Jestem człowiekiem o niewielkich rezerwach cierpliwości, co potwierdza fakt, że w wielu środowiskach ciąży na mnie opinia furianta. Sam rzadko zwracam na to uwagę, co tylko udowadnia, że jest to najwyraźniej bardzo poważny problem.
Nie ma to bezpośredniego związku z podrywaniem, gdyż przy dziewczynach raczej udaje mi się trzymać nerwy na wodzy, ale wiem, że to z pewnością jedna z głównych przyczyn, dla których nie cieszę się specjalną popularnością wśród moich rówieśników. Gdyby ten stan rzeczy się zmienił, być może umiałbym lepiej radzić sobie z uwodzeniem. W każdym razie bardzo rzadko jest tak, że przechodzę nad porażką do porządku dziennego, co powoduje, że zaczyna wylewać się ze mnie hektolitrami rozgoryczenie i nienawiść do boskich sił rządzących światem. Powoduje to oczywiście, że przed kolejnym podejściem muszę długo dochodzić do siebie, co też nie zawsze się udaje.
Być może zna ktoś z Was strony, które mogłyby mi pomóc w trzymaniu emocji na dystans. Albo sami udzielicie mi jakiejś rady?
Masz jakieś hobby?
"Człowiek jest najgłębiej uzależniony od swojego odbicia w duszy drugiego człowieka, chociażby ta dusza była kretyniczna."
Witold Gombrowicz
ja byłem w bardzo podobnej sytuacji, a okazało się po dłuższym czasie i rozkminach, że moim problemem z trzymaniem emocji na dystans była moja własna, była już dupa ...
@Coil
Co do psychologa, to myślałem, czy by się nie wybrać, praktycznie od początku wakacji, no ale... Jakoś nie potrafię się przekonać, że mógłby mi pomóc. Albo inaczej: że usłyszałbym coś nowego albo autentyczne rady, co ze sobą zrobić.

Niespecjalnie, wiesz... To znaczy interesuję się paroma rzeczami, a rozmyślanie nad nimi sprawia mi dużo... bo ja wiem? Radości? Chyba można tak powiedzieć. No ale ciężko jest totalnie nie myśleć o swoich porażkach.
@Gabriell
Ekstrawertykiem? Ja? Chyba Ci się terminy pomyliły (ekstrawertyk to osoba towarzyska, o takim "outgoing" charakterze).
@Chris
Wiesz, czasem to przychodzi samo... Nawet o tym wtedy nie myślę. Po prostu nie umiem zachowywać się inaczej.
@smash
No widzisz, u mnie przyczyna jest diametralnie inna... rzekłbym nawet, że totalnie odwrotna.
No, ale... słuchaj, ta moja agresja (z reguły) nie jest skierowana w stronę żadnej konkretnej osoby. Często jestem zły na siebie, na los/Boga... te sprawy. Myślę, że u introwertyków to bardzo powszechne.
stary
mam ten sam problem
tłumienie w sobie emocji tylko szkodzi
fakt z czasem, np uczucie do kobiety zgaśnie
ale żal w sercu jak się tlił tak tli i zostaje
chude amerykanki
Zacznij coś trenować, mi to zajebiście pomagało na negatywne emocje.
Probowales lepic babki z piasku? Tylko miseczki musza byc conajmniej 75 c ; )
Mówcie do mnie: "Ten,który szanuje Kobiety."
Ja miałem podobnie, a czasem nadal mam, choć w mniejszym natężeniu.
Darłem się na klientów, w jednego nawet rzuciłem końcówką (znaczy końcówką ceny którą miał zapłacić - 1 grosz) bo z wielką łaską i durnym tekstem rzucił mi tym groszem na ladę. Wszyscy dookoła również paplali że jestem cholernie nerwowy. W domu wkurwiony, w pracy wkurwiony.
Złość po prostu trawiła mi wnętrzności. Teraz jest lepiej, tylko ja podszedłem do tego w psychologiczny sposób, gdzieś wyczytałem, czy usłyszałem nieważne... Trzeba znaleść powód swojego wkurwienia (moim była sytuacja w domu i ogólne wychowanie w poddenerwowanej atmosferze), to Ci pomorze ogarnąć myśli i znaleźć sposób na załagodzenie nerwa.
Ja znam przyczynę swojej złości... nie wiem dlaczego, ale mam ogromne poczucie krzywdy. Po prostu wydaje mi się, że nie zasłużyłem, by tak mnie moje otoczenie traktowało, że nie powinienem mieć aż tak wielkich problemów natury towarzysko-miłosnej - że jestem porządnym facetem i mi się to należy. Do tego dochodzi frustracja, że nijak nie potrafię sobie z tym poradzić.
Tak więc nazwanie obiektu złości mam za sobą... co dalej mam robić?
Skoro sam nie wiesz co dalej, to ja Ci nie powiem. Nie stosowałem żadnych kroków punkt po punkcie, po prostu znalazłem powód. KONKRETNY powód. Ja nad tym fakt faktem trochę pomędrkowałem. Znalazłem z dzieciństwa parę szczegółów i wytłumaczyłem sobie parę spraw. Nawet gadałem z tymi osobami które były bezpośrednią przyczyną mojego zachowania. Zrozumiałem, pojąłem i wyluzowałem. Nadal mam napady totalnego nerwa i nienawiść do każdej istoty żywej, ale nie tłumie tego i mija.
Z tego co napisałeś to raczej nie znalazłeś powodu tej złości. Piszesz o poczuciu krzywdy, ale dlaczego masz takie odczucia?