
Jak zostałem PIMPUSIEM...
Tytułem wstępu... jak część użytkowników popełnię tutaj swoją historię... Celem wygadania się (postaram się być obiektywny bez użalania... sam na to zasłużyłem) i ku przestrodze... aby ukazać do czego może doprowadzić człowiek sam siebie... No to wioooo.... a będzie długo...
Moją Byłą Lubą (MBL) poznałem na 4 roku studiów, studiowaliśmy na tym samym wydziale od samego początku, ale jakoś nie było okazji się poznać wcześniej. Powodem tego był fakt, że był to jej drugi kierunek i pokazywała się w zasadzie tylko na zaliczeniach pod koniec semestru.
Ona właśnie wróciła z wymiany studenckiej (Socrates-Erasmus), ja standardowo zaczynałem kolejny semestr studiów. Tak się złożyło, że przypadliśmy sobie do gustu. Zaznaczyć tutaj muszę, że ja do wielkich podrywaczy raczej nie należałem, w kwestii kobiet byłem raczej "mało doświadczony", więc jakże mi było miło i przyjemnie gdy "naturalną koleją rzeczy" zaczęliśmy być ze sobą. Na początku naszej znajomości ona miała chłopaka... od 4 lat... no i zostawiła go dla mnie...
Tutaj pojawia się pewna mała dygresja, po 3 miesiącach "bycia razem" okazało się, że jej chłopak... chyba nie do końca był o tym poinformowany (choć wcześniej podobno z nim rozmawiała na ten temat). Pewnego pięknego ranka kiedy obudziliśmy się nad ranem on wszedł na stancje - miał klucze, i zastał nas "w wyrku" (nie in flagranti na szczęście). Wyszedłem poirytowany mówiąc, żeby uporządkowała swoje sprawy i dopiero będziemy mieli o czym rozmawiać. Ona więc "wyjaśniła mu", że to już koniec i wróciła do mnie. Z perspektywy czasu widzę moją naiwność... a może tylko niedoświadczenie?? Jedno jest pewne... byłem zakochany po uszy... a to zaślepia... a powinien mi się zapalić "warning".
Od samego początku wiadomo było, że MBL za 6 miesięcy będzie jechała za granicę rozpocząć studia dr. Jakoś mi to nie przeszkadzało, kochaliśmy się jak szaleni, więc stwierdziłem jakoś to będzie... damy rade... zobaczymy...
Po pół roku bycia razem w Polsce MBL wyjechała (jej były chłopak pracował w tej samej grupie do której ona miała dołączyć, w zasadzie oboje byli razem na erazmusie rok wcześniej )... ale w związku z tym, że miała nieskończony drugi kierunek - ten na którym się poznaliśmy, przyjeżdżała do mnie przez rok (nocując u mnie, pomagałem jej wszystko załatwiać)...na tydzień ...mniej więcej co miesiąc, półtora. W czasie kiedy nie była w Polsce były kilkugodzinne telefony... skype przez kilka godzin dziennie... praktycznie wracałem z uczelni, ona z pracy i siadaliśmy do komputera mówiąc sobie na koniec dobranoc. Tak to wyglądało przez prawie 3 lata. Oczywiście widzieliśmy się też w wakacje, święta, ja latałem do niej, ona do mnie.
W międzyczasie ja zacząłem doktorat w Polsce... pasował mi kierunek, atmosfera pracy itp... ale po czasie stwierdziłem ze strasznie chce z nią być, wiec szukałem ofert "w pobliżu" MBL. Tak się złożyło, że takową znalazłem (była bardzo podobna do tego czym się zajmowałem), a było to w czasie kiedy przytrafił nam się "kryzys" nad którym rozwodził się nie będę. Ciężkie to były czasy dla nas obojga... ale suma sumarum postanowiłem zostawić prawie 1.5 roku dr w Polsce i wyjechać na dr do miasta MBL zaczynając od nowa... z nią. Tak też zrobiłem... początki były ciężkie, mieszkaliśmy razem w jednym pokoju, zdarzało nam się czasami kłócić... Podkreślić muszę, że prawie nigdy się nie kłóciliśmy... nigdy nie zdarzały nam się "wojny"... Z perspektywy wiąże to poniekąd z moim charakterem... zbyt ugodowym. Później wynajęliśmy mieszkanie... "zabawa" w wyposażanie, malowanie itp. sielanka... oboje byliśmy szczęśliwi...(a może to tylko moje zdanie).
