Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Interakcja- mechanizm kontaktów międzyludzkich

11 posts / 0 new
Ostatni
Raptowny
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2011-02-18
Punkty pomocy: 0
Interakcja- mechanizm kontaktów międzyludzkich

Witam

Chciałbym przedstawić Wam mój problem z moją własną inner game, którego sam nie mogę rozgryźć. Jak wiemy, najważniejszą rzeczą w uwodzeniu jest pewność siebie. Prawdziwa pewność siebie- bo pozy, mowę ciała można opanować do perfekcji. Przyznam, że udało mi się w dosyć dobrym( w moim mniemaniu) stopniu opanować mowę ciała. Przyznam, że jest to moim dużym atutem, weszło mi w krew i praktycznie o tym nie myśląc robią swoją postawą dobre wrażenie.

Mój problem jest jednak zgoła inny- i równie nietypowy. Otóż nie sprawia mi zbytniego problemu kontakt, prowadzenie rozmowy oraz emanowanie pewnością siebie, gdy rozmawiam z nieznajomą mi osobą. Sprawiam świetne wrażenie i strasznie mnie to buduje. Mam świadomość, że dopiero poznaję tego człowieka( nieważne, czy jest to mężczyzna czy kobieta) i wiem, że mogę wytworzyć w jego głowie obraz mojej własnej osoby jaki tylko zechcę- i tylko ode mnie zależy, jak ludzie będą mnie postrzegali. Nie mam żadnego problemu w tym czasie z ciekawą rozmową, uśmiechem, pewnością siebie, mową ciała, asertywnością, pewnością w głosie czy trzymaniu sztywnej ramy.

Natomiast- gdy rozmawiam z osobą, którą znam( a zwłaszcza jest to mój znajomy, którego znam dłużej), dzieje się coś, czego wytłumaczyć nie potrafię. Nie jestem już tak pewny siebie, muszę dbać o to, by zachowywać pozory( a nie o to tu chodzi). I mimo, iż siedzimy, moja mowa ciała jest dobra( już nie idealna, ale o tym dalej), to nie ma tej pewności w głosie, wyrażaniu własnych myśli, asertywności pewność siebie i sztywna rama zdecydowanie odbiega od tego, co chciałbym uzyskać, brakuje luzu. Co więcej, pojawiają się adaptory(!), czyli mimowolne gesty rozładowujące napięcie. Przykład: siedzę wygodnie oparty, mowa ciała NIEMAL idealna, ale mimowolnie zaczynam robić coś z rękoma. Nie potrafię trzymać spokojnie otwartych dłoni na blacie stołu czy gdziekolwiek indziej, po prostu mimowolnie się stresuję- bawię się telefonem, targam mały kawałek serwetki( czy" opakowania" po cheesburgerze- tak, wiem, śmieszne), wykonuje palcami mimowolne ruchy, których nie potrafię nieświadomie kontrolować( uderzanie opuszkami palców o blat stołu). Po prostu moja pewność siebie zanika, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Właściwie im dłużej i lepiej znam daną osobę tym jest gorzej- paradoksalnie. Niemal całkowicie znika moja swoboda.

