nie rodzi podrywaczem, a tym bardziej nikt się nie rodzi z jakąkolwiek wiedzą. To życie mnie ukształtowało. To, że od zawsze obcowałem z płcią przeciwną, sprawiło że kontakty z nią nie sprawiały mi problemów. Jasne, że nie zawsze się udawało poderwać jakąś dziewczynę, ale to nie było najważniejsze. Była to tylko część mojego barwnego życia.
Wygląd - tak, jestem raczej przystojny, za takiego się uważam i tak mnie postrzegają laski. Jakbym jeszcze beerceps zrzucił to by było świetnie ;) Na nadmiar kasy nigdy nie narzekałem, wręcz przeciwnie, większość moich znajomych ma jej ode mnie więcej, więc to nie to.
1. Na stronę trafiłem krótko po rozstaniu. Poczytałem trochę, dowiedziałem się jakie błędy popełniałem, co mnie jeszcze bardziej dobiło. Byłem w totalnej rozsypce i nie miałem ochoty brać się za podrywanie. Z czasem mi przeszło, zacząłem poznawać nowe dziewczyny, ale to już nie było to samo. Brakowało tego ognia. I tak kilka tygodni temu sobie o tej stronie przypomniałem.
2. Jaki byłem zanim czytałem tą stronę? Jaki byłem wcześniej, jest opisane wyżej. Jaki jestem teraz? Jestem jak poległy rycerz, który ostatkami sił podnosi się aby walczyć dalej.
Ta strona dodaje mi dużo otuchy, pozwala uwierzyć w siebie.
powiadają co nas nie zabije
sob., 2010-07-31 20:19 — Bad-boypowiadają co nas nie zabije to nas wzmocni ;P
a jaki morał z tego że laska tak cię w balona zrobiła ? <<NIE NALEŻY SIĘ ZBYTNIO ANGAŻOWAĆ
Najważniejsze, że
sob., 2010-07-31 21:06 — KisexNajważniejsze, że postanowiłeś się zmienić i wrócić do dawnego siebie. Powiem Ci, że miałem również porytą sytuacje, ale może nie aż w takim stopniu. W każdym razie dziewczyna mnie nieźle wykorzystywała, a jak jak ten debil robiłem wszystko co chciała i na dodatek sam proponowałem więcej. Na szczeście internet się do czegoś przydał i zobaczyłem co za kretyn był ze mnie. Wprawdzie moje wyobrażenie o relacjach damsko-męskich się obróciło o 180 stopni to w końcu jest na właściwym torze:) Swoją drogą to trzeba mieć nieźle na bani by się zacząć zabawiać z insturktorem nauki jazdy hah...
Myślę, że taki instruktor ma
ndz., 2010-08-01 08:20 — mieczysławMyślę, że taki instruktor ma zajebiste warunki do podrywania. Kino itd. Sam się zastanawiałem czy by sobie nie zostać takim instruktorkiem
propsy
sob., 2010-07-31 22:42 — Caponepropsy
Tak naprawdę to ty dopiero po
ndz., 2010-08-01 08:47 — Morderczy HunterTak naprawdę to ty dopiero po tym związku dowiedziałeś się jaki byłeś szczęśliwy pewnie nawet tego wcześniej nie dostrzegałeś po prostu dobrze żyłeś, ja miałem podobną sytuację też przez wiele lat byłem genialnie szczęśliwy, później dostałem w dupę od życia i dostrzegłem jakie miałem szczęście wcześniej. Mam nadzieję że tobie się jeszcze uda zdobyć takie szczęście jak przed związkiem;))
nie ważne ile razy upadasz,
ndz., 2010-08-01 11:05 — kokoskopnie ważne ile razy upadasz, ważne że się podnosisz,
Z tego co wiem, to on ją
ndz., 2010-08-01 21:16 — mieczysławZ tego co wiem, to on ją rzucił. Generalnie nie układało się im. Raczej nie było to spowodowane moją osobą. Nie miałem zamiaru jej podrywać, nie wziąłem numeru, nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby z nią być. Nie chciałem się pakować między tryby. Ona też raczej nie miała nadziei mnie więcej spotkać, bo na tamtym disco była tylko raz, wtedy kiedy się poznaliśmy, a spotkaliśmy się zupełni gdzie indziej, przez przypadek.
Tak czy inaczej prawda jest taka, że umiała się bawić facetami, miała to opanowane do perfekcji.
A miłość? Była, niestety, jak się później okazało tylko z mojej strony.
"Byłem już po kilku piwach",
sob., 2010-10-02 13:27 — Przemo"Byłem już po kilku piwach", "walnąłem jeszcze kilka bronków" - to ile Ty tamtego wieczoru tych browców wydoiłeś? Kilkanaście?.
A tak poza tym to może i uwodzicielem się nikt nie rodzi, ale Tobie jak widać bez większego wysiłku przyszło to samo i to w bardzo wczesnym wieku. A udało Ci się z główną bohaterką doprowadzić do seksu, bo nic nie pisałeś o tym? Z pocałunkiem widzę się w końcu udało. Dałeś radę. Ciesz się tym, że takie cuda potrafiłeś wyczyniać i to bez pomocy tej strony!!! Niesamowite
Fajne opowiadanie .
śr., 2011-02-16 08:36 — RomaNFajne opowiadanie .