Po 1.5 roku od kiedy przyjechałem do MBL, przed obroną dr "trafiły się" dłuższe wakacje, które postanowiła spędzić w Polsce. Cieszyłem się, że trochę odpocznie, że się odstresuje po kilku miesiącach harówy...ostatnio między nami nie było też najlepiej...stres, pisanie, monotonia. Miało to miejsce bezpośrednio po okresie w którym byliśmy w Polsce "na wakacjach" podczas których MBL zrobiła prawo jazdy na motocykl i kupiła pierwszy motor. Ja nie miałem na to czasu, tym bardziej, ze nigdy wcześniej nie jeździłem na motocyklu.
Po około 2 tygodniach od wyjazdu na upragnione "długie wakacje" przestała się prawie zupełnie odzywać (zero sms, telefonów...wcześniej słodkie smski co tam jak tam, mam nadzieje ze u ciebie tez taka ładna pogoda kochanie...itp). Pewnego wieczoru zadzwoniłem do niej... usłyszałem, że zastanawia się nad sensem życia i nami... później nie odzywała się przez ponad 3 tygodnie... "ciesząc się własnym życiem" jak sądzę. Po powrocie poprosiła mnie o "przerwę"... roczna... czy jej dam... ze jestem najcudowniejszym facetem którego spotkała... ale póki ma czas to chce spróbować czegoś innego... wie ze grubo ryzykuje iż może mnie stracić itp...
Wytłumaczyłem jej, ze co ja jej mogę dać... siłą jej nie zatrzymam... jeśli nie chce być ze mną to ja tez nie zniosę bycia ze sobą tylko z przyzwyczajenie lub "bo tak trzeba"... ale w trakcie tej rozmowy bylem jak nieprzytomny... nie myślałem... jak na kreskówkach 16t na mnie spadlo w jednej chwili... No i tutaj pojawił się niezły numer... nakryłem ja bezpośrednio po "naszej rozmowie" jak zamknęła się w łazience(czego nigdy nie robi) z telefonem i rozmawiała z kimś z Polski... wpadłem do łazienki pytając "czy jest ze mną szczera i czy poznała kogoś w Polsce kto skradł jej serce"... zaprzeczyła... choć widziałem totalne zmieszanie z jej strony... a po chwili (wiadomo ze najlepsza obrona jest atak) zaczęła na mnie naskakiwać, ze wtrącam się w jej życia, ze nie jest niczyja własnością, ze jej nie ufam itp...
Całość wyglądała jak scena z filmu niskich lotów, w którym ona próbuje się tłumaczyć z oczywistej sytuacji...
I tutaj zdarzył się przełom w moim późniejszym postrzeganiu tego wszystkiego... zabiła mnie moja reakcja, która była wynikiem czegoś co nazywają "dysonans poznawczy"... budujące się napięcie wewnętrzne i to że totalnie nie zgadzało mi się to co ma miejsce, co widzę z tym co mówi MBL spowodowało, że zacząłem ją uwaga... przepraszać!!!(no bo jak to ona by mnie nie okłamała, nigdy by mnie nie skrzywdziła itp).
Czułem się po tym wszystkim złe... delikatnie mówiąc... dałem się zeszmacić...
Po naszym rozstaniu MBL dalej chciała aby nasze relacje wyglądały tak jak poprzednio (z wyjątkiem seksu... choć ten tez się raz zdarzył "bez zobowiązań"). Dałem się głupi wyciągnąć na jeden spacerek... no i po nim wieczorem pękłem... powiedziałem Jej ze łzami w oczach "ze ja taki głupi jestem za nią" i " ze chce żeby była szczęśliwa... jeśli uważa ze jej szczęście jest gdzie indziej to ja jej zatrzymywał nie będę".
Powiedziałem również, że chce się wyprowadzić... to była pierwsza rzecz, która przyszła mi na myśl... jeśli w ogóle mamy kiedyś być razem to nie możemy dalej razem mieszkać. Po tej akcji przez kilka dni była "nader mila", widać ze chciała zatrzeć złe wrażenie... ze nie jest "zła kobita" i "ze wszystko będzie dobrze"...
....
Suma summarum się nie wyprowadziłem... bo czemu to ja mam płacić większe rachunki, zostawić wszystko w co zainwestowałem (polowa rzeczy jest moja), godzić się na niewygody mieszkania z kimś totalnie obcym w momencie gdy mamy mieszkanie... wiec przeprowadziłem się do innego pokoju (MBL moja całkowita wyprowadzka tez sie nie podobała...)... nabrałem solidnego dystansu... traktuje nasze kontakty jako swojego rodzaju trening przed "frajerzeniem sie", uczę się każdego dnia. Choć czasami serce i wspomnienia dają o sobie znać... coraz mniej jak mi się wydaje... ale jednak...