Dochodzę do pewnego wniosku dlaczego tak się dzieje- otóż jak pisałem, nie mam tego problemu przy poznawaniu nowych osób, czy obcowaniu z nowo poznanymi. Może to wynikać z tego, że moi dobrzy znajomi znają mnie od podszewki- wcześniej( jeszcze kilka miesięcy temu) nie byłem tak asertywny, swobodny w swoim wyrażaniu i wolny społecznie( jakby mi się wydawało), nie miałem tak silnej ramy i po prostu nie mogę się przy nich przestawić( nie chodzi mi tutaj o szukanie akceptacji). Ale byłem przy nich swobodny- teraz niejako się pilnuję. Zapytasz, dlaczego? Bo gdy o tym zapominam, coś, co w innych sytuacjach jest dla mnie normalne, tutaj się zmienia- tracę pewność w głosie, staram się wysłowić szybko, przez co również niewyraźnie( wcześniej miałem z tym problem), brakuje mi luzu. Po prostu na płaszczyznę nowych znajomości wniosłem dużo, a tu nie wiedzieć czemu moje wady wracają ze zdwojoną siłą- i gdy się zorientuję, że nie do końca zachowuję się tak, jakbym chciał( sam nie wiem skąd to się bierze), dochodzę do wniosku, jak to( dla mnie) frajersko wyglądało. Z zewnątrz jeszcze nie wygląda to źle, ale ja wiem co się dzieje w środku mnie- i jak to wygląda w porównaniu z tym co jeszcze kilka chwil wcześniej mogłem robić przy obcych mnie ludziach. Nie potrafię przy nich( a tak naprawdę przy każdym z kolei- mowa o znajomych, nieważne czy sam na sam czy w grupie) poczuć tego" syndromu władzy", o którym pisał Gracjan- a co bardzo pomaga mi w kontaktach z obcymi ludźmi( nie jestem arogancki, chamski, czy niegrzeczny- z uśmiechem, pewny siebie, z pewnością w głosie robię to na co mam ochotę). Po prostu boję się tego, że gdy skonfrontuję się kiedyś w jednym miejscu z moimi nowymi znajomymi( kobietami, kumplami) i ludźmi ze starej paczki, to wyjdę na kogoś, kto poniekąd gra( a nie jest tak, po prostu blokuję się przy ludziach, których znam- paradoks!).

Po prostu wiem, jaki mają oni obraz mnie w swoich głowach. Na pewno nie taki, nad jakim własnym" ja" w tym momencie pracuję. Nie wiem, może nieświadomie boję się, że tego nie zaakceptują? Ale nie o to chodzi- doskonale zdaję sobie sprawę, że wychodzenie poza pewne ramy budzi sprzeciw ludzi, którzy już ułożyli sobie Ciebie w swojej głowie- na odpowiednim miejscu. I się tym nie przejmuję- mogę ze starym kumplem podejść do dziewczyn/ kumpli, których niedawno poznałem i być pewnym siebie- i słyszałem już komentarz po takiej rozmowie od kumpla, z którym właśnie byłem na mieście i spotkałem niedawno poznane dziewczyny" nie wiedziałem, że z Ciebie taki amant". Zachowywałem się tak jak chciałem- problem byłby dopiero, gdybyśmy usiedli na jakiejś imprezie w gronie moich" starych"( chodzi mi o to, że to nadal są moi bliscy znajomi) i" nowych" kumpli, po prostu bym" zbaraniał", mam jakąś wewnętrzną blokadę.

Czy miał ktoś podobny problem? Kuriozalnie, odwrotny do tych, jaki ma większość. Zna ktoś na to jakąś receptę? Jakieś wskazówki? Chciałbym, by wypowiedział się ktoś bardziej znający" mechanizm" kontaktów międzyludzkich- co o tym sądzi. Tak jakby" obawiam się" przedstawić moich zmian ludziom, których znam- sam nie wiem dlaczego. Piszę to w cudzysłów, bo robię wszystko by było odwrotnie i nie potrafię wyciągnąć żadnych wniosków ponad te, które przedstawiłem. Nie mogę do końca panować nad swoją mową ciała( jak pisałem- adaptory, i mimo, że będziesz się prężył, to Twoja nieświadomość nadal okazuje przez drobne gesty Twój strach, Twoją niepewność) i nad pewnością w głosie( z tego samego to wynika. Absurdalnie, nie jestem swobody w rozmowach z ludźmi znajomymi, denerwuję się, za grosz luzu, a gdy rozmawiam z kimś, kto mnie dopiero poznaję- pokazuję się bez żadnego wysiłku ze strony, nad którą tak ciężko pracuję- i weszła mi w krew, dlatego tym bardziej nie rozumiem czynników odbierających mi moją pewność siebie.

Trochę długie, ale problem jest rzeczywiście nietypowy i chciałem go w miarę dokładnie przedstawić. Dzięki tym, którzy dotrwali dotąd, będę wdzięczny za wszystkie wnioski i wskazówki

Pozdrawiam Wink

MySoul
Portret użytkownika MySoul
Nieobecny
Wiek: 19
Miejscowość: Bwa

Dołączył: 2010-11-19
Punkty pomocy: 84

O Boże... Nie czytałem tego, ale to napewno musi być spory problem, skoro się tak rozpisałes.

Ja bym prosił o streszczenie, albo plan wydarzeń w punktach Wink

----------------------------------------------------------
...każdy tworzy własną indywidualność...

Raptowny
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2011-02-18
Punkty pomocy: 0

Marso- zgodzę się połowicznie co do stwierdzenia, że w momencie poznawania nowej osoby przełącza mi się coś w głowie- ale uwielbiam to uczucie i chciałbym tak czuć zawsze, również przy starych znajomych. Wiesz dlaczego? Bo paradoksalnie czuję się wtedy o wiele swobodniej i luźniej w takiej interakcji. Bez ograniczeń i poza ramami społecznej" poprawności" Wink

Zawsze chciałbym być w takim stanie- bo gdyby było to jedynie" stawanie na baczność", czy czułbym luz i pewność siebie? Tego nie da się włączyć tak na zawołanie- a u mnie taka sytuacja( poznanie nowej osoby) strasznie determinuje takie zachowanie. Tyle, że jestem wtedy na luzie- płynę, zawsze chciałbym, żeby tak było i zawsze chciałbym odczuwać te pozytywne emocje, które temu towarzyszą Wink

Problem w tym, że gdy właśnie przy znajomych chcę nawet" na siłę" jak mówisz stanąć na baczność, to po prostu jestem jakby" zamknięty w sobie", cały czas analizuję i automatycznie nie czuję się pewnie i bardziej się uwewnętrzniam niż uzewnętrzniam. A powinno być odwrotnie( tzn. powinno być tak, ze pozytywne odczucia towarzyszą mi cały czas:)). Krępuję się wtedy i dopiero w mojej głowie kłębią się myśli dotyczące tego, jak moje słowa zostaną odebrane( czyli chęć akceptacji- a nie tak to powinno wyglądać). Poza tym za nic nie mogę przy" starych" znajomych utrzymać silnej ramy- nie wiem, po prostu jakby przeświadczenie w środku mnie, że niektórzy" wiedzą", że i tak są" wyżej ode mnie"( chociaż oficjalnie coś takiego nie istnieje, to doskonale wiesz, że w każdej grupie czy społeczności jest" podział"), chociaż z asertywnością już problemu nie mam( tzn" zrób coś" nie jest już kierowane bezpośrednio do mnie). Myślę, że wiesz o co mi chodzi. A przy nowo poznanych ludziach mam świadomość tego, że z każdą kolejną sekundą to ja kreuję swój wizerunek w ich oczach- i robię to z uśmiechem na ustach, bez żadnego skrępowania( chociaż to tutaj powinienem się zastanawiać jak moje zachowanie zostanie odebrane- jeżeli w ogóle w mojej głowie takie sytuacje się zdarzają), co więcej czuję luz i wewnętrzny spokój, co strasznie mnie uskrzydla.

Jedyne co mi przychodzi na myśl to sugestia i świadomość, że przez te" nowe" osoby, będę traktowany zupełnie inaczej niż przez osoby ze starego otoczenia i przez dzieciństwo( nie to, że byłem ostatnim jasiem malinowym- ale przyznaję otwarcie, mimo, że koledzy mnie lubili i zawsze należałem do tej" głównej" paczki, to zdecydowanie nie byłem tam przodownikiem, liderem- teraz wiem już przez jakie cechy, a przynajmniej tak mi się wydaje), że wreszcie zaczynam kształtować coś po swojej myśli. Cóż, jestem z tych osób, dla których" kopniakiem motywacyjnym" zawsze była pochwała( dobra ocena na" zachętę", motywujące słowa trenera itd- to bardziej dodawało mi pewności siebie niż niepochlebna ocena i próba pokazania, że jest" inaczej", chociaż również na mnie to działało, lecz nie w takim stopniu) i może właśnie dlatego tak entuzjastycznie zapatruję się na nowe znajomości( każda kolejna poznana osoba motywuje mnie do poznania kolejnej- to mi się u mnie podoba:) właśnie dlatego, że towarzyszą mi przy tym pozytywne odczucia) i niestety chyba mam złe przeświadczenie, że przeszłości się wyprostować nie da i zawsze w mojej starej grupie będą osoby" lepsze" i" gorsze"( chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że to co ogranicza jednych i drugich to tylko i wyłącznie iluzja na ten temat w ich subiektywnym odczuciu- w ich głowie).