Po wszystkim tym co zaistniało między nami na przestrzeni ostatnich miesięcy nasuwa mi się kilka refleksji....
1) byłem strasznym pimpusiem w tym związku... zbyt rzadko tupałem noga. Ale co ciekawe przez te lata byliśmy razem szczęśliwi... gdybyśmy nie byli to nie przetrwało by to prawie 5 lat. Nie jest tez tak ze żyliśmy wyobrażeniami o sobie... Nawet gdy MBL przez kilka miesięcy "truła mi" żebym poszedł na siłownie ja dalej kwitłem z komputerem na dywanie... praca dom praca dom. Teraz od 2 miesięcy biegam 3x w tygodniu... schudłem 7 kg... podobno "polowy mnie nie ma"... wyglądam znacznie lepiej
2) wyjeżdżając zostawilem rodzinę, przyjaciół i znajomych, którzy teraz przydali by się pod ręką... coś za coś... teraz mam satysfakcjonującą prace z perspektywami... MBL odeszła
3) mam "przekonanie graniczące z pewnością" ze MBL sie z kimś "spotyka" ... co ciekawe cala ta sytuacja wygląda jak moja historia sprzed prawie 5 lat... a mówiła ze nigdy tak się nie stanie.... noo teoretycznie "mamy roczna przerwę"... tylko ze ja to traktują jako koniec... a co będzie dalej czas pokaże... nie wiem czy będzie chciała wrócić... i czy ja będę chciał żeby wróciła... Wiem, ze dla mnie może lepiej żeby nie wracała... ale moje ego nie pozawala mi przejść do porządku dziennego ze świadomością "odrzucenia" tym bardziej, ze teraz to "nie jestem ja" tylko jakiś pimpus...
4) przez te lata związku zmieniłem się nie do poznania... właśnie w stronę "spimpusienia" ... kiedyś "prawie" dusza towarzystwa, inteligentny, błyskotliwy... w stosunku do kobiet jednak niesmialy i raczej nie szukający kontaktu, ale potrafiący je sobą zaciekawić... teraz... pusta wydmuszka bez znajomych w okolicy (przyjaciół mam bardzo dobrych ale w Polsce), zainteresowań (wracam do tego co było), pasji i planów na przyszłość.... zylem dniem... każdym... ciesząc się byciem z Nią... skończyło się jak się skończyło co będzie dalej czas pokarze...
5) nawet kilka ton przeczytanych książek nie nauczy tego co życie...wedle niektórych jestem chyba znakomitym przykładem "nerda i kujona" który w życiu osobistym poniósł klęskę... póki co przynajmniej tak to wygląda...
Było długo... mogłoby być dłużej...
Pozdrawiam
P.S. ...dlaczego my faceci sami to sobie robimy???!!!
Odpowiedzi
Miałem podobnie. Trzeba
ndz., 2010-12-05 22:44 — TrampekMiałem podobnie. Trzeba osiągnąć dno, żeby móc się od niego odbić. Będzie dobrze.
Dobrze, że na dno nikt Ci nie
ndz., 2010-12-05 23:28 — f3s_mkDobrze, że na dno nikt Ci nie rzucił łopaty.
Miałem podobnie, nie tak długo ale miałem.
I co? ze 106kg w styczniu teraz ważę 72... i jest zajebiście
Może też coś skrobne na blogu o tym
Właśnie "zmiękła" po 2
pon., 2010-12-06 15:10 — gibsonlespaulWłaśnie "zmiękła" po 2 miesiacach... napisała, że bardzo za mna tęskni i żebym dał jej znać jakbym chciał gdzieś wyjść...
Wychodzi na to, że chce ze mnie zrobic przyjaciela... nie mam ochoty nigdzie z nia wychodzić... zreszta "wracając w podskokach" byłbym nie tyle "pimpusiem recydywistą" ale zwykłym durniem... w ogole na chwile obecna nie mam ochoty wracac...