Wielkie dzięki za wpis Marso, bo jesteś osobą z której zdaniem niezwykle się liczę. Dlatego możesz mi powiedzieć to co miałeś na myśli wprost- na pewno wpłynie to korzystnie na moje wnioski, jak brutalnej prawdy byś mi przekazać nie chciał Wink Także wysłucham zdania na temat każdego mojego" parametru" jaki byłeś w stanie ocenić po moim wpisie- bo słuszne wnioski mogą mi wyjść jedynie na plus. Poza tym chciałbym wiedzieć, co według Ciebie powinienem zrobić? Jaką postawę przyjąć, co rozwijać? Wszystko to determinuje mnie do rozwoju. Twoje zdanie będzie dla mnie niezwykle cenne tak więc liczę na odpowiedź Wink

Jeszcze raz dzięki za poświęcenie swojego czasu na tak błahe( z perspektywy innych) problemy jak te moje- zmuszasz mnie do przemyśleń a tym samym do rozwoju, więc mam nadzieję, że chociaż świadomość tego wynagrodzi Ci poświęcony czas Wink

Dzięki i pozdrawiam

anonycoder
Portret użytkownika anonycoder
Nieobecny
Wiek: 22

Dołączył: 2010-01-25
Punkty pomocy: 11

Raptowny

Przed swoimi ziomkami jesteś sobą, przed nowo poznana osoba grasz, analizujesz każdy ruch. Nie męczy Cię to?

Masz to na co Cię stać i basta!
-------------------------------
Muay Thai, Bjj, Krav Maga, K1

mobholder
Nieobecny
Wiek: 30
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2010-10-13
Punkty pomocy: 0

Polecam konfrontację. Np: Ty + nowo poznana osoba + stary znajomy. Najlepiej jakiś dłuższy wypad, przypadkowy, jakaś imprezka. Może być z cyklu "wpadniemy po drodze do mojego starego znajomego na herbatę albo kawę albo piwo".

Filmowiec
Portret użytkownika Filmowiec
Nieobecny
Wiek: 18
Miejscowość: Jedyne w swoim rodzaju

Dołączył: 2011-01-29
Punkty pomocy: 1

Nie czytałem porad poprzedników, ale powiem coś od siebie...

Miałem taki sam problem! Sęk w tym, że ja już umiem sobie z tym poradzić, stary Ty nie akceptujesz siebie!!
Ja siebie zaakceptowałem, nawet wśród starych kumpli zachowuje tą pewność siebie, o której tu mowa! Jestem już innym człowiekiem, musisz po prostu poczuć się najważniejszą osobą na Ziemi, Ty jesteś Pan ważny, zmień swoje nastawienie, Ty jesteś reżyserem, scenarzystą i głównym bohaterem w "Swoim Własnym Życiu"! Gdy umierasz, robi się ciemno i film się kończy, masz prawo do korzystania z życia nim umrzesz.
Pozdrawiam Pana Ważnego - "Raptownego"!

"Girl.. you will be a woman, soon..."

http://www.youtube.com/watch?v=Q...

Raptowny
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2011-02-18
Punkty pomocy: 0

Dzięki za odpowiedzi, nie mogłem przez pewien okres odpisać.

Z góry przepraszam za długi tekst, ale nakreśla on sytuację oraz jej dynamikę w moim życiu i dlatego tym bardziej będę wdzięczny, gdy ktoś z Was to przeczyta i pomoże uporać mi się z moim problemem. Nie jest on standardowy gdyż porusza wiele kwestii, tak więc tym większe podziękowania dla tych, którzy zechcą zająć swoją głowę myśleniem nad tym" przypadkiem" Wink

Fimlowiec- dzięki za motywujące słowa Wink

Anonycoder- przeczytaj uważnie. Przy nowo poznanej osobie czy też w gronie bardziej obcych mi ludzi czuję się swobodniej.

Wiecie na czym to polega? Przy nowo poznanej osobie jestem w pełni spontaniczny, pewny siebie, nie zastanawiam się nad tym co mówię( bo jakby nie boję się skutków tego) i zarówno moja mowa ciała, ton głosu tak i gesty i słowa przekazują tą pewność siebie. To jest naturalne i czuje się przy tym jak ryba w wodzie. Nie mogę się zgodzić, ze przy znajomych się rozluźniam- właśnie co mniej najbardziej przeraża, przy nich jestem spięty. Analizuję każdy swój ruch, ważę słowa( a raczej- niestety- zastanawiam się nad każdym wypowiedzianym). Tych samych słów nie mam żadnych oporów powiedzieć osobie nowo poznanej, czy takiej która już zdążyła mnie dobrze poznać( jednak gdzie zawsze przy tej osobie byłem wyluzowany i pewny siebie- to jakby jeszcze bardziej motywuje moją pewność i zdecydowanie) ale nie powiem tego osobie którą znam. A jeżeli już powiem, to nie jestem przekonany i zdecydowany- obeznani w temacie wiecie o co chodzi, po prostu pojawia się aspekt mowy ciała, tony głosu- podświadomie taka osoba wyczuje brak mojego zdecydowania i pewności- a ja jestem tego w pełni świadomy. Paradoksalnie nie mam w tej sytuacji jaj by mówić i robić to na co mam ochotę. Nie wiem dlaczego.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że skrępowanie sytuacji wynika tylko i wyłącznie z tego jak ja to odbieram- jeżeli przy jakiejś osobie nawet delikatnie przegniesz( a raczej Tobie się tak wydaje) lecz dalej jesteś pewny siebie- nie zważasz na to, mówisz dalej, nie zmieniasz swojego zachowania- zwykle takie sytuacje kończą się tak jakbyś chciał- uśmiechem i kontynuowaniem tematu. Lecz jeżeli przez ułamek sekundy wpadniesz w zakłopotanie( nawet nie to że zaczynasz tłumaczyć sytuację) da się wyczuć w atmosferze te emocje. Emocje takiej" niezręczności" czy zakłopotania. Ogólnie to są te emocje, które staram się przedstawić- z tym, że naprawdę ważę niemal każdą swoją wypowiedź przy osobach mnie bliżej znających i to jest przerażające- moja pewność siebie spada do zera.

Przy osobach" obcych"( bo nie można tego jednoznacznie określić) potrafię mówić długo i z zaciętością bronić swoich racji w tematach bardzo kontrowersyjnych, opowiadać o nich i przekonać do tego wielu ludzi( bardzo interesuję się tematyką zakulisowych zagrań na scenie geopolitycznej- jestem także krytykantem forsowanych przez mass media pustych sloganów i frazesów propagandy, otwarcie mówię co myślę o manipulacji mediów, nie jestem- o zgrozo- wyborcom PO ani PiSu, krytykuję ich( bo jest za co) i sprzeciwiam się lewicowej polityce( Więcej wolności gospodarczej! JKM!), mam szereg argumentów i nie spotkałem jeszcze osoby, która by mnie w tych kwestiach" przegadała"). Ludzie są zwykle zafascynowani tym jak o tym opowiadam oraz jak szeroką mam wiedzę.