Miałem to samo - przeczytaj
pon., 2010-12-06 12:10 — knokkelmann1Miałem to samo - przeczytaj mój blog - dlaczego irens i bane mają rację, cóż powiem jedno życie. Ale wydaje mi się, że twoja Pani jednak zqwinie się do ciebie z powrotem za jakiś czas, pewne oznaki już są. Obojętność zabija pionowe uśmiechy szybciej niż kula....Masz ochotę wrócić, wydaje mi się tak jakoś. Trzymaj się
Nakryta na telefonie
pon., 2010-12-06 23:46 — MaleoneNakryta na telefonie "zaczęła na mnie naskakiwać, ze wtrącam się w jej życie". Haha, raz miałem identyczną sytuacje - tj.opóźniłem dziewczynie odebranie telefonu od jej toksycznego eks chłopaka na co zareagowała rozrywkowym w kontekście wspólnego spędzania czasu po 20 h na dobę tekstem: "nie wpierdalaj się w moje życie". Przyznam, że emocjonalna agresja włożona w tamte słowa lekko mnie wytrąciła ze strefy komfortu.
W konsekwencji - zamiast od razu ochłonąć - uniosłem się dumą i rozkochałem dziewczynę bardziej niż było trzeba. Co potem przyniosło problemy.
Co do twojej relacji, jak widać nie było tu jakiejś pospolitej toksyczności, za to okresy szczęścia, zaufania, itd. Jednak te wszystkie jej manewry spod szyldu "jest mi z tobą dobrze, ale chce jeszcze trochę się rozerwać"... sam oceń czym właściwie jest ta wynegocjowana przerwa. Bo wiadomo, co już widać - po skutecznym wprowadzeniu zmian będzie chciała wrócić.
Skoro mieszkasz zagranicą, a praca przyzwoita to czemu nie ogarniesz jakiejś znajomości, najlepiej z gorącą przedstawicielką ludności tubylczej. W obecnej sytuacji nie masz nic do stracenia, a tylko do zyskania.
No pięknie stary . Ambitny
wt., 2010-12-07 07:14 — baudelaireNo pięknie stary
.

Ambitny facet jak widać to za mało dla dziewczyn. One szukają...nawet chuj nie wie czego
Ale Ty sobie poradzisz
Powiem tak... wszedlem do
wt., 2010-12-07 11:31 — gibsonlespaulPowiem tak... wszedlem do pokoju... zapytalem co znaczy ze teskni... mowi ze sie prawie wcale do niej nie odzywam, ze nie mamy kontaktu, powiedzialem ze tez tesknilem (jak sie nie odzywala) i tesknie (pytajaco ze zrezygnowaniem, intonacyjnie nizej - choc moze zupełnie niepotrzebnie sie przyznawalem, ale chcialem pokazac ze nie wisi mi te prawie 5 lat...)... pojawiły się łzy w jej oczach... powiedziałem, że to nie był "mój pomysł" po czym popatrzyłem w Jej "wilgotne" oczy przez jakies 10 sekund i bez slowa wyszedlem z pokoju...
Panowie... zrozumiec kobiet się nie da... cała logika, wnioskowanie... baudelaire ma racje tu chodzi o "chuj wie co". Mam wrażenie, że ona ma dwie natury, które ze sobą walczą... w jednej jestem chyba dalej "zadurzony", druga nie do konca akceptuje...
Czas pokaze... jedno jest pewne, dzieki temu co miało miejsce, całkowicie przedefiniowałem (i ciągle przedefiniowuje) swoje spojrzenie na świat i siebie... na nowo zaczalem odkrywac i wracac do tego co bylo...
@Maleone
...fakt my naprawde bylismy ze soba szczesliwi... a skonczylo sie jak cieciem brzytwa. Co do ogarniecia jakies "autochtonki"... masz racje, ale poki co pokutuje u mnie chyba podesjcie typowo polskie... lubie czasmi rzucic ironia i aluzja w odniesieniu do filmu, muzyki czy generalnie kultury,krzyknać "podejdzno do płota"... i bawić się tym, że druga osoba to rozumie... to cały "kogelmogel", którego tubylki nie sa w stanie zapewnic...
eee tak to kolego nie pójdzie
wt., 2010-12-07 16:42 — knokkelmann1eee tak to kolego nie pójdzie nic do przodu....łzy w oczach, ech, położona sprawa, 5 lat razem, a teraz taka decyzja itp. to ona rozdaje karty
Kurna... wiem, że dałem
wt., 2010-12-07 21:52 — gibsonlespaulKurna... wiem, że dałem ciała... mam nadzieje, że tylko w niewielkim stopniu bo to były łzy w jej oczach... ja w nie spojrzałem i wyszedłem... choć w sumie nie będę się tłumaczył jak trzylatek... Macie wyobrażenie jak to wyglądało wcześniej... to i tak dla mnie duży "improvement" jeśli o nią chodzi... normalnie jak ja widzę płaczącą to mam ochotę tulić:/ Masz racje trza kurna "zbetonieć" na nią... ciągle nad tym pracuje... póki co mam się wciąż "sinusoidalnie"...