Jednak w otoczeniu" najbliższych" znajomych nie potrafię się swobodnie wypowiadać, wyżej wymienionych tematów już w ogóle niemal nie poruszam( chyba, że przy okazji jakiegoś ważnego wydarzenia, o którym TVN nie raczył ich poinformować) gdyż spotkałem się z" niemiłym" i drwiącym podejściem ze strony" alfa" grupy( szyderstwo oczywiście, ponieważ" walki" na argumenty się w razie takich ataków nie podejmuje) w czym oczywiście część( mimo, że są to moi znajomi, mogę powiedzieć otwarcie- lizodupy) zaczęła mu wtórować drwinami( na co sami by się oczywiście nie odważyli). Tak naprawdę nie potrafię przedstawić w dyskusji( niezależnie od tematu) do końca swoich racji, gubię argumenty, nie potrafię ukazać tematu od strony którą chcę pokazać- mimo, ze znam swoje racje- coś mnie blokuje. I siadam- na fotelu z napisem beta. Tudzież omega.

Tak- nie jestem alfa tej grupy. Chociaż nie jestem również" popychadłem". Znamy się przeszło 10lat( osiedla, szkoła)- lecz z takiego pułapu wyjściowego uciec musiałem, będąc młodszy ja byłem tym, który może" coś" zrobić. Taki pomocny, miły chłopak- sam na sam nikt nigdy do mnie nic nie miał, rzecz w tym, że zawsze byłem" pomocny" i uczynny. Byłem osobą( raczej wtedy dzieciakiem) z którego można było bez konsekwencji zadrwić, zrobić jakiś głupi" numer". To się zmieniło ale do alfa mi daleko. Tak naprawdę, osoby, która poznały mnie jakiś czas temu, gdyby skonfrontowały swój pogląd o mnie( zawsze jestem przodownikiem, ten" pewny siebie"-zupełnie odwrotnie niż wtedy w dzieciństwie- i może dlatego czuję się z tym tak dobrze) z tym, jaki byłem( a nawet, jaki nadal jestem) przy bliskich znajomych, zapewne byłoby w lekkim szoku. Ale nie potrafię sobie z tym poradzić- tak jakby wbiło się w mój betonowy łeb, że alfa to alfa, że jakaś" hierarchia" jest i ciężko mi się wychylić. Tak jakby mój umysł stwierdził, że jest jakiś konkretny ustalony punkt i pozostaje status quo.

Bardzo dużo zmieniła postawa- ogólnie mowa ciała. Nie zapominajcie o tym, ja najpierw dostrzegłem to w sposobie siedzenia i" cieszyłem się", że to zmieniłem, twierdząc, że postawę gdy się poruszam mam" dobrą". I tutaj odsyłam do bloga Foxy'iego na temat mowy ciała- dopiero po skonfrontowaniu tego jak wyglądam teraz a kiedyś widzę różnicę. Co ważne- zauważyłem, że osoby, z którymi znam się od dawna a widuję się od czasu do czasu( raz na tydzień- dwa) zmieniły trochę stosunek do mnie. Niejednokrotnie słyszałem, że się" zmieniłem". Lecz przy nich też nie jest tak jakbym chciał- i doskonale wiem czemu. Nadal mam zakorzenione, że" oni mają jakiś mój obraz w swojej głowie". Znam problem, nie znam lekarstwa- nie potrafię wyjść za jego ramy- mimo, iż wiem, że to wszystko siedzi tylko w mojej głowie. A by być pewnym siebie przy osobach z najbliższego otoczenia, muszę pokonać dwukrotnie większą drogę.

Po prostu chyba to mnie tak zadowala w obcowaniu z nowymi osobami- tworzę siebie w ich oczach od początku. Czy wychodzi to z niedowartościowania w latach poprzednich i dzieciństwie? Nie wiem. Ale naprawdę- to przy nich jestem swobodny i wyluzowany. Może to paradoks, ale to właśnie przy osobach znajomych czuje się podenerwowany i zwracam uwagę na każde zdania- nie mam jaj by robi i mówić na co mam ochotę. Siedzi we mnie to poczucie, że jest hierarchia i jeśli się wychylę zostanę jakoś skarcony. I nie potrafię tego przeskoczyć- tu jest problem, którego nie potrafię rozwiązać sam. Ważne, że zdaję sobie z niego sprawę, bo gdy znajdę rozwiązanie, będę miał świadomość, że muszę coś zmienić w myśleniu. Ba, już to wiem, tylko nie wiem do końca co. Po prostu się krępuje i nie jestem swobodny- jeżeli ktoś nie potrafi tego zrozumieć, niech spróbuje to sobie wyobrazić- a może będzie miał jakąś podpowiedź dla mnie Wink

Starałem się to nakreślić najlepiej jak potrafiłem, chociaż wiem, że to do końca niemożliwe. Nie odbierzcie też źle moich znajomych- bo do końca źli nie są, wiem, że to ja jestem temu winny, bo pozwalam, by działo się to w moim życiu. Żadna inna osoba nie potraktuje mnie w ten sposób- jestem wygadany( widać po tekście heh) i po prostu" nie daję sobie w kaszę dmuchać". Ale nie w tym przypadku i nie wiem jak to zmienić. Co zmienić w sobie- bo tu jest problem- i dlatego proszę o konkretne rady. Uwłacza mi to wszystko, najbardziej to, że nie mam jaj- a przynajmniej w opisanych wyżej sytuacjach nie potrafię ich pokazać.

Chciałbym aby ludzie znający się na temacie dołożyli swoją cegiełkę- w jakiś sposób radą przysłużyli się do tego, bym inaczej zaczął odbierać sytuację( a raczej- inną rzeczywistość tworzył). I spodziewam się tutaj jakiegoś kopa w tyłek, myśl, która rozjaśni to co w moim umyśle blokuje mnie przed wszystkim i zmusi do działania. Tu chodzi o emocje, inner game, podejście i postrzeganie- dlatego proszę ludzi, którzy mają to poukładane o wyrażenie tego co myślą na ten temat i odniesienie się do mojego tekstu.

Wybaczcie, że tak długi, ale po nieobecności naszła mnie refleksja i chciałem to przelać- by jak najlepiej nakreślić sytuację. Liczę na odzew i dzięki za wytrwałość, jaką niewątpliwie posiadasz czytając to zdanie Wink

Pozdrawiam

Raptowny
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2011-02-18
Punkty pomocy: 0

Podbijam, zastanawiając się nad tym, czy nikt nie jest w stanie ogarnąć mojego problemu czy może tego tekstu Wink

Zauważyłem jedną specyficzną rzecz- gdy rozmawiam z kobietą, jestem absolutnie na luzie, mówię co chcę i kiedy chcę. Nawet gdy jakaś treść z pewnością się jej nie spodoba- mam to w dupie, to jest moje zdanie i chuj. I tutaj jestem świadomy tego, że i tak ta stanowczość i posiadanie własnego zdania" nabije mi punktów" bardziej, niż gdybym miał powiedzieć coś, co kobiecie by się spodobało. Wszystko potrafię obrócić w żart, nie mam z tym problemu.

Natomiast przy znajomych osobach pojawia się blokada. Jakby obawa o reakcję. Nie wiem dlaczego, nie boję się prowadzić otwartej dyskusji na argumenty z kobietą, robię to na luzie, bardzo spokojnie i opanowanie, a w rozmowie ze znajomym, tudzież innym mężczyzną, zanim w ogóle zacznie się konkretna wymiana argumentów, już cały się" gotuję". Nie czuję się pewnie, obawiam się reakcji, zresztą co jeśli natrafię na kogoś kto długo i uparcie będzie bronił swoich argumentów, mimo, iż będę miał świadomość racji i argumenty oponenta będą" wiotkie", to co? Nagle przechodzimy na inny temat? Nie potrafię sobie tego w głowie ułożyć, za wszelką cenę będę miał chęć przekonania tego kogoś do swoich poglądów. O dziwo w przypadku kobiet gdy trafię na beton, z uśmiechem na ustach powiem np. " żyj sobie w nieświadomości" i bez niczego rozmowa kontynuowana jest na innych płaszczyznach, żadnego konfliktu to nie rodzi. Rozmawiając z mężczyzną, tudzież znajomym( o dziwo na znajome dziewczyny reaguję podobnie) nie potrafię opanować tych emocji. I nawet gdy siłą rzeczy temat się zmieni, nie potrafię się odciąć od tych negatywnych emocji które powstały podczas konwersacji( a w ogóle nie powinno ich być).