Jedno mnie tylko dobija... my faceci jesteśmy prości...
np. "słuchaj mała nie jestem już Tobą zainteresowany, nic z tego nie będzie... koniec" a babki... mącą, kombinują, ściemniają, trzymają jako backup, "boskie diabły" jak wieszczu kiedyś pisał...
Ja chyba autentycznie muszę wyrwać jakąś "dupeczkę"...sylwester nadciąga... czas na praktykę...
Musze zakopać tylko tabliczkę z napisem "z nikim nie będzie już tak dobrze". "Tak" już nie będzie ... ale może będzie lepiej...i tego się trzymać...
Swoją drogą biorąc pod uwagę statystyki i liczbe kobiet na świecie to idiotyczne, że niektórzy faceci (czyt. ja) są tak zbudowani, że to w nich siedzi... walcz, nie poddawaj się, ona jest wyjątkowa, pokaż jej że jesteś więcej wart... pieprzone ego:/
Nam się nie tłumacz. Poczytaj
śr., 2010-12-08 07:13 — knokkelmann1Nam się nie tłumacz. Poczytaj sobie po lewej stronie o manipulacji kobiet i przyrównaj do swojej sytuacji. Zdzwiwisz się, widząc, że to żadne tam zdarzenia nadzwyczajene ale normalne reakcje.
pozd
jak dla mnie to powinienes
wt., 2010-12-07 12:30 — skautjak dla mnie to powinienes przestac o tym myslec i wywinac sie ze wszystkich ukladow, ktore Cie z nia wiaza. bo jak narazie to stoisz w miejscu, a gdy widzisz/piszesz/czujesz ta kobiete, cofasz sie. -nie lotr za rogiem, ale czas Twym wrogiem-
pewnie wiesz o co na tej stronie ogolnie chodzi. dlaczego nie sprobujesz ?
"nie łotr za rogiem, ale czas
wt., 2010-12-07 13:28 — Maleone"nie łotr za rogiem, ale czas Twym wrogiem" Haha, to jakaś staropolska sentencja? dobre.
Smierc Frajerom - Mario Puzo.
wt., 2010-12-07 13:33 — skautSmierc Frajerom - Mario Puzo.
O, to obczaję, może znajdzie
wt., 2010-12-07 13:53 — MaleoneO, to obczaję, może znajdzie się więcej rymowanek-smakołyków.
hah, z tym bedzie ciezko, ale
wt., 2010-12-07 15:10 — skauthah, z tym bedzie ciezko, ale nadal polecam. o 'relacjach' damsko-meskich, w tonie podobnym do Twoich komentarzy, tam duzo
A propo "madrosci
wt., 2010-12-07 16:15 — gibsonlespaulA propo "madrosci zyciowych"...ja pamietam z dawna "obiecanki macanki a glupiemu staje"... hehe... a ostatnio dopiero uslyszalem ze "nie ma takiego wagonu, ktorego nie dalo by sie odczepic"... no ale to sie nie rymuje;)
ja tam wolę - kawałek mięsa a
wt., 2010-12-07 16:40 — knokkelmann1ja tam wolę - kawałek mięsa a jaką ma moc - mowa oczywiście o cipce
Kurna kolejny błąd... choć
pt., 2010-12-10 19:21 — gibsonlespaulKurna kolejny błąd... choć nie wiem jak duży:/
...spontanicznie ją przytuliłem nie mówiąc słowa...
odwzajemniła to znacząco... pełne zmieszanie na twarzy i miękkawe oczy... jak teraz dalej będę "twardy i niedostępny" to może uda się to przekuć na push-pull(taaa kurna oszukuje sam siebie):/
Chyba za dużo siedzę na tej stronie...we łbie mi się pierdzieli... najchętniej bym ją wywalił z głowy... ale codziennie się widujemy... dobrze, że idą święta...
Niedawno wchodzę do pokoju a
wt., 2010-12-14 09:33 — gibsonlespaulNiedawno wchodzę do pokoju a ona we łzach... pytam o co chodzi... No to mi powiedziała, że sama nie wie czego chce, a później, że powinienem o nią walczyć (bo inni by walczyli)... no rzesz kurna jeszcze mi po "męskiej dumie" jeździ...
Idą święta czas przemyśleń i wytchnienia...
ejjj gitara... wez sie
wt., 2010-12-14 09:40 — skautejjj gitara... wez sie zastanow co Ty wreszcie chcesz.... bo jak narazie to pierdolisz od rzeczy... jestes facetem, masz podejmowac decyzje!!! a nie siedziec i myslec...