Plus jest tego taki, że powoli zaczynam dostrzegać i analizować własne emocje. Ale jak efektywnie przenieść to na każdy aspekt życia, na każdego rozmówcę? Rzecz w tym, że podczas rozmowy z kobietą jestem pewny siebie najprawdopodobniej dlatego, że wreszcie ktoś mi powiedział( odkryłem stronę) jak powinna wyglądać interakcja i to co robię( całokształt) jest spójne ze mną- jestem absolutnie przekonany o tym, że robię dobrze, że w dobrym kierunku, odpowiednim torem prowadzę interakcję.

Cóż jestem pojętym uczniem i gdy coś mi się raz pokaże/ powie to potrafię później z tego korzystać- patrz interakcje z kobietą, strona otworzyła mi oczy. Jednak nigdy nie miałem dobrego wzorca do naśladowania w innych sytuacjach interakcji międzyludzkiej. Tudzież nie potrafiłem korzystać z przykładu, obserwując wszystko z boku( powinienem wyciągać wnioski np. z zachowania osoby uznawanej za samca alfa w grupie). Co zrobić, by posunąć to naprzód? Bo wiem, że nie przedstawi mi się każdej sytuacji życiowej żebym potrafił skorzystać z tego podczas gdy sytuacja się wydarzy. Ale tak samo jest z uwodzeniem- ta strona bardziej wskazuje nam kierunek, niż to co konkretnie mamy robić- obierzesz dobry kierunek- nauczysz się. Niekiedy na błędach, ale idziesz w dobrym kierunku- z racji tego, że masz drogowskazy, nie instrukcje. To jakim powinieneś być by zmienić się na lepsze. Temat też dla mnie wydaje się żałosny, ale nigdy nie zadawałem tutaj pytań w stylu" a co zrobić na drugiej randce w 4. minucie gdy ona poprawia bluzkę"- miałem drogowskaz i działałem. Dlatego byłbym wdzięczny komuś, kto przeczytał to co opisałem w tym temacie, nakreślił sobie w głowie mój problem i wskazał ten drogowskaz- wszakże o drogę pytaj ludzi, którzy dotarli już tam, gdzie chcesz być Ty Wink

Liczę na pomoc.

Pozdrawiam;)

mati07120
Nieobecny
Wiek: 17

Dołączył: 2010-11-15
Punkty pomocy: 0

to chyba najbardziej rozpisany człowiek:)

Guest
Portret użytkownika Guest
Nieobecny
Starszy moderator
ModeratorWtajemniczonyTa osoba pomogła w składce na serwer

Dołączył: 2009-02-11
Punkty pomocy: 12904

uhhhh... rozbudowane, ale ciekawe. Powiem szczerze, że nigdy takich problemów nie miałem. Może w towarzystwie nie zawsze jestem alfa, ale nie mniej niż "alfa prim".
Bardzo zależy Ci na opinii ogółu, ich akceptacji. Brak zgodności z poglądami alfa to w/g Ciebie wyrzucenie poza nawias. Myślę, że ty już poza tym nawiasem jesteś niestety, włąsnie poprzez swoją nieasertywną postawę.
Nie wiem z czego to wynika. Może alfa jest przystojniejszy, może lepiej wykształcony, może bogatszy, może..., może... może... Ale dobrze wiesz, że to iluzje.
Uważam, że dobrze byłoby pogadać ze specjalistą-psychologiem, który właściwie Cię ukierunkuje. A tak doraźnie to próbowałbym za każdym razem, kiedy spada Twoja samoocena i wyczuwasz, że wbrew zdrowemu rozsądkowi podporządkowujesz się dominującemu w waszej grupie, wyobrazić sobie tego alfa w jakiejś komicznej, niekomfortowej dla niego sytuacji, w niecodziennym ubraniu, z defektem w wyglądzie itd. Może wtedy "zrzucisz" go z tego piedestału

________